Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
05.11.02, 05:49
Negocjacje w sprawie tego, by nasi rolnicy nie stracili jeszcze więcej niż
obecnie na tzw. integracji z Unią Europejską, by w wyniku spełniania w Polsce
jej "standardów" opóźnić podwyżki cen żywności i mieszkań, i by w ogóle nie
dopłacać do takiego członkostwa - tak można najkrócej streścić przebieg
wczorajszych rozmów w Brukseli przedstawiciela naszego kraju i UE. Być może
dlatego po ich zakończeniu Jan Truszczyński - główny negocjator rządu Leszka
Millera, nie chciał ujawnić szczegółów tych negocjacji.
Wczorajsze rozmowy były pierwszymi z serii negocjacji, które jako
nieformalne "targi" mają zakończyć się w tym roku uzgodnieniem ostatecznych
warunków członkostwa m.in. naszego kraju w UE. Celem wczorajszego spotkania
było podsumowanie i "doprecyzowanie" niezamkniętych obszarów w rozmowach
negocjacyjnych: rolnictwa, finansów i budżetu, polityki konkurencji, podatków
i środowiska. Używając bełkotliwej frazeologii unijnej, Truszczyński
tłumaczył dziennikarzom, że konieczne jest teraz "zdefiniowanie marginesu
swobody negocjacyjnej", jaki zostaje do końca rokowań. W gruncie rzeczy
chodzi o to, że rządowi Leszka Millera pozostało zaledwie kilka tygodni na
przyjęcie propozycji UE.
Po wczorajszych rozmowach widać, że coraz bardziej prawdopodobny staje się
scenariusz, że już w pierwszych latach ewentualnego członkostwa Polska będzie
wpłacać do budżetu UE więcej, niż ma szansę z niego otrzymać, czyli że będzie
płatnikiem netto.
Po wczorajszych negocjacjach Truszczyński nie chciał ujawnić ich wyników.
Odnosząc się do negocjacji w dziale Rolnictwo, ograniczył się tylko do
stwierdzenia, że przedstawiciele Unii dobrze rozumieją, iż dochody i
konkurencyjność polskich rolników nie mogą ucierpieć w wyniku wejścia do Unii.
Dotychczas Bruksela zaoferowała polskim rolnikom 25 proc. dopłat
bezpośrednich. Komisja Europejska wychodzi bowiem z założenia, że nawet
dyskryminujące, niższe dopłaty i tak nominalnie podwyższą ich dochody.
"Dorzucą" kilka procent?
Wypowiedź negocjatora rządu Millera może oznaczać, że Warszawa stara się
uzyskać warunki, o których po niedawnym szczycie UE w Brukseli przebąkiwało
kilku unijnych dyplomatów. Chodzi mianowicie o możliwość podniesienia
wysokości dopłat do ok. 30 procent oraz skrócenia okresu dochodzenia do
pełnej ich wysokości z 10 do ok. 5 lat. W zeszłym miesiącu rząd postanowił
zmodyfikować stanowisko w obszarze Rolnictwo, jednak nowa wersja dokumentu
nie została ujawniona opinii publicznej, nawet polskim parlamentarzystom.
Prawdopodobnie tylko nieznacznie zostaną zwiększone tzw. kwoty produkcyjne
dla rolników, bowiem Unia upiera się przy wielkościach produkcji z początku
lat 90. Według głównego polskiego negocjatora, jest tu pole manewru, ale w
określonych "ramach".
Negocjujemy opóźnienie podwyżek cen żywności...
Jak powiedział Truszczyński, będą potrzebne dodatkowe negocjacje, by opóźnić
wprowadzenie w Polsce wyższych, unijnych stawek podatku VAT na środki do
produkcji rolnej - maszyny i pojazdy rolnicze oraz niektóre usługi dla
rolnictwa i niektóre artykuły rolne. Niedawno rząd zdecydował się wnioskować
o okresy przejściowe przy wprowadzaniu tych stawek, które oznaczają wzrost
kosztów produkcji dla rolników, a podwyżki cen