Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozłowski

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.02, 23:21
Tygodnik Powszechny" zachowuje nadal tchórzliwe milczenie, nie chce się
przyznać swoim czytelnikom do kompromitującej wpadki z wydrukowaniem w
piśmie, mieniącym się katolickim, ataku na katolickie media, pióra zajadłego
publicysty antykościelnego, stałego współpracownika fanatycznie
antyreligijnego periodyku "Bez Dogmatu" - Jana Woleńskiego.
Zamiast merytorycznej polemiki wydrukowano dwa personalne ataki na mnie:
jakiegoś "smutnego Żyda" z Gliwic, fałszującego przebieg spotkania ze mną w
Gliwicach, i tekst Woleńskiego, pełny oszczerczych kalumnii na temat mojej
biografii (Do sprawy tych oszczerstw jeszcze powrócę).
"Tygodnik Powszechny" kontynuuje również - zamiast uczciwej dyskusji - pełne
zakłamań i epitetów ataki na katolickie media: Radio Maryja i "Nasz
Dziennik". Świeżo zrobiono to w najnowszym numerze z 27 października piórem
znanego z fanatyzmu w tropieniu rzekomych antysemitów Sergiusza Kowalskiego
ze Stowarzyszenia "Otwarta Rzeczpospolita". Posunął się on do porównania
Radia Maryja i "Naszego Dziennika" z "Nie", sugerując, że są one dużo
niebezpieczniejsze (!) niż szmatławiec Urbana. Takich to autorów i takich
metod używa redakcja "Tygodnika Powszechnego" w swej nieprzebierającej w
środkach kampanii wobec katolickich mediów. Przypomnijmy więc dalsze fakty
ilustrujące, skąd wynikają źródła tych zacietrzewień w redakcji
nieprzypadkowo coraz częściej nazywanej "Obłudnikiem Powszechnym".
Na początek podaję uzupełnienie tekstu z poprzedniego numeru na temat roli
zastępcy redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" i ministra spraw
wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Krzysztof Kozłowski jako wybielacz esbeków
"Gołębie serce" Krzysztofa Kozłowskiego wobec dawnych SB, MSW, a nawet ich
szefów, skrajnie poirytowało niegdyś słynnego publicystę emigracyjnego
Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Oto, co napisał m.in. na ten temat
w "Dzienniku pisanym nocą" pod datą 25 maja 1995 roku:
"W Tygodniku Powszechnym ukazała się w połowie maja nota pod groźnym
tytułem 'Insynuacja'. Napisał ją senator Krzysztof Kozłowski (...). Celowo
nie wnikałem głębiej w meritum owej 'Insynuacji'; wspominałem za to jej
autora - gdy rok temu w Krakowie, na proszonej kolacji, usiłował biesiadników
przekonać, tokując bez przerwy, że powinni zmienić zdanie o generale
Kiszczaku, jeśli jest ono 'przypadkiem niezbyt pochlebne'. (...)
Dziś przyszedł list z Warszawy od mojego przyjaciela, którego bardzo cenię; i
do którego mam zaufanie. Pisze (...): 'W 'Insynuacji' Kozłowskiego
odnajdziesz w stanie krystalicznym mentalność i moralność twórców Grubej
Kreski. Kozłowski określa tajnych współpracowników SB jako 'mających luźny
związek ze sprawą (Pyjasa)'. Ten luźny związek dwadzieścia lat temu polegał
na zamordowaniu Pyjasa, a dzisiaj z kolei polega na niemożności ujawnienia
nazwisk morderców i ich mocodawców [podkr. - J.R.N.]. Wielka szkoda, że nie
nagrałem na kasecie rozmowy prof. Strzembosza i mec. Bednarkiewicza, którzy
mówią o przyczynach nieukarania nikogo za zbrodnie popełnione w PRL, m.in. o
bezwstydnym przewlekaniu tych spraw przez niektórych sędziów, np. w przypadku
zabitych górników w kopalni Wujek. Ale Kozłowski jak lew broni ich dobrego
imienia'.
