nie trzeba palić książek

09.01.06, 16:14
Prawie 50 lat temu Ray Bradbury pisał w futurystycznej fantazji "451 stopni
Fahrenheita" o groźnym państwie przyszłości, w którym władze wydały walkę
książkom, gazetom, wszelkim drukom, trzymając społeczeństwo pod kontrolą
ogłupiającej, centralnie sterowanej telewizji. Dziś prognoza Bradbury'ego
spełnia się, ale nie jako horror, ale żałosna groteska. Czytelnictwo książek
i prasy spada z roku na rok; tylko w okresie 1990-2000 liczba Amerykanów
czytających gazety zmniejszyła się z 52,6 procent do 37,5 procent. W młodszym
pokoleniu między 18. a 34. rokiem sytuacja jest jeszcze gorsza - zaledwie 19
proc. sięga do codziennej gazety.

Wbrew ponurym prognozom Bradbury'ego - nikt nikogo nie zmusza do rezygnacji z
druku; przeciwnie: zachęty i starania ze strony przemysłu wydawniczego, jak i
polityków, wymyślanie coraz to nowych sposobów na zwabienie zwłaszcza
młodzieży do sięgnięcia po książki czy gazety, nie przynoszą poprawy.

Zjawisko to jest już dość dobrze opisane. Ludzie przestają czytać, polegając
w coraz większym stopniu na mediach elektronicznych. Ich specyfiką jest nie
tylko szybkość informacji, a zarazem zwięzłość, bezpośredni dostęp i
połączenie tekstu z obrazem, z przewagą tego drugiego.

Natomiast brak zadowalającego wyjaśnienia tego zjawiska. Najczęstsze
powiedzenie, że w dobie telewizji i internetu ludzie w coraz większym stopniu
polegają na obrazie, unikając czytania, jako wymagającego większego wysiłku
intelektualnego, zabierającego więcej czasu, nie zadowala. Przeciwko temu
świadczy niewiarygodny wprost rozwój tzw. blogosfery; według obliczeń przez
technorati.com - powiększającej się o 70 tysięcy nowych stron internetowych
dziennie. A blogi to nic innego jak tekst.

Teorii wyłaniającego się obrazkowego społeczeństwa przeciwstawia się
koncepcję bezpośredniości, jako czynnika decydującego o spadku czytelnictwa
czasopism, choć nie brak i tu sprzeciwów. Odmienne przypuszczenia każą szukać
odpowiedzi w zwięzłości komunikatu elektronicznego. Jest on mniej wiarygodny,
sumaryczny, z pominięciem szczegółów rzucających światło na daną sprawę, ale
za to trafiający natychmiast do odbiorcy, któremu wystarczy jeden rzut oka na
obraz i ewentualnie towarzyszący tekst.

Jeszcze inni dowodzą, że sukces dziennikarstwa (i pisarstwa) amerykańskiego
stał się jego grobem. Wyspecjalizowane wydziały na uniwersytetach szkolą
rocznie tysiące specjalistów od pisania. Wszyscy są wysoko wykwalifikowani,
ale jednacy. Obowiązujące zasady spowodowały także uniformizację
produkowanych tekstów; rzekoma różnorodność oferty czytelniczej jest w USA
pozorna.

Na pewno splot wielu czynników przyczynia się do spadku czytelnictwa i wydaje
się to proces nieodwracalny, co nie znaczy, że ludzie przestaną czytać.

Quelle PDN-NYCK



    • ada08 E tam. 09.01.06, 19:46
      Za bardzo się przejmujesz (o ile się naprawdę przejmujesz)smile takimi
      artykulikami smile

      Ludzie dużo czytają książek, bardzo dużo. W Polsce też smile
      I mali i duzi, i starzy i młodzi. Dużo czytają. Takie mam spostrzeżenia smile

      Jeśli mi nie wierzysz to zajrzyj na fora, na których ludzie piszą o książkach.
      Choćby na tym portalu smile Dużo ludzie czytają, dużo książek jest czytanych,
      bardzo dużo smile

      A Ty, hugo_w2, co ostatnio ciekawego czytasz /czytałeś/? smile
      No, nie bądź taki chytry , podziel się smile
      a.

      • alfalfa Re: ja się chętnie podzielę 09.01.06, 20:17
        dostałem pod choinkę trzy książki, rodzina wie co lubięsmile Aktualnie jestem w
        połowie "Gułag" A. Applebaum (żona Radka Sikorskiego się okazało, ministra
        aktualnie). Przedtem połknąłem w kilka dni "Dług honorowy" Ross S. Fenn Robert
        F. Karolevitz. Jeszcze jedna jest pozycja ale to jakieś wierszesmile)
        A.
    • hugo_w2 Re: nie trzeba palić książek 09.01.06, 19:59
      czytam nieustannie "Mein Kampf" , małego księcia -saint'd'exupery..
      albanskiego Hodżę( zawsze coś z alban-ambasady ciekawego dostawalem..) lubili
      mnie , ilez to skanderberga sie tam nachlałem...wartownik , gdy mnie widziął
      wychodzącego, odwracał sie...subtelniak...albo wiedział , żem oficer...
      a i gorbaczowa "perestrojka"w jęż. niem...qrwa , lubię tego faceta...
      I love Russia and Putin...
      • alfalfa Re: zanotować... 09.01.06, 21:17
        hugo_w2=abprall

        A może abprallu_hugo to nie koniec równania, masz jakiś pomysł lub uzupełnienie?
        wink)
        A,



        ps. a może to tylko ja nie wiedziałem, hmmm...
        • abprall Re: zanotować... 09.01.06, 23:02
          mam !...powiem ci kiedyś, to niezwykła intel-przygoda...
          stałem wtedy na rugii...a nasz prom heveliusz tonął..qrwa w hotelu płakałem...
          który to był rok , trzeba by recepcjonistkę zapytać ..byłem chyba wtedy
          zabukowany w "Haus der Hochseefischer"..."...qrwa, ,dziwczynę wtedy miałem,
          niemkę..wspaniała..córka lekarza...ona też zresztą..mieszkałem u niej , póżniej
          mieszkałem u niej bo wysokiej rangi mar.woj.ddr-ficer mieszkał na tym samym
          piętrze..
          i miałem zadanie...lubił mnie, nigdy mu krzywdy nie wyrządziłem...
          czuł , że jet inwigilowany...ja go nie wyprowadzałem z błędu...przystojny jak
          gregory peck..
          och, czy on jeszcze zyję ? chetnie bym sobie z nim pogadał..IPN to gowno...
        • ada08 Re: zanotować... 10.01.06, 07:40
          alfalfa napisał:

          > hugo_w2=abprall
          >

          O matko!!! Wszędobylski abprall!!! smile))
          Nie wiedziałam, że ten hugo to też abprallsmile))

          A jak się sprytnie schował za tym tekstem, który może nawet sam
          przetłumaczył smile

          "Gułag" też u mnie stoi na półce, Alfo. Przeczytany smile
          Pozdr.
          a.
Pełna wersja