hymen
02.12.05, 12:02
Do tej pory wszędzie można było usłyszeć dość jednomyślną opinię o tym, że
Lepper wprowadza do polityki awanturniczość i będzie on tym, który w
przypadku demokratycznych a przegranych dla niego wyborów sięgnie po szantaż
wprost z ulicy. To on miał zorganizować masowe demonstracje, które poza
parlamentarnymi metodami miały wymusić realizację jego i Samoobrony
postulatów. Nie liczyć miało się nic, tylko jego racje. Tymczasem
rzeczywistość okazała się nad wyraz przewrotna. Organizacje, które uznawane
są za demokratyczne i, że tak powiem słuszne, w wyniku przegrania w
demokratycznym parlamencie swoich projektów ustaw sięgnęły po atut ulicy i
chcą wymusić coś, czego zgodnie z demokratycznymi zasadami zrobić nie były w
stanie. Zamiast lepperyzacji polityki należy mówić o pedalizacji
demokratycznej myśli w Polsce, gdyż przegrane ustawy dotyczące związków
partnerskich nie stały się powodem do ich ulepszenia i ponownego
rozpatrywania a spowodowały rachityczne, co prawda, ale dość masowe
wystąpienia uliczne, które spotkały się z całkowitym poparciem bezmyślnej
części elit politycznych.