Niemcy : Socjaldemokraci dogonili chadeków

IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 23.08.02, 12:28
PAP, tom /2002-08-23 11:48:00


Niemcy: Socjaldemokraci dogonili chadeków

Miesiąc przed wyborami do niemieckiego parlamentu socjaldemokraci (SPD) pod
wodzą kanclerza Gerharda Schroedera dogonili prowadzących dotąd w sondażach
opinii chadeków (CDU/CSU) Edmunda Stoibera .

Z ogłoszonych w piątek w telewizji ZDF rezultatów najnowszego sondażu wynika,
że SPD może liczyć na 38 proc. głosów, natomiast koalicja CDU/CSU na 39 proc.
O ile wynik socjaldemokratów jest o dwa punkty procentowe lepszy niż w
badaniu tego samego instytutu sprzed tygodnia, wynik chadeków pozostaje
niezmieniony.

Wg komentatorów, poprawę notowań Schroeder zawdzięcza sprawnym działaniom
władz podczas niedawnej powodzi w Niemczech. Katastrofa dała kanclerzowi
wiele okazji do pojawienia się w mediach. 44 proc. Niemców były w zeszłym
tygodniu zdania, że władze "dobrze zareagowały" na powódź.

Bez zmian pozostają notowania liberałów z FDP i Zielonych. Gdyby wybory
rozpisano w najbliższą niedzielę, głosowałoby na nich odpowiednio 9 i 7 proc.
uprawnionych do głosowania Niemców.

AFP, która relacjonuje wyniki sondażu, nie podaje informacji o marginesie
błędu badania, dacie jego przeprowadzenia i ankietowanej próbie.

    • Gość: wild a może socjaldemokraci wchłoneli chadeków...? IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 23.08.02, 12:32
      najpierw niech część lewych "chadeków" zacznie bronić cenzury w grach i filmach
      jak socjaldemokraci...
      • Gość: dorota Re: a może socjaldemokraci wchłoneli chadeków...? IP: *.man.bialystok.pl 23.08.02, 12:41
        Precz z cenzura, przez nia ginie wolnosc.
        A wolnosc jest rzecza najwazniejsza dla zdrowej demokracji
        • Gość: wild wolność a ... demokracja? IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 23.08.02, 12:48
          Charles W. Baird

          Ale przecież wolność i demokracja to nie to samo. Demokracja jest formą
          ustrojową, w której rządzeni, w oparciu o głos większości, posiadają pewien
          wpływ na rząd. Wolność jest stanem, w którym jednostki mogą działać według
          swoich własnych zainteresowań, będąc wolnymi od ingerencji innych, włączając w
          to rząd – o ile nie przekroczą podstawowych praw innych ludzi.

          By ludzie byli wolni, władza – nawet władza demokratyczna – musi być
          ograniczona. Większości bowiem mogą być tak samo tyranami jak dyktatorzy. Już
          autorzy zbioru "Federalist Papers" ostrzegali nas przed
          niebezpieczeństwami „despotycznego majorytarianizmu". Naczelnym motywem działań
          delegatów na filadelfijską konwencję konstytucyjną w 1787 roku było
          powściągnięcie „demokratycznych ekscesów" poszczególnych stanów w Artykułach
          Konfederacji.

          W warunkach nieograniczonej demokracji wszystko można poddać głosowaniu. W
          ograniczonej demokracji prywatna sfera ludzkiego działania nie podlega
          głosowaniu. Tutaj indywidualny wybór, a nie głos większości stanowi o właściwej
          decyzji. Możemy to wyrazić słowami Sądu Najwyższego USA:

          „Najważniejszym celem Karty Praw było wycofanie pewnych zagadnień z obszaru
          zmiennych politycznych sporów, umieszczenie ich poza zasięgiem [głosującej]
          większości–. Niczyje fundamentalne prawa nie mogą być poddane głosowaniu; one
          od wyniku głosowania nie zależą."

          Łatwo pokazać, że istnieją pewne rzeczy, które nie powinny podlegać głosowaniu.
          Załóżmy na przykład, że większość obywateli w jakimś kraju głosuje za
          konfiskatą majątku wszystkich czarnych obywateli i przekazaniu go wszystkim
          białym obywatelom. Czy musimy popierać większość w tym wypadku? Jeśli
          odpowiesz „tak", to na jakiej podstawie uzasadnisz podporządkowanie praw
          czarnych interesom białych? Jeżeli odpowiesz „nie", uznajesz przez to, że muszą
          istnieć pewne granice tego, co wolno robić większości.

          Załóżmy, że większość obywateli głosuje za konfiskatą 50% dochodu wszystkich
          ludzi, których dochód roczny przekracza 150 000 dolarów i przekazaniu go
          ludziom, których dochód roczny jest mniejszy niż 25 000 dolarów. Czy mamy
          obstawać przy większości w tym przypadku? Jeśli twoja odpowiedź brzmi „tak"
          oraz gdy twoja odpowiedź na pierwsze pytanie była „nie", trzeba zapytać: na
          jakiej podstawie różnicujesz te dwa przypadki?

          Czy dlatego, że pierwszy opierał się na kryterium rasowym, a drugi na zdolności
          do płacenia? Dlaczego miałoby to mieć znaczenie? Czy kradzież nie jest
          kradzieżą niezależnie od tego, kto jest ofiarą, a kto na tym zyskuje?

          Jeśli wyjdziemy od aksjomatu, że wszyscy ludzie posiadają równe prawa i powinni
          być przez prawo jednakowo traktowani, to należy logicznie wnioskować, że
          odbieranie niektórym, by inni mogli zyskać jest zawsze bezprawne. Dyskryminacja
          na podstawie dochodu nie jest wcale łatwiejsza do usprawiedliwienia niż
          dyskryminacja na podstawie rasy. Dobrowolne przekazania majątku lub pieniędzy
          są dozwolone, ale wymuszone – nie.

          Określenia „demokracja ekonomiczna" często używa się do opisu sytuacji, w
          której państwo demokratyczne zasadę decydowania przez wybieralną większość
          rozszerza na sferę prywatnej produkcji i handlu. Na przykład ustawa o
          zatrudnieniu (National Labor Relations Act) zmusza wszystkich pracowników danej
          firmy do zaakceptowania tego, że są reprezentowani przez związek zawodowy
          wybrany przez większość tych pracowników. Ta sama ustawa zmusza pracodawcę do
          uznania związku jako wyłącznej strony w sporach z pracownikami. Kiedy związek
          uzyskuje w głosowaniu prawo reprezentowania, zabrania się wówczas indywidualnym
          pracownikom, nawet tym, którzy głosowali przeciwko temu związkowi,
          reprezentowania czy też rozstrzygania sporów indywidualnie. Związki
          usprawiedliwiają ten przywilej monopolu występowania w imieniu pracowników
          twierdząc, iż wszyscy pracownicy winni trzymać się większości. Mówią wtedy: „to
          jest demokracja".

          Jednakże negocjowanie sprzedaży własnych usług pracy to sprawa prywatna, a nie
          państwowa. Wynajęcie prawnika dokonuje się przez jednostkowy wybór spośród tych
          prawników, którzy mają ochotę podjąć się danej sprawy. Taka decyzja nie wymaga
          głosowania większości. Związek jest organizacją, która specjalizuje się w
          reprezentowaniu pracowników podczas sprzedaży ich usług pracy. Wynajęcie
          związku, by reprezentował pracownika, jest logicznie rzecz biorąc tym samym, co
          wynajmowanie prawnika, który by reprezentował Ciebie. Powinno to pozostać
          sprawą twojego indywidualnego wolnego wyboru – spośród tych związków, które
          mają ochotę Ciebie reprezentować. Kongres wszelako zadeklarował, że wybór
          związku musi być podobny wyborowi prezydenta, a nie wyborowi prawnika. Twoja
          praca, głosi Kongres, należy do większości twoich współpracowników.

          Załóżmy że Kongres ogłosi, iż wybór współmałżonka, czy też wybór kościoła, albo
          wybór przyjaciela musi dokonać się głosem większości. Jeśli bowiem mamy
          demokrację ekonomiczną, dlaczego nie demokrację małżeńską, demokrację kościelną
          czy demokrację przyjacielską? Cóż za różnica? Czy to tylko z powodu Karty Praw?
          Pierwsza Poprawka gwarantuje jednostce wolność religii, gwarantuje także
          indywidualną wolność zrzeszania się. Wybór współmałżonka i przyjaciół podlega
          ochronie właśnie tej wolności zrzeszania. Czy decyzja dotycząca reprezentacji
          związkowej nie jest także sprawą wolności zrzeszania się?

          Gdzie wytyczymy linię podziału pomiędzy sytuacjami, w których decyzje są
          podporządkowane woli wybieralnej większości w sposób prawnie uzasadniony, a
          sytuacjami, w których takiego uzasadnienia nie ma? Autorzy Konstytucji Stanów
          Zjednoczonych próbowali wyznaczyć taką linię, ale od tamtych czasów politycy i
          urzędnicy znaleźli wiele sposobów jej przekraczania, zwłaszcza wtedy, kiedy
          chodzi o wolności ekonomiczne. Ustawa o zatrudnieniu, prawnie gwarantowane
          minimalne płace, kontrola czynszów, ustawowy urlop rodzinny i ustawowe
          preferencje rasowe podczas zatrudniania to tylko pięć z setek aktów Kongresu,
          które tę linię przekroczyły.

          W wolnym społeczeństwie władza państwa jest ograniczona przez fundamentalne
          prawa jednostek, które istnieją niezależnie od państwa. W wolnym społeczeństwie
          jedynym celem państwa jest wprowadzenie i obrona tych fundamentalnych praw.
          Demokracja nie może rozszerzać zakresu władzy państwa poza te jego jedynie
          uprawnione działania. Istnieją tylko dwa uzasadnione zastosowania demokracji w
          wolnym społeczeństwie: najpierw wybór ludzi, którzy będą sprawować władzę
          państwową, a potem określenie konkretnych działań rządu w tym ograniczonym
          zakresie – i nic więcej.
    • Gość: doku Za to też obwiniasz USA? nt IP: *.mofnet.gov.pl 23.08.02, 12:54
      • Gość: V.C. Re: Za to też obwiniasz USA? nt IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 23.08.02, 13:31

        Czy to twoje słynne poczucie humoru czy może już symptomy choroby ?

        Lecz się , choćby homeopatycznie . Byle nie papierosami ...
    • _karp Re: Niemcy : Socjaldemokraci dogonili chadeków 23.08.02, 13:03
      Gość portalu: V.C. napisał(a):

      > Wg komentatorów, poprawę notowań Schroeder zawdzięcza sprawnym działaniom
      > władz podczas niedawnej powodzi w Niemczech. Katastrofa dała kanclerzowi
      > wiele okazji do pojawienia się w mediach. 44 proc. Niemców były w zeszłym
      > tygodniu zdania, że władze "dobrze zareagowały" na powódź.

      Smutna mina ojca narodu dbającego o swoją zmoczoną dziatwę. To musi chwytać za
      serce.
      • Gość: V.C. Niemcy : Socjaldemokraci dogonili chadeków IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 21:22
        Niemiecka afera Watergate?
        24.08.2002 19:29
        Berlińska policja potwierdziła, że z kwatery głównej partii kanclerza Gerharda
        Schroedera zniknął przenośny komputer. Według "Der Spiegel" w jego pamięci
        znajdowały się tajne informacje na temat Partii Socjaldemokratów. Były to np.
        dane dotyczące środków bezpieczeństwa na przedwyborczych spotkaniach.

        Zdaniem gazety w ostatnim tygodniu do siedziby SPD włamano się dwukrotnie, ale
        komputer zabrano podczas drugiej wizyty.

        Na 4 tygodnie przed wyborami parlamentarnymi SPD Schroedera i opozycyjna
        chadecja pod wodzą Edmunda Stoibera mają niemal równe szanse na zwycięstwo.

        Jutro w niemieckiej telewizji odbędzie się publiczna debata na żywo obu
        przywódców. Może ona przesądzić o tym, kto zostanie przyszłym kanclerzem. (RMF)
Pełna wersja