Czy warto chronić tzw. własność intelektualną?

09.12.05, 14:20
We Francji ma pono zostać uchwalone lewo, zgodnie z którym nie będzie wolno
korzystać z oprogramowania do kopiowania płyt, pod pretekstem ochrony WI. Czy
to aby nie przesada? Jeśli kupię płytę, to mogę z nią robić wszystko, co mi
się podoba, np. skopiować w ilości 100 egzemplarzy, bo niby dlaczego nie?
Właściele "praw" do WI, skoro zdecydowali się zaoferować je publicznie, nie
powinni rościć sobie pretensji do dalszych losów dobrowolnie sprzedanego
oprogramowania, muzyki czy tekstów.
    • v.ci [...] 09.12.05, 14:59
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • jaceq Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 09.12.05, 19:49
      Jak dobrze, że ktoś temat poruszył.

      xiazeluka napisała:
      > We Francji ma pono zostać uchwalone lewo, zgodnie z którym nie będzie wolno
      > korzystać z oprogramowania do kopiowania płyt, pod pretekstem ochrony WI.

      Można uchwalić dowolne "lewo", np. nakazujące jedzenie zupy widelcem, a
      kotleta - łyżką, tylko co z tego? "nie będzie wolno korzystać z oprogramowania
      do kopiowania płyt", hm, załóżmy, że mam np. Nero, które nabyłem drogą kupna i
      teraz ktoś zabroni mi z niego korzystać zgodnie z licencją, jakiej mi
      udzielono? A niby w jaki sposób się to odbędzie? Policja będzie chodzić po
      domach i sprawdzać? No to jak policja wyjdzie, to sobie skopiuję płytę, a potem
      przeformatuję co trzeba, by ślad nie pozostał. A może we Francji zakażą
      sprzedaży nośników i nagrywarek? W dobie Szengen to powinna być bardzo
      skuteczna metoda. 1,5 roku ancla za CD-Ra, 2,5 roku za CDRW. Dopiero zakwitną
      nagrywalnie w piwnicach, albo jak bimbrownie w ziemiankach wykopanych w Lasku
      Bulońskim.

      Zresztą o ile się nie mylę, to jest jakiś haracz na WI wliczony w cenę płytek i
      nagrywarek, ale może nie we Francji? Podobno był ten haracz nawet w cenie kaset
      magnetofonowych.

      Z frontu walki z pazernością różnych sekt WI docierają różne wiadomości,
      przeważnie złe, czyli takie, że WI chcą wszystko, a konsumentowi dóbr
      podpadających pod WI - gòwno. Z wyczynami licencyjnymi firmy Billo$ofta
      włącznie (proponuję rozwiązać np. zagadkę licencji na, przepraszam za
      wyrażenie, system operacyjny na system wieloprocesorowy; może się okazać, że
      potrzebujesz aż dwóch licencji chcąc odpalić Window$ na jednym komputerze).
      Dlatego żaden idiotyzm w tej kwestii nie jest już mnie w stanie zdziwić, np. że
      każą płacić organizatorom wesela za to, że wynajmą klezmerów, którzy będą
      rzępolić coś z grubsza na kształt przypominający WI. Ani płyty z muzyczką po 90
      PLNów (w tym 60 PLNów opłaty na firmy żyjące z WI). WI może Cię zaskoczyć
      płytą, która legalnie kupiona, po włożeniu do kompa zainstaluje Ci wirusa,
      który będzie szpiegował licznik Twojej nagrywarki i kablował przez internet do
      Centrali i podobno nic WI za to nie możesz zrobić. Zabezpieczenia, które
      kupujesz (w cenie produktów obarczonych dziedziczną chorobą WI), a które 6-
      letni gòwniarz łamie w 7 sekund za pomocą zwykłego flamastra itepe itepe. WI
      zawsze Ci powie: nie podoba się? to nie kupuj.

      > Właściele "praw" do WI, skoro zdecydowali się zaoferować je publicznie, nie
      > powinni rościć sobie pretensji do dalszych losów dobrowolnie sprzedanego
      > oprogramowania, muzyki czy tekstów.

      Otóż WI Ci wykaże, jak strasznie się mylisz. Kupując produkt, na którym łapę
      trzyma WI, podobno godzisz się, że ten produkt będziesz użytkował w sposób
      taki, jak Ci na to WI pozwoli. Nie każe Ci oglądać DVD w dni nieparzyste - to
      będziesz musiał oglądać tylko w dni parzyste. To nie "oprogramowanie, muzykę
      czy teksty" kupiłeś - powie WI - tylko prawo do użytkowania ich w określony
      przez WI sposób. Powiedzmy, że zapłaciłeś kiedyś WI za płytę winylową. Nie
      możesz jej teraz odszumić, odtrzeszczyć i nagrać na nośnik cyfrowy, musisz raz
      już kiedyś kupioną muzykę kupić ponownie.

      Czasem człek usłyszy coś, co dowodzi, że nie całkiem jeszcze świat zwariował.
      Podobno (a słyszałem to z rok temu) w Kanadzie jakiś Sąd Najwyższy uznał, że
      przesłanie pliku, który śmierdzi WI, nie różni się niczym od pożyczenia książki
      (rzecz też pod WI podpada) kumplowi. A zatem cały ten kram z P2P - w świetle
      powyższego orzeczenia - jest (w Kanadzie przynajmniej) legalny. No, ale z
      drugiej strony mamy przymiarki do obciążenia np. bibliotek haraczem na WI, bo
      biblioteka to jest przecież "publiczne odtwarzanie".
      _____________________________
      Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
      • rycho7 tekst godny odpowiedzi 09.12.05, 20:39
        jaceq napisał:

        > Jak dobrze, że ktoś temat poruszył.

        Obok "copy right" istnieje wspolczesnie "copy left". Takie znienawidzone przez
        [xe]frustratow lewusowstwo.

        Najwiekszym wrogiem globalnych koncernow jest wlasnie "copy left" wraz z P2P.
        Tworcy moga obejsc monopolistow. Moga zostac wolnymi wytworcami. Jak u Marksa.

        A fe. [xe]luka w mozgu przeoczyla empirie.
        • jaceq Re: tekst godny odpowiedzi 09.12.05, 20:59

          rycho7 napisał:
          > Obok "copy right" istnieje wspolczesnie "copy left".

          Nie widzę odrobiny związku.

          > Najwiekszym wrogiem globalnych koncernow jest wlasnie "copy left" wraz z P2P.

          Teza oparta na fałszywym założeniu. Z tego, że piewcy WI opuszczają chyłkiem
          pub, gdy ja tam wchodzę, nie wynika zaraz, że kupuję na jarmarku "Ojropa".
          Najwiekszym wrogiem, hm, "globalnych koncernow" są one same. Przy założeniu, że
          zechcą pociągnąć swój biznes dłużej, niż jeszcze 5-6 lat.


          _____________________________
          Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
          • rycho7 zagadkowa reakcja 10.12.05, 09:57
            jaceq napisał:

            > rycho7 napisał:
            > > Obok "copy right" istnieje wspolczesnie "copy left".
            >
            > Nie widzę odrobiny związku.

            Jak nie chcesz to nikt cie nie zmusi.

            > > Najwiekszym wrogiem globalnych koncernow jest wlasnie "copy left" wraz z
            > P2P.
            >
            > Teza oparta na fałszywym założeniu. Z tego, że piewcy WI opuszczają chyłkiem
            > pub, gdy ja tam wchodzę, nie wynika zaraz, że kupuję na jarmarku "Ojropa".
            > Najwiekszym wrogiem, hm, "globalnych koncernow" są one same. Przy założeniu, że
            > zechcą pociągnąć swój biznes dłużej, niż jeszcze 5-6 lat.

            Po zawaleniu sie ZSRR cos powstalo. Ja sugeruje Ci ewentualne rozwiazanie. Ty
            odpowiadasz pustka. Slaby dyskurs.
      • europitek Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 10.12.05, 20:13
        jaceq napisał:
        > No to jak policja wyjdzie, to sobie skopiuję płytę, a potem
        > przeformatuję co trzeba, by ślad nie pozostał
        Samo sformatowanie dysku nie wystarczy. Pewniejsze jest jego wyzerowanie, a
        najskuteczniejsze uzycie darmowych programow, ktore zapisuja wielokrotnie
        losowe dane na calym dysku.
        • jaceq Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 10.12.05, 21:39

          Masz oczywiście rację, nie chciałem się zbytnio rozwodzić.

          I to jednak nie wystarczy, ponieważ jest jeszcze "licznik" w BIOSie nagrywarki.
          I na niego są sposoby. Na wszystko są sposoby, jeśli komuś na tym zależy. Firmy
          wymyślają zabezpieczenia przed kopiowaniem, których złamanie trwa około 100000
          razy krócej, niż ich wymyślanie. Koszt wymyślania jest ogromny i stanowi lwią
          część ceny zabezpieczanego produktu. Ponoszę go ja, który kopiowaniem
          zainteresowany nie jestem, jak i kopista, który w swojej działalności traktuje
          ów koszt jako pomijalny, całkowicie zresztą słusznie.
          _____________________________
          Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
    • rycho7 [xe]debil-własność [xe]debil-intelektualną 09.12.05, 20:28
      xiazeluka napisała:

      > Jeśli kupię płytę, to mogę z nią robić wszystko, co mi
      > się podoba, np. skopiować w ilości 100 egzemplarzy, bo niby dlaczego nie?

      To "lewo", chyba bernenskie, obowiazuje juz od 1920 lub 1890 roku. Zwiazuniek
      Sowiecki mial od zarania taki stosunek do tego "lewa" jak debilo-liberal
      [xe]luka w mozgu.

      Kopiowac mozesz w celach "zabezpieczenia" przed "wymydleniem" (back-up). Ale 100
      kopii nie mozesz ani sprzedac ani rozpowszechniac.

      Temat uwazam za tak istotny, ze wszedlem do wrazego autorsko watku. Autor
      nieodmiennie wykazal sie dnem. [xe]kretynku wroc do tego w czym jestes
      kompetentny. Nie ma z kim dyskutowac.
      • jaceq Re: [xe]debil-własność [xe]debil-intelektualną 09.12.05, 21:06

        > Kopiowac mozesz w celach "zabezpieczenia" przed "wymydleniem" (back-up).
        > Ale 100 kopii nie mozesz ani sprzedac ani rozpowszechniac.

        Nikt się nawet nie zająknął o sprzedawaniu czy rozpowszechnianiu. A w celach
        backupowych mogę sobie, na skład zrobić i 10 000 kopii, bo mnie na to stać i
        mam taki kaprys. Nie ufam, np., nośnikom. Jeśli ktoś twierdzi, że nie mogę, to
        jest to tylko interpretacja. A interpretacje mają to do siebie, że są dowolne.
        Np. ja sobie tak zinterpretuję, że nie muszę płacić tantiem za gwizdanie przy
        goleniu melodii, której autor nie żyje od 150 lat. Nawet, gdy w łazience obok
        mnie kąpie się żona i słyszy (odtwarzanie publiczne) i nawet twierdzi, że
        fałszuję jak trzeźwy Janusz Muniak.
        _____________________________
        Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
      • alfalfa Re: [xe]debil-własność [xe]debil-intelektualną 10.12.05, 22:29
        rycho7 napisał:

        > Nie ma z kim dyskutowac.

        To druzgocące stwierdzenie, wręcz samobójcze drogi Ryszardzie.
        wink

        Nie poddam się jednak i spróbuję: czy na prawdę uważasz, że prawo to w obecnej
        cyfrowej rzeczywistości nie jest zapisane anachronicznie? Muza, z tego co wiem
        do 25lat, książki tez jakiś czas około tego a DOS6.22? i dlaczego tak lubimy
        open source?
        A.
        • rycho7 Re: [xe]debil-własność [xe]debil-intelektualną 12.12.05, 08:37
          alfalfa napisał:

          > To druzgocące stwierdzenie, wręcz samobójcze drogi Ryszardzie.

          Wejscie do watku [xe]debiluki jest samobojstwem. Tu jest zgoda.

          > Nie poddam się jednak i spróbuję: czy na prawdę uważasz, że prawo to w obecnej
          > cyfrowej rzeczywistości nie jest zapisane anachronicznie?

          Najbardziej sluszne sa tego prawa najstarsze wersje. Bardzo mi przykro. Tworca
          musi miec prawo do zarobku ze swej pracy. O ile chcemy aby w ogole byli jacys
          tworcy. Druk wynaleziono 500 lat temu. Byl czas na eksperymentowanie z prawem
          pismakow. Fonograf jest mlodszy. Kinematograf i inne dziela szatana jeszcze
          mlodsze. Jak na razie w "eksperymentach" prawnych zwyciezaja monopolisci praw
          intelektualnych. Dlatego tak bardzo lubimy open source. W watku [xe]debila juz
          Ci nie odpowiem.
          • jaceq Re: [xe]debil-własność [xe]debil-intelektualną 12.12.05, 17:48

            > Tworca musi miec prawo do zarobku ze swej pracy.

            A czy ktoś to neguje? A dałoby się, dało, ponieważ ja akurat nie widzę żadnej
            możliwości sensownego uzasadnienia "prawa do zarobku" twórcy, którego dzieł
            nikt nie chce kupić. Nie, żebym był za zakazaniem mu "twórczości". Ale nie
            mówmy w tym przypadku o "prawie do zarobku", bo zacznę się domagać forsy za
            moje śpiewanie przy goleniu. Niech sobie pisze / rzeźbi / gra / śpiewa / maluje
            cokolwiek. Ale ja:
            1. nie mam obowiązku tego czytać / słuchać / oglądać
            2. nie mam obowiązku mu płacić bez względu na to, co "stworzy".

            > O ile chcemy aby w ogole byli jacys tworcy.
            i
            > Dlatego tak bardzo lubimy open source.

            Nie zauważasz, że w powyższych dwóch zdaniach w 1. osobie liczby mnogiej, tkwi
            wewnętrzna sprzeczność? Wyjdźmy (podtrzymam konwencję gramatyczną) od open
            sourca. Pięknie się sprawdza, jest coraz to lepszej jakości, mimo, że (w
            porównaniu z takim Ryżym Billem choćby) twórcy o.s. na jego produkcji nie
            zarabiają, a nie można przy tym powiedzieć, że nie inwestują. Trochę więcej
            albo trochę mniej inwestują twórcy w muzykę pisaną/wykonywaną w garażu.
            Prawdopodobnie jeszcze więcej musi zainwestować krętacz filmu "za ileśtam $",
            żeby go nakręcić. Znam faceta, który za projekt domu raz weźmie kasę, a raz nie
            weźmie nic. To skąd w takim razie Twoja troska o to, by "w ogóle byli jacys
            tworcy"?
            _____________________________
            Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
            • rycho7 "fachowa" pomylka 12.12.05, 18:59
              jaceq napisał:

              > 2. nie mam obowiązku mu płacić

              Za niejedzony chleb tez nie placisz. O ile go wczesniej nie kupiles, nawet gdy
              niepotrzebny.

              > > O ile chcemy aby w ogole byli jacys tworcy.
              > i
              > > Dlatego tak bardzo lubimy open source.
              >
              > Nie zauważasz, że w powyższych dwóch zdaniach w 1. osobie liczby mnogiej,
              tkwi
              > wewnętrzna sprzeczność?

              > twórcy o.s. na jego produkcji nie
              > zarabiają, a nie można przy tym powiedzieć, że nie inwestują.

              To jest moja branza. Moge Cie zapewnic, ze zarabiaja. Tyle, ze w zascianku
              trudno wytlumaczyc epoke uslug.

              > To skąd w takim razie Twoja troska o to, by "w ogóle byli jacys tworcy"?

              Czasami jest zal, ze tak wielu geniuszy zmarlo przedwczesnie z glodu lub na
              suchoty. Geniuszy w porownaniu z idolami popkultury. Mam swiadomosc, ze
              kosztuja instrumenty muzyczne, tasma filmowa, farby i podklad do malowania.

              Jestem za tworcami a przeciwko koncernom medialnym.
              • jaceq Re: "fachowa" pomylka 14.12.05, 19:15

                rycho7 napisał:
                > Za niejedzony chleb tez nie placisz.
                > O ile go wczesniej nie kupiles, nawet gdy niepotrzebny.

                Otóż to właśnie; nie muszę. Nawet, jeśli kwestię z zakresu "circenses"
                sprowadzasz do przyziemnego "panem".

                > Moge Cie zapewnic, ze zarabiaja. Tyle, ze w zascianku
                > trudno wytlumaczyc epoke uslug.

                Rychu, ja to wiem, że zarabiają. Napisałem wyżej, że "w porównaniu z R.B." i
                że "inwestują" (choćby w wiedzę). Nie wyobrażam sobie szaleńców bożych, którym
                by - inwestując - nie spadło czasem odrobinę manny z nieba. A ta branża cieszy
                się u mnie opinią wyjątkowo rozsądnej. Ponadto, można zarobić na reklamie, na
                lokalizacjach, w końcu nawet na dystrybucji. Nie są jednak pazerni. No i
                największą zaletą "o.s." jest to, że jest "open".

                > Jestem za tworcami a przeciwko koncernom medialnym.

                Ja też. Tylko, że jestem za twórcami m.in. także i oprogramowania do kopiowania
                płyt. Wiele z dobrych programów do kopiowania jest z licencją freeware po dziś
                dzień. Twórcy innych są za to wynagradzani np. przez producentów nagrywarek.

                _____________________________
                Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
      • perla Rysio dresiarzem jest 10.12.05, 23:01
        Temat, jak podkreśliłeś Rysiu, faktycznie istotny jest. I ważny też. Dlatego
        też Rysiu, zamknij dzioba jak poważni i kulturalni ludzie dyskutują. Lepiej
        zajmij wtedy się kretyńskimi52 tematami.
        A! i możesz zabrać ze sobą z poważnego wątku towarzysza WC właśnie.
      • xiazeluka Herr Richardzie, nie dorosłeś do problemu 12.12.05, 08:07
        Nie było mowy o rozpowszechnianiu, lecz zakazie posiadania oprogramowania do
        kopiowania własnych płyt. Wyszedłeś na debila.

        Problem prawidłowo rozpoznał kol. jaceq. Ucz się od roztropniejszych,
        folksdojczu.
        • rycho7 znam to prawo z Niemiec 12.12.05, 08:43
          xiazeluka napisała:

          > Nie było mowy o rozpowszechnianiu, lecz zakazie posiadania oprogramowania do
          > kopiowania własnych płyt. Wyszedłeś na debila.
          > Ucz się od roztropniejszych,
          > folksdojczu.

          Typowe dla polaczkowatych katoli manipulanctwo.

          Prawo takie obowiazuje od paru lat w Niemczech. Dyskutuje wiec z realnym
          wdrozeniem takiego prawa a nie z jakims [xe]odmozdzeniem. Diabel spi w
          szczegolach a nie w tytule ustawy. [xe]manipulanty ograniczaja sie do tytulu.
          • jaceq Re: znam to prawo z Niemiec 12.12.05, 17:55
            rycho7 napisał:
            > Prawo takie obowiazuje od paru lat w Niemczech.

            Jakie prawo?? Zakaz posiadania oprogramowania do kopiowania [własnych,
            jakichkolwiek] płyt? W którym landzie? Napisz coś więcej, bo to diablo ciekawe,
            co piszesz.
            _____________________________
            Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
            • rycho7 wyrok juz zostal wydany 12.12.05, 19:03
              jaceq napisał:

              > Napisz coś więcej, bo to diablo ciekawe, co piszesz.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=33245925&a=33308527
              Po co mam sie wysilac? W watku wrogiego autora, korty nie ma pojecia o czym
              pisze. Poza swiadomoscia "haka" w tekscie. Zastawia wnyki bo na nic innego go
              nie stac.
          • xiazeluka To chyba jedyne, co znasz 13.12.05, 09:48
            W manipulanctwie nie dorastam Ci do pięt, towarzyszu biskupie Ryszardzie. Tak
            na moje oko jesteś odpryskiem z jakiejś ortodoksyjnej chrześcijańskiej sekty,
            przynajmniej sądząc po fanatycznym uwielbieniu Bałwana - czyli samego siebie.

            Nie pisałem o lewie faszystowskiej IV Rzeszy, lecz o wprowadzeniu takiego lewa
            we Francji. To jest właśnie przykład Twojej katolskiej manipulacji, jeśli
            jeszcze nie wiesz, do czego piłem.

            A szczegóły poddałem właśnie pod rozwagę. "Pod rozwagę" nie oznacza, wbrew
            temu, co się wydaje katolskim banitom w pastorlandzie, narzucania aksjomatu.