'Nie na tym koniec - ciągnie mój korespondent. - Kto został szefem zespołu
doradców Oleksego? Major SB Andrzej Anklewicz, który w latach
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych miał wielkie i nadzwyczajne sukcesy w
inwigilowaniu i tropieniu opozycji. Co na to senator Kozłowski? Będę go
zawsze bronił (mówi o majorze), to wspaniały fachowiec, zweryfikowaliśmy go
pozytywnie (czyli zostawiliśmy w SB po 1989) ze względu na jego zasługi?
Zasługi dla kogo?'
Może już czas, żeby się nad tym zastanowić, zamiast połykać jak głupia gęś
tuczna coraz to nowe kluski ze znakiem Grubej Kreski. Nawet jeśli 'ludzie
mający luźny związek ze sprawą Pyjasa' oraz im podobni staną w końcu przed
sądem, szkoda została już dokonana (...) I pomyśleć: Krzysztof Kozłowski,
autor 'Obrazu Tygodnia', drugiej obok felietonu Kisiela kolumny 'Tygodnika
Powszechnego'" (G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą, Warszawa 1998,
s. 392-393).
Dlaczego K. Kozłowski tak bronił i wybielał byłych esbeków? Pytanie to
pozostaje bez odpowiedzi. Czyżby aż tak miłe wrażenia odniósł z rozmów z
nimi, gdy jemu, właśnie jemu "z urzędu podlegały redakcyjne kontakty ze
Służbą Bezpieczeństwa" (por. J. Żakowski, Pół wieku pod włos, "Gazeta
Wyborcza", 26 maja 1995 r.).
Doprawdy niełatwo zrozumieć podjętą przez Kozłowskiego rozpaczliwą szarżę dla
ratowania Lesława Maleszki, przez lata agenta bezpieki, później jednego z
filarów antypatriotycznej i antykościelnej publicystyki "Gazety Wyborczej",
czasem zasilającego również "Tygodnik Powszechny". Ponad pół roku temu doszło
do iście groteskowego, acz wielce pouczającego wydarzenia. Jak wiadomo,
Maleszka został po latach zdemaskowany dzięki "naukowym" aspiracjom
prowadzącego go podoficera bezpieki. Zapragnął on napisać magisterkę, a w
pracy swej nazbyt szczegółowo opisał (choć bez nazwisk) osoby prowadzonych
przez niego w Krakowie konfidentów bezpieki. Opozycjoniści z dawnego ruchu
studenckiego bez trudu rozpoznali w jednym z tych agentów bezpieki,
opatrzonym ksywą "Ketman", swego byłego kolegę i przyjaciela Maleszkę,
redaktora "Gazety Wyborczej". Ponad dwudziestu członków byłej opozycji
studenckiej z Krakowa napisało w tej sprawie demaskatorski list
do "Rzeczpospolitej". Najbardziej chyba oburzyło ich to, że ich domniemany
przyjaciel L. Maleszka współpracował z bezpieką nawet po zamordowaniu przez
nią przyjaciela studenta Stanisława Pyjasa. I nagle, niespodziewanie, jak lew
zagrzmiał w obronie byłego agenta Krzysztof Kozłowski na łamach "Gazety
Krakowskiej". Demaskatorski list na temat agenta Maleszki określił
jako "donos" (!), akcentując przy tym, że w taki sposób można tylko
skrzywdzić niewinnego, nie mając dowodów jego winy. Kozłowski miał jednak
strasznego pecha ze swym wystąpieniem obrończym. Nie zsynchronizował go z
Maleszką. A ten właśnie akurat w dniu żałosnej publikacji obrończej
Kozłowskiego w "Gazecie Krakowskiej" przyznał się do całego swego szpiclostwa
na łamach "Rzeczpospolitej". I tak wyszła straszliwa, kompromitująca
siurpryza dla p. Kozłowskiego.
Warto przy okazji przypomnieć, że brat Krzysztofa Kozłowskiego - Maciej
Kozłowski, b. wiceminister spraw zagranicznych, a obecnie ambasador RP w
Izraelu, miał stanąć przed Sądem Lustracyjnym. (zob. Lustracja
ambasadora, "Życie", 23 grudnia 1999 r.). Sprawy nie doprowadzono jednak do
końca, bo nagle stwierdzono, że lustracja nie dotyczy już M. Kozłowskiego. W
momencie podniesienia zarzutów o "kłamstwo lustracyjne" nie był już bowiem
wiceministrem, a tylko ambasadorem w Izraelu. Ambasadorów zaś lustracja nie
dotyczy - tak to "ładnie" wymyślono!
Wśród szczególnych "zasług" Krzysztofa Kozłowskiego w czasie pełnienia przez
niego kierowniczej funkcji w MSW znalazło się m.in. wpuszczenie do archiwów
MSW dość szczególnej komisji Michnika w składzie: Andrzej Ajnenkiel, Jerzy
Holzer, Adam Michnik i Bogdan Kroll. Komisja ta przez parę miesięcy (od 12
kwietnia do 27 czerwca 1990 r.) działała na terenie MSW, mając dostęp do
najtajniejszych materiałów. Ze swego ponaddwumiesięcznego pobytu zostawiła
liczące zaledwie dwie strony sprawozdanie. Jak podkreślał M. Grocki w
książce "Konfidenci są wśród nas" (Warszawa, 1992 r.): korzystanie przez tę
komisję z dokumentów "odbywało się poza wszelkimi procedurami obowiązującymi
w MSW" (cyt. za listem otwartym prof. dr. hab. Stanisława Borkackiego, Czego
szukała tzw. komisja Michnika?, drukowanym w "Naszym Dzienniku" z 31 sierpnia
2000 r.). Nie wiemy dotąd, jakie były efekty "pracy" tak bezprawnie
wpuszczonej do MSW "komisji Michnika", kogo z polityków czy redaktorów uznała
ona za szczególnie zagrożonych ujawnieniem akt. Fakt, że Adam Michnik po
z
    • Gość: +++Ignorant Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.02, 23:23
      Wśród szczególnych "zasług" Krzysztofa Kozłowskiego w czasie pełnienia przez
      niego kierowniczej funkcji w MSW znalazło się m.in. wpuszczenie do archiwów MSW
      dość szczególnej komisji Michnika w składzie: Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer,
      Adam Michnik i Bogdan Kroll. Komisja ta przez parę miesięcy (od 12 kwietnia do
      27 czerwca 1990 r.) działała na terenie MSW, mając dostęp do najtajniejszych
      materiałów. Ze swego ponaddwumiesięcznego pobytu zostawiła liczące zaledwie
      dwie strony sprawozdanie. Jak podkreślał M. Grocki w książce "Konfidenci są
      wśród nas" (Warszawa, 1992 r.): korzystanie przez tę komisję z
      dokumentów "odbywało się poza wszelkimi procedurami obowiązującymi w MSW" (cyt.
      za listem otwartym prof. dr. hab. Stanisława Borkackiego, Czego szukała tzw.
      komisja Michnika?, drukowanym w "Naszym Dzienniku" z 31 sierpnia 2000 r.). Nie
      wiemy dotąd, jakie były efekty "pracy" tak bezprawnie wpuszczonej do
      MSW "komisji Michnika", kogo z polityków czy redaktorów uznała ona za
      szczególnie zagrożonych ujawnieniem akt. Fakt, że Adam Michnik po zapoznaniu
      się z aktami w MSW wpadł w jeszcze większą niż kiedykolwiek furię
      antylustracyjną.
      Warto przypomnieć, że red. Kozłowski, o tak "gołębim sercu", ogromnie angażował
      się w swoim czasie w poparcie, na szczęście odrzuconej, kandydatury arcyszpiega
      PRL Zacharskiego na stanowisko szefa wywiadu demokratycznej RP. 23 marca 1995
      roku red. Kozłowski z impetem rzucił się na łamach "Gazety Wyborczej" z
      poparciem dla kandydata lewicy Unii Wolności Jacka Kuronia na prezydenta RP.
      Już w tytule zadeklarował na temat Kuronia: "Kuroń ma chrześcijańską duszę".
      Szkoda tylko, że nie przytoczył konkretnych dowodów tej chrześcijańskości
      Kuronia. Czy chodziło o tak "chrześcijańskie" działania, jak niszczenie
      tradycyjnego chrześcijańskiego i patriotycznego harcerstwa na rzecz czerwonych
      leninowskich "walterowców"? Czy może o żądanie twardszego kursu wobec Kościoła
      w trockistowskim "Liście otwartym" Kuronia z 1965 roku? Czy o bezkrytyczne
      wychwalanie w 1985 roku filmu "Shoah" Lanzmanna, od którego antypolskich i
      antychrześcijańskich stwierdzeń odcięli się nawet liczni autorzy żydowscy,
      choćby znany naukowiec prof. Israel Shahak? Czy o udział Kuronia w
      nagonce "Gazety Wyborczej" na Prymasa Glempa w 1989 roku? Kuroń stanął wówczas
      całkowicie po stronie osławionego rabina A. Weissa, którego kilka lat później
      nawet Michnik nazwał awanturnikiem.

      "Grubokreskowicze" z "Tygodnika Powszechnego"
      Ogromna niechęć redakcji "Tygodnika Powszechnego" do lustracji cały czas szła w
      parze z ogromnie entuzjastycznym promowaniem, wręcz adorowaniem polityki grubej
      kreski wobec tak skompromitowanych ludzi starego komunistycznego reżimu. W tej
      sprawie "Obłudnik Powszechny" stał się głównym katolewicowym
      sojusznikiem "Gazety Wyborczej". Wiele osób przyjęło to z zaskoczeniem, nie
      zdając sobie sprawy, jak bardzo tego typu postawa była wprost zakodowana w
      poprzedniej historii "Tygodnika Powszechnego", w jego ciągłych wstydliwych
      kompromisach z władzą komunistyczną, często przekraczających wszelkie
      dopuszczalne bariery godności i dobrego smaku. Oto szczególnie wymowny przykład
      podobnych zachowań z początków 1953 roku.
      Ludzie z "Tygodnika Powszechnego" nagłaśniali jako dowód swego "heroizmu" to,
      że redakcja ta odmówiła zamieszczenia wysławiającego Stalina tekstu
      bezpośrednio po jego śmierci, co spowodowało zamknięcie redakcji i przejęcie
      jej przez PAX. Bardzo często osoby z "Tygodnika Powszechnego" i jego
      apologetyczni chwalcy przemilczają jednak inny fakt, nader kompromitujący dla
      redakcji. Otóż na krótko przed tą sprawą redakcja "Tygodnika Powszechnego"
      ogromnie skompromitowała się wydrukowaniem tekstu, który bardzo poderwał
      zaufanie do niej w środowisku czytelników. Po połknięciu tak obrzydliwej "żaby"
      redaktorzy "Tygodnika Powszechnego" obawiali się, że następna - panegiryk ku
      czci Stalina - załatwiłaby redakcję w oczach czytelników do końca.
      O co chodziło? Otóż o to, że 5 lutego 1953 roku redakcja "Tygodnika
      Powszechnego" zdecydowała się na opublikowanie niezwykle kompromitującego ją
      aprobującego tekstu dla sfabrykowanego procesu księży z Kurii krakowskiej. W
      komentarzu redakcyjnym stwierdzono m.in.: "W toku niedawnego procesu
      krakowskiego zostało ujawnione, że niektórzy duchowni diecezji krakowskiej
      brali udział w antypaństwowej działalności konspiracyjnej, a także
      współpracowali z wrogimi dla interesów Polski ośrodkami wywiadu amerykańskiego.
      Ujawniono też przestępstwa walutowe w kurii krakowskiej. Fakty te zmuszają do
      zasadniczego zajęcia stanowiska.
      Wymienione wyżej działania przestępcze, szkodliwe dla interesów państwa,
      wyrządziły też niezmierne szkody Kościołowi. Proces krakowski nie stanowi
      zresztą wyjątku. Zawsze, ilekroć ludzie reprezentujący w mniejszej lub większej
      mierze autorytet Kościoła dopuszczali się czynów sprzecznych z prawem karnym i
      interesem państwa, Kościół narażony był na wielkie straty. Społeczeństwo
      katolickie dążyć musi do kategorycznego wyeliminowania tego rodzaju
      niebezpieczeństw.
      Angażowanie się duchownych katolickich w antypaństwową działalność
      konspiracyjną jest następstwem szkodliwej i opacznej tendencji do prowadzenia
      walki z ustrojem. Tendencjom tym, prowadzącym do konsekwencji fatalnych dla
      narodu i Kościoła, należy się przeciwstawić z całą stanowczością".
