wild
26.10.02, 14:18
____________________________________________________________________________
Chcesz wyeliminować sprzedawców !?
Autor: Gość: V.C. IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl
I piec chleb we własnym piecu ?
Moja babcia tak robiła . Chlebek - palce lizać !

____________________________________________________________________________
Autor: Gość: V.C. IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl
Tak naprawdę chodzi przecież głównie o przeciwstawianie się przejmowaniu
władzy nad świaitem , państwami i ludźmi przez międzynarodowe koncerny .
Chodzi o przeciwstawianie się prymatowi "filozofii" ordynarnego
konsumpcjonizmu nad humanizmem , tradycją , kulturą , sztuką , kuchnią i
zwykłą ludzką solidarnością .
____________________________________________________________________________
Staruszka położyła mu rękę na ramieniu i ostrzegła:
- Proszę, nie mów nikomu, że dawaliśmy ci jeść. Nie mamy pozwolenia.
- Co? - zdziwił się młodzieniec. - Musicie mieć pozwolenie, żeby kogoś
nakarmić?
- w mieście tak. A jeśli władze dowiedzą się, że daliśmy ci jeść bez
zezwolenia, możemy mieć poważne kłopoty.
- a po co jest to zezwolenie?
- Ma ono zagwarantować wszystkim określony standard wyżywienia. Przed laty
mieszkańcy miasta jadali w ulicznych budkach, narożnych kawiarniach lub
eleganckich restauracjach albo kupowali jedzenie w sklepach spożywczych, by
gotować je sobie w domu. Rada Lordów doszła do wniosku, że nie powinno być
tak, iż jedni jedzą lepiej od innych. Dlatego ustanowili przepisy nakazujące
jedzenie w państwowych stołówkach, gdzie podają za darmo standardowe posiłki.
- Oczywiście, nie są tak do końca darmowe - wtrącił się Dziadek, wyjmując
portfel i machając nim przed oczami V.Ceka. - Jedzenie jest o wiele droższe
niż przedtem, tyle że nikt nie płaci na miejscu. Wujek Fiskus opłaca posiłki
z naszych podatków. A ponieważ państwowe stołówki są opłacane z góry, ludzie
przestali zaglądać do prywatnych restauracji, gdzie musieliby zapłacić za
jedzenie po raz drugi. Prywaciarze musieli zatem podnieść ceny. Niektóre
prywatne lokale utrzymały się dzięki garstce zamożniejszych klientów lub
ludziom przestrzegającym specjalnych, nakazanych przez religię diet, lecz
większość została zamknięta.
- Po co płacić za jedzenie, skoro można zjeść za darmo w stołówce? - zapytał
V.Cek.
- Bo stołówki stały się okropne - roześmiała się Babcia. - Wszystko
podupadło: kucharze, jedzenie, atmosfera. W takiej stołówce nigdy nie zwalnia
się złego kucharza. Ich gildia ma za dobre układy. Za to naprawdę dobrzy
kucharze nie dostają żadnych premii, żeby ci gorsi im nie zazdrościli. Morale
jest niskie, jedzenie marne, a kartę dań układa Ministerstwo Trawienia.
- i to jest najgorsze - zawołał Dziadek. - Starają się przypodobać znajomym i
nikt nigdy nie jest zadowolony. Starczy popatrzeć na spory o chleb i
kartofle. Dzień w dzień chleb na zmianę z ziemniakami. Wtedy lobby
makaroniarzy zorganizowało kampanię na rzecz poparcia dla klusek i ryżu.
Pamiętasz? - zwrócił się do żony. - Gdy lobby przepchnęło swoich ludzi do
Ministerstwa Trawienia, po chlebie i kartoflach zaginął wszelki słuch.
- Oj, Babciu, jak ja nie znoszę klusek! - zapiszczała ze wstrętem Luiza
wychylając się zza babcinej spódnicy.
- Lepiej łykaj bez słowa, bo przyczepi się do ciebie Komisarz Żywnościowy.
- Komisarz Żywnościowy? - powtórzył pytająco V.Cek.
- Ciii - syknął Dziadek i przyłożył palec do ust, rozglądając się, czy nikt
nie nadchodzi ulicą. - Ludzie, którym państwowe jedzenie nie przypada do
gustu, wpadają w łapy Komisarza Żywnościowego. Dzieci wołają na tych
funkcjonariuszy Komyż. Komyże sprawdzają listę obecności podczas posiłków i
ścigają wszystkich, którzy nie przychodzą. Delikwentów zabiera się na
przymusowe dokarmianie do specjalnych, stołówkowych aresztów.
- a nie moglibyśmy jeść tak zwyczajnie, w domu? - wzdrygnęła się Luiza. -
Babcia gotuje najlepiej na świecie.
- Nie wolno, kochanie - odparła babcia, głaszcząc dziewczynkę po głowie. -
Niektórzy mają specjalne zezwolenia, ale ja i Dziadek nie przeszliśmy
odpowiedniego szkolenia. Nie możemy sobie też pozwolić na różne,
skomplikowane urządzenia do gotowania, jakich wymagają władze. Widzisz,
Luizo, politycy uznali, że zadbają o ciebie lepiej, niż my.
- Poza tym - włączył się Dziadek - musimy chodzić do pracy, żeby zapłacić na
to wszystko podatki.
Zaczął chodzić po ganku, mrucząc coś pod nosem na wpół do siebie, na wpół do
V.Ceka i Luizy.
- Wmawiają nam, że stosunek liczby trawiących do liczby kucharzy nigdy w
dziejach nie był taki korzystny, chociaż połowa ludności jest stale
niedożywiona. Punktem wyjścia była idea nakarmienia wszystkich nędzarzy, a
skończyło się na karmieniu wszystkich nędznym jadłem. Są i tacy, co nie chcą
jeść w państwowych stołówkach i śmierć głodowa już zaczyna zaglądać im w
oczy. Co gorsza, w stołówkach roi się od wandali i złodziei, więc nikt nie
czuje się tam bezpiecznie.
- Dosyć Dziadku! - wykrzyknęła Babcia, widząc strach malujący się na twarzy
V.Ceka. - Bo za nic w świecie nie będzie chciał przestąpić progu państwowej
stołówki! Starczy, że będziesz miał przy sobie dowód osobisty, a wszystko
jakoś się ułoży - wyjaśniła młodzieńcowi.
- Dziękuję za radę, Babciu - powiedział V.Cek, zachodząc w głowę, jak wygląda
dowód osobisty i jak uda mu się bez niego zdobyć coś do zjedzenia.
- A tak nawiasem mówiąc, mógłbym dostać na drogę jeszcze kilka kromek chleba?
- Oczywiście, ile tylko dusza zapragnie.
Poszła do kuchni i zawinęła mu w serwetkę kilka kromek. Rozejrzała się
ukradkiem, czy nie podgląda ich któryś z sąsiadów, po czym dumnie wyciągnęła
rękę i podała chleb V.Cekowi.
- Tylko uważaj, żebyś nie zgubił. Słyszeliśmy, że naszego piekarza
aresztowała niedawno Policja Żywnościowa. Nikomu go nie pokazuj, dobrze?
- Jasne! i dziękuję za wszystko!
Żegnany przez całą trójkę młodzieniec wyszedł na ulicę. Było mu lżej na
sercu, bo znalazł jakiś normalny dom na tej dziwnej wyspie.
Ministerstwo Trawienia
www.zb.eco.pl/inne/jonatan/