            No, nie mówiłem, że wyszedłeś na debila?
    • bezlik Intelektualną? 10.12.05, 06:57
      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3058405.html
      • amigosan Re: Intelektualną? 10.12.05, 16:58
        Prawdziwa bezczelnosc kolezanko bezlik. Xiaze luka udowodnił, ze nie ma
        ocieplenia klimatu i wszelkie kwestionowanie jegho zdania stanowi zamach na
        prawde objawiona 'wielkiemu' Xieciu.Radze odszukac w archiwum odpowiedni watek
        i skopiowac go kilkaset razy.O wlasnosc intelektualna sie nie martw poniewaz
        wlasnosc intelektualna jak sama nazwa wskazuje nalezy do
        intelektualistow.Rozeschnieta beczka po piwie warka ktora xiaze nosi w miejscu
        gdzie ludzie maja glowe nie zawiera nic wiecej niz miazmaty chmielu ktore juz
        zdazyly wywietrzec przez szpary a ta odrobina czarnej mazi na dnie beczki ktora
        usiluje zastapic mozg nie jest w stanie wytworzyc niczego co mozna by nazwac
        wlasnoscia intelektualna wlasnie
        • piq Jeżeli czegoś nie rozumiecie, towarzyszu... 10.12.05, 17:57
          ...aknosan, to wcale nie świadczy, że to jest głupie. Oczywistem jest tutaj, że
          wasz proletariacki um (rodzaj substytutu umysłu sdiełany w eseseser) ma podobny
          modus operandi, jak um alkoholicznego mluna wypijającego bełta za śmietnikiem,
          który to mlun słysząc wypowiedź profesora fizyki wysokich energii o cząstkach
          elementarnych bełkocze: "a so on ta qwa wi ten jakisi qwa profesorek qwa".

          Jeśli chodzi o waszą zdolność do rozumienia i argumentacji odsyłam do wzorca:
          waszych własnych idiotyzmów o niszczycielu "Błyskawica", którymi to idiotyzmami
          byliście, jesteście i będziecie z pewnością zachwyceni jako przykładem
          intelektualnego wzlotu. Możecie sobie to objąć zastrzeżeniem własności
          intelektualnej, skoroście intelektualista. Obejmujcie sobie, towarzyszu, na zdrowie.
          • amigosan Re: Jeżeli czegoś nie rozumiecie, towarzyszu... 11.12.05, 01:03
            widze pikusiu ze zostałes upowazniony do obrony wlasnosci 'intelektualnej' jego
            kretynskiej wysokosci. mozesz juz merdac ogonem na pewno pan cie pochwali, ale
            jeski wyszedles przed szereg to okazac sie moze ze nie masz stalego pogladfu
            '...czy ktoś mnie wyzywa w swoim poście, czy nie. Nie życzę sobie, aby mnie ktoś
            bronił przed kimś lub czymś bez mojej zgody - bo to jest czysty bolszewizm.'
            moze sie zatem okazac, ze jestes czystym bolszewikiem wlasnie-smile)))))))))
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=654&w=33293774&a=33298061
            tak gina pikusie od wlasnej broni

    • perla Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 10.12.05, 22:30
      xiazeluka napisała:

      > We Francji ma pono zostać uchwalone lewo, zgodnie z którym nie będzie wolno
      > korzystać z oprogramowania do kopiowania płyt, pod pretekstem ochrony WI. Czy
      > to aby nie przesada? Jeśli kupię płytę, to mogę z nią robić wszystko, co mi
      > się podoba, np. skopiować w ilości 100 egzemplarzy, bo niby dlaczego nie?

      Oczywiście, że możesz skopiować w ilościach dowolnych o ile właściciel WI nie
      postanowił inaczej.

      > Właściele "praw" do WI, skoro zdecydowali się zaoferować je publicznie, nie
      > powinni rościć sobie pretensji do dalszych losów dobrowolnie sprzedanego
      > oprogramowania, muzyki czy tekstów.

      Co to znaczy "nie powinni rościć sobie pretensji"?
      Właściciele mogą ze swoją własnością robić sobie co im się podoba. Np. oferować
      takie warunki użytkowania swojej własności jakie im się podobają. Dobrze jest
      przed zakupem płyty, zapoznać się z tymi warunkami i wtedy podjąć decyzję o
      ewentualnym zakupie takiej płyty. A jak się podjęło decyzję o zakupie, to
      jednocześnie zawarło się UMOWĘ z właścicielem. A umów należy dotrzymywać
      właśnie.
      • xiazeluka Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 12.12.05, 08:19
        O to właśnie chodzi - dlaczego osoba coś sprzedająca (program, nóż, konewkę,
        wiersz) ma mieć kompetencje dyktowania mi sposobu używania tego przedmiotu?
        Przecież nie bierze odpowiedzialności za użycie towaru niezgodnie z jego
        przeznaczeniem, formalnie pozostając właścicielem
        programu/noża/konewki/wiersza. Wyobrażasz sobie dyktat polegający na
        limitowaniu przeznaczenia aparatu telefonicznego? Mam fantazję, do użyję
        słuchawki w charakterze młotka - co posiadaczowi WI do tego? Sprzedał mi
        dobrowolnie swój wytwór, więc nie powinien więcej rościć sobie pretensji do
        niego, w swoim dobrze pojętym interesie.
        Piszesz o UMOWIE - to nie jest umowa, tylko dyktat.
        • jaceq Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 12.12.05, 18:01

          xiazeluka napisała:
          > O to właśnie chodzi - dlaczego osoba coś sprzedająca (program, nóż, konewkę,
          > wiersz) ma mieć kompetencje dyktowania mi sposobu używania tego przedmiotu?

          Jedyna odpowiedź na powyższe pytanie, jaka mi się nasuwa, to "bo tak już jest".
          Na podobnej zasadzie można odpowiedzieć na pytanie "dlaczego faceci uganiają
          się za kobietami, których nie zamierzają poślubić?" - ano dla tej samej
          przyczyny, dla której psy uganiają się za samochodami, których nie planują
          prowadzić.

          Daliśmy sobie, jako konsumenci, całkiem niedawno narzucić pewien układ (dyktat
          wydaje się właściwym słowem).
          _____________________________
          Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
    • 7em nie ma czegoś takiego jak własnośc intelektualna 13.12.05, 03:15
      chronienie praw do tej "wlasnosci" jest manifestacja totalitaryzmu. zreszta
      zbieglo sie w czasie ze zstapieniem Szatana na ziemie na przelomie 19 i 20
      wieku i wciaz sie rozwija. dzis nabywa sie prawa do kilku taktow. wkrotce by
      cos zanucic przy goleniu trzeba bedzie wlozyc karte kredytowa pod lustro w
      lazience.

      jak do kórwy nedzy mozna nabic prawo do drgań powietrza w okreslonym rytmie czy
      kombinacji zer i jedynek. cienka czerwona linia oddzielajaca materie od energii
      a wlasciwie rzecz mozliwa do skopiowania od niemozliwej do skopiowania to jedna
      z linii podzialu miedzy ludzmi prawymi a lewymi.


      5040
      • rycho7 piekne samookreslenie ciemnogrodu 13.12.05, 08:15
        7em napisał:

        > a wlasciwie rzecz mozliwa do skopiowania od niemozliwej do skopiowania to jedna
        > z linii podzialu miedzy ludzmi prawymi a lewymi.

        Wartosc Prawd Boskich.

        Kamiennych tablic tez nie stworzyl Stfurzec. Plagiator plagiatorow.
        • 7em Re: piekne samookreslenie ciemnogrodu 13.12.05, 09:35
          wytlumacze jak dziecku, lewemu dziecku. bog spisał na kamieniu prawdy
          powszechnie znane. byc moze sa to prawdy ktore zgapił od wczesniejszych bogów.
          gdyby zajebał im tablice z kamienia to by byla kradziez jednak to co zrobil
          mozemy nazwac tylko przepisaniem. nic wiecej.

          5040
          • mathias_sammer Re: piekne samookreslenie ciemnogrodu 13.12.05, 09:39
            No patrz, czyli powiesz, ze kradziez jest tylko pozyczeniem na czas
            nieograniczony z intencja oddania w przyszlosci.
            Hahahaha.

            M.S.
            • 7em Re: piekne samookreslenie ciemnogrodu 13.12.05, 09:45
              > No patrz, czyli powiesz, ze kradziez jest tylko pozyczeniem na czas
              > nieograniczony z intencja oddania w przyszlosci.
              > Hahahaha.

              oskarż wangoga ze ukradł bogu obraz słonecznika [do tego zgapił żółty kolor] ty
              smutny czekisto w waciaku.

              5040
      • perla 7em neoLeninem jest? 13.12.05, 08:40
        na przełomie 19 i 20 wieku zaczęły się ruchawki komunistyczne, które nasampierw
        podważały prawo do własności właśnie.
        "Nie może być tak" - wrzeszczeli na czerwonych wiecach - "że jeden ma a czarny
        lud nie ma".
        Teraz widzę, iż stare-nowe trendy są. "Upaństwowić WI!" - oto nowe hasło
        rewolucyjne jest. Bo nie może być tak, że jeden wymyśli ładne drgania powietrza
        lub potrzebną innym kombinację zer i jedynek, i kasę z tego ma, a inni 8 godzin
        w fabryce zapieprzać muszą.
        Wszyscy takie same żołądki przecież mają.
        To klasyka jest.
        Jak ukraść sie chce to i ideologia znajdzie się. A po co wymyślać nową skoro
        stara sprawdziła w grabieży się?


        7em napisał:

        > chronienie praw do tej "wlasnosci" jest manifestacja totalitaryzmu. zreszta
        > zbieglo sie w czasie ze zstapieniem Szatana na ziemie na przelomie 19 i 20
        > wieku i wciaz sie rozwija. dzis nabywa sie prawa do kilku taktow. wkrotce by
        > cos zanucic przy goleniu trzeba bedzie wlozyc karte kredytowa pod lustro w
        > lazience.
        >
        > jak do kórwy nedzy mozna nabic prawo do drgań powietrza w okreslonym rytmie
        czy
        >
        > kombinacji zer i jedynek. cienka czerwona linia oddzielajaca materie od
        energii
        >
        > a wlasciwie rzecz mozliwa do skopiowania od niemozliwej do skopiowania to
        jedna
        >
        > z linii podzialu miedzy ludzmi prawymi a lewymi.
        • 7em Re: 7em neoLeninem jest? 13.12.05, 09:42
          > na przełomie 19 i 20 wieku zaczęły się ruchawki komunistyczne, które
          nasampierw
          > podważały prawo do własności właśnie.

          dobrze jest upraszczac a zle zbytnio upraszczac. zaczely sie ruchawki bo
          zstapil szatan. w USA wprowadzono podatek dochodowy, powstaly biura patentowe.
          szatan nie przejawial sie li tylko ru..iem.

          > podważały prawo do własności właśnie.
          do wlasnosci materialnej. tej wlasciwej. nie manipuluj.

          ja rowniez zyje z tzw wartosci intelektualnych. jesli przekonasz mnie, ze
          jestes wlascicielem 0010110111 i tylko ty i mam za uzywanie tego ciagu placic
          to wygrywasz.
          tylko nie powoluj sie na kawałek pomazanego, zmielonego drewna z fioletową
          pieczatka.
          5040
          • perla Re: 7em neoLeninem jest? 13.12.05, 10:04
            7em napisał:

            > jesli przekonasz mnie, ze
            > jestes wlascicielem 0010110111 i tylko ty i mam za uzywanie tego ciagu placic
            > to wygrywasz.

            musisz płacic jeżeli ta kombinacja cyferek do czegoś potrzebna Ci jest, a sam
            nie potrafisz ułożyć jej. Nikt nikomu nie zabrania ułożenia SAMEMU identycznej
            kombinacji, ale zabrania zerżnięcia żywcem owej kombinacji właśnie.
            Dlatego też, Bill woli płacić setki milionów dolców kary za rzekomy monopol,
            niż upublicznić kombinację owych cyferek, o co wściekle zabiegają różni
            socjaliści posiłkując się lewymi sloganami i mający za sobą sztab Mośków w
            togach.
            Póki tej kombinacji sam nie ułożysz, to musisz bulić Billowi właśnie.
            • 7em Re: 7em neoLeninem jest? 13.12.05, 10:13
              ja tam taki mundry jak ty nie jestem. siedze sobie na lawce i obserwuje ludzi,
              kury i kaczki, biedronki i inne stworzonka. kiedy widze zjawisko "im
              czerwienszy młot tym chetniej opatentowałby okrąg" to gdzies pod skóra wiem ze
              nie jest przypadek w tym miejscu. przykład: hołdys - czerwony pojeb i ałtorytet
              moralny salonu [muzycznego] mimo ze z płyty dostaje 2,5 a mafia medialna 47,5
              to dalej pierdzi ze jest okradany przez byłgarskich piratów [kórwa kto tego w
              ogole słucha?]

              5040
            • xiazeluka A Ty Perła co, do NKWD się zapisałeś? 13.12.05, 10:18
              By chronić "własność intelektualną" obcych osób moim kosztem? Jeśli Ci zależy
              na zachowaniu kodu w tajemnicy, to oddaj go do najniższej piwnicy w Forcie Knox
              i trzymaj tam do końca świata, zamiast wtrącać się w to, co robię ze swoją
              własnością, którą mi dobrowolnie sprzedałeś. Nie mam obowiązku dbać o Twoje
              zyski.

              Po drugie - jeśli wymyślę taki sam kod jak Wiluś Gejts i go upowszechnię, to
              zapewne dżentelmen ów oskarży mnie o kradzież/plagiat/naruszenie praw/złamanie
              patetntu itp., itd. Skoro to jest monopol strzeżony prze socjalistyczne lewo,
              to i moje alibi "sam wymysliłem" zostanie natychmiast obalone z samej mocy lewa.
              Ile to juz było procesów o "plagiat", ponieważ 6 z 8 taktów się powtarzało?

              Wilusiowi mogę zabulić raz - kupując jego program, czyli towar - taki sam jak
              gwoździe czy obrana włoszczyzna. Co z nim zrobię następnie, to już nie Wilusia
              sprawa.
              • perla Re: A Ty Perła co, do NKWD się zapisałeś? 13.12.05, 10:40
                xiazeluka napisała:

                > By chronić "własność intelektualną" obcych osób moim kosztem? Jeśli Ci zależy
                > na zachowaniu kodu w tajemnicy, to oddaj go do najniższej piwnicy w Forcie
                Knox
                >
                > i trzymaj tam do końca świata, zamiast wtrącać się w to, co robię ze swoją
                > własnością, którą mi dobrowolnie sprzedałeś. Nie mam obowiązku dbać o Twoje
                > zyski.

                A kto Ci kod kiedykolwiek sprzedał??? Co najwyżej kupiłeś możliwość korzystania
                z efektu tego kodu. I w tym przypadku Twoją własnością jest tylko ta
                nieszczęsna płytka wartości 1 zł. Możesz ją podeptać zaraz w sklepie i nic
                nikomu do tego jest. Możesz na dodatek włosy zapuścić i rozgłaszać, iż Dżonem
                Lennonem jesteś. I nikogo nie powinno obchodzić to. Ale jakbyś zaczął opylać
                ową płytkę w ilościach większych niż sztuk tyle ile kupiłeś, to to kradzież
                jest.


                >
                > Po drugie - jeśli wymyślę taki sam kod jak Wiluś Gejts i go upowszechnię, to
                > zapewne dżentelmen ów oskarży mnie o kradzież/plagiat/naruszenie
                praw/złamanie
                > patetntu itp., itd.

                Mylisz się. Posiadaczem WI ten jest, kto kod źródłowy ma. Nie można zastrzec
                tego kodu. Jeżeli napiszesz sam identyczny kod, to obok Billa będziesz
                równoprawnym właścicielem owego kodu, choć oba kody identyczne są.
                Dlatego Bill nie chce upublicznić tego bo wysraczyłoby wtedy własnoręcznie
                przepisać jego kod aby też właścicielem np. windowsa być.

                > Wilusiowi mogę zabulić raz - kupując jego program, czyli towar - taki sam jak
                > gwoździe czy obrana włoszczyzna. Co z nim zrobię następnie, to już nie
                Wilusia
                > sprawa.

                to zależy od umowy jaką z Billem zawrzesz kupując pomysł jego właśnie.
                I Luka nie udawaj, że nie wiesz o bo chodzi. Nie o płytkę wartości 1 zł chodzi
                a o zapis na płytce tej.
                Bill nikomu nie może zakazać napisania identycznego oprogramowania jak jego.
                Jak nie chcesz bulić Billowi to napisz sobie sam. Czy ktoś Cię zmusza do
                nabywania pomysłów Billa?
                • perla ochrona jest 13.12.05, 10:53
                  bzdurą jest twierdzenie, że ponosisz koszty ochrony czyjejś WI. Niby jakie
                  koszty ponosisz?
                  Na razie Bill ponosi koszty obrony przed złodziejami, którzy go po sądach
                  ciągają celem wydarcia mu kodu źródłowego właśnie.
                  Kosztowało to Cię cokolwiek? A może ku.. wszystko powinno upublicznione być?
                  Np. numer Twojego konta i pin do niego. Czemu ja mam ponosić koszta ochrony
                  konta Twego? Przecież pin to zapis cyferek jest. Niby z jakiej racji tylko Ty
                  masz prawo go znać? Pin oparty na programie komputerowym jest, który czyjąś WI
                  jest. Upublicznić program w takim razie. Zgadzasz się?
                  • perla Luka, ja Ci to spokojnie wytłumaczę 13.12.05, 11:23
                    Jak wybierzesz się z żoną do kina to kupujesz dwa bilety wstępu. Nie możesz
                    kupić tylko jeden i mówić bramkarzowi, że żona niepotrzebuje biletu bo na
                    kolanach u Ciebie siedzieć będzie. Poza tym, kupując bilet, nie kupiłeś ani
                    kina ani filmu, a kupiłeś jedynie prawo do obejrzenia owego filmu.
                    Identycznie z zapisem na płytce jest.
                    Dopóki trzymałeś się problemu kopiowania płytek w ilościach hurtowych to
                    problemu nie było. Ale skoro uważasz, że zapis na płytce Twoją własnością po
                    zakupie tej płytki jest, to problem jest, gdyż ten zapis na płytce tak samo
                    Twoją własnością jest, jak i ten film obejrzany i zapłacony w kinie właśnie.

                    napisałeś:
                    "zamiast wtrącać się w to, co robię ze swoją
                    własnością, którą mi dobrowolnie sprzedałeś"

                    jeżeli za swoją własność uważasz tylko ową płytkę to ok, ale jeżeli uważasz, że
                    zapis na niej też Twoją własnością jest, to patrz powyżej.
                    • basia no, ale.. 13.12.05, 11:36
                      perla napisał:

                      > Jak wybierzesz się z żoną do kina to kupujesz dwa bilety wstępu. Nie możesz
                      > kupić tylko jeden i mówić bramkarzowi, że żona niepotrzebuje biletu bo na
                      > kolanach u Ciebie siedzieć będzie.

                      jak kupi sobie Luka plytę DVD z filmem i uzyje wlasnego odtwazacza do obejrzenia nagrania, to nie znaczy, ze zona ma isc kupic swoja plyte.
                      • perla poruszyłaś istotną kwestię 13.12.05, 12:33
                        wszystko zależy od umowy. Na ptce dvd jest na bank napisane, iż nie można
                        odtwarzać publicznie tego. Z żoną można właśnie.
                        • basia Re: poruszyłaś istotną kwestię 13.12.05, 12:38
                          perla napisał:

                          > wszystko zależy od umowy. Na ptce dvd jest na bank napisane, iż nie można
                          > odtwarzać publicznie tego. Z żoną można właśnie.
                          >

                          a jak zaprosic szwagra z zona ?
                          • perla Re: poruszyłaś istotną kwestię 13.12.05, 13:01
                            basia napisała:

                            > a jak zaprosic szwagra z zona ?

                            nawet z teściową, psem i kotem.
                            • basia wrocmy na chwile do kina 13.12.05, 13:44
                              perla napisał:

                              > basia napisała:
                              >
                              > > a jak zaprosic szwagra z zona ?
                              >
                              > nawet z teściową, psem i kotem.

                              jezeli takie kino bedzie mialo fanaberie, albo inna promocje i wpusci do kina widzow, nie pobierajac opalty za bilet-publicze odtworzenie bedzie mialo miejce, za taśmę producentowi czy komus (kino) zaplaciło, a od ludzi nie wzielo pieniedzy, to co? pzrestepstwo kino popelnia?

                    • xiazeluka Re: Luka, ja Ci to spokojnie wytłumaczę 13.12.05, 12:37
                      perla napisał:

                      > kupiłeś jedynie prawo do obejrzenia owego filmu.
                      > Identycznie z zapisem na płytce jest.

                      Błędna analogia. Za zapis na płytce zapłaciłem raz, a korzystać z niego mogę do
                      oporu.

                      > Dopóki trzymałeś się problemu kopiowania płytek w ilościach hurtowych to
                      > problemu nie było.

                      Nigdy o tym nie pisałem.

                      > Ale skoro uważasz, że zapis na płytce Twoją własnością po
                      > zakupie tej płytki jest, to problem jest, gdyż ten zapis na płytce tak samo
                      > Twoją własnością jest, jak i ten film obejrzany i zapłacony w kinie właśnie.

                      Moją własnością jest płytka z zapisem, a nie sam zapis, który nie jest mi do
                      niczego potrzebny. Jeśli kupuję telewizor, to oglądam na nim francuskie filmy
                      erotyczne nie zastanawiając się, co jest w środku pudła. Co więcej, mogę
                      podłączyć sobie plejstejszyn i korzystać z tiwiseta wbrew domyślnemu
                      przeznaczeniu.
                      Gdyby jednak przyszło mi do głowy rozkręcić odbiornik i przehandlować jego
                      części na pchlim targu, to nadal wytwórca telewizora nie ma prawa mi tego
                      zabraniać.
                  • xiazeluka Re: ochrona jest 13.12.05, 12:30
                    perla napisał:

                    > bzdurą jest twierdzenie, że ponosisz koszty ochrony czyjejś WI. Niby jakie
                    > koszty ponosisz?

                    Jak to jakie? Wiluś nie pozwala mi swobodnie dysponować moją własnością - kopią
                    Łindowsa. Robi tak dlatego, że usiłuje narzucić swój monopol, nie pozwalając
                    skopiować mi jego płyty, co oznacza przymus kupienia kolejnej dla wujka Ziutka.

                    > Na razie Bill ponosi koszty obrony przed złodziejami, którzy go po sądach
                    > ciągają celem wydarcia mu kodu źródłowego właśnie.

                    Acha, czyli kod źródłowy jest jednak bezpieczny? To o co chodzi?

                    > Np. numer Twojego konta i pin do niego. Czemu ja mam ponosić koszta ochrony
                    > konta Twego? Przecież pin to zapis cyferek jest. Niby z jakiej racji tylko Ty
                    > masz prawo go znać?

                    Ponieważ jest a) mój, b) nie oferuję go na sprzedaż. Wiluś zaś swoim pinem
                    (kodem) handluje, więc zgadza się na jego upublicznienie.

                    > Pin oparty na programie komputerowym jest, który czyjąś WI
                    > jest. Upublicznić program w takim razie. Zgadzasz się?

                    Też mi coś - PIN to cztery cyfry o ograniczonej liczbie kombinacji. W trzy dni
                    bym wypisał wszystkie na kilku kartkach papieru. Czyżbyś zechciał twierdzić, że
                    naruszam w ten sposób bezpieczeństwo wszystkich, którzy posiadają piny?
                • xiazeluka Re: A Ty Perła co, do NKWD się zapisałeś? 13.12.05, 12:24
                  perla napisał:

                  > A kto Ci kod kiedykolwiek sprzedał??? Co najwyżej kupiłeś możliwość
                  korzystania z efektu tego kodu.

                  Zgadza się. A skoro kupiłem, to już nie Twój interes, co z tym "efektem" robię.

                  > Ale jakbyś zaczął opylać
                  > ową płytkę w ilościach większych niż sztuk tyle ile kupiłeś, to to kradzież
                  > jest.

                  Kradzież czego?
                  Zatrzymajmy się jednak przy tym przykładzie - kupiłem sobie płytę, skopiowałem
                  w jednym egzemplarzu i dałem młodszemu bratu. To "kradzież"? Proponuję porzucić
                  chwilowo rozważania o hurtowej redystrybucji, trzymajmy się przykładów
                  jednostkowych.

                  > Jeżeli napiszesz sam identyczny kod, to obok Billa będziesz
                  > równoprawnym właścicielem owego kodu, choć oba kody identyczne są.

                  Czyli jeśli nagram i upowszechnię muzykę takt w takt zgodną z tematem z "Ojca
                  Chrzestnego", to stanę się legalnym posiadaczem akordów źródłowych? Ejże...

                  > Dlatego Bill nie chce upublicznić tego bo wysraczyłoby wtedy własnoręcznie
                  > przepisać jego kod aby też właścicielem np. windowsa być.

                  Nie potrzebuję jego kodu, mowa jest o dajmy na to egzemplarzu Łindołsa. Nie mam
                  również ambicji stania się posiadaczem owego kodu, chcę sobie jedynie skopiować
                  kupioną płytę.

                  > to zależy od umowy jaką z Billem zawrzesz kupując pomysł jego właśnie.

                  Bez żartów - to nie jest umowa, lecz dyktat: "Sprzedam ci podkładkę pod mysz,
                  ale nie wolno ci jej używać pod patelnię z jajecznicą".

                  > Jak nie chcesz bulić Billowi to napisz sobie sam. Czy ktoś Cię zmusza do
                  > nabywania pomysłów Billa?

                  Nie. Ale jeśli ktoś coś sprzedaje, to znaczy, że dobrowolnie oddaje towar
                  klientowi do swobodnego użytku. Jakieś 123,76% klientów ma gdzieś "kod",
                  potrzebują po prostu programu, który umożliwi im uzyskanie zaplanowanych
                  efektów. Z ochroną kodu nie ma to nic wspólnego, przecież tzw. piraci nie
                  przepisują jedynek i zer, tylko powielają całość jak leci.
                  • perla Luka, postawmy sprawę jasno 13.12.05, 12:57
                    mógłbym napisać całe elaboraty na zadany temat, jak i również to, że producenci
                    oprogramowania nie tacy znowu bezbronni są, jak niektórym wydaje się.
                    Ale nie o to chodzi.
                    Chodzi o dorabianie ideologii.
                    Sytuacja taka oto jest:
                    twórcy chcą tworzyc dla kasy a odbiorcy chcą korzystać z tych dzieł niepłacąc
                    za to. Czyli o kasę idzie i tworzenie do tego tej całej ideologii unikaniem
                    przykro brzmiących terminów jest, takich jak "kradzież", "monopol", itede.
                    Zauważ, że nikt nikogo nie zmusza do tworzenia, ani do odbioru tych dzieł.
                    Póki co, prawo chroni twórców i dopóki Lepper premierem nie jest, chronić
                    będzie.
                    Dlatego też, zostawmy te rozważania czy istnieje taka własność, czy nie, etc.
                    Bo o kasę chodzi. A gdy o kasę chodzi to każdy zmienia się. Złodziej będzie
                    ideologizował złodziejstwo swe, bo nie chce złodziejem być, ale chce mieć
                    niepłacąc.

                    I na koniec pytanie do Ciebie mam - czy kupując płytkę z czymś tam co WI jest,
                    uważasz, że masz prawo rozpowszechniać kopie płytki tej w dowolny sposób?
                    • xiazeluka Jak jasno, to jasno 13.12.05, 13:20
                      Chodzi o kasę, oczywiście.
                      Lecz obawiam się, że chodzi o jeszcze coś - kontrolę nad ludźmi, odebranie im
                      możliwości swobodnego rozpowszechniania treści, które nie podobają się Policji
                      Myśli.

                      Wracając jednak do naszych baranów:
                      1. Ja płacę za płytę w sklepie. I koniec - staje się już moja, "właściciel WI"
                      nie ma nic więcej do gadania.
                      2. Jeśli, jak piszesz, "prawo chroni twórców", to znaczy, że popierasz
                      komunistyczne prawodastwo - prawo ma chronić każdego jednakowo, bez przywilejów
                      branżowych.
                      3. Różnicę między kradzieżą a korzystaniem z legalnie nabytego produktu
                      wykazałem poniżej.
                      4. Jeśli kupię sobie płytę, to mogę ją a) wymienić w przyszłości na inną, kiedy
                      mi się znudzi, b) sprzedać ją, c) puścić sobie na pełny regulator w pracy (i
                      konfidentów z zaiksu poszczuć wściekłymi owczarkami kaukaskimi), d) zaprosić
                      trzy setki znajomych i dokonać "publicznego" odtworzenia, e) skopiować w
                      milionie sztuk i rozdać czarnuchom w Sudanie i tak dalej.
                      Pytałeś się poprzednio o "kod", więc co Cię obchodzi, co robię z zapisem
                      owego "kodu"?
                      • perla Re: Jak jasno, to jasno 13.12.05, 13:45
                        xiazeluka napisała:

                        > a) wymienić w przyszłości na inną, kiedy mi się znudzi,

                        tak

                        b) sprzedać ją,

                        tak

                        > c) puścić sobie na pełny regulator w pracy (i
                        > konfidentów z zaiksu poszczuć wściekłymi owczarkami kaukaskimi),

                        tak

                        > d) zaprosić
                        > trzy setki znajomych i dokonać "publicznego" odtworzenia,

                        tak

                        > e) skopiować w
                        > milionie sztuk i rozdać czarnuchom w Sudanie i tak dalej.

                        nie, czarnuchowi możesz dać tylko tą konkretną płytę, którą nabyłeś.

                        a propos monopolu jest. Bill Goebbels monopolistą by był gdyby tylko on miał
                        prawo produkować i sprzedawać właśnie.
                        • leje-sie W gruncie rzeczy 13.12.05, 14:04
                          poniewaz chodzi tu o dobrowolna umowe, to warunki umowy moga byc dowolne w
                          granicach rozsadku (a czasami poza te granice wykraczac).

                          Nic nie stoi na przeszkodzie by warunki umowy przeformulowac bardziej lub mniej
                          restryktywnie.

                          Ale dopoki ograniczenia umowy obowiazuja nie mozna sobie przedmiotem umowy
                          dobrowolnie dysponowac.

                          To tak jakby w spadku po wujku, starym kawalerze, jego zbior znaczkow otrzymac
                          z zastrzezeniem testamentowym, ze nie wolno kolekcji sprzedac i zaraz
                          nastepnego dnia na Stadion X poleciec. Bo moje i moge co chce robic.
                          • xiazeluka Re: W gruncie rzeczy 13.12.05, 14:28
                            Rzecz w tym, że warunki "umowy" nie są dobrowolne, tylko wymuszane prawem
                            państwowym, tu nie ma miejsca na indywidualne, dopasowane zapisy.
                            • leje-sie Niedokladnie 13.12.05, 15:08
                              Mozesz odstapic od umowy zdajac sie na zapisy prawne.

                              Ale mozesz tez sie handryczyc z bileterami o podreczna kamerke video udajac sie
                              na w/w wzmiankowany seans kinowy. I wtedy zawierasz jak najbardziej dobrowolna
                              umowe - ogladasz film bez kamery, albo nie ogladasz. Dalsze argumentowanie moze
                              skonczyc sie wezwaniem policji ale to juz z zupelnie innych paragrafow.

                              Zawierajac umowe wylaczasz jak gdyby zapisy prawa. Twoje uprawnienia moga byc
                              wieksze lub mniejsze.

                              Prawo stanowione jest konwencja, ugoda spoleczna. Mozna protestowac, ale nie
                              wolno lamac.

                              Argumenty za istnieniem prawa chroniacego interes ekonomiczny i "idealny" ludzi
                              zajmujacych sie tworzeniem dobr niematerialnych sa, nie tylko moim zdaniem,
                              bardzo silne.

                              Czesc z tych argumentow przedstawil Perla.

                              PS. Napisales o interesach tworcow, ze to interesy branzowe. Niedokladnie -
                              prawo chroni interes kazdego (ktory cos stworzyl).

                              PS2. Dla niektorych uczestnikow dyskusji argumentem za nieprzestrzeganiem praw
                              jest niewielka lub zadna wykrywalnosc ewentualnego przestepstwa. Ciekawe.
                              • xiazeluka Bardzo niedokładnie 13.12.05, 17:25
                                "Umowa" z właścicielem WI przypomina podobną "umowę", jaką zawiera z Tobą
                                socjalistyczne państwo odnośnie tzw. ubezpieczenia społecznego. Możesz ją tylko
                                przyjąć na warunkach narzuconych odgórnie, nawet Ci zrezygnować z niej nie
                                wolno (przy WI mam przynajmniej ostatnią deskę ratunku - nie jest to jeszcze
                                przymusowe, choć tak zwany abonament, czyli podatek za telewizor formalnie
                                tak). Tu nie ma dwóch równorzędnych podmiotów negocjujących zapis umowy, z
                                jednej strony jest dyktat monopolisty wspieranego przez faszystowski reżim, z
                                drugiej przeznaczony do ogolenia biedny frajer. Nie jest przypadkiem, że
                                socjalrewolucyjną NSDAP popierali najwięksi przemysłowcy - ta hołota dobrze
                                wiedziała, że najlepszym kupcem jest państwo.

                                Z bileterami (a raczej szefem kinematografa) mogę się handryczyczyć, a i
                                owszem - dam w łapę, wynegocjuję niższą cenę, kupię bilet zbiorowy, w
                                ostateczności pójdę do sklepu i nabędę defałde, bez łaski właściciela kina. To
                                wszystko stoi na głowie - zadaniem producenta jest zachęcać klientów do zakupu
                                swojego towaru, a nie zniechęcać lub straszyć prokuratorem! Ciekawe, że WI jest
                                chroniona przez okupantów, a np. szewcy - nie. Symbioza pasożytów.

                                Umowa powinna być dobrowolna dla obu stron - tylko wtedy możesz się nadymać
                                wspominając o zawartym układzie. Socjalistyczne państwa jednak wtrącają się w
                                swobodę zawierania umów, także z twórcami tzw. WI. A skoro z góry stoję na
                                przegranej pozycji, to o żadnej umowie nie może być tu mowy - jest dyktat,
                                którego co najwyżej mogę nie przyjąć. Prawo, mój drogi, powinno traktować tak
                                samo obie umawiające się strony. Albo nie nazywać takiego kontraktu umową.
                                Wspomniałem powyżej o "abonamencie" rtv - to właśnie doskonały przykład
                                zbójeckiego lewa, rzekoma umowa ludzi z państwowym telewizorem, której jako
                                żywo nikt nigdy nie zawierał.

                                Ludzie tworzący "niematerialne dobra" to tacy sami wytwórcy jak dajmy na to
                                piekarze - Łindołsem się nie najesz, jednak z niewiadomych powodów to Wiluś
                                Gejts jest pieszczony przez ustawodawcę, a nie Twój chleborób z naprzeciwka.

                                Obaj - Ty i Perła - zapominacie, że sam kod, sam program to tylko część oferty;
                                dochodzi to tego jeszcze serwis techniczny, apgrejdy, renoma wytwórcy, jakość
                                towaru i tak dalej. Gdyby Gejst, zamiast tracić czas na walkę z "piratami"
                                sprzedawał Ofisa za 50 PLN, to miałby miliony dobrowolnych klientów. A tak -
                                niech spada, ja mam Ołpen Ofisa, za którego wytwórca w zasadzie niczego ode
                                mnie nie chce.

                                PS. Swoje PS2 to do kogo kierowałeś, Śfedzie?
                                • leje-sie Porownujesz rzeczy nieporownywalne 13.12.05, 18:21
                                  Materialny but z niematerialna idea.

                                  Interesy wytworcow obu sa chronione w sposob dopasowany do przedmiotu handlu i
                                  wymiany.

                                  Zapewne zgodzisz sie, ze kupujac pare butow nie kupujesz kawalkow skory, gumy,
                                  dratwy i kilku cwieczkow, czyli tak naprawde nie kupujesz tego co materialne,
                                  tylko to co przetworzone w idee platonska - niematerialna mozliwosc okrycia i
                                  ochrony stopy. Mozliwe, ze wchodzi jeszcze w gre potrzeba zaspokojenia
                                  proznosci wlasnej i wrazen estetycznych. Byc moze zreszta to ostatnie jest
                                  najwazniejsze, dla okrycia stopy wystarczylyby wlasnorecznie zrobione lapcie.

                                  Wyobraz sobie teraz, ze za kilka dziesiecioleci skonstruowany zostanie
                                  materializator, ktory pozwoli nam zrealizowac dowolna idee w jej materialnym
                                  ksztalcie...

                                  Wlasciwie to nie wiem co chcialem powiedziec, a nie mam czasu na wymyslanie
                                  przekonywujacego usprawiedliwienia dla kilku ulotnych mysli.
                                  • basia Re: Porownujesz rzeczy nieporownywalne 13.12.05, 19:07
                                    leje-sie napisał:

                                    > Materialny but z niematerialna idea.
                                    (...)
                                    - niematerialna mozliwosc okrycia i
                                    > ochrony stopy. (...)

                                    zaraz, a czy Ty wlasnie nie dokonales takiego porownania ?
                                  • xiazeluka Nonsens 14.12.05, 09:40
                                    But i ta Twoja "idea" dla konsumenta nazywa się tak samo: "towar".

                                    Dla posiadacza WI zresztą to też jest towar, przecież handluje nim na wolnym
                                    rynku. A skoro zdecydował się wystawić swój towar (but, ideę) na sprzedaż, to
                                    nie ma prawa domagać się z tego tytułu specjalnych przywilejów.
                                    Przy okazji popełniasz błąd rozdzielając buty od idei - wszak filozofowie,
                                    ideolodzy, członkowie sekt, kościoły, nawiedzeni i ini tacy rozpowszechniają
                                    swoje idee za darmo, ba, są zachwyceni, jeśli odbiór ich konceptów jest
                                    powszechny. Porównywać więc jedno z drugim można jak najbardziej, przynajmniej
                                    wtedy, gdy stanowią ofertę handlową.

                                    "Interesy" wytwórców nie powinny być chronione bardziej niż interesy klientów.
                                    To oferent musi znaleźć chętnych do zakupu swej propozycji, nie zaś w jego
                                    imieniu państwo ze swymi paragrafami. Bez klientów producent ginie (o ile nie
                                    poda mu pomocnej dłoni państwo właśnie), niezależnie od tego, jak bardzo
                                    wartościową "ideę" wyhodował w swej czaszce.

                                    Kupując buty nabywam zszyte i sklejone kawałki skóry, które ktoś zręczny
                                    zaoferował w formie buta. No i co z tego? Przecież producent lub dystrybutor
                                    buta nie jest panem Bogiem, to człowiek, który chce zarobić, nie ma więc
                                    najmniejszego powodu, by sławić i chronić jego imię tylko dlatego, że trafia w
                                    gusta klienteli! Zapłacę więcej znanemu producentowi (nie dla idei, tylko w
                                    uznaniu solidności jego wyrobów), nie kupię zaś plastikowego badziewia za 19,99
                                    PLN, ponieważ jestem za biedny, by co tydzień nabywać obuwie.
                                    I odwrotnie - jeśli szewc nie sprzeda swej idei, to nie zarobi, musi więc
                                    znaleźć chętnych do zakupu swego towaru, a nie znajdzie ich, jeśli zażąda, by w
                                    jego butach chodzić tylko w czwartki.
                                    No i na koniec - gość z dobrą, pożyteczną, skuteczną ideą da sobie radę bez
                                    żadnej ochrony WI, wystarczy, że klienci sparzą się na produktach konkurencji.
                                • perla Re: Bardzo niedokładnie 13.12.05, 20:25
                                  xiazeluka napisała:

                                  > Gdyby Gejst, zamiast tracić czas na walkę z "piratami"
                                  > sprzedawał Ofisa za 50 PLN,

                                  niezły pomysł. Zaraz roześlę do swoich dostawców własne cenniki na ich usługi i
                                  towary, nazywając ich cenniki dyktatem i krwiopijstwem.


                                  > ja mam Ołpen Ofisa, za którego wytwórca w zasadzie niczego ode
                                  > mnie nie chce.

                                  czyli jest alternatywa. Co więc z tym monopolem niby?
                                  Ja na przykład nie chcę nic za darmo. Nie ufam produktom darmowym, bo na
                                  dłuższą metę nieopłaca się to.

                                  Większośc przeciwników WI myśli krótkowzrocznie, bo nie chce płacić za płytki z
                                  programami, filmami czy muzyką. Na tym ich percepcja WI kończy się.
                                  A co z myślą inżynieryjną? Naukową? Humanistyczną, etc?
                                  Po co projektować domy jak ktoś może bezkarnie rozpowszechniać projekt taki? Po
                                  co zdolny inżynier ma myśleć nad nowym rozwiązaniem technicznym skoro byle
                                  nieuk może skopiować pomysły jego? Po co historyk ma poświęcać kilka lat z
                                  życia na badania, które wyda w postaci książki, skoro ten co kupił książkę
                                  taką, może sobie drukować ją w ilościach dowolnych, no bo przecież kupił
                                  książkę w księgarni, i uważa, że może kopiować, skoro zapłacił za jeden
                                  egzeplarz?
                                  I w ogóle, po kiego pisać prace magisterskie, doktorskie, skoro wystarczy
                                  zapisać do biblioteki się i żerżnąć żywcem.
                                  I ten cały syf tylko o 20-50 zł rozchodzi się, bo tyle szkoda za płytkę z
                                  muzyką czy filmem jest.
                                  A propos programów komputerowych jest. Polskie prawo nie uznaje za piractwo
                                  używanie programów stosowanych w domach w celach niezarobkowych. Dlatego
                                  piractwo ścigane w firmach jest, bo one z definicji mają programy służące
                                  wypracowaniu zysku firmie. Natomiast w domach ścigani są ci, co dom przerobili
                                  na fabrykę lewego oprogramowania. Dlatego nie ma co robić wiekiego halo w
                                  temacie tym.
                                  Oczywiście z filmami i muzyką inaczej jest.
                                  Jeszcze jedno Luka. Nie zawsze jest tak, że z nabytą rzeczą, która Twoja stała
                                  się, możesz robić co Ci się podoba. Możesz kupić auto, które Twoje jest, ale to
                                  nie znaczy, że możesz tym autem jeździć po chodnikach 200 km/h właśnie. Mimo,
                                  że producent umożliwił rozwijanie prędkosci takich a chodnik równy jest.
                                  Możesz kupić mieszkanie w punktowcu, które Twoją własnością jest, ale to nie
                                  znaczy, że możesz to mieszkanie spalić na przykład, bo Twoje jest, gdyż spalisz
                                  i innych też.
                                  Jak widzisz, istnieją ograniczenia i na swojej własności właśnie.
                                  • perlisty Re: Bardzo niedokładnie 13.12.05, 23:44
                                    zlotousta perla napisała :
                                    > Możesz kupić auto, które Twoje jest, ale to
                                    nie znaczy, że możesz tym autem jeździć po chodnikach 200 km/h właśnie
                                    > Możesz kupić mieszkanie w punktowcu, które Twoją własnością jest, ale to nie
                                    znaczy, że możesz to mieszkanie spalić na przykład, bo Twoje jest, gdyż spalisz
                                    i innych też.

                                    o perlo – glowka pracuje. genialne te przyklady wlasnie. przyjacielu drogi !
                                    a tak w ogole, czy to przypadkiem nie za dluga wypowiedz jak na ciebie ? ja
                                    rozumiem, ze robisz sobie wprawki z polszczyzny, ale nie przesadzaj, nienawykly
                                    jestes do takich tasiemcowych tekstow i mozesz po napisaniu zle sie poczuc.

                                    > A co z myślą inżynieryjną? Naukową? Humanistyczną, etc?

                                    ledwie toto pisac sie nauczylo juz do lekarzy, naukowcow i humanistow pieje !
                                    a juz nie tobie buraku zawracac sobie tym lepetyne. patrzcie no , znalazl sie
                                    filozof ! do tapczanow marsz !


                                    -----------------------------

                                    5,5 w porywach 6
                                    • hymen Perlisty, śpiewnie Ci odpowiem! 14.12.05, 09:49
                                      Nie pierdol.
                                      • xiazeluka Ja odpowiem pętakowi prozą: 14.12.05, 10:08
                                        Spjerdalaj z Forum, perlisty głąbie.
                                  • hymen Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 09:47
                                    perla napisał:

                                    (...)

                                    Weź pod uwagę swój post zamieszczony tu na forum. To jest właśnie Twoja WI. O
                                    ile wiem, stoisz na stanowisku, ze agora jako właściciel portalu, czyli nośnika
                                    może zrobić z tym co zechce, wywalić, umieścić na pierwszej strinie portalu,
                                    sprzedać itd. Dlaczego więc ja, właściciel płytki nie mogę zrobić tego samego?
                                    • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 09:51
                                      hymen napisał:

                                      > perla napisał:
                                      >
                                      > (...)
                                      >
                                      > Weź pod uwagę swój post zamieszczony tu na forum. To jest właśnie Twoja WI. O
                                      > ile wiem, stoisz na stanowisku, ze agora jako właściciel portalu, czyli
                                      nośnika
                                      >
                                      > może zrobić z tym co zechce, wywalić, umieścić na pierwszej strinie portalu,
                                      > sprzedać itd. Dlaczego więc ja, właściciel płytki nie mogę zrobić tego samego?

                                      Ale kto powiedział, że nie możesz? Możesz z samą płytką robić co chcesz. Nie
                                      możesz tylko kopiować jej zawartości celem osiągnięcia korzyści.
                                      • basia Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 09:53
                                        perla napisał:

                                        > Ale kto powiedział, że nie możesz? Możesz z samą płytką robić co chcesz. Nie
                                        > możesz tylko kopiować jej zawartości celem osiągnięcia korzyści.

                                        korzysci materialne czy inne też?
                                        • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:02
                                          basia napisała:

                                          > korzysci materialne czy inne też?

                                          Basiu, chodzi Ci o rozdawnictwo? Ależ proszę bardzo. Tą konkretną płytkę, za
                                          którą zapłaciłaś możesz dać komu Ci się podoba.
                                          • basia Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:05
                                            perla napisał:

                                            > Basiu, chodzi Ci o rozdawnictwo? Ależ proszę bardzo. Tą konkretną płytkę, za
                                            > którą zapłaciłaś możesz dać komu Ci się podoba.

                                            a jezeli sprzedam ja za cene wyzsza niz kupilam, odniose korzysc materialna wtedy. Czy to bedzie w porzadku?

                                            • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:11
                                              basia napisała:

                                              > a jezeli sprzedam ja za cene wyzsza niz kupilam, odniose korzysc materialna
                                              wte
                                              > dy. Czy to bedzie w porzadku?

                                              Basiu, będzie w porządku o ile handlować będziesz tą konkretną płytką.
                                              • basia Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:35
                                                perla napisał:

                                                > Basiu, będzie w porządku o ile handlować będziesz tą konkretną płytką.
                                                >
                                                A jezeli skopijuje a sama oryginalu uzywac nie bede? Sprzedam kopie.
                                                • perla Basiu, szukasz porad prawnych? 14.12.05, 10:38
                                                  basia napisała:

                                                  > A jezeli skopijuje a sama oryginalu uzywac nie bede? Sprzedam kopie.

                                                  Jedna zakupiona płytka = jedna sprzedaż.
                                                  • xiazeluka Re: Basiu, szukasz porad prawnych? 14.12.05, 10:45
                                                    perla napisał:

                                                    > Jedna zakupiona płytka = jedna sprzedaż.

                                                    Jeden kupiony nóż = jeden sprzedany nóż. Co nabywca zrobi z tym nożem (odda
                                                    komuś, sprzeda, zniszczy), to sprzedającego nie może interesować.
                                                  • perla Re: Basiu, szukasz porad prawnych? 14.12.05, 10:56
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > perla napisał:
                                                    >
                                                    > > Jedna zakupiona płytka = jedna sprzedaż.
                                                    >
                                                    > Jeden kupiony nóż = jeden sprzedany nóż. Co nabywca zrobi z tym nożem (odda
                                                    > komuś, sprzeda, zniszczy), to sprzedającego nie może interesować.

                                                    a czy ja piszę coś innego?
                                                  • basia Re: Basiu, szukasz porad prawnych? 14.12.05, 10:46
                                                    perla napisał:

                                                    > Jedna zakupiona płytka = jedna sprzedaż.

                                                    nie, tylko zawsze mnie zadziwia po co stawia sie tabliczki "nie deptac trawnika"
                                                    smile

                                                    zaglebiajac sie dalej, co jest istota : zysk czy idea?

                                          • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:10
                                            perla napisał:

                                            > Tą konkretną płytkę, za
                                            > którą zapłaciłaś możesz dać komu Ci się podoba.

                                            A właśnie, że nie - "umowa" licencyjna Łindołsa IksPe stanowi, że nie mam prawa
                                            SWOJEJ płyty z tym programem oddać w ręce innej osoby.
                                            • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:16
                                              xiazeluka napisała:

                                              > A właśnie, że nie - "umowa" licencyjna Łindołsa IksPe stanowi, że nie mam
                                              prawa
                                              >
                                              > SWOJEJ płyty z tym programem oddać w ręce innej osoby.

                                              chyba się mylisz. Masz prawo dawać innym jeżeli w tym czasie odinstalujesz
                                              program ze swejego kompa. Inaczej - jeden program może chodzić na jednym
                                              kompie.
                                              To uczciwe postawienie sprawy jest.
                                              • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:25
                                                perla napisał:

                                                > To uczciwe postawienie sprawy jest.

                                                To łajdactwo jest - nie mogę bowiem zainstalować tego Łindołsa w pokoju córki i
                                                w pokoju syna jednocześnie.
                                                • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:32
                                                  xiazeluka napisała:

                                                  > To łajdactwo jest - nie mogę bowiem zainstalować tego Łindołsa w pokoju córki
                                                  i
                                                  >
                                                  > w pokoju syna jednocześnie.

                                                  skoro zawarłeś taką umowę to do kogo masz pretensje? Nie zawieraj na przyszłość
                                                  umów, które Twoim zdaniem łajdackie są.
                                                  • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:37
                                                    perla napisał:

                                                    > skoro zawarłeś taką umowę to do kogo masz pretensje? Nie zawieraj na
                                                    przyszłość umów, które Twoim zdaniem łajdackie są.

                                                    Łajdackie umowy są nieważne z mocy prawa.
                                                  • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:46
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Łajdackie umowy są nieważne z mocy prawa.

                                                    ale to Ty uznajesz je za łajdackie. Sądy bedą odmiennego zdania. Nie warto w
                                                    tej materii procesować się, bo jeszcze koszty procesu policzą Ci.
                                                    Umowa to umowa. Zawierają je dorośli ludzie a nie nieświadome pensjonarki.
                                                    Jeżeli zawrzesz z bankiem umowę o pożyczkę 100 tys zł, z procentem 10% w skali
                                                    roku i weźmiesz pieniądze, to nie możesz potem dojść do wniosku, że procent za
                                                    duży jest i Ty nie będziesz spłacał tego, bo to "łajdacka" umowa jest, gdyż
                                                    wedle Ciebie procent 4% powinnien być.
                                                    Nikt Cię końmi do banku nie przyprowadził, podpisałeś i musisz się z umowy
                                                    wywiązać. A jak nie to prawo wkroczy i ściągnie kwoty te.
                                                  • hymen Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:54
                                                    perla napisał:

                                                    > ale to Ty uznajesz je za łajdackie. Sądy bedą odmiennego zdania. Nie warto w
                                                    > tej materii procesować się, bo jeszcze koszty procesu policzą Ci.
                                                    > Umowa to umowa. Zawierają je dorośli ludzie a nie nieświadome pensjonarki.
                                                    > Jeżeli zawrzesz z bankiem umowę o pożyczkę 100 tys zł, z procentem 10% w
                                                    skali
                                                    > roku i weźmiesz pieniądze, to nie możesz potem dojść do wniosku, że procent
                                                    za
                                                    > duży jest i Ty nie będziesz spłacał tego, bo to "łajdacka" umowa jest, gdyż
                                                    > wedle Ciebie procent 4% powinnien być.
                                                    > Nikt Cię końmi do banku nie przyprowadził, podpisałeś i musisz się z umowy
                                                    > wywiązać. A jak nie to prawo wkroczy i ściągnie kwoty te.

                                                    Nawet w takiej sytuacji, jeśli sąd dojdzie do wniosku, że to była łajdacka
                                                    umowa (np na lichwiarski procent), unieważni taką umowę.
                                                  • perla nareszcie 14.12.05, 10:58
                                                    hymen napisał:

                                                    > Nawet w takiej sytuacji, jeśli sąd dojdzie do wniosku, że to była łajdacka
                                                    > umowa (np na lichwiarski procent), unieważni taką umowę.

                                                    o to chodzi. Jeżeli ktoś uważa, że zawarł umowę "łajdacką" to niech idzie do
                                                    sądu a nie sam rostrzyga czy umowa łajdacka jest czy nie właśnie.
                                                  • hymen Re: nareszcie 14.12.05, 11:03
                                                    perla napisał:

                                                    > hymen napisał:
                                                    >
                                                    > > Nawet w takiej sytuacji, jeśli sąd dojdzie do wniosku, że to była łajdack
                                                    > a
                                                    > > umowa (np na lichwiarski procent), unieważni taką umowę.
                                                    >
                                                    > o to chodzi. Jeżeli ktoś uważa, że zawarł umowę "łajdacką" to niech idzie do
                                                    > sądu a nie sam rostrzyga czy umowa łajdacka jest czy nie właśnie.

                                                    Problem w tym, że w przypadku WI będzie zablokowany przez odrębną ustawę o WI,
                                                    która w innych przypadkach nie funcjonuje. Niby dlaczego tak ma być?
                                                  • hymen Re: nareszcie - errata 14.12.05, 11:49
                                                    hymen napisał:

                                                    > Problem w tym, że w przypadku ten ktoś będzie zablokowany przez odrębną
                                                    ustawę o WI,
                                                    > która w innych przypadkach nie funcjonuje. Niby dlaczego tak ma być?
                                                  • hymen Re: nareszcie - errata cholera 14.12.05, 11:50
                                                    hymen napisał:

                                                    > hymen napisał:
                                                    >
                                                    > > Problem w tym, że ten ktoś będzie zablokowany przez odrębną
                                                    > ustawę o WI,
                                                    > > która w innych przypadkach nie funcjonuje. Niby dlaczego tak ma być?
                                                  • xiazeluka Nadal nie nareszcie 14.12.05, 11:34
                                                    perla napisał:

                                                    > o to chodzi. Jeżeli ktoś uważa, że zawarł umowę "łajdacką" to niech idzie do
                                                    > sądu a nie sam rostrzyga czy umowa łajdacka jest czy nie właśnie.

                                                    Ja nie zawarłem żadnej umowy, lecz wiem, że jest ona łajdacka - prawa i
                                                    obowiązki piekarza są inne (mniejsze) od praw i obowiązków Mikrosyfu. Zachodzi
                                                    tu rażąca różnica w traktowaniu obu podmiotów, o klientach nie wspominając.
                                                    Nie jest więc to umowa (nie umawiają się obie strony), lecz dyktat sprzedawcy,
                                                    który uzurpuje sobie prawo do decydowania o zbytym towarze, mając w tym
                                                    procederze oparcie w państwie. Piekarz takich kompetencji nie posiada, co
                                                    dowodzi, że jest to jednak łajdactwo, a nie swobodna umowa wolnych ludzi.

                                                  • perla Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 11:42
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Ja nie zawarłem żadnej umowy, lecz wiem, że jest ona łajdacka

                                                    skoro niezawarłeś, to jak może "ona" być?

                                                    > Nie jest więc to umowa (nie umawiają się obie strony), lecz dyktat
                                                    sprzedawcy,

                                                    tak, ale Ty poddajesz się temu dyktatowi dobrowolnie. Jak Ci się nie podoba ów
                                                    dyktat to idź do innego producenta.


                                                    > dowodzi, że jest to jednak łajdactwo, a nie swobodna umowa wolnych ludzi.

                                                    aha, wolny człowiek to taki, który kupując telewizor marki Sony uważa, że kupił
                                                    zastrzeżony znaczek Sony przy okazji...
                                                  • xiazeluka Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 11:48
                                                    perla napisał:

                                                    > skoro niezawarłeś, to jak może "ona" być?

                                                    Przeczytałem sobie jej tekst, stąd moja wiedza.

                                                    > tak, ale Ty poddajesz się temu dyktatowi dobrowolnie. Jak Ci się nie podoba
                                                    ów dyktat to idź do innego producenta.

                                                    Zgoda, lecz nie nazywaj tej próby wymuszenia "umową".

                                                    > aha, wolny człowiek to taki, który kupując telewizor marki Sony uważa, że
                                                    kupił zastrzeżony znaczek Sony przy okazji...

                                                    Obawiam się, że takiego nabywcy to w ogóle nie obchodzi - telewizor ma działać,
                                                    a nie wyglądać.
                                                  • perla Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 12:01
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Przeczytałem sobie jej tekst, stąd moja wiedza.

                                                    trzeba czytać przed zakupem

                                                    > Zgoda, lecz nie nazywaj tej próby wymuszenia "umową".

                                                    wszystkie umowy coś tam wymuszają

                                                    > Obawiam się, że takiego nabywcy to w ogóle nie obchodzi - telewizor ma
                                                    działać, a nie wyglądać.

                                                    ale obchodzi to producenta bo nabywcy różni bywają.
                                                  • xiazeluka Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 12:10
                                                    perla napisał:

                                                    > trzeba czytać przed zakupem

                                                    "Umowy" są zwykle w pudełku, pojawiają się podczas instalacji.

                                                    > wszystkie umowy coś tam wymuszają

                                                    Odwrotnie - wszystkie normalne umowy coś nam dają na tyle cennego, że je
                                                    zawieramy.

                                                    > ale obchodzi to producenta bo nabywcy różni bywają.

                                                    Nie interesują mnie problemy producenta i jako klient nie powinienem odpowiadać
                                                    materialnie za jego kłopoty z konkurencją.
                                                  • perla Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 12:26
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > "Umowy" są zwykle w pudełku, pojawiają się podczas instalacji.

                                                    ok, ale:
                                                    1. taka umowa powinna być na stronie producenta
                                                    2. jak instalujesz to jest pytanie czy akeptujesz umowę. Jak nie to mają Ci
                                                    zwrócić kasę.

                                                    > Odwrotnie - wszystkie normalne umowy coś nam dają na tyle cennego, że je
                                                    > zawieramy.

                                                    ciekawe, wczoraj zawarłem umowę, w której stoi, że jak czegoś tam niedotrzymam
                                                    to zapłacę karę umowną 500 zł. Bardzo "cenny" to dla mnie zapis jest...


                                                    > Nie interesują mnie problemy producenta i jako klient nie powinienem
                                                    odpowiadać
                                                    > materialnie za jego kłopoty z konkurencją.

                                                    a jak niby Ty materialnie odpowiadasz za jego kłopoty z konkurencją?
                                                  • xiazeluka Re: Nadal nie nareszcie 14.12.05, 12:47
                                                    perla napisał:

                                                    > 2. jak instalujesz to jest pytanie czy akeptujesz umowę. Jak nie to mają Ci
                                                    > zwrócić kasę.

                                                    Czyli: to zakup kota w worku, a nie "umowa", co się okazuje po raz kolejny.

                                                    > ciekawe, wczoraj zawarłem umowę, w której stoi, że jak czegoś tam
                                                    niedotrzymam to zapłacę karę umowną 500 zł. Bardzo "cenny" to dla mnie zapis
                                                    jest...

                                                    Korzystny - dla klienta, bo mam bat nad Tobą i dla Ciebie, ponieważ przypomina
                                                    Ci o konieczności wykonania swojej części umowy.

                                                    > a jak niby Ty materialnie odpowiadasz za jego kłopoty z konkurencją?

                                                    Jak to jak? Producent narzuca mi sposób postępowania z moją kopią jego programu
                                                    z powodu istnienia "piratów" właśnie.
                                                  • leje-sie Po uniewaznieniu umowy 14.12.05, 10:57
                                                    nie bedziesz mogl korzystac z jej przedmiotu. W tym przypadku programu
                                                    operacyjnego.
                                                  • hymen Re: Po uniewaznieniu umowy 14.12.05, 11:04
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > nie bedziesz mogl korzystac z jej przedmiotu. W tym przypadku programu
                                                    > operacyjnego.

                                                    Tego nie kwestionuję.
                                      • hymen Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 09:55
                                        perla napisał:

                                        > Ale kto powiedział, że nie możesz? Możesz z samą płytką robić co chcesz. Nie
                                        > możesz tylko kopiować jej zawartości celem osiągnięcia korzyści.
                                        >

                                        Ale na mojej liście jest odpowiednia pozycja, co Agora może zrobić z Twoim
                                        postem.
                                        • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:07
                                          hymen napisał:

                                          > Ale na mojej liście jest odpowiednia pozycja, co Agora może zrobić z Twoim
                                          > postem.

                                          Agora chyba sobie zastrzegła, że z postami może robić co chce. Czyli ktoś, kto
                                          cokolwiek napisał na forum tym, zawarł umowę z Agorą właśnie.
                                          • hymen Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:16
                                            perla napisał:

                                            > hymen napisał:
                                            >
                                            > > Ale na mojej liście jest odpowiednia pozycja, co Agora może zrobić z Twoi
                                            > m
                                            > > postem.
                                            >
                                            > Agora chyba sobie zastrzegła, że z postami może robić co chce. Czyli ktoś,
                                            kto
                                            > cokolwiek napisał na forum tym, zawarł umowę z Agorą właśnie.

                                            Agora zastrzegła, że wartości intelektualne muszą być zgodne z czymś tam a
                                            odpowiedzialność za nie ponosi ich właściciel (tych WI). To podobne
                                            zastrzeżenie jakie ma miejsce przy rozpowszechnianiu pornografii. Tu chodzi o
                                            pewną knsekwencję. Właściciel WI ponosi odpowiedzialność za to, że zdecydował
                                            się sprzedać je na płytce.
                                  • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:07
                                    perla napisał:

                                    > niezły pomysł. Zaraz roześlę do swoich dostawców własne cenniki na ich usługi
                                    i towary, nazywając ich cenniki dyktatem i krwiopijstwem.

                                    Wskazałem jedynie na to, że Wiluś topi miliony na durne procesy sądowe, zamiast
                                    po prostu olać ochronę WI i sprzedawać Łindołsy po 50 PLN - wtedy odpadłaby
                                    konieczność walki z "piratami", ponieważ każdy wolałby oryginalny produkt
                                    Mikrosyfu od podejrzanego, ruskiego badziewia ze stadionu.
                                    To, co działa w przypadku fajek i wódy, zadziała również i na programy
                                    komputerowe.

                                    > czyli jest alternatywa. Co więc z tym monopolem niby?

                                    Monopolem jest dyktowanie tzw. umowy przy zakupie Łindołsa - co jest ordynarnym
                                    łgarstwem, ponieważ warunki te nie podlegają dyskusji. Przeczytałem sobie
                                    wczoraj warunki tej "umowy" w Łindołsie IksPe - nie mogę uruchomić swojej kopii
                                    na więcej niż jednym komputerze, nawet we własnym domu! Jeśli Wiluś dyktuje mi
                                    sposób postępowania z moją płytą w moim domu - to czyż to nie jest dyktat?

                                    > Ja na przykład nie chcę nic za darmo. Nie ufam produktom darmowym, bo na
                                    > dłuższą metę nieopłaca się to.

                                    Bardzo możliwe, jednak Twoje subiektywne odczucia nie powinny być obowiązującym
                                    prawem, nawet jeśli są słuszne i godne naśladowania.

                                    > Większośc przeciwników WI myśli krótkowzrocznie, bo nie chce płacić za płytki
                                    z programami, filmami czy muzyką.

                                    Co to znaczy "nie chce"? Chce - ale od momentu kupna płyta taka staje się
                                    własnością nabywcy, więc posiadaczowi WI nic do tego, co klient z nią zrobi.

                                    > A co z myślą inżynieryjną? Naukową? Humanistyczną, etc?
                                    > Po co projektować domy jak ktoś może bezkarnie rozpowszechniać projekt taki?
                                    Po
                                    > co zdolny inżynier ma myśleć nad nowym rozwiązaniem technicznym skoro byle
                                    > nieuk może skopiować pomysły jego? Po co historyk ma poświęcać kilka lat z
                                    > życia na badania, które wyda w postaci książki, skoro ten co kupił książkę
                                    > taką, może sobie drukować ją w ilościach dowolnych, no bo przecież kupił
                                    > książkę w księgarni, i uważa, że może kopiować, skoro zapłacił za jeden
                                    > egzeplarz?

                                    Różnica zasadnicza polega na tym, że twórca i kopista to dwie bardzo różne
                                    osoby. Jeśli będę chciał postawić sobie nowy dom, to pójdę do projektanta, a
                                    nie do Ormianina z bazaru, prawda? Coż z tego, że ktoś skopiuje moją książkę
                                    historyczną, jeśli znawcą tematu się od tego nie stanie? Ja się bardzo cieszę,
                                    kiedy jestem cytowany, dla każdego twórcy WI rozpowszechnianie jego myśli jest
                                    pożyteczne. Dlatego właśnie Twój przykład z zerżnięciem magisterki jest
                                    fałszywy - możesz skopiować, wydać na kredowym papierze w tekturowych
                                    okładkach, ale nie odpowiesz nawet na jedno pytanie komisji egzaminacyjnej.

                                    O co Ci chodzi można wywnioskować z tego zdania:
                                    > I ten cały syf tylko o 20-50 zł rozchodzi się, bo tyle szkoda za płytkę z
                                    > muzyką czy filmem jest.

                                    Tobie chodzi o zarobek, duży zarobek. To nic nagannego, każdy chce mieć parę
                                    groszy przy duszy. Naganne jest jednak domaganie się od innych, by odpowiadali
                                    materialnie za Twoją inwestycję; to Twój biznes, Twoje ryzyko, Twoje
                                    straty/zyski, mnie nic do tego.

                                    Cieszę się, że wspomniałeś o używaniu włąsnego samochodu, ponieważ przykład ten
                                    wprost pokazuje, jak bardzo faszystowskie paragrafy utrudniają ludziom życie -
                                    każą mi go przymusowo ubezpieczyć, wozić gaśnicę, ubierać się w kajdany
                                    bezpieczeństwa i jeździć 50 km/h po pustej czteropasmówce o trzeciej w nocy. To
                                    są skandaliczne ograniczenia wolności i aż dziw bierze, że akurat Ty popierasz
                                    te bolszewickie legislacje.

                                    Różnica między skopiowaniem swojej płyty a jeżdżeniem 200 km/h po chodniku
                                    Marszałkowskiej w samo południe jest taka - w tym drugim przypadku naruszasz
                                    cudzą wolność. Ograniczenia z użytkowania własnej rzeczy wynikają więc z
                                    konieczności ochrony własności osób trzecich, w przypadku skopiowania legalnie
                                    kupionej płyty problem taki nie istnieje.
                                    • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:31
                                      xiazeluka napisała:

                                      > Monopolem jest dyktowanie tzw. umowy przy zakupie Łindołsa - co jest
                                      ordynarnym
                                      >
                                      > łgarstwem, ponieważ warunki te nie podlegają dyskusji. Przeczytałem sobie
                                      > wczoraj warunki tej "umowy" w Łindołsie IksPe - nie mogę uruchomić swojej
                                      kopii
                                      >
                                      > na więcej niż jednym komputerze, nawet we własnym domu! Jeśli Wiluś dyktuje
                                      mi
                                      > sposób postępowania z moją płytą w moim domu - to czyż to nie jest dyktat?

                                      dałeś się nabrać mistrzowi propagandy Billowi Goebbelsowi.
                                      Umowę powinieneś przeczytać przed zakupem i jej nie zawierać skoro Ci
                                      nieodpowiada.
                                      Miej pretensje do siebie.
                                      Ja też kiedyś miałem wpadkę z nieczytaną umową i teraz czytam zanim zawrę taką.

                                      > Co to znaczy "nie chce"? Chce - ale od momentu kupna płyta taka staje się
                                      > własnością nabywcy, więc posiadaczowi WI nic do tego, co klient z nią zrobi.

                                      Co zrobisz z płytką to Twoja sprawa. Bo sama płytka jest Twoją własnością.
                                      Zawartość płytki już nie.

                                      > Tobie chodzi o zarobek, duży zarobek. To nic nagannego, każdy chce mieć parę
                                      > groszy przy duszy. Naganne jest jednak domaganie się od innych, by
                                      odpowiadali
                                      > materialnie za Twoją inwestycję; to Twój biznes, Twoje ryzyko, Twoje
                                      > straty/zyski, mnie nic do tego.

                                      nadal nie rozumiem w jaki to sposób ja się domagam od Ciebie ochrony moich
                                      interesów? Czy brak zezwolenia na kradzież to domaganie się czegoś od Ciebie?


                                      > Ograniczenia z użytkowania własnej rzeczy wynikają więc z
                                      > konieczności ochrony własności osób trzecich, w przypadku skopiowania
                                      legalnie
                                      > kupionej płyty problem taki nie istnieje.

                                      Jak chcesz to kopiuj, co mi tam. Ale nie wolno Ci tych kopii sprzedawać lub
                                      rozdawać jeżeli twórca nie wyraża na to zgody.
                                      łuchaj Luka, jakby sąsiedzi podpieli się pod Twój licznik to też by mieli
                                      prawo "kopiować" prąd? Przecież prądu nikt nie widział, i właściwie nie wiadomo
                                      czy istnieje coś takiego jak prąd właśnie.
                                      • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:43
                                        perla napisał:

                                        > Umowę powinieneś przeczytać przed zakupem i jej nie zawierać skoro Ci
                                        > nieodpowiada.

                                        To nie jest umowa - umowę zawierają dwie umawiające się strony. To tak jak z
                                        przymusowym ubezpieczniem zdrowotnym - państwo okrada Cię z pensji bez
                                        możliwości negocjacji lub nawet wymówienia świadczonych... jak by to nazwać...
                                        usług.

                                        > Ja też kiedyś miałem wpadkę z nieczytaną umową i teraz czytam zanim zawrę
                                        taką.

                                        To co innego - jeśli zawierasz umowę i masz prawo ją negocjować.

                                        > Co zrobisz z płytką to Twoja sprawa. Bo sama płytka jest Twoją własnością.
                                        > Zawartość płytki już nie.

                                        Zawartość również jest moja. Mikrosyf nie handluje czystymi płytami.

                                        > nadal nie rozumiem w jaki to sposób ja się domagam od Ciebie ochrony moich
                                        > interesów? Czy brak zezwolenia na kradzież to domaganie się czegoś od Ciebie?

                                        Jaką kradzież? Dobrowolnie sprzedajesz mi swój towar - i koniec, od tego
                                        momentu Twoje kompetencje się kończą. Kradzież byłaby wtedy, gdybym wszedł w
                                        posiadanie Twojego towaru bez Twojej zgody.

                                        > Jak chcesz to kopiuj, co mi tam. Ale nie wolno Ci tych kopii sprzedawać lub
                                        > rozdawać jeżeli twórca nie wyraża na to zgody.

                                        No i o to właśnie chodzi - nie możesz mi dyktować sposobu postępowania z moją
                                        własnością.

                                        > łuchaj Luka, jakby sąsiedzi podpieli się pod Twój licznik to też by mieli
                                        > prawo "kopiować" prąd? Przecież prądu nikt nie widział, i właściwie nie
                                        wiadomo czy istnieje coś takiego jak prąd właśnie.

                                        To jest kradzież - ja nie udzieliłem zgody sąsiadom na korzystanie z mojej
                                        własności. Jeśli jednak miałbym taki kaprys, by wspomóc biedną, zniedołężniałą
                                        sąsiadkę, to stoenowi nic do tego.
                                        • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 10:55
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Zawartość również jest moja.

                                          znaczy się, jak kupisz książkę to zawartość tej książki jest również Twoją
                                          własnością?
                                          No to kup po jednym egzemplarzu najbardziej chodliwych pozycji i drukuj w
                                          piwnicy a potem sprzedawaj, skoro uważasz, że to Twoje jest.

                                          > To jest kradzież - ja nie udzieliłem zgody sąsiadom na korzystanie z mojej
                                          > własności.

                                          Dokładnie tak samo twórca WI nie udziele Ci zgody na rozpowszechnianie jego
                                          własności. Masz prawo tylko odtwarzać jego własność.

                                          > Jeśli jednak miałbym taki kaprys, by wspomóc biedną, zniedołężniałą
                                          > sąsiadkę, to stoenowi nic do tego.

                                          ale za ten kaprys musisz stoenowi zapłacić, a nie tłumaczyć się dobrym sercem i
                                          chęcią wspomożenia staruszki. Nikt Cię o intencje nie zapyta tylko o zapłacone
                                          faktury właśnie.
                                          • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 11:26
                                            perla napisał:

                                            > znaczy się, jak kupisz książkę to zawartość tej książki jest również Twoją
                                            > własnością?

                                            Oczywiście.

                                            > No to kup po jednym egzemplarzu najbardziej chodliwych pozycji i drukuj w
                                            > piwnicy a potem sprzedawaj, skoro uważasz, że to Twoje jest.

                                            Proszę mi nie dyktować, co mam robić ze swoimi książkami.

                                            > Dokładnie tak samo twórca WI nie udziele Ci zgody na rozpowszechnianie jego
                                            > własności. Masz prawo tylko odtwarzać jego własność.

                                            To nie jest "dokładnie" to samo. Sprzedawca nie powinien mieć prawa dyktować
                                            mi, co mam robić z kupionym od niego towarem. Trzymając się Twojego przykładu z
                                            samochodem - szykany wobec kierowców nakłada państwo, a nie FSO.
                                            Po drugie - to już nie jest jego własność, tylko moja. "Sprzedaż" nie
                                            oznacza "wypożyczenia".

                                            > ale za ten kaprys musisz stoenowi zapłacić, a nie tłumaczyć się dobrym sercem
                                            > chęcią wspomożenia staruszki. Nikt Cię o intencje nie zapyta tylko o
                                            zapłacone faktury właśnie.

                                            Ależ oczywiście, jednak mowa była o tym, że stoen/mikrosyf może mi dyktować, co
                                            mam robić z kupionym przez siebie prądem/programem.
                                            • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 11:31
                                              xiazeluka napisała:

                                              > Proszę mi nie dyktować, co mam robić ze swoimi książkami.

                                              ja Ci nie dyktuję tego, ja tylko pytam czy uważasz, że masz prawo drukować
                                              takie książki i te wydrukowane przez Ciebie sprzedawać?
                                              • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 11:44
                                                perla napisał:

                                                > ja Ci nie dyktuję tego, ja tylko pytam czy uważasz, że masz prawo drukować
                                                > takie książki i te wydrukowane przez Ciebie sprzedawać?

                                                Chwileczkę - czy mogę sprzedać z zyskiem kupiony od Ciebie program? Mogę.
                                                Znudził mi się, nie odpowiada mi czy co tam. Jeśli uważasz, że mi nie wolno, to
                                                znaczy, że zachowujesz się jak komunistyczny pies ogrodnika czyli na przykład
                                                socjalistyczne państwo, które od byle umowy kupna-sprzedaży żąda dla siebie
                                                haraczu.
                                                Idźmy dalej - czy mogę powielić Twój program? Oczywiście, że tak, chociażby po
                                                to, by posiadać kopie bezpieczeństwa. Czy mogę taką kopię sprzedać? A właściwie
                                                dlaczego nie? Przecież nie podpisuję się pod kopią jako autor, lecz sławię
                                                Twoje imię jako twórcy, zatem nie dokonuję zaboru Twojej WI, to raczej darmowa
                                                reklama. Czy sprzedając mi własnoręcznie wytoczony gliniany kubek możesz mi
                                                zabronić ulepienia podobnego do wzorcowego, a następnie sprzedania go z zyskiem?
                                                • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 11:55
                                                  xiazeluka napisała:

                                                  > Czy mogę taką kopię sprzedać? A właściwie
                                                  > dlaczego nie?

                                                  dlatego nie, bo zostajesz o tym poinformowany i podpisujesz odpowiednią umowę.
                                                  W przypadku producentów "masowych" taka umowa jest zawierana poprzez sam zakup.
                                                  To, że o tym nie wiesz, nie jest żadnym tłumaczeniem.
                                                  Ostatnio facet strzelał z wiatrówki do ludzi i tłumaczył się tym, że nie
                                                  wiedział, iż nie można strzelać do ludzi.

                                                  > Przecież nie podpisuję się pod kopią jako autor, lecz sławię
                                                  > Twoje imię jako twórcy, zatem nie dokonuję zaboru Twojej WI, to raczej
                                                  darmowa
                                                  > reklama.

                                                  o wyborze reklamy decyduje producent.

                                                  > Czy sprzedając mi własnoręcznie wytoczony gliniany kubek możesz mi
                                                  > zabronić ulepienia podobnego do wzorcowego, a następnie sprzedania go z
                                                  zyskiem

                                                  ależ napisz sobie identycznego windowsa i sprzedawaj.
                                                  • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 12:15
                                                    perla napisał:

                                                    > dlatego nie, bo zostajesz o tym poinformowany i podpisujesz odpowiednią umowę.

                                                    A ja właśnie kwestionuję legalność takich "umów", gwarantowanych w dodatku
                                                    przez faszystowski reżim, wtrącający się do relacji producent-klient. Pochwała
                                                    komunizmu Ci się napisała, Perło.

                                                    > W przypadku producentów "masowych" taka umowa jest zawierana poprzez sam
                                                    zakup.

                                                    A to już jest zamordyzm.

                                                    > To, że o tym nie wiesz, nie jest żadnym tłumaczeniem.

                                                    O czym ja nie wiem??? Czy aby nie pomylił Ci się handel z czynem kryminalnym?

                                                    > o wyborze reklamy decyduje producent.

                                                    Owszem, ale chyba nie ma nic przeciwko, jeśli ktoś kto chwali prywatnie? A może
                                                    chciałbyś zabronić reklamy podczas prywatnych rozmów? ("Nie powiem pani,
                                                    jakiego proszku do prania używam, ponieważ producent zabronił mi tego
                                                    w "masowej umowie"").

                                                    > ależ napisz sobie identycznego windowsa i sprzedawaj.

                                                    Zacznę od kubków jednak - to co, mogę?
                                                  • perla Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 12:34
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > perla napisał:
                                                    >
                                                    > > dlatego nie, bo zostajesz o tym poinformowany i podpisujesz odpowiednią u
                                                    > mowę.
                                                    >
                                                    > A ja właśnie kwestionuję legalność takich "umów",

                                                    t idź do sądu. Ty sam nie możesz decydować co jest a co nie jest legalne.

                                                    > gwarantowanych w dodatku
                                                    > przez faszystowski reżim, wtrącający się do relacji producent-klient.

                                                    ????
                                                    Jak pociąg wyleci z szyn to zaraz zażądasz odszkodowania podpierając się
                                                    usługami "faszystowskiego reżimu".

                                                    > A to już jest zamordyzm.

                                                    kto Cię zmusza do kupna u zamordystów?

                                                    > O czym ja nie wiem??? Czy aby nie pomylił Ci się handel z czynem kryminalnym?

                                                    mówimy o nieznajomości prawa.

                                                    > Owszem, ale chyba nie ma nic przeciwko, jeśli ktoś kto chwali prywatnie? A
                                                    może
                                                    >
                                                    > chciałbyś zabronić reklamy podczas prywatnych rozmów? ("Nie powiem pani,
                                                    > jakiego proszku do prania używam, ponieważ producent zabronił mi tego
                                                    > w "masowej umowie"").

                                                    co innego chwalić a co innego sprzedawać proszek we własnym opakowaniu.

                                                    > Zacznę od kubków jednak - to co, mogę?

                                                    jeżeli potrafisz ulepić identyczny to proszę bardzo.
                                                  • perla o co tutaj chodzi naprawdę? 14.12.05, 12:41
                                                    chodzi o to, że tutaj większość ma lewą muzykę, lewe filmy i lewe
                                                    oprogramowanie. I ta większość podskórnie wie, że to nie w porządku jest. Ale
                                                    uważa za uczciwych się, i myśl o lewym posiadaniu czegoś lewego, dręczy ich.
                                                    Dlatego wymyślają hybrydy "intelektualne" co by w myślach swych zalegalizować
                                                    lewiznę ową, i już świeżo i radośnie nadal za uczciwych uważać się właśnie.
                                                  • xiazeluka Chodzi o kasę 14.12.05, 12:55
                                                    Twórcy oprogramowania, dzięki agresywnemu i niesprawiedliwemu wsparciu państwa
                                                    w zakresie WI, postępują jak zbójcy na leśnej drodze, łupiąc bez litości
                                                    nabywców swoich towarów, bezczelnie twierdząc, że im się należy zysk - w
                                                    przeciwieństwie do np. piekarzy.
                                                    Wyznawcy terroryzmu WI to technokomuniści, którzy przez "umowę" rozumią
                                                    gwarancję swoich dochodów.
                                                  • xiazeluka Errata 14.12.05, 12:56
                                                    "Rozumieją"
                                                  • jaceq Re: o co tutaj chodzi naprawdę? 15.12.05, 20:37
                                                    > chodzi o to, że tutaj większość ma lewą muzykę, lewe filmy i lewe
                                                    oprogramowanie.


                                                    Z pewnością takie postawienie "chodzi o to", na pozór - proste i oczywiste,
                                                    sytuację zaciemnia.
                                                    Należałoby się zastanowić np., co rozumiemy przez "lewą muzykę".

                                                    - Płyta kupiona na bazarze za 10zł nabija kabzę ludziom, którzy są złodziejami.
                                                    Kupujący taką płytę jest paserem. Żadne pieniądze z takiej transakcji nie
                                                    trafiają do tego, który produkt wytworzył. Sytuacja oczywista, mamy do
                                                    czynienia z "lewą muzyką".

                                                    - Taksówkarz, któremu za "przywilej" słuchania radia w pracy każe się płacić
                                                    dodatkowy reket na rzecz instytucji rzekomo chroniącej WI, jest (jeżeli
                                                    zapłaci) okradany. Raz zapłacił (i tak kontrowersyjny) podatek od posiadania
                                                    radia (i/lub telewizora). Domniemuje się powszechnie, że w podatku tym mieści
                                                    się opłata za korzystanie z czyjejś WI. Teraz każe mu się płacić drugi raz za
                                                    to samo, bo może te WI usłyszeć pasażer (który najprawdopodobniej podatek, o
                                                    którym mowa, również ma zapłacony). Muzyka w taksówce, to nie jest lewa muzyka,
                                                    nawet jeżeli taksiarz nie oddał reketu gestapowcom z zaiksu. W dodatku, to
                                                    gestapo domaga się haraczu na zasadzie grom jasny wie jakich przepisów. Nie ma
                                                    tego w Konstytucji, nie ma w kodeksie cywilnym. Może są jakieś rozporządzenia
                                                    jakiegoś ministra, może nie. Gestapo prześladując taksówkarza INTERPRETUJE
                                                    przepis (o odtwarzaniu publicznym) ustawy o ochronie WI tak, jak to gestapowcom
                                                    jest wygodniej i nikt nie zająknie się nawet o ściganiu gestapowców za
                                                    bezczelność.
                                                    Podobnie nie jest lewa muzyka z radia u fryzjera czy w sklepie z kiszoną
                                                    kapustą. Można by się zastanowić, jak to jest z supermarketami, gdzie, zamiast
                                                    radia podobno z głośników sączy się muzyczka specjalnie dobierana przez speców
                                                    tak, by więcej kupować. W takim razie jednak wpadlibyśmy w absurd nadmiernie
                                                    drobiazgowych przepisów; supermarkety - płacić, kapusta kiszona - "za darmo".
                                                    Ja tam w każdym razie wsiadam do pierwszej-lepszej taksówki, nie poluję na
                                                    taką, w której radio gra.

                                                    - Ja tak mam, że sobie ściągnę od czasu do czasu mp3 z jakąś muzyczką. Muzyczka
                                                    albo mi się spodoba, albo nie. Jak mi się podoba, to sobie kupuję płytę. Jak mi
                                                    się nie podoba - to kasuję za jakiś czas, bo nie kolekcjonuję śmieci. Nie widzę
                                                    powodu, bym miał płacić za czasowe uzywanie WI zawartej w muzyczce, zanim się
                                                    zdecyduję, że jest g. warta. Nie uważam również za lewą muzykę, którą zgrabuję
                                                    sobie z 10 legalnie posiadanych płyt do mp3, wypalę na jednym CDR i będę
                                                    słuchał w samochodzie, by ręce mieć zajęte kierownicą, a nie przekładaniem
                                                    krążków w odtwarzaczu.
                                                    Owszem, jest pewien problem, gdy np. z płyty podoba mi się tylko jeden kawałek,
                                                    a resztę uważam za szajs. Wtedy jednak niebawem kupię sobie ten kawałek w
                                                    jakimś amazonie za 99 centów, po czym z plikiem tym zrobię, co mi się żywnie
                                                    podoba (w sensie nośnictwa) i skopiuję (dla siebie) w tylu egzemplarzach, w ilu
                                                    tylko zechcę. Być może jednak ten amazon zechce przed transakcją wymusić na
                                                    mnie jakąś umowę, np. że mogę sobie zrobić jedną kopię na CD, a zrzucić na
                                                    iPoda - już nie mogę; wtedy za takie rozbójnicze wymuszenie grzecznie
                                                    podziękuję, i pliku będę używał sobie "nielegalnie", a winny takiemu stanowi
                                                    rzeczy będzie oczywiście amazon i gestapo, które nim rządzi.

                                                    Wystarczy w kwestii "lewej" muzyki. Można jeszcze drugie, trzecie i dziesiąte
                                                    razy tyle na ten temat napisać, tylko po co. Wiadomo, że jednym zdaniem się
                                                    sprawy nie załatwi.
                                                    _____________________________
                                                    Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
                                                  • xiazeluka Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 12:52
                                                    perla napisał:

                                                    > t idź do sądu. Ty sam nie możesz decydować co jest a co nie jest legalne.

                                                    Kwestionuję również wzmacnianie rozwiązań socjalistycznych, podnoszenie
                                                    podatków i nazywanie NSDAP "prawicą". Mam z tym iść do sądu? Nie wolno mi
                                                    wygłosić własnego zdania, będącego, co tu ukrywać moją WI?

                                                    > Jak pociąg wyleci z szyn to zaraz zażądasz odszkodowania podpierając się
                                                    > usługami "faszystowskiego reżimu".

                                                    Bez łaski. Kupuje bilet od przewoźnika, a nie od państwa. To dostarczyciel
                                                    usługi odpowiada za jej wykonanie, państwu nic do tego.

                                                    > kto Cię zmusza do kupna u zamordystów?

                                                    Zamordyzmem jest to, o czym piszesz, a nie samo kupowanie.

                                                    > mówimy o nieznajomości prawa.

                                                    A propos czego???

                                                    > co innego chwalić a co innego sprzedawać proszek we własnym opakowaniu.

                                                    Jeśli kupię w piekarni chleb, następnie zapakuję go we własny papier i pójdę
                                                    nim handlować na bazarze to co, nie wolno mi?

                                                    > jeżeli potrafisz ulepić identyczny to proszę bardzo.

                                                    Taaaak? A co z WI, którą niewątpliwie jest wzór kubka (sam pisałeś o marce
                                                    telewizora, to właśnie to samo)?
                                                  • perla Luka 14.12.05, 12:58
                                                    dajmy pokój bo znamy już stanowiska swe w matrii tej.
                                                    W zasadzie ja mam to w nosie bo sam dbam o to aby moja WI trudna do zakoszenia
                                                    była.
                                                  • xiazeluka Perła 14.12.05, 13:12
                                                    No właśnie - w tym rzecz.
                                                  • perla dam Ci przykład 14.12.05, 13:37
                                                    Public Type OPENFILENAME

                                                    lStructSize As Long
                                                    hwndOwner As Long
                                                    hInstance As Long
                                                    lpstrFilter As String
                                                    lpstrCustomFilter As String
                                                    nMaxCustomFilter As Long
                                                    nFilterIndex As Long
                                                    lpstrFile As String
                                                    nMaxFile As String
                                                    lpstrFileTitle As String
                                                    nMaxFileTitle As String
                                                    lpstrInitialDir As String
                                                    lpstrTitle As String
                                                    flags As Long
                                                    nFileOffset As Integer
                                                    nFileExtension As Integer
                                                    lpstrDefExt As String
                                                    lCustData As Long
                                                    lpfnHook As Long
                                                    lpTemplateName As String

                                                    End Type

                                                    Public Const OFN_READONLY = &H1
                                                    Public Const OFN_OVERWRITEPROMPT = &H2
                                                    Public Const OFN_HIDEREADONLY = &H4
                                                    Public Const OFN_NOCHANGEDIR = &H8
                                                    Public Const OFN_SHOWHELP = &H10
                                                    Public Const OFN_NOVALIDATE = &H100
                                                    Public Const OFN_ALLOWMULTISELECT = &H200
                                                    Public Const OFN_PATHMUSTEXIST = &H800
                                                    Public Const OFN_FILEMUSTEXIST = &H1000
                                                    Public Const OFN_CREATEPROMPT = &H2000
                                                    Public Const OFN_SHAREAWARE = &H4000
                                                    Public Const OFN_NODEREFERENCELINKS = &H100000

                                                    Public Declare Function GetOpenFileName Lib "comdlg32.dll"
                                                    Alias "GetOpenFileNameA" (pOpenfilename As OPENFILENAME) As Long

                                                    Private Sub Bujaj_sie_piracie()

                                                    Dim file As OPENFILENAME

                                                    file.hwndOwner = Form1.hWnd
                                                    file.lpstrTitle = "Otwórz plik Perły"
                                                    '*************TUTAJ!!!
                                                    file.lpstrFilter = "Pliki Perły" &_
                                                    vbNullChar & "perla.ppp" & vbNullChar & vbNullChar
                                                    file.lpstrFile = Space(255)
                                                    file.nMaxFile = 255
                                                    file.lpstrFileTitle = Space(255)
                                                    file.nMaxFileTitle = 255


                                                    file.flags = OFN_PATHMUSTEXIST_
                                                    Or OFN_FILEMUSTEXIST Or OFN_HIDEREADONLY
                                                    file.lStructSize = Len(file)

                                                    x = GetOpenFileName(file)
                                                    If x = 0 Then Exit Sub

                                                    temp = Trim(file.lpstrFile)
                                                    filename = Left(temp, Len(temp) - 1)

                                                    End Sub
                                                    ===================
                                                    niech się teraz użytkownik buja do pirata.
                                                    smile
                                                  • xiazeluka Re: dam Ci przykład 14.12.05, 13:44
                                                    Ja mam krótszy przykład:

                                                    10 print "F"
                                                    20 print "U"
                                                    30 print "C"
                                                    40 print "K"
                                                  • perla Re: dam Ci przykład 14.12.05, 13:50
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Ja mam krótszy przykład:
                                                    >
                                                    > 10 print "F"
                                                    > 20 print "U"
                                                    > 30 print "C"
                                                    > 40 print "K"

                                                    o Boże! to klasyka!
                                                    zdaje się, że z Atari czy coś takiego. Każdą linię trzeba było deklarować.
                                                    Cudo.
                                                  • perla z drugiej strony taki tekst może rozeźlić pirata 14.12.05, 13:53
                                                    niepotrzebnie.
                                                  • xiazeluka A co powiesz o... 14.12.05, 13:55
                                                    ..."moherowych beretach"? Ktoś przecież wymyślił ten zwrot, wszyscy go z
                                                    upodobaniem używają, nie dbając o WI (s)twórcy...
                                                  • leje-sie Tez nie moze 14.12.05, 12:59
                                                    >> Zacznę od kubków jednak - to co, mogę?

                                                    > jeżeli potrafisz ulepić identyczny to proszę bardzo.

                                                    Jesli wzor jest zastrzezony lub opatentowany.

                                                    Jak rowniez nie moze ulepic identycznego Picassa i sprzedawac jako Picassa lub
                                                    jak swoj wlasny pomysl. Chocby autentycznego Picassa byl kupil na wzor.

                                                    Dalej - nie wolno mu produkowac butow o nazwie nike choc identyczny egzemplarz
                                                    posiada w domu legalnie zakupiony na bazarze x-lecia.


                                                    Nie wolno tez produkowac butow bez nazwy nike jesli we wszystkim pozostalym
                                                    beda z pozoru do butow nike podobne.

                                                    Dotyczy to oczywiscie produktow, gdzie wytworca zastrzegl sobie swoja WI i/lub
                                                    chroniony jest odpowiednia ustawa.

                                                    Pewien model sredniowiecznych lapci, ktore sam wymyslilem i sporzadzilem moge
                                                    podeslac chetnemu, ktory chcialby masowa produkcje uruchomic. Jedyny ich feler
                                                    to, ze nie nadaja sie do uzytku. Posiadaja jak gdyby jedynie wartosc
                                                    niematerialna.

                                                    Jeszcze - wsiadajac do autobusu tez luka zawiera umowe. Nie kasujac biletu
                                                    warunki tej umowy lamie. Zawiera umowe gdy kupuje chleb i mleko z rana. I gdy
                                                    kupuje tabloida po poludniu.

                                                    Jego prawem jest oczywiscie uzbroic sie w armie prawnikow i negocjowac warunki
                                                    umowy z dostarczycielem uslugi/towaru.

                                                    Dalej - umowa jest lajdacka z tego powodu, ze Windows nie kosztuje 50 zl? Wolno
                                                    ci negocjowac cene, ale producent nie ma obowiazku sprzedazy. Lajdactwo polega
                                                    wiec na tym ze producent ma ostatnie (i pierwsze) slowo w negocjajcjach
                                                    cenowych? Ma natomiast (o ile nie zastrzeze sobie innych warunkow) obowiazek
                                                    sprzedazy po ustalonej cenie i zakaz dyskryminacji klientow.

                                                    Wreszcie - celem dzialania ekonomicznego jest maksymalizacja zyskow a nie
                                                    wzrost sprzedazy. Przypuszczam, ze Microsoftowi bardziej zyskowne sie wydaje
                                                    sprzedaz po wyzszej cenie, nawet jesli wolumen sprzedazy jest nizszy.

                                                    Pozatym Microsoft nie jest monopolista. Posiada jedynie "unikalna pozycje
                                                    rynkowa" i wiekszosc ekonomistow (poza bardzo lewicowymi) uwaza, ze premia za
                                                    innowacyjnosc jest dla gospodarki narodowej zdrowa zacheca bowiem do
                                                    podejmowania ryzyka. Ze kasuje sie premie juz po a nie przed osiagnieciem
                                                    sukcesu?

                                                    Prawo bez "faszystowskiego panstwa" jakby go nie nazywac (umowa spoleczna,
                                                    grupa wysoce zintegrowana, plemie, wielka rodzina) istniec nie moze. Nie ma
                                                    prawa bez sformalizowanych sankcji i egzekucji.
                                                  • xiazeluka Piszesz takie bzdury, że aż głupio je czytać 14.12.05, 13:42
                                                    ...ponieważ można zostać współwłaścicielem tej Twojej erupcji WI.

                                                    Nie mogę namalować Mony Lizy? Naprawdę? A kto mi tego zabroni? I przede
                                                    wszystkim - jak stwierdzisz, czy np. muzyka, którą wymyśliłem, jest plagiatem
                                                    (zgadza się akord w akord z "Deszczową piosenką")? Chyba nietrudno sobie
                                                    wyobrazić, że dwóch gości niezależnie od siebie wpadło na ten sam pomysł -
                                                    dlaczego ten pierwszy ma mieć prawo uniemożliwić temu drugiemu osiąganie
                                                    zysków? To rozciąganie władzy politycznej nad transcendencją.
                                                    Poza tym przeoczyłeś jedną rzecz - kopista nie podaje się za Pikassa, kopista
                                                    uczciwie głosi, że kalka. Jeśli napiszę tutaj post perłą, to ktoś mnie z Perłą
                                                    pomyli? Pisać perłą każdy dureń potrafi, napisać jak Perła chyba nikt.

                                                    Przykład bzdury:
                                                    > Nie wolno tez produkowac butow bez nazwy nike jesli we wszystkim pozostalym
                                                    > beda z pozoru do butow nike podobne.

                                                    Buty bez logo nike nie są takie same z tego właśnie powodu, brak logo to
                                                    czytelna i łatwo rozpoznawalna różnica, zabranianie produkcji takich samych
                                                    wizualnie butów to faszystowski zamordyzym.

                                                    Jeśli kupię bilet/chleb/mleko, to mogę z tymi przedmiotami robić następnie to,
                                                    co mi się podoba, MZK/piekarz/mleczarz nie domagaja się ode mnie, bym
                                                    postępował z tymi rzeczami tak, jak ONI mają ochotę. A już z pewnością nie ma
                                                    tu niczego do roboty państwo.

                                                    "Umowa" Łindołsowa jest łajdacka z tego powodu, że narzuca klientowi to, co
                                                    może on robić z tym programem. Jeśli Wiluś zdecydował mi się sprzedać swój
                                                    towar, to musi przyjąć do wiadomości, że w momencie sprzedaży jego kompetencje
                                                    się kończą, jeśli zaś nie chce, by jego WI została rozpowszechniona, to niech
                                                    jej nie sprzedaje. Negocjacje cenowe to co innego, nikt mu nie zabrania
                                                    sprzedać Łindołsa drożej Śfedom, a taniej Polakom - albo na odwrót.

                                                    Ja nie mam nic przeciwko maksymalizacji zysków przez Mikrosyf - na zdrowie,
                                                    niech sobie zarabiają miliony. Jednak konsument nie może być zakładnikiem
                                                    prywatnej firmy, nie można mu dyktować sposobu postępowania z zakupionym
                                                    produktem. Chcesz zarobić? Proszę bardzo, ale ja, jako klient, nie mam
                                                    obowiązku dbać o zyskowność Twoich interesów. To Twoje ryzyko - Twoje wielkie
                                                    zyski. Do jednego i drugiego się nie wtrącam.

                                                    Najlepsza innowacyjność to jest wtedy, kiedy nie ma quasimonopolu danej firmy -
                                                    cóż to bowiem za zachęta do szukania nowości, skoro rynek opanował wspierany
                                                    przez państwo gigant? Brak zaciekłej ochrony WI to najlepsza zachęta do
                                                    rozwoju, gwarancje ustawowe dla "unikalnego rynkowo" przedsiębiorstwa to
                                                    konserwowanie układu i osłabienie bodźca do oryginalności, a przede wszystkim -
                                                    zawyżony koszt dla konsumentów. Zabraniasz mi namalować obraz identyczny z tym
                                                    od Pikassa - a jeśli namaluję go LEPIEJ? W "Amadeuszu" była taka scena - Mozart
                                                    przerobił smętną melodię Salieriego na żywy, doskonały kawałek ("ukradł" więc
                                                    ideę) - Ty byś wtrącił Amadeusza do więźnia, prawda?

                                                    Państwo nie istnieje po to, by gnębić swoich członków, towarzyszu. Pobyt w
                                                    Śfecji nie wychodzi Ci na zdrowie.
                                                  • leje-sie No popatrz: 14.12.05, 15:03
                                                    "Jeśli kupię bilet/.../, to mogę z tymi przedmiotami robić następnie to,
                                                    co mi się podoba, MZK /.../ nie domagaja się ode mnie, bym
                                                    postępował z tymi rzeczami tak, jak ONI mają ochotę."

                                                    Jesli skopiujesz bilet - bo nabyles go na wlasnosc - i bedziesz tak skopiowane
                                                    bilety na przystanku tramwajowym rozprowadzal - bo mozesz z wlasna wlasnoscia
                                                    postepowac jak ci sie zywnie podoba - uzyskujac lub nie korzysc materialna,
                                                    alternatywnie rodzine swa zaprosisz na wycieczke po miescie - to jakie moga býc
                                                    tego konsekwencje prawne ze strony "faszystowskiego aparatu ucisku"?

                                                    Czy cala argumentacja sprowadza sie do "ja chce!", "ja chce!", "ja chce!", "ja
                                                    chce!", "ja chce!"?

                                                    Znam ten bol, zwlaszcza w okresie przedswiatecznym.

                                                    Dalej - a jak jest z butami nike ze znaczkiem. Zgadzasz sie ze mna, ze
                                                    popelniasz przestepstwo naruszajac ich znak towarowy? Ale znak towarowy tez do
                                                    sfery dobr niematerialnych nalezy - czyzbys wiec robil wyjatek dla jednych a
                                                    dla innych nie?

                                                    Moglbys sporzadzic liste WI, ktore wg Ciebie powinno sie naruszac i takich,
                                                    ktore slusznie sa strzezone.

                                                    Inaczej mozesz byc oskarzony o niekonsekwencje.

                                                    Niektore z Twoich przykladow dotyczyly WI na ktora z roznych przyczyn nie ma
                                                    szlabanu:

                                                    a) tworca sobie nie zyczyl

                                                    b) tworca nieznany

                                                    c) wlasnosc publiczna (np dokumenty urzedowe)

                                                    e) WI wygasla (m in Twoim przykladom - LdV, Mozartowi i Salieriemu)

                                                    Ale fakt, ze Xinski w porywie szlachetnych uczuc udostepnil swe dzielo
                                                    ludzkosci gratis nie obliguje w zaden sposob Ygreckiego by uczynil tak samo.

                                                    Kubek (i inna ceramika) Picassa ma, o ile sie nie myle, wzor zastrzezony. Jak i
                                                    wiele innych przedmiotow. Byc moze nie ma istytucji wzoru zastrzezonego w
                                                    prawodawstwie polskim.

                                                    Jesli wezmiesz tekst Perly i podpiszesz wlasnym nazwiskiem czy napiszesz wlasny
                                                    i podpiszesz go Perla to podpadasz pod rozne paragrafy. Ale w obu wypadkach
                                                    podpadasz.

                                                    Umowa z Microsoftem daje ci ograniczone prawo uzytkowania. Kupujesz bowiem nie
                                                    na wlasnosc a jedynie licencje. Twoja jest rzeczona plytka - ale bez zawartej
                                                    na niej kombinacji elektronow.


                                                    > Najlepsza innowacyjność to jest wtedy, kiedy nie ma quasimonopolu danej
                                                    firmy -

                                                    Daj Boze, bys wpadl na genialne zabezpieczenie antywirusowe, nie do zlamania.

                                                    Tego samego dnia ktorego wypuscisz pierwsza dyskietke z programem Perla bez
                                                    zenady zaczyna tluc je u siebie w piwnicy i sprzedawac o polowe taniej.

                                                    Bedzie ci sie chcialo w nastepna innowacje inwestowac?

                                                    *Watpie.

                                                    *Z zastrzezeniem, ze bedziesz chcial zrobic mi na zlosc i stracic te pare
                                                    miliardow euro.
                                                  • europitek Re: No popatrz: 14.12.05, 21:26
                                                    leje-sie napisał:
                                                    > Daj Boze, bys wpadl na genialne zabezpieczenie antywirusowe, nie do zlamania.
                                                    >
                                                    > Tego samego dnia ktorego wypuscisz pierwsza dyskietke z programem Perla bez
                                                    > zenady zaczyna tluc je u siebie w piwnicy i sprzedawac o polowe taniej.

                                                    To niezupelnie jest tak, a wlasciwie, to zupelnie nie tak. Zreszta Xiazeluka
                                                    pisal o tym wczesniej, a ja podam tylko prosty przyklad z tej wlasnie dziedziny
                                                    - oprogramowania. Pare lat temu wyszla na naszym rynku gra "Earth 2048" (o ile
                                                    dobrze pamietam tytul) i byla sprzedawana za jakies 40-50 zlotych. Moj syn z
                                                    ciekawosci wybral sie na gielde, by sprawdzic za ile ja tam sprzedaja (juz mial
                                                    oryginal) i znalazl tam _zero_ sprzedawcow tej gry. Dlaczego ? Bo byla za tania,
                                                    by ludzie chcieli kupowac "lewizne" jesli za niewiele wiecej mieli "legala"
                                                    (kilku kolegow syna tez ja kupilo w sklepie). Podobnej klasy gry wychodzace w
                                                    tamtym czasie kosztowaly w sklepach grubo powyzej 100 zlotych.
                                                    Generalnie, to robienie podrobek oplaca sie tylko wtedy, gdy oryginaly sa
                                                    przewartosciowane w ocenie klientow lub przekraczaja ich mozliwosci finansowe.
                                                    To jest jak z podatkami - im nizsze stawki tym wiecej ludzi je placi uczciwie.

                                                    I jeszcze jedno. Perla napisal, ze domowych piratow sie nie sciga, jesli nie
                                                    odnosili korzysci majatkowych. Tak, ale nie dlatego, ze prawo ich chroni, a
                                                    dlatego, ze to jest nieoplacalne. Firme mozna niezle wydoic, np. policzywszy w
                                                    wypracowaniu jakich zyskow braly udzial lewe programy i "poprosic" o odpowiedni
                                                    w tych zyskach "udzial".

                                                    PS. A dlaczego nie objac ochrona prawna WI np. nowych wzorow matematycznych ?
                                                  • xiazeluka Prześlizgujesz się obok tematu 15.12.05, 11:14
                                                    Zgubiłeś wątek, mój drogi Śfedzie - bilet MZK to "własność intelektualna"?
                                                    Fałszerzy pieniędzy ściga się za naruszenie WI, twierdzisz? Bardzo ciekawe.
                                                    Idąc tym tropem za WI można dowolnie uznać wszystko - począwszy od postu na
                                                    forum tym, a skończywszy na fantazyjnej kupce w sedesie. Pogubiłeś się.

                                                    Czy znak towarowy to również WI? Tylko bez przesady - jesteś o krok od
                                                    zakazania mi wymawiania na głos słowa "nike", bo nie mam "umowy" z tą firmą na
                                                    posługiwanie się w mowie i piśmie jej marką handlową... Pytam jednak powtórnie -
                                                    czy logo to własność intelektualna, czy też coś w rodzaju imienia i nazwiska
                                                    (a raczej przydomka, jako że jest samodzielnie wybierany), a po wtóre
                                                    naszywanie cudzego znaczka na swój produkt nie jest kopiowaniem, tylko
                                                    podszywaniem się. Kopista Łindowsów wszak nie podszywa się pod Wilusia Gejtsa...
                                                    W tym przypadku problemu z WI nie widzę.

                                                    Prośba o listę WI zostaje odrzucona - a skąd wiesz, że ja uznaję istnienie WI,
                                                    względnie uważam, że wymaga ona jakiejś ochrony? Konsekwencję zastosuj najpierw
                                                    wobec siebie.

                                                    > Niektore z Twoich przykladow dotyczyly WI na ktora z roznych przyczyn nie ma
                                                    > szlabanu:
                                                    > a) tworca sobie nie zyczyl

                                                    Czego sobie nie życzył? Ochrony? Przecież twórca nie ma nic do gadania, skoro
                                                    nie zawiera swobodnej umowy z nabywcami, tylko jest przymusowo "chroniony"
                                                    przez socjalistyczne państwo. Po drugie - w świetle polskiego prawa nie można
                                                    się zrzec własności do swoich wytworów; klinicznie czysty faszyzm.

                                                    > c) wlasnosc publiczna (np dokumenty urzedowe)

                                                    Twórczość biurokratyczna dokumendy to WI? Dokumenty urzędowe to własność
                                                    publiczna? Czyżbyś chciał twierdzić, że nie wolno mi kopiować i rozpowszechniać
                                                    konstytucji III Rzesz... pardon, Rzeczpospolitej?

                                                    > e) WI wygasla (m in Twoim przykladom - LdV, Mozartowi i Salieriemu)

                                                    Tutaj nie zrozumiałeś sensu wywodu - chodziło mi w tym przykładzie o to, że WI
                                                    ogranicza innowacyjność, pomysłowość, twórczość: w imię "ochrony" WI wtrąciłbyś
                                                    genialnego Mozarta do tiurmy, chroniąc jednocześnie przeciętnego Salierego.
                                                    Jednym słowem dyktat WI jest ograniczeniem - a twierdziłeś coś przeciwnego.

                                                    Co to jest "wzór zastrzeżony" glinianego kubka? Czy to oznacza, że jeśli zec
                                                    hcę sprzedać kubek swojego pomysłu, przypadkowo zbieżnego z tym "zastrzeżonym",
                                                    to nie będę mógł tego zrobić? Przepraszam, a co z moją WI, której wytworem jest
                                                    ów kubek? Jednym słowem rzecz sprowadza się do "Kto pierwszy, ten lepszy", choć
                                                    dziwnym trafem walczy się z gośćmi, którzy przemyślnie rejestrują na własność
                                                    domeny internetowe o chwytliwych adresach.
                                                    Ochrona WI prowadzi więc do nierozwiązywalnych sprzeczności i potwierdza mój
                                                    przykład z Mozartem i Salierim: ustawodastwo tego typu sprzyja regresowi mysli.

                                                    Jeśli wezmę post Perły i go podpiszę własnym nikiem, to nie podpadnę pod żadne
                                                    paragrafy - ktoś tu uczenie wywodził, że forumowicze nie mają praw WI do swoich
                                                    postów. No, ale może się mylę? Wyprowadź mnie z błędu i zacytuj te paragrafy.
                                                    Nalegam.

                                                    Pseudoumowa z Mikrosyfem jest przykładem próby wymuszenia, a nie dobrowolną
                                                    umową (mogę dyktat przyjąć lub odrzucić, jednak nie mam możliwości negocjacji),
                                                    która brutalnie ingeruje w kwestie, które Gejtsa nie powinny obchodzić, zresztą
                                                    nie mają niczego wspólnego z jego WI - sprzedaje mi kopię wytworu swojego WI, a
                                                    nie samo WI. Co ja robię z kopią - to moja sprawa, narzucanie mi konieczności
                                                    kupienia Łindołsa to każdego komputera w domu to przykład łajdackiej (bo
                                                    wspieranej przez opresyjne państwo, które nie powinno być stroną w tych
                                                    relacjach) ingerencji w nieswoje sprawy.

                                                    Jeśli wymyśle genialne oprogramowanie antywirusowe i będę je sprzedawał po 10
                                                    PLN z pełnym serwisem technicznym, to może zaoferować Perła? Jednorazową kopię
                                                    za 9,50 PLN? Mogę również wprowadzić sprzedaż modułową, branżową i
                                                    nieistniejący Bóg wie jaką - ale to mój interes, więc ja muszę dbać o swoje
                                                    zyski, a nie narzucać klientom sposób postępowania z kopią mojego programu.
                                                    Przykład z antywirusem jest zresztą raczej słaby - wymagają one częstych
                                                    uaktualnień, Kopia Perły zdeaktualizuje się już po tygodniu.

                                                    Jak więc widzisz - znowu się pomyliłeś.
                                                  • leje-sie Zara, zara 15.12.05, 12:49
                                                    > Zgubiłeś wątek, mój drogi Śfedzie - bilet MZK to "własność intelektualna"?

                                                    Powiedzialem cos takiego?

                                                    > Fałszerzy pieniędzy ściga się za naruszenie WI, twierdzisz?

                                                    Twierdze?

                                                    Cytaciki prosze.

                                                    Wykazalem tylko falszywosc Twojego twierdzenia, ze "z biletem MZK to mozesz
                                                    sobie dowolnie postepowac".

                                                    Ciekawe zas to, bo i w przypadku biletu MZK, jak i pieniedzy mamy do czynienia
                                                    z dobrami niematerialnymi, wiec nalezacymi do tej samej kategorii co WI. Mozesz
                                                    sobie do wlasnego przykladu z Windowsem zamiast "Windows" podstawic "bilet
                                                    tramwajowy" a zamiast Gates "MZK".

                                                    Bon voyage intellectuel

                                                    Mozesz sobie dalej sam rozumowac i wyciagac wnioski.

                                                    > Czy znak towarowy to również WI?

                                                    Dobro niematerialne. Chyba nie twierdzisz, ze chodzi tu o wartosc kawalka
                                                    plastiku?

                                                    > Przykład z antywirusem jest zresztą raczej słaby - wymagają one częstych
                                                    > uaktualnień, Kopia Perły zdeaktualizuje się już po tygodniu.

                                                    Przeciez nie dyskutujemy niskiej jakosci Twoich produktow WI, wiec argument od
                                                    Sasa.

                                                    > Twórczość biurokratyczna dokumendy to WI? Dokumenty urzędowe to własność
                                                    > publiczna? Czyżbyś chciał twierdzić, że nie wolno mi kopiować i
                                                    rozpowszechniać

                                                    Wlasnosc publiczna - nie wiesz co to jest? No to po co pyszczysz? Jest akurat
                                                    odwrotnie - dokumenty urzedowe nie sa objete klauzula ochrony praw autorskich
                                                    itd. Chyba wyraznie napisalem, ze wyliczam wyjatki?

                                                    > Tutaj nie zrozumiałeś sensu wywodu - chodziło mi w tym przykładzie o to, że
                                                    WI
                                                    > ogranicza innowacyjność, pomysłowość, twórczość:

                                                    Kopiowanie i plagiat sprzyjaja innowacyjnosci? A nie chodzi raczej o wymyslanie
                                                    czegos nowego, czego jeszcze nie bylo? Jak skopiujesz Windowsa to wykazesz sie
                                                    pomyslowoscia? Moze, zreszta, Ty.


                                                    > Jeśli wezmę post Perły i go podpiszę własnym nikiem, to nie podpadnę pod
                                                    żadne
                                                    > paragrafy - ktoś tu uczenie wywodził, że forumowicze nie mają praw WI do
                                                    swoich
                                                    >
                                                    > postów.

                                                    Zacytuj te uczone wywody. Wywody zreszta nic sie do praw autorskich nie maja,
                                                    jesli moj drogi przyjaciel 7em zechce umiescic moje wpisy na swoim blogu to musi
                                                    a) poprosic mnie o zgode
                                                    b) zaplacic ustalona cene.

                                                    I nie ma nic do rzeczy, ze ryzyko wykrycia przeze mnie ewentualnej i wysoce
                                                    hipotetycznej kradziezy jest niewielkie, bo jego blogu nie frekwentuje.

                                                    > No, ale może się mylę? Wyprowadź mnie z błędu i zacytuj te paragrafy.

                                                    Moge cie skierowac do najblizszej czytelni publicznej i do lektury prawa
                                                    autorskiego. Koszykowa po drodze?


                                                    Sumujac: Mycket skrik lite ull.
                                                  • xiazeluka Re: Zara, zara 15.12.05, 13:47
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > Powiedzialem cos takiego?

                                                    Czyli nie piszesz o WI? To co głowę zawracasz?

                                                    > Twierdze?

                                                    Znowu nie na temat pisałeś?

                                                    > Cytaciki prosze.

                                                    Nie będę cytował Twojego poprzedniego postu.

                                                    > Wykazalem tylko falszywosc Twojego twierdzenia, ze "z biletem MZK to mozesz
                                                    > sobie dowolnie postepowac".

                                                    To nie jest fałszywe twierdzenie - mogę z biletami MZK robić to, co chcę. Co
                                                    najwyżej zostanę aresztowany za fałszerstwo i oszustwo, lecz z pewnością nie za
                                                    naruszenie WI. Mogę Ci ukraść rzecz, nie myśli.

                                                    > Ciekawe zas to, bo i w przypadku biletu MZK, jak i pieniedzy mamy do
                                                    czynienia
                                                    > z dobrami niematerialnymi, wiec nalezacymi do tej samej kategorii co WI.

                                                    Nonsens - bilet i banknot są niematerialne? I dlaczego powracasz do kwestii WI,
                                                    skoro na początku tego postu wyrzekałeś się związku?

                                                    > Mozesz
                                                    > sobie do wlasnego przykladu z Windowsem zamiast "Windows" podstawic "bilet
                                                    > tramwajowy" a zamiast Gates "MZK".

                                                    Nie mogę - MZK nie dyktuje mi sposobu postępowania z biletem w
                                                    stylu "Wykorzystać w ciągu trzech dni, wyłacznie w tramwaju nr 13 na trasie
                                                    Koło - Stadion, między godz. 13 a 14".
                                                    Błędna analogia, mój drogi. I nie skłamię pisząc, że z przyjemnością patrzę,
                                                    jak się wywracasz na prostej drodze.

                                                    > Mozesz sobie dalej sam rozumowac i wyciagac wnioski.

                                                    Ja wiem, co mogę. Wiem również, co Ty możesz. Porównując wychodzi, że ja mogę
                                                    więcej.
                                                    Cieszysz się?

                                                    > Dobro niematerialne. Chyba nie twierdzisz, ze chodzi tu o wartosc kawalka
                                                    > plastiku?

                                                    A czymże jest banknot jak nie kawałkiem zadrukowanego papieru? Gdybyś miał do
                                                    wyboru paczkę dolarów i sztabę złota - to co byś wybrał? Dobrem niematerialnym
                                                    jest myśl, idea, lecz z pewnością nie kawałek plastiku w cudacznej formie.

                                                    > Przeciez nie dyskutujemy niskiej jakosci Twoich produktow WI, wiec argument
                                                    od Sasa.

                                                    Idiotyczny wykręt, mój drogi - Łindołs 3.11 to to samo co Łindołs IksPe? Czy
                                                    wersja 3.11 była lat temu 10 kiepska, "niskiej jakości"? W porównaniu z czym?

                                                    > Wlasnosc publiczna - nie wiesz co to jest? No to po co pyszczysz?

                                                    To o naukę poproszę - cóż to takiego "własność publiczna" według Śfeda. Jestem
                                                    pewien, że definicja mnie przyjemnie zaskoczy.

                                                    > Jest akurat
                                                    > odwrotnie - dokumenty urzedowe nie sa objete klauzula ochrony praw autorskich
                                                    > itd. Chyba wyraznie napisalem, ze wyliczam wyjatki?

                                                    Wyjątek to ślimak wśród żab rogatych, a nie ogień i woda.

                                                    > Kopiowanie i plagiat sprzyjaja innowacyjnosci?

                                                    Udajesz głupka? Scenę z "Amadeusza" widziałeś, więc dobrze wiesz, o co mi
                                                    chodzi - Mozart wzbogacił myśl/ideę Salierego, do czego ten drugi był
                                                    niezdolny. Czyż nie jest to innowacyjność? Ty, trzymając się jak pijany
                                                    sciany "ochrony" WI byś skazał Mozarta za plagiat, a ludzkość pozbawił w ten
                                                    sposób fragmentu dorobku muzycznego.

                                                    > A nie chodzi raczej o wymyslanie
                                                    > czegos nowego, czego jeszcze nie bylo? Jak skopiujesz Windowsa to wykazesz
                                                    sie pomyslowoscia?

                                                    Ja nie, lecz z pewnością zachęci to Gejtsa do zwiększenia wysiłku w zakresie
                                                    np. szyfrowania płyt lub rozwijania metod marketingowo-handlowych. Po drugie -
                                                    nie chodzi tylko o kopiowanie, przykładu z kubkiem, jak widzę nie zrozumiałeś.

                                                    > Zacytuj te uczone wywody.

                                                    Poszukaj sobie, to ten sam wątek.

                                                    > Wywody zreszta nic sie do praw autorskich nie maja,

                                                    Ależ oczywiście, jednak nie przypominam sobie, byś ten konkretny wywód
                                                    kwestionował. Oznacza to, że prawdopodobnie uważasz taki argument za zasadny.

                                                    > jesli moj drogi przyjaciel 7em zechce umiescic moje wpisy na swoim blogu to
                                                    musi
                                                    > a) poprosic mnie o zgode
                                                    > b) zaplacic ustalona cene.

                                                    Akurat. Na jakiej podstawie i komu? Jeśli napiszę list do Ciebie na murze
                                                    najbliższej kamienicy, to co, nie wolno Ci będzie skopiować go do swojego
                                                    śfedzkiego bloga?

                                                    > I nie ma nic do rzeczy, ze ryzyko wykrycia przeze mnie ewentualnej i wysoce
                                                    > hipotetycznej kradziezy jest niewielkie, bo jego blogu nie frekwentuje.

                                                    Jakiej znowu kradzieży? Nawet żadnych praw nie zastrzegłeś, więc nie opowiadaj
                                                    bzdur. TO jest otwarte forum, a nie Twoja tajna książeczka czekowa. Nie można
                                                    ukraść niczego, co dobrowolnie udostępniasz do swobodnego użytku. Jeśli rozdaję
                                                    przechodniom gazetkę ze swoimi wypowiedziami, to po to, by z nich korzystali.
                                                    Równie dobrze możesz stwierdzić, że ludzie ci powinni moją gazetkę jedynie
                                                    przeczytać, natomiast nie wolno im zapamiętać tych treści, nie mają prawa
                                                    odłożyć ich w mózgu, bo to "kradzież".
                                                    Zaraz skopiuję sobie wszystkie Twoje posty i umieszczę je na własnej stronie -
                                                    i co mi zrobisz?

                                                    > Moge cie skierowac do najblizszej czytelni publicznej i do lektury prawa
                                                    > autorskiego. Koszykowa po drodze?

                                                    Tak jak przypuszczałem - nie masz na ten temat pojęcia. Dlaczego tak głupio się
                                                    podkładasz, Śfedzie?

                                                    > Sumujac: Mycket skrik lite ull.

                                                    Sumując: jesteś dureń. Opinię tę oddaję Ci w wieczyste użytkowanie,
                                                    bezwarunkowo i za darmo.
                                                  • leje-sie Luka, odpusc sobie 15.12.05, 14:09
                                                    > Ciekawe zas to, bo i w przypadku biletu MZK, jak i pieniedzy mamy do
                                                    czynienia
                                                    > z dobrami niematerialnymi, wiec nalezacymi do tej samej kategorii co WI.

                                                    "Nonsens - bilet i banknot są niematerialne?"

                                                    Nonsens polega na tym, ze zdaje sie, ze chcesz dowiesc, ze wartosc jaka
                                                    pieniadza jest rowna wartosci papieru na ktorym wydrukowany jest banknot?
                                                  • xiazeluka Niby dlaczego? 15.12.05, 14:12
                                                    A cóż to jest banknot? Kawałek papieru, któremu nadaje się wartość wymienialną
                                                    w konkretnych warunkach, nie jest więc to dobro niematerialne, ponadgraniczne,
                                                    zawsze i wszędzie coś warte. Spróbuj zapłacić prostytutce w Mogadiszu
                                                    złotówkami.
                                                  • leje-sie Zdaje sie, ze istnieje miedzy nami rozbieznosc 15.12.05, 14:35
                                                    rozumienia pojec "materialny" i "niematerialny".

                                                    Nie wiem skad Ty swoja definicje wziales i nie jestem pewien, czy nie chodzi Ci
                                                    raczej o pojecie "transcendentny"?

                                                    Kazdy przedmiot, o ktorym mowi jezyk ma swoja czesc materialna i niematerialna.

                                                    W przypadku mlotka wiedza o "mlotkach w literaturze, historii i kulturze" ma
                                                    znaczenie drugorzedne gdy zabíerasz sie do wbijania gwozdzi.

                                                    W przypadku banknotu jest raczej odwrotnie - to czesc niematerialna ma
                                                    najwieksze znaczenie praktyczne. Nie ma to jednak nic wspolnego z transedencja,
                                                    choc niektorzy wpadaja w trans i ekstaze religijna na widok wiekszych nominalow.

                                                    Byt materialny banknotu ma dosc waskie zastosowanie - w lesie, z potrzeba, bez
                                                    kawalka papieru?
                                                  • basia filozofia fajna rzecz 15.12.05, 14:48
                                                    o pieniadzach(banknotach) tez mozna - czy np. szczescie daja czy nie, ale pieniadze z pewnoscia nie sa wartoscia niematerialna.
                                                  • leje-sie Od kiedy to informacja 15.12.05, 14:55
                                                    (a pieniadz to czysta informacja wybita czy wydrukowana na materialnym nosniku)
                                                    jest materialna?

                                                    Dotyczy to zreszta i przytaczanego przez Luke fatalnego biletu.

                                                    Do kata (a z ogonkiem czy bez?) i myslec.
                                                  • leje-sie Choc niektorzy maja gorzej: 15.12.05, 15:04
                                                    "Przedstawiam hipotezę dotyczącą przyczyn harmonijnego rozwoju kosmosu.
                                                    Powstała ona w roku 1993 w wyniku syntezy wiedzy z różnych dziedzin Nauki,
                                                    przy współpracy (konsultacje, opinie, recenzje) Naukowców z kilku
                                                    uniwersytetów. W swietle tych prac, świat okazał się o wiele bardziej złożony i
                                                    piękniejszy niż dotąd sądziliśmy. Odkrylem, że uczestniczymy w zjawisku
                                                    działania pierwotnej informacji genetycznej, którą nazwałem INGENEZĄ."

                                                    Z takim to dopiero by sie dyskutowalo.
                                                  • basia Re: Od kiedy to informacja 15.12.05, 21:29
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > (a pieniadz to czysta informacja wybita czy wydrukowana na materialnym nosniku)
                                                    >
                                                    > jest materialna?

                                                    Na to pytanie odpowiedz juz byla.

                                                    > Do kata (a z ogonkiem czy bez?) i myslec.

                                                    torturami nie sprawisz, zebym mowila nieprawde.
                                                  • leje-sie Czy my 16.12.05, 09:10
                                                    sie czasem skads nie znamy?


                                                    > Na to pytanie odpowiedz juz byla.

                                                    A jaka?

                                                    > torturami nie sprawisz,

                                                    do kata (a z ogonkiem)

                                                    > zebym mowila nieprawde.

                                                    najpierw myslec, potem mowic.
                                                  • basia Re: Czy my 16.12.05, 09:48
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > sie czasem skads nie znamy?

                                                    a skad takie przypuszczenie ?

                                                    > A jaka?

                                                    Luka ci odpowiadal, ale moge i ja, jezeli chcesz.
                                                    Wyjasniam zatem: jezeli na "banknocie" napisane by bylo- idz nad morze, nabierz wody morskiej do naczynia, niech woda odparuje a zyskasz sol, to banktot taki mialby wartosc niematerialna, ale skoro napisane jest "kilo soli", to jest to kilo soli, tyle wlasnie ten banktot znaczy.

                                                    >
                                                    > najpierw myslec, potem mowic.

                                                    myslenia nieprawdziwego tez nie , nawet gdy kat (a z ogonkiem) grochem wypelnisz.
                                                  • leje-sie Ze desygnat 16.12.05, 10:02
                                                    wypowiedzi jest materialny (kilo soli) nie znaczy, ze sama wypowiedz jest
                                                    materialna.

                                                    Kiedy mowie "kamien" to moja wypowiedz jest materialna?

                                                    A kiedy mowie "Duch Swiety" to nie?

                                                    Informacja jest materialna? Od kiedy?

                                                    Moje pieniadze (oprocz drobniakow w kieszeni) juz od dosc dawna nie potrzebuja
                                                    materialnego nosnika.

                                                    Jak rowniez bilety samolotowe. Informacje o locie zapisuje sobie smsem w
                                                    komorce. Wystarczy.

                                                    Kiedy odsylam luke do Platona to nie jest bynajmniej wymadrzanie sie z mojej
                                                    strony.

                                                    Ciebie odsylam zas do dyskusji miedzy nominalistami a realistami. Chociazby
                                                    dlatego, ze jej uczestnicy zabawniejsi byli ode mnie.
                                                  • xiazeluka Kamienna wypowiedź 16.12.05, 10:29
                                                    Jeśli mówisz "kamień", to wypowiedź jest niematerialna, jednak materialny jest
                                                    przedmiot, na temat którego się wypowiadasz. Materialny jest banknot,
                                                    niematerialna jest jego wartość. I o to chodzi - nie możesz zadekretować
                                                    wartości niematerialnej banknotu, ponieważ 10 PLN ma inną wartość dla mnie, a
                                                    inną dla żebraka, tak samo jak inna jest wartość subiektywna towaru dla
                                                    sprzedającego i kupującego.

                                                    Odsyłanie do Platona w kontekście WI i swobody zawierania umów dowodzi Twojej
                                                    nieporadności polemicznej, mój Ty zakompleksiony Śfedzie, jakoś nie jestem w
                                                    stanie przzypomnieć sobie niczego, co w rozmytych dialogach Platona mogłoby być
                                                    dla Ciebie użyteczne jako argument.
                                                  • leje-sie Wailujesz /nt 16.12.05, 12:55

                                                  • xiazeluka Przeszedłeś na śfedzkoplatoński? /nt 16.12.05, 12:59
                                                  • basia A słowo 16.12.05, 12:29
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > Informacja jest materialna? Od kiedy?

                                                    a slowo cialem czasami sie staje smile
                                                  • leje-sie Iskoni be slovo 16.12.05, 12:54
                                                    a slovo be od Boha

                                                    I Boh be slovo.

                                                    > a slowo cialem czasami sie staje smile

                                                    Tylko po boskiej interwencji. Masz boskie prerogatywy? Ja tez nie. Luka uwaza,
                                                    ze ma, ale papierow nie chce pokazac.

                                                    No wiec.
                                                  • basia Re: Iskoni be slovo 16.12.05, 13:01
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > Tylko po boskiej interwencji. Masz boskie prerogatywy? Ja tez nie. Luka uwaza,
                                                    > ze ma, ale papierow nie chce pokazac.
                                                    >
                                                    > No wiec.

                                                    wszyscysmy* dziecmi bozymi.

                                                    * albo prawie wszyscy.
                                                  • xiazeluka Oczywiście, i to spora: 15.12.05, 16:25
                                                    Ja jestem normalny, a Ty postępowy Śfed z cementem w głowie. Uwywam pojęć
                                                    zrozumiałych dla Białych Ludzi, Ty zaś jesteś produktem kultury bizantyjsko-
                                                    azjatyckiej.

                                                    Przy okazji zauważam, że po raz kolejny nazywasz moje
                                                    twierdzenia "definicjami", choć jako żywo nigdy nie twierdziłem, że piszę
                                                    wyłacznie złotymi myslami. Kiedy Cię wyzywam od pedałów to przecież nie
                                                    twierdzę jednocześnie, żeś Etalon Homoseksualizmu, nieprawdaż?

                                                    Natomiast szczerze jestem zainteresowany niematerialnym młotkiem - poproszę o
                                                    łaskawe rozjaśnienie mroków.

                                                    Banknot to środek, nie zaś wartość sama w sobie, w swym działaniu rynkowym nie
                                                    różni się niczym od dajmy na to, worka soli - gdyby naszła nas ochota płacić
                                                    workami soli, to ich wartość byłaby identyczna z kawałkami papieru drukowanymi
                                                    w PWPW. To zamiennik, erzac, pośrednik: czy wyobrażenie o czymś to byt
                                                    niematerialny?
                                                  • leje-sie Nie bedzie dodatkowych lekcji dla wagarowicza 15.12.05, 16:41
                                                    > Natomiast szczerze jestem zainteresowany niematerialnym młotkiem - poproszę o
                                                    > łaskawe rozjaśnienie mroków.

                                                    Ciezka sprawa. Zacznij od lektury Platona.

                                                    > różni się niczym od dajmy na to, worka soli - gdyby naszła nas ochota płacić
                                                    > workami soli, to ich wartość byłaby identyczna z kawałkami papieru
                                                    drukowanymi

                                                    Rozni sie. Worek soli ma wartosc uzytkowa, materialna. Banknot wartosc uzytkowa
                                                    ma ograniczona (przez zwinieta tutke mozna wciagac kokaine) niematerialna zas -
                                                    to zalezy od nominalu. "Bilety Narodowego Banku Polskiego"... to czysta
                                                    informacja. Tak jak "50 zl".

                                                    Luka, to sa naprawde prolegomena. Mi jest obojetne,czy za nauki bedziesz placil
                                                    soal, zlotem, banknotami czy sznureczkami muszelek.

                                                    Korepetycji nie bede Ci udzielal. Chociazby dlatego, ze...

                                                    Pan Jourdain nie wiedzial, ze mowi proza. Tys podobnie niewinnie nieswiadomy,
                                                    ze uzywasz definicji.

                                                    Ty doprawde nie wiesz co piszesz. Poza inwektywami.

                                                    > Uwywam pojęć
                                                    > zrozumiałych dla Białych Ludzi,

                                                    WAR - White Aryan Resistance? Bo by wiele tlumaczylo.
                                                  • xiazeluka To co Ty biedaku zrobisz? 15.12.05, 16:48
                                                    leje-sie napisał:

                                                    > Ciezka sprawa. Zacznij od lektury Platona.

                                                    Rozumiem. Pytanie przerosło szanownego pana, odpowiadanie własnymi słowami to
                                                    poważne wyzwanie, szczególnie dla śfedzkiego Azjaty.

                                                    > Rozni sie. Worek soli ma wartosc uzytkowa, materialna. Banknot wartosc
                                                    uzytkowa ma ograniczona

                                                    Och, zawracasz głowę - zamiast "worek soli" weźmy "opadłe liście". Jakaś
                                                    róźnica?

                                                    > Luka, to sa naprawde prolegomena. Mi jest obojetne,czy za nauki bedziesz
                                                    placil soal, zlotem, banknotami czy sznureczkami muszelek.

                                                    Mnie równiez jest to obojętne - mogą być opadłe liście. A teraz wykaż związek
                                                    jednego z drugim.

                                                    > Korepetycji nie bede Ci udzielal. Chociazby dlatego, ze...
                                                    > Pan Jourdain nie wiedzial, ze mowi proza. Tys podobnie niewinnie nieswiadomy,
                                                    > ze uzywasz definicji.

                                                    Dzień dobry, panie Śfedzie.

                                                    (to definicja czego, lewy Platonie?)

                                                    > Ty doprawde nie wiesz co piszesz. Poza inwektywami.

                                                    Ty oczywiście wiesz, co wykazałeś w odpowiedzi na prośbę "podaj te paragrafy".

                                                    > WAR - White Aryan Resistance? Bo by wiele tlumaczylo.

                                                    Niedokładnie, nieszczęsny Negrze. Biały Człowiek to ten, który atakuje, a nie
                                                    się broni.
                                                  • leje-sie Apendix 14.12.05, 16:42
                                                    > Najlepsza innowacyjność to jest wtedy, kiedy nie ma quasimonopolu danej
                                                    firmy -
                                                    >
                                                    > cóż to bowiem za zachęta do szukania nowości, skoro rynek opanował wspierany
                                                    > przez państwo gigant? Brak zaciekłej ochrony WI to najlepsza zachęta do
                                                    > rozwoju, gwarancje ustawowe dla "unikalnego rynkowo" przedsiębiorstwa to
                                                    > konserwowanie układu i osłabienie bodźca do oryginalności, a przede
                                                    wszystkim -
                                                    >
                                                    > zawyżony koszt dla konsumentów.

                                                    Guzik prawda.

                                                    Przyklad Gatesa i Jobsa i mozliwosc zarabiania miliardow sklania setki tysiecy
                                                    mlodych ludzi na calym swiecie do nasladownictwa. Byc tym pierwszym i spijac
                                                    smietanke. W Polsce zdaje sie Symbian i moze pare jeszcze firm.

                                                    W Twoim swiecie, gdy smietanki z dzialalnosci intelektualnej nie daja a Bill
                                                    Gates zarabia uczciwie i sprawiedliwie swoje 100 000 dol rocznie - mozliwa
                                                    droga kariery dla tejze mlodziez stalby sie Big Brother, czy Bar, gora Idol.

                                                    Bo po co sie wysilac, jak nic z tego nie ma.
                                          • 7em Re: Bardzo niedokładnie 14.12.05, 14:00
                                            > Dokładnie tak samo twórca WI nie udziele Ci zgody na rozpowszechnianie jego
                                            > własności. Masz prawo tylko odtwarzać jego własność.

                                            jego wlasnaoscia jest tzw oryginalny nosnik. choc w tym miejscu domaganie sie
                                            dzwiekouszczelniania scian by sasiad nie uslyszał jest komunistycznym
                                            zamordyzmem. kopia nie jest jego wlasnoscia tak jak fotony wyemitowane przez
                                            jego twarz nie sa jego wlasnoscia.

                                            5040
        • basia jajko czy kura? 13.12.05, 09:54
          perla napisał:

          . Bo nie może być tak, że jeden wymyśli ładne drgania powietrza
          >
          > lub potrzebną innym kombinację zer i jedynek, i kasę z tego ma, a inni 8 godzin
          >
          > w fabryce zapieprzać muszą.
          > Wszyscy takie same żołądki przecież mają.
          > To klasyka jest.
          > Jak ukraść sie chce to i ideologia znajdzie się. A po co wymyślać nową skoro
          > stara sprawdziła w grabieży się?

          nie trywializuje problemu. zlozony on jest, zeby nie powiedziec filozoficzny smile

          no ale, powiedz - komu mam tantiemy za przepis na jajecznice dac. Kurze, kucharzowi, czy autorowi ksiazki kucharskiej?
          • perla nie wiedziałem Basiu, że jajecznica 13.12.05, 10:08
            produktem intelektualnym jest.
            • basia przepis na jajecznice, tez nie? 13.12.05, 10:14
              perla napisał:

              > produktem intelektualnym jest.
              >
              a jezeli przepis na powyzsza napisany bylby heksametrem?

    • aurora.we.mgle Tak! do czasu, bo to jest wlasnosc wynikajaca 13.12.05, 03:18
      z wlasnej pracy i talentu, i to o wiekszej wartosci niz papierki w kuferku.
      probem, jak jej przy obecnej technologii pilnowac.
    • mathias_sammer Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 13.12.05, 09:03
      Dlaczego AKURAT TY masz problem z kradzieza?

      M.S.
      • xiazeluka Kradzież to jest wtedy 13.12.05, 09:54
        ...kiedy zakradnę się do Twojego domu i podprowadzę Ci z zamknietego sejfu
        dokumentację programu "ping pong" napisanego w bejziku. Jeśli zaś oferujesz
        taki program w wolnej sprzedaży, to o kradzieży nie może być mowy - kopia
        Twojego programu jest moja i nic Ci do mojej własności.
        • kardiolog Re: Kradzież to jest wtedy 13.12.05, 10:39
          ...kiedy zakradnę się do Twojego domu i podprowadzę Ci z zamknietego sejfu
          dokumentację programu "ping pong" napisanego w bejziku. Jeśli zaś oferujesz
          taki program w wolnej sprzedaży, to o kradzieży nie może być mowy - kopia
          Twojego programu jest moja i nic Ci do mojej własności.


          No najlepsza definicja forum, jak dotad slyszalem. Brawo!

          kardiolog
    • xiazeluka Które bydlę tchórzliwie ukradło mój post? /nt 13.12.05, 14:29
      • hasz0 Dobre!___Post propagujący kradzież...skradziony!/n 13.12.05, 14:33
        • xiazeluka A kto tu pochwalał kradzież??? 13.12.05, 14:35
          Przy okazji - jeśli Ty się zabawiasz nożyczkami, haszu, to bądź łaskaw je
          odłożyć. To nawet nie kradzież, to wandalizm.
          • hasz0 parę razy w hasz"o" z CH.. bez textu! Nie mogło/n 13.12.05, 14:51
            • hasz0 Nie pomogłoTo był esperymentW zyciu bym nie ciął/n 13.12.05, 14:53
    • 7em ten wątek może mieć trzysta postów 13.12.05, 23:18
      bo podejście do ewolucji czy "własnosci intelektualnej" znakomicie rozdzela
      lewych od prawych. i jedni i drudzy maja argumenta o podobnym bardzo zblizonym
      ciezarze.

      acha
      ciekawostka u czerwonych, zwolennikó Wi jest niechec do ducha i niematerii i
      jednoczesne materializowanie Wi. kolejny komuszy paradoksik.

      5040
      • hasz0 Re: ten wątek może mieć trzysta postów 14.12.05, 09:47
        Dobre!

        Paradoksem jest też ich niewzruszona wiara,
        bez żadnych zwątpień i wahań, w nieistnienie Boga.
        Takie miękkie, zielone dębaki.
        • hasz0 Napiszcie krótko WARTO czy NIE? i________ "." 16.12.05, 13:02
    • jaceq Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 18.12.05, 14:32

      Interesującą rzecz na temat WI (i nie tylko) można znaleźć tu:

      www.futrega.org/wk/
      Zwolennikom czarno-białego widzenia spraw WI kniga może wybitnie zepsuć humor.

      PS. Dzięki, b00g13, za opublikowanie linku. Przeczytałem jednym tchem. A jutro
      sobie PDFa wydrukuję i przeczytam "drugim tchem" raz jeszcze, pogrążony w
      świątecznym lenistwie.
      _____________________________
      Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
      • abprall Re: Czy warto chronić tzw. własność intelektualną 18.12.05, 14:36
        www.rattenparadies.com/html/body_rattensong.html


        ----------
        piepzone cywile
    • aurora.we.mgle własność intelektualna nie rozni sie od kasy w 18.12.05, 18:17
      banku, wiec powinna byc chroniona - do czasu.
      • v.ci KŁAMSTWA XIAZELUKI NT. FRANCJI 28.12.05, 11:25
        Francja: Legalizacja P2P

        2005-12-26
        Izba niższa francuskiego parlamentu przyjęła 21 grudnia projekt ustawy, która
        pozwala ściągać muzykę i filmy na własny użytek przy pomocy sieci P2P.

        Na internautów, którzy korzystają z serwisów P2P, zostałaby w myśl ustawy
        nałożona ogólna opłata z tytułu praw autorskich w wysokości 2-5 euro, dodawana
        do abonamentu przez dostawców internetu. Opłata przeznaczana byłaby dla
        stowarzyszeń twórców.

        Projekt ustawy jest popierany przez organizacje konsumenckie. Sprzeciwiają mu
        się koncerny fonograficzne. Szacuje się, że we Francji z usług P2P korzysta
        około 8 milionów internautów.

        Adrian Zandberg

        www.lewica.pl/?dzial=swiat&id=4509
        • xiazeluka Częstochowski debil uparł się by dowieść... 28.12.05, 11:27
          ...że nie rozumie sensu prostych przekazów. Wróćcie, towarzyszu, do pierwszego
          postu tego wątku i sami się o tym przekonajcie. Albo pogrzebcie na Onecie i
          sami sobie znajdźcie potwierdzenie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja