Gość: Konrad
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
09.10.02, 00:29
Rozmowa z Ryszardem W. Rahnem, doradcą do spraw ekonomicznych w administracji
Ronalda Reagana.
- Przez wiele lat pracował Pan w administracji jednego z najważniejszych
amerykańskich prezydentów. Doskonale zna więc Pan działanie waszyngtońskiej
machiny biurokratycznej. Czy mógłby Pan ocenić z takiej perspektywy, czy
proponowane przez nasze środowisko polityczne przystąpienie Polski do układu
NAFTA jest w ogóle możliwe?
- Muszę powiedzieć, że pomysł, by Polska przystąpiła do NAFTA, podoba mi się.
Myślę, że jeśli już wasze władze chcą zrezygnować z własnej waluty, z czym
wiąże się przecież także rezygnacja z suwerenności ekonomicznej, to dla
Polski dużo lepsza byłaby dolaryzacja niż przyjęcie euro. O tym zresztą,
jeśli wstąpicie do Unii, przekonacie się bardzo szybko i to niestety na
własnej skórze.
Jeśli natomiast chodzi o możliwość przystąpienia waszego kraju do NAFTA, to
trzeba zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze, z amerykańskiego punktu widzenia
jest to oczywiście możliwe, choć oczywiście ważna jest dobra promocja tego
pomysłu, bo obecnie w Stanach Zjednoczonych zapanowało pewne rozczarowanie
tym, co się dzieje w Meksyku. Ten kraj nie wykorzystał do końca możliwości
związanych z NAFTA. Oczywiście jako państwo, bo obywatele skorzystali
zdecydowanie i głosują nogami, przenosząc swoje biznesy do Stanów
Zjednoczonych. Jednak amerykańscy przedsiębiorcy są nieco rozczarowani, bo w
Meksyku nadal panuje potworna korupcja, urzędnicy chcą decydować o wszystkim
i skala wolności gospodarczej wcale się zdecydowanie nie zwiększyła. Zresztą
jak Polska będzie przystępować do Unii czy do NAFTA, to Polacy też powinni
pamiętać, że samo przystąpienie przecież nic nie zmieni, bo jest tylko pewnym
wyborem politycznym. Natomiast to już od ludzi, a przede wszystkim polityków
zależy, czy deklaracje związane z tym wyborem znajdą jakieś
urzeczywistnienie. Pamiętajcie: nie ma żadnych czarodziejskich różdżek ani w
Unii, ani nawet w NAFTA.
Druga sprawa, to właśnie wola polityczna kandydata do NAFTA. Biały Dom z całą
pewnością nie będzie sam zabiegał, żeby Polska wstąpiła do NAFTA. Jeśli więc
w waszym kraju nie będzie takiej woli politycznej - to po prostu nie będzie
sprawy. Co innego, jeśli taka wola się znajdzie i będzie na tyle silna, by
wydała się przekonująca.
Podsumowując: to jest możliwe, ale w jakim stopniu - to już zależy od samych
Polaków. Dobrym przykładem dyskusji o potencjalnym wejściu do NAFTA jest to,
co zdarzyło się w Chile. Poprzedni rząd toczył już bardzo zaawansowane
rozmowy w tej sprawie i naprawdę mało brakowało, by ten kraj stał się czwartą
stroną umowy. Doszło jednak do wyborów, w Chile rządzi teraz umiarkowana
lewica i w zasadzie wszelkie rozmowy na temat członkostwa Chile w NAFTA
zostały wstrzymane - choć pewnie ten temat wróci. Natomiast władze
amerykańskie nie wywierają w tej sprawie żadnych nacisków, tylko czekają na
to, co postanowią sami Chilijczycy.
- Jak by się Pan odniósł do najpopularniejszego hasła, którym szermują polscy
euroentuzjaści: "dla Unii nie ma alternatywy"?
- Oczywiście takie hasło wyraża nieprawdę albo jest dowodem jakiegoś
politycznego zniewolenia. Polityka, a zwłaszcza wolnorynkowa ekonomia to
przecież nic innego jak sztuka znajdywania jak najlepszych możliwości.
Wprawdzie lepsze jest wrogiem dobrego, ale rzeczywistość z całą pewnością
nigdy nie jest jednowymiarowa, a na taki stan rzeczy wskazuje hasło o braku
alternatyw.
W sensie ralnym też jest to oczywiście absurd, bo wejście do UE pogorszy
waszą sytuację ekonomiczną, więc najprostszą alternatywą jest po prostu
utrzymanie status quo.
- Czy mógłby Pan wskazać na kogoś w obecnej administracji amerykańskiej, kto
mógłby być potencjalnie zainteresowany albo pomocny w rozpropagowaniu, a w
konsekwencji urzeczywistnieniu idei wejścia Polski do NAFTA?
- Musiałbym się rozejrzeć. Nie pracuję dla rządu już od kilkunastu lat, więc
przyznam, że nie znam nawet dokładnie jego obecnej struktury. Z całą
pewnością znam jednak ludzi zbliżonych do rządu czy doradzających rządowi
przedstawicieli amerykańskich wolnościowych think tanks. Obiecuję, że będę
rozmawiał z nimi o tym pomyśle. Jestem przekonany, że przypadnie im on do
gustu. Tak więc możecie liczyć na to, że wielu wpływowych ludzi się o nim
dowie i być może także będzie jego propagatorami.
Tak naprawdę najważniejsze jest jednak to, by o tym mówili sami Polacy. Jeśli
więc chcecie wstąpić do NAFTA, co, jak wspomniałem, moim zdaniem jest dla was
lepszym wyborem niż Unia, to przede wszystkim musicie o tym głośno mówić.
Mówcie o NAFTA - a sami może będziecie zdziwieni, jakie to przyniesie
rezultaty.
- Na koniec chciałbym spytać Pana o to, kim dla Amerykanów jest obecnie
Ronald Reagan? Od jego rządów minęło już wiele lat, więc pojawiają się chyba
pierwsze obiektywne spojrzenia na jego prezydenturę.
- Rzeczywiście, powoli zaczyna się kształtować już nie polityczny czy
wyborczy, a historyczny obraz prezydenta Reagana. I nawet jego polityczni
przeciwnicy są zdziwieni jego mocną pozycją. Reagan we wszystkich sondażach
jest uważany za jednego z najważniejszych prezydentów - z reguły trzeciego po
Jerzym Waszyngtonie i Abrahamie Lincolnie. A czasem nawet jego pozycja jest
wyższa.
Tyle o rysującej się perspektywie historycznej. W wymiarze bardziej osobistym
Amerykanie wspominają czasy Reagana jako okres prosperity, a jego samego
uważają za nie pozbawionego wad, ale bardzo silnego i zdecydowanego przywódcę.
Jest wreszcie trzeci wymiar prezydentury Reagana. To przecież on, razem z
Małgorzatą Thatcher, wprowadził do realnej polityki ostrą walkę z inflacją,
deficytem budżetowym oraz rozpoczął obniżkę obciążeń podatkowych. Teraz te
metody stosują nawet socjalistyczne rządy, ale bez Reagana, który był na tyle
silny, że wprowadził te nowości do obiegu politycznego, do dziś pewnie byłoby
to niemożliwe.
Amerykanie kojarzą też Reagana ze zwycięską walką z blokiem sowieckim. Jego
powiedzenia "imperium zła", "Panie Gorbaczow, wspólnie obalmy berliński mur"
przeszły na stałe do amerykańskiej historii. Trzeba przyznać więc, że jest
jednak kilka powodów, dla których Amerykanie Reagana nigdy nie zapomną.