Gość: max
IP: *.net.bialystok.pl
20.07.01, 12:39
http://www.gazeta.pl/alfa/artykul.jsp?dzial=010201&xx=358494
Genua, miasto wściekłych ludzi
Tomasz Surdel, Genua (19-07-01 19:59)
Zepchniemy ich do morza! Marco, 23-letni student socjologii z Neapolu, nie ma
wątpliwości, że rozpoczynający się w piątek w Genui szczyt przywódców siedmiu
najbardziej uprzemysłowionych państw świata i Rosji nie odbędzie się zgodnie z
programem. I to mimo obecności ponad 20 tys. policjantów i żołnierzy. - No i co
z tego? Nas będzie 150 tys.! - mówi mi Marco
Genua to dziś miasto wściekłych ludzi. Zdenerwowani mieszkańcy narzekają, że
nie mogą się swobodnie poruszać, sklepikarze zabijają deskami witryny i liczą
straty, jakie poniosą w najbliższych dniach, antyglobaliści z całego świata co
rusz są legitymowani i rewidowani przez agresywnych policjantów, dla których
wszyscy są podejrzani...
Napięcie wisi w powietrzu
- To jakieś wariactwo. Żeby wyjść z domu, muszę pokazywać dokumenty. Żeby coś
kupić, muszę jechać na obrzeża miasta, bo tutaj wszystko zamknięte. Ale czym
mam jechać, skoro policja kazała mi zaparkować swój samochód daleko od centrum,
a autobusy mają pozmieniane trasy? - elegancko ubrana kobieta w średnim wieku,
jak na Włoszkę przystało, z całych sił krzyczy na policjanta, który w skupieniu
przegląda zawartość jej siatek.
- A to po co? - pyta się zakuty w plastikową zbroję i spływający potem stróż
porządku, wskazując duże pudełko świec.
- Jak to po co, debilu? Żeby je zapalić, jak prąd odetną! - denerwuje się
rewidowana. - Madonna! Czy ty mózgu nie masz? Czy on wygląda na terrorystę? -
krzyczy, gdy policjant sięga do plecaczka na plecach jej pięcioletniego syna.
Dziecko zaczyna płakać, matka próbuje odepchnąć policjanta, a japońska ekipa
wszystko radośnie filmuje. Awanturę zagłuszają przelatujące tuż nad budynkami
dwa śmigłowce...
Kolejne skrzyżowanie i kolejna awantura. Młoda Angielka nie chce pokazać
karabinierom, co ma w długiej kartonowej tubie. - To tylko rysunki - tłumaczy.
Druga strona najwyraźniej nie rozumie angielskiego. Znowu mała szarpanina i
ołówkowe szkice lądują na asfalcie... Ponownie wyzwiska, tym razem po
angielsku...
Napięcie czuć w powietrzu. Laski na policjantów podnoszą nawet staruszkowie -
wściekli, że nie mogą spacerować po Starym Mieście lub porcie. Od środy rano
jest tam czerwona strefa odgrodzona od reszty miasta prawie pięciometrowym
murem, którego pilnuje kilkanaście tysięcy mundurowych. Na drugą stronę wejść
mogą tylko posiadacze akredytacji lub mieszkańcy. Ci drudzy nie mają oczywiście
prawa przyjmować znajomych. I, co gorsze, nie wiedzą, co ich czeka. Związki
zawodowe pracowników zakładu energetycznego grożą wyłączeniem prądu w centrum,
aby sparaliżować dyskusję światowych decydentów.
- Organizatorzy chyba mają świadomość, że sytuacja może wymknąć się spod
kontroli - tłumaczy zgromadzonemu tłumkowi włoski dziennikarz, który właśnie
opuścił zakazaną strefę. - Przewidziano, że w razie potrzeby obrady G8 zostaną
przeniesione na pokład luksusowego statku, któremu ochronę zapewni marynarka
wojenna. Poza tym właśnie w tej chwili mury Palazzo Duccale, w którym planowo
odbywać się będą rozmowy, pokrywane są specjalną emulsją, która ma je chronić
przed ewentualnym graffiti.
Jest nas sześć miliardów
- Dobrze jest, boją się nas - zaciera ręce Pierre, ubrany na czarno francuski
anarchista. Wraz z "Długim", polskim punkiem mieszkającym w Berlinie, dotarli
do Genui autostopem, pieszo pokonując granicę francusko-włoską. - Dziesięć
godzin marszu przez góry - wszystko po to, aby psy [policja - red.] nie zabrały
nam arsenału - tłumaczy czerwonowłosy Polak. Swego francuskiego kolegę poznał w
ubiegłym roku w Pradze podczas demonstracji towarzyszących posiedzeniu Banku
Światowego i MFW.
- Jaki arsenał?
- Tylko do obrony - zastrzegają chórem. Kilka petard, kije od kilofa i "coś
łatwo palnego"... Nie chcą zdradzić, gdzie je ukryli. - Nie było to łatwe, bo
nasz namiot rozbity przy stadionie Carlini rewidowany był już kilkakrotnie.
Dzisiaj gliny obudziły nas o 5 rano! - skarży się Pierre.
Stadion Carlini to sztab generalny Tute bianche - radykalnego, choć raczej
nieużywającego przemocy włoskiego ruchu promującego "obywatelskie
nieposłuszeństwo". "Białe peleryny" do głównego starcia (przewidzianego na
sobotę) przygotowują się od kilku tygodni. Pod hasłem "Wy jesteście G8, nas
jest sześć miliardów" mają zamiar zdobyć czerwoną strefę. - Wszystko będzie
pokojowo - nie będziemy atakować policjantów. Po prostu iść, iść, iść... Ma nas
być co najmniej sto tysięcy. Nie zdołają nas zatrzymać - tłumaczy Marco z
Neapolu. Na wszelki wypadek wraz z kolegami od kilku dni trenuje pozorowane
starcia ze stróżami porządku. - Nigdy nie odwracaj się plecami od policjanta,
patrz mu prosto w oczy. Gdy mimo wszystko cię złapią, nie mów, jak się
nazywasz - wojskowym tonem szkoli Amerykanin, tak na oko po pięćdziesiątce. Nie
chce zdradzić, jak się nazywa. - To weteran z Seattle - ktoś z podziwem szepcze
mi do ucha.
To właśnie w Seattle, w grudniu ''99 przy okazji konferencji ministerialnej
Światowej Organizacji Handlu doszło do pierwszych gwałtownych starć policji z
przeciwnikami globalizacji. Władze miasta zmuszone były wprowadzić godzinę
policyjną!
Także za ser...
Gdy pytam, dlaczego tak bardzo chcą przeszkodzić obradom G8, zapada cisza.
- Ty tego nie rozumiesz?! Bo oni tam w ciszy i tajemnicy podejmują decyzje,
które dotyczą nas wszystkich. Zastanawiają się, co zrobić, aby byli jeszcze
bogatsi. Los miliardów ludzi, którzy są chorzy i nie mają co jeść, zupełnie ich
nie interesuje. My tu jesteśmy właśnie w ich imieniu! - tłumaczą.
- A także, żeby to nie zginęło! - jakiś Francuz częstuje mnie pysznym serem. -
Mój ojciec robi ten ser po kryjomu. Bo jest ze świeżego mlek,a więc niezgodny z
jakimiś tam europejskimi normami. I co, uważasz, że jakiś amerykański hamburger
jest lepszy? Koledzy, nie czekając na odpowiedź, wykrzykują jakieś
nieprzyzwoite epitety pod adresem McDonald''sa.
W Genui McDonaldów już nie ma. Ich właściciele nie tylko zamknęli obie
restauracje, ale i zdemontowali szyldy, i wywieźli gdzieś stoliki. Okoliczne
pizzerie na wszelki wypadek zrobiły to samo... Jedzenie do obozów manifestantów
przynoszą m.in. prostytutki. Bo co innego mają robić? Większość z nich
przyłączyła się do "seksualnego strajku". Jego pomysłodawcą jest Antonio Bruno,
przywódca lokalnych komunistów.
- Należy wstrzymać się od kontaktów seksualnych z kimkolwiek, kto przyczynia
się do organizacji szczytu G8. Dotyczy to urzędników, policjantów, szoferów,
tłumaczy, akredytowanych dziennikarzy - wyjaśniają same zainteresowane. - A dla
manifestantów mamy zniżki, czasem nawet za darmo - dodaje jedna z nich. - To
taki nasz skromny wkład w walkę z globalizacją. - Zbyt dużo mamy łamiących ceny
konkurentek z Afryki i Europy Wschodniej - tłumaczy to zaangażowanie inna...