dokowski
13.09.05, 12:15
Mąż porzucił rodzinę po tym, jak żona i dzieci zmieniły wyznanie. Wystąpił o
rozwód i sąd orzekł, że rozpad małżeństwa nastąpił z winy żony. Sądy
apelacyjne utrzymały to w mocy. W końcu SN także uznał winę żony, mimo że w
wyniku zmiany wyznania nie zaczęła ona zaniedbywać rodziny ani dawać
pieniędzy nowej sekcie.
Sędziowie SN najwyraźniej nie rozumieją pojęcia "winy", albo celowo udają
idiotów, ponieważ w uzasadnieniu wyroku nie powołują się na żadne złe czyny
lub zaniechania żony, ale tylko na negatywne następstwa zgodnego z prawem
przejścia na inną wiarę.
SN stworzył w ten sposób precedens pokazujący, że zmiana wiary katolickiej na
inną jest od tej pory w Polsce wykroczeniem z punktu widzenia prawa
cywilnego. Zaczęły się więc w Polsce prześladowania religijne, a SN
przekształcił się w nowożytną Inkwizycję.
Jedyna nadzieja w tym, że Europa ma jeszcze jakiś sąd, którzy pokaże naszym
fanatykom z SN, że są barbarzyńcami niegodnymi sprawowania funkcji sędziego w
cywilizowanym świecie.
Ta sprawa pokazuje, że nasze chore postsowieckie społeczeństwo i sądownictwo
są za głupie jeszcze, aby samodzielnie rozwijać swój kraj zgodnie z ideałami
wolnego świata, że bez przynależności do NATO i UE pewnie już dawno Polska
zdryfowałaby w stronę dyktatury katolickich strażników rewolucji.