leje-sie
27.09.05, 17:36
albo konserwatywny liberalizm.
To chyba chimera lub gryf, zwierzeta bajkowe, niewystepujace w przyrodzie,
nawiedzajace wyjatkowe tylko umysly.
Z liberalizmem sprawa mniej wiecej jasna, z roznych jego odmian najbardziej
odpowiada mi liberalizm Johna Stuarta Milla, choc i na Smitaha i na Locke´a
nosem nie krece.
Ale gdy probuje do liberalizmu dodac konserwatyzm to, jakbym nie liczyl, z
rownania zostaje mi konserwatrywna reszta, wielkosc urojona, do niczego sie
nie nadajaca.
Materia dyskursu zda sie calkiem nie posiadac jadra. Brakujez konserwatyzmowi
zawartosci?
Konserwatyzm jawi sie czasami jako ruch radykalny, wrecz rewolucyjny - majacy
na celu odmiane wspolczesnosci az do korzeni i przebudowe wedle idealnego
wzorca.
Gdzie jest wiec ow zloty wiek idealnych stosunkow spolecznych? 30 lat temu?
Wstrzasam sie z obrzydzenia bo te czasy i system pamietam. Dawniej jeszcze?
Gdzie szukac owej minionej harmonii, ktora nalezy przywrocic by stworzyc
doskonale spoleczenstwo
I co sklada sie na ow zloty wiek? Bog, honor, ojczyzna - czy inaczej
wyrazone - oltarz, armia i krol?
Czesciej slysze i czytam o konserwatyzmie przymiotnikowym - spolecznym,
obyczajowym. To dobrze, ze liberalizmowi oddal to na czym sie ewidentnie nie
zna, czyli ekonomie, i nie probuje stworzyc skansenu szczesliwych kmieci i
rzemieslnikow.
Rozumiem, ze chodzi tu o pewien zespol przekonan i wartosci. Ale taki
konserwatyzm mocno traci indywidualizmem, osobistymi preferencjami i
pogladami na obyczajowosc. Nie dosc, ze artykuluje sie najczesciej starczym
zrzedzeniem i integralnym obskurantyzmem, to nie potrafie sobie wyobrazic
przelozenia prywatnych idiosynkrazji i fobii na program polityczny.
Ot, ubierze sie wlasne wstrety i uprzedzenia w partyjna retoryke i na tym sie
skonczy? Znam to sam - nie przekluje sobie ucha by zawiesic w nim kolczyk,
nie przefarbuje posiwialych wlosow na marchewkowo, nie dokonam tez rewolucji
seksualnej. I co? I nic z tego nie wynika.