piq
28.09.05, 17:46
...bolszewickich tchórzy i złodziei Księżyca.
Obejrzałem sobie wczoraj ten plugawy spektakl uników i gierek ("gierek" to
dobre słowo) dwóch kurdupli, którzy politykę pojmują jak dobra pzprowska
gwardia - jako rozgrywki gabinetowe w łonie biura politycznego kompartii.
Kiedy pisałem swój wątek o "nowej lewicy" nieeseldowskiej, nie spodziewałem
się, że te dwa buce z jednym jajem wytną mi taki numer. Myślałem raczej o
tym, co dalej, o sprawnym budowaniu nowego państwa, z premierem jarkiem, i
nawet myślałem, że to dobrze, że będzie premierem, bo nie zacznie
rozpîërdalać wszystkiego swoim i braciaszka zwyczajem. Ale okazało się, że
tym socjalpopulistycznym wszom brakuje honoru i odwagi. O düpę potłuc taką IV
RP, wktórej pierwszą rzeczą, jaką powinni prezentować politycy obejmujący
rządy, są zasady moralne i tzw. "dobry obyczaj", którego tak w post-prlu
brakowało. Myślałem, że mimo socyalnych farmazonów przynajmniej to im
zostało. Ale mentalny bolszewik jest zawsze mentalnym bolszewikiem.
Marcinkiewicz jest albo biedny, albo głupi, albo i biedny i głupi. Jeżeli
zgodził się na "chwilówkę", to jest polityczną szmatą do podłogi. Jeżeli
myśli, że to na poważnie, to jest biedny, bo podwójny sqrvysynek lechojarek
szybciutko podłoży mu nogę.
Myślę, że w takiej sytuacji platfuserzy powinni prowadzić rozmowy wyłącznie z
przyszłym premierem, szybko stworzyć rząd, i objechać tego podwójnego kikuta
naokoło, jeśli tylko się da, próbując usamodzielnić Marcinkiewicza, a olać
sqrvybraci.