      Publikując tego typu obrzydliwy komentarz redakcyjny, redakcja "Tygodnika
      Powszechnego" dobrze wiedziała, że proces kurii krakowskiej był całkowicie
      sfabrykowany (na sali rozpraw przebywał wysłannik "Tygodnika" ksiądz Andrzej
      Bardecki). Opublikowanie tego typu komentarza sprawiło, że wielu
      dotychczasowych czytelników odsunęło się od tygodnika. Jerzy Turowicz pisał w
      tekście "Porównania" z 2 stycznia 1994 roku, że jego redakcja pisała artykuły
      propeerelowskie "bez przyjemności, starając się nie kłamać i uważając to za
      cenę płaconą za ukazywanie się pisma, świadomi, że jest to z naszej strony
      kompromis, ale też znając dopuszczalne jego granice" [oba podkreślenia - J.R.N.]
      Niestety, Turowicz najwyraźniej kłamał w tym przypadku, bo jak widać choćby w
      przypadku komentarza "Tygodnika Powszechnego" do sfabrykowanego procesu Kurii
      redaktorzy kłamali na potęgę. Nawet jeden z głównych filarów "Tygodnika
      Powszechnego" Stanisław Stomma przyznał w 1991 roku w publikowanych wówczas
      wspomnieniach, że powyższy komentarz "Tygodnika Powszechnego" o procesie
      Kurii "brzmi horrendalnie". Jacek Żakowski z kolei w swej książce o "Tygodniku
      Powszechnym" pisał: "Czterdzieści kilka lat później żyjący członkowie ówczesnej
      redakcji uważają na ogół, że tekst w sprawie kurii jednak zatruł butelkę, a
      Józefa Hennelowa mówi wręcz, że jego ogłoszenie było największym błędem całego
      półwiecza" (J. Żakowski, Pół wieku pod włos, czyli życie codzienne "Tygodnika
      Powszechnego" w czasach heroicznych, Kraków 1990, s. 18).
      Redaktorzy "Tygodnika Powszechnego", podobnie jak w komentarzu na temat procesu
      Kurii, kłamali również w wielu innych przypadkach, znacząco "przekraczając
      granice dopuszczalnych kompromisów". Ileż to razy na łamach "Tygodnika
      Powszechnego" w latach 1945-53 można znaleźć przykłady wyraźnego oportunizmu w
      stosunku do władz komunistycznych (zwłaszcza w tekstach Turowicza i Stommy),
      popartego stylistyką piętnującą "dywersyjne sugestie", "postawy
      sabotażu", "hasła dywersyjne", "antypaństwową działalność obcych agentów"
      oraz "emigrantów wewnętrznych". Na przykład w artykule wstępnym "Tygodnika
      Powszechnego" z 21 września 1952 r. gromko atakowano "emigrantów wewnętrznych",
      którzy bojkotują rzeczywistość polską, obrażając się na historię. Opowiadając
      się za koncepcją PRL-owskiej służalczej przybudówki - Frontu Jedności
      Narodowej, autorzy "Tygodnika Powszechnego" twierdzili: "Gdy zaś chodzi o
      wybory, jest oczywiste, że dywersyjna propaganda wzywać będzie do bojkotu
      wyborów. Otóż polskie społeczeństwo wyk
      • Gość: +++Ignorant Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.02, 23:28
        "Gdy zaś chodzi o wybory, jest oczywiste, że dywersyjna propaganda wzywać
        będzie do bojkotu wyborów. Otóż polskie społeczeństwo wykazać powinno całkowitą
        obojętność wobec takich dywersyjnych sugestii".
        Ktoś powie, że pisano to wszystko w najcięższych czasach pod presją stalinizmu.
