Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
15.10.02, 02:36
Michał Wojciechowski
Socjalizm to kradzież
MICHAŁ WOJCIECHOWSKI
Maksyma Proudhona, że własność to kradzież, pośrednio pomaga zrozumieć, co
jest istotą socjalizmu i komunizmu: odrzucenie prawa do własności. Co z tego
dziś wynika?
Zło kojarzone z komunizmem to przede wszystkim zamach na życie, wolność i
prawdę: ludobójstwo, miliony zmarłych z głodu, łagry, wywózki, propagandowe
kłamstwa. Jednakże teoretyczny socjalizm, choć zapowiadał przemoc dla
przejęcia władzy, nie stawiał jej sobie za cel. Chodziło "tylko" o przejęcie
kontroli nad własnością, fabrykami czy chłopską ziemią. Ten cel okazał się
dla socjalistów tak ważny, że gotowi byli dla jego realizacji użyć
najbrutalniejszych środków. Punktem wyjścia było jednak programowe
zaprzeczenie przykazaniu "nie kradnij", mordy i kłamstwa były skutkiem.
W sposób pośredni ujawnia to, jak konieczny jest związek między podstawowymi,
naturalnymi prawami człowieka: do życia, do wolności, do własności. To
trzecie wydaje się niektórym zewnętrzne, dodane, choć dopiero możność
używania dóbr materialnych pozwala człowiekowi przeżyć i korzystać z
wolności. Obrabowany ginie lub staje się niewolnikiem.
W systemie socjalistycznym oprócz rabunku na rzecz państwa (i rządzących)
występuje też wciąganie w instytucjonalną kradzież zwykłych ludzi. Na
przykład miliony ludzi mieszkało i mieszka za pół darmo w cudzych domach, ale
taki zabór cudzej własności uważa za swe święte prawo. Analogicznie rolnik ma
dziś nadzieję, że dzięki Samoobronie czy PSL rząd odbierze miastowym, a da
jemu, górnik natomiast myśli, że związki załatwią tańsze jedzenie (kosztem
rolnika) i droższy węgiel (niech na wsi marzną).
Państwo właścicielem
Ktoś musi jednak zbiorowym majątkiem administrować, dlatego drugą konieczną
cechą socjalizmu jest rozdęcie instytucji państwowych i pokrewnych, noszących
ładną nazwę sektora publicznego. Z tego względu istnieje druga, obok
rewolucyjnej, forma socjalizmu: przerost państwa, ustrój biurokratyczny.
Rosnąca jak rak biurokracja potrzebuje na siebie samą i swoje koncepcje coraz
więcej środków. Oznacza to wzrost podatków; w Europie i Ameryce XX wieku był
on przynajmniej dwu-, trzykrotny.
Trzeba tu sobie uzmysłowić, że własność to nie tylko posiadanie rzeczy. Jest
nią także, a może przede wszystkim, dochód. Jeśli rozmaite daniny (od
dochodu, ukryte w cenach, składki, mrowie opłat) wyraźnie przekraczają, jak u
nas, połowę pensji, wtedy tylko mniejsza część tego, co wypracujemy, do nas
należy. Resztą nie dysponujemy i tylko częściowo możemy ją odzyskać - ale na
warunkach dyktowanych przez władzę i ze znaczną niewygodą (szkoła, szpital,
emerytura). Ponadto korzystanie z własności jest ograniczane przez przepisy;
np. bez zezwolenia nie wolno nam, niczym Drzymale, zbudować na własnej ziemi
domu ani nawet płotu. Ograniczając własność, ogranicza się i wolność.
Kryterium lewicowości
Mimo rozmaitych przekształceń współczesna polska lewica pozostaje sobą, tzn.
chce kradzież usankcjonować. Głosowania nad reprywatyzacją w Sejmie,
prezydenckie weto nawet dla częściowego zwrotu oraz przedwyborcze zapowiedzi
SLD oraz PSL jasno dowodzą chęci zalegalizowania konfiskat własności w latach
powojennych, dokonanych za rządów przedstawicieli tej orientacji,
uzależnionych od ZSRR. Budżet ma być ratowany m.in. drogą zatrzymania naszych
składek emerytalnych.
Jednakże nie tylko jawna lewica myśli socjalistycznie. Przecież tzw. ustawa
reprywatyzacyjna przewidywała jedynie ułamkowy zwrot własności. Oddanie
połowy oznacza, że drugą połowę się zabiera! Z powodu podatku spadkowego -
instytucji zresztą wyjątkowo niesprawiedliwej i niemoralnej - byłyby to
faktycznie aż dwie trzecie. Częściowy zwrot reszty następowałby przeważnie
nie w naturze, lecz w bonach. Chodziło więc o ustawę o wywłaszczeniu za
częściowym odszkodowaniem, płaconym z naszych podatków. Tymczasem tylko zwrot
w naturze zmniejsza majątek pozostający w rękach urzędników. Albo: kto byłby
gotów za zabrane po wojnie gospodarstwa powyżej 50 ha oddać ziemie po
pustoszejących pegeerach? Władza woli, by leżały odłogiem.
Nie tylko lewica uważa też za naturalne wysokie podatki, duży budżet z
wydatkami socjalnymi, daleko idącą kontrolę państwa nad gospodarką. A
przecież na liście zasad, które stanowią o prawicowości, obok życia,
wolności, religii i patriotyzmu musi być ochrona własności, stanowcze "nie
kradnij".
Socjalista kapitalistą
Właśnie tak - pies, czyli kot. Socjaliści czy komuniści w gruncie rzeczy w
socjalizm nie wierzyli, starając się samych siebie spod jego działania
wyłączyć, tzn. chcieli w tym ustroju pomnożyć swoje prywatne dobra. Z tego
też powodu socjalizm wschodnioeuropejski uległ demontażowi.
Decyzja powrotu do świata zachodniego, skoordynowana z zamiarami władz ZSRR,
była dla ogółu oczywiście korzystna, i budzi uznanie. Skoro jednak ją
podjęto, po co nam jeszcze socjalizm? Po co było głosować na aparatczyków
tęskniących za PRL? Albo na pragmatyków, którzy dla siebie rozsądnie wybrali
bogacenie się, ale państwu i zwykłym ludziom proponują szkodliwe lewicowe
mrzonki?
Tak powstały kapitalizm jest połowiczny, bo mimo gospodarki rynkowej za mało
w nim i szacunku dla własności prywatnej, i wyrównującej szanse wolności
gospodarczej. Możliwość bogacenia się przypadła głównie ludziom bliższym
władzy. Brak reprywatyzacji i rozmaite utrudnienia dla nieswoich (kredytowe,
przetargowe i koncesyjne) plus korupcja osłabiły początkujący kapitalizm,
sprzyjając wyprzedaży na rzecz kapitału obcego (co po czasie niepokoi rodzimy
kapitał nomenklaturowy). Sektor publiczny, a więc zarządzany przez
biurokrację, obraca ponad połową dochodu narodowego i znaczną częścią
nieruchomości; wciąż za dużo zarabia się na styku publicznego i prywatnego.
Wolność gospodarcza maleje, a korupcja rośnie.
Pod tymi względami dostosowujemy się do Europy. Funkcjonuje tam przemyślny
system półsocjalistyczny, w którym ludzie pracujący i aktywni, społecznie
przydatni, płacą duże podatki, zasilające kastę biurokratyczną i rozbudowaną
sferę socjalną. Beneficjenci systemu na ogół przechylają szalę w strukturach
politycznych i wyborach. Podatki i wydatki publiczne są wysokie, ale
zaplanowane tak, by nie zarżnąć dojnej krowy. Prawdopodobnie system ten przez
zbytnią chciwość władz przywiedzie te kraje do recesji, ale konkurencja USA i
Dalekiego Wschodu zmusza na razie do dania przedsiębiorcom oddechu. System
ten powstał m.in. dlatego, że część obywateli tych krajów uznała, iż zawsze
będą one bardzo bogate, można więc zwolnić rozwój i przejść do konsumpcji. W
biedniejszej Polsce nie ma on jednak sensu.
Socjalizm naiwny
Za sprawą propagandy i samooszukiwania się masa ludzi wierzy w dalszym ciągu,
że socjalizm polega na trosce o sprawy społeczne, o los biedniejszych.
Takiego socjalizmu nigdy jednak nie było, jedynie ten realny. A o ileż lepiej
żyje zwykły pracownik w krajach rozwiniętego kapitalizmu, które tego
socjalizmu nie zaznały! Wysokie poparcie dla SLD w byłych pegeerach jest
smutnym paradoksem - na lewicę głosują ludzie liczący na jej pomoc, gdy
tymczasem ich nędza jest skutkiem kilkudziesięciu lat monopolu socjalizmu.
Pomaganie jednym kosztem drugich, proponowane przez socjalistów, jest jednak
zarówno nieuczciwe, jak i nieskuteczne. Uczciwa jest pomoc charytatywna -
kiedy daje się dobrowolnie. Skutecznie podniesiono poziom życia w krajach
stwarzających warunki do usilnej i owocnej pracy (Daleki Wschód), a nie tam,
gdzie biedniejszemu się automatycznie należało.
Myślenie socjalistyczne przejmują też, zwykle nieświadomie, niektórzy
katolicy. Zapomnieli, że socjalizm, odrzucając "nie kradnij", musi być z
chrześcijaństwem sprzeczny. Troszcząc się o biednych, uwierzyli w
szczególności, że może tę sprawę załatwić państwo, zabierając bogatszym.
Miejsce stanowczego