        Kto jednak zmuszał Turowicza do napisania tak skrajnie wiernopoddańczego wobec
        PRL artykułu "Na dwudziestolecie PRL" 26 lipca 1964 r., zaledwie kilka miesięcy
        po bezwzględnych represjach władz komunistycznych wobec sygnatariuszy listu 34
        intelektualistów w obronie wolności słowa?! Oto niektóre z fragmentów tego
        panegirycznego peanu Turowicza na cześć komunistycznej władzy: "W ciągu tych
        dwudziestu lat dokonane zostało ogromne dzieło odbudowy i rozbudowy życia
        polskiego (...) dorobek dwudziestolecia jest dziełem społeczeństwa polskiego i
        rządzącej nim władzy. (...) Bez tego zbiorowego wkładu pracy całego
        społeczeństwa nie byłoby osiągnięć, o których wyżej mowa, ale nie byłoby ich
        także bez planu, organizacji i kierownictwa. Organizatorem i kierownikiem tej
        pracy jest władza, emanacja rządzącej w Polsce od dwudziestu lat partii -
        Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To ta partia nawiązując do
        przedwojennej tradycji KPP i do konspiracyjnej tradycji - w czasie okupacji -
        PPR, stworzyła obecne ramy ustrojowe naszego państwa. (...) Dziś - w
        dwadzieścia lat po wojnie - nikt rozsądny nie myśli o obaleniu ustroju, można
        powiedzieć, że ogromna większość społeczeństwa - z przekonania, czy choćby
        tylko z realizmu politycznego - ustrój ten zaakceptowała".
        Najbardziej szokuje w tym tekście, że Turowicz, wysławiając rolę partii
        komunistycznej, eksponował tradycję jej poprzednika - partii zdrady narodowej
        KPP, a później PPR. Pominął zaś zupełnie rolę PPS-u, na którą tak chętnie
        powoływał się nawet krytyczny wobec tradycji KPP-owskich przywódca partii
        komunistycznej Władysław Gomułka. Czyżby PPS, partia Ciołkosza i Bujaka, była
        zbyt narodowa, ba! zbyt "nacjonalistyczna" dla Turowicza?!

        Jak Turowicz bronił cenzury
        Czołowi redaktorzy "Tygodnika Powszechnego" nawet w 1989 roku nie mogli się za
        nic wyzwolić z brzemienia dziesięcioleci oportunistycznych kompromisów
        najwyraźniej zakodowanych w ich umysłach na trwałe. Jakże znamienne pod tym
        względem było opowiedzenie się J. Turowicza przy Okrągłym Stole w 1989 roku za
        zachowaniem cenzury, gdyż "w obecnej sytuacji geopolitycznej cenzura jest złem
        koniecznym". Stanowisko J. Turowicza wywołało m.in. polemikę ze strony Ryszarda
        Legutko "Jak lew czyli w obronie cenzury" (krakowska "Arka" nr 25 z 1989 r.).
        Redaktor "Arki" nie mógł się nadziwić temu, że Turowicz przy inauguracji
        Okrągłego Stołu wystąpił za utrzymaniem cenzury, podczas gdy nawet szef OPZZ
        Alfred Miodowicz postulował jej zniesienie. 7 września 1989 roku w artykule
        wstępnym Turowicz akcentował, że Polska nadal jest i musi być członkiem Paktu
        Warszawskiego i RWPG. J. Turowicz wykorzystał ukształtowany w PRL-u
        obraz "Tygodnika Powszechnego" jako czasopisma "niezależnego" do
        przyspieszonego indoktrynowania czytelników tego tygodnika w duchu lewicowym w
        1989 roku, idąc na pełne współdziałanie z "Gazetą Wyborczą", Unią
        Demokratyczną, a następnie Unią Wolności. Na próżno rozpaczliwie protestował
        przeciwko temu wyraźnemu zamanifestowaniu lewicowości "Tygodnika Powszechnego"
        wiosną 1989 roku jego najznakomitszy i najpopularniejszy autor - Stefan
        Kisielewski. Wreszcie skrajnie oburzony lewicową tendencyjnością "Tygodnika
        Powszechnego" i cenzurowaniem swoich tekstów przez sekretarza "TP" Romana
        Graczyka (później jednego z redaktorów "Gazety Wyborczej") ostatecznie zerwał
        z "Tygodnikiem Powszechnym".
        prof. Jerzy Robert Nowak

        Kolejny odcinek ukaże się za tydzień.
        • Gość: . Epistoła matoła IP: *.acn.waw.pl 28.10.02, 21:39
          Podaj przynajmniej autora i źródło twoich rewelacji .
    • Gość: Lulu Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł IP: *.acn.waw.pl 28.10.02, 21:48
      Proponuję jeszcze zwrócic uwagę na postać innego agenta
      św.p. ks. Andrzeja Bardeckego, krecił się wokół ks. bpa Karola Wojtyły.
      W ogóle "Tygodnik Powszechny" to gniazdo szerszeni, gdybyż tak mozna
      było wyjawic o nim nieco prawdy...Ale na razie to absolutnie niemozliwe...
      • Gość: f Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 29.10.02, 15:53
        Gdyby nie byli to poprostu by nie mogli działać a tak pluli w twarz Prymasowi
        1000-lecia
        układajc się rządem PRL bez Jego wiedzy-dla interesów tych ostatnich!Vide
        próby zawarcia porozumienia rządu Z Watykanem z pominięciem Prymasa!
        Tam chyba umoczony był jeszcze inny pseodobohater pseudokatolicyzmu-niejaki
        Stomma...
        • bykk Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł 29.10.02, 18:15
          Gościu kropka,dlaczego wyzywasz Ignoranta od matołów?
          Autora masz podanego. Nie są to żadne "rewelacje",to po prostu fakty!
          Poszperaj w archiwach,to się dowiesz jak było jeśli nie pamiętasz.
          hej!
          • Gość: f Re: Jerzy Turowicz agent wpływu, a Krzysztof Kozł IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 29.10.02, 18:54
            Oraz największa wśród katoliczek niejaka Hennelowa zwoleniczka aborcji i
            eutanazji...To powinno odślepić jakie zło ta gazeta wyrządziła Kościołowi!
            Sam Papież musiał strofować Turowicza w 1996 roku.W opowiedzi ten.sw.pamięci
            redaktor
            z żydowskimi nacjonalistami zafundowali nam tzw problem czy w Aushvitz winien
            być postawiony Krzyż czy tylko obelisk nie obrazający zydow!
            Jakby zarazem pozbawiając zamordowanym chrześcijanom prawo do swego znaku wiary!
    • shanti Nowak- lecz się! Nick wybrałeś adekwatny ! 29.10.02, 19:00
      ale chyba juz za późno na leczenie ...? zresztą podobno obsesje trudno wyleczyć
      -
      • Gość: f Re: Nowak- lecz się! Nick wybrałeś adekwatny ! IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 29.10.02, 19:13
        Nick nie lubisz prawdy?Nigdy nie uwierzysz,że Twoja dziewczyna puszcza się?
        Wot ruski człowiek!Vide Moskwa!
        • maaax f = fanatyk ?to jakas epidemia ! 29.10.02, 19:16
          Gość portalu: f napisał(a):

          > Nick nie lubisz prawdy?Nigdy nie uwierzysz,że Twoja dziewczyna puszcza się?
          > Wot ruski człowiek!Vide Moskwa!
          a u tiebja wsie w doma? i wobszcze wsio charaszo? nikto nie zabalieł w familie?
      • Gość: f Re: Nowak- lecz się! Nick wybrałeś adekwatny ! IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 29.10.02, 19:15
        Shanti! nie lubisz prawdy?Nigdy nie uwierzysz,że Twoja dziewczyna puszcza się?
        Wot ruski człowiek!Vide Moskwa!
        • maaax Re: Nowak- lecz się! Nick wybrałeś adekwatny ! 29.10.02, 19:20
          Gość portalu: f napisał(a):

          > Shanti! nie lubisz prawdy?

          acha to ty jestes posiadaczem PRAWDY ??? no no a co jakies objawienie?
          archanioł Nowak z Protokołem Mędrców Syjonu w ręku ci się ukazał???
          A może Adolf H. z najnowszym nrem pisma "Der Stuermer" ????
          napisz, to ciekawe !

          Nigdy nie uwierzysz,że Twoja dziewczyna puszcza się?
          > Wot ruski człowiek!Vide Moskwa!
          vide to znaczy : zobacz- CO mam zobaczyć? Moskwę? i co dalej???
          to juz ci sie rzuca na język, chory chłopczyku??? ???
Pełna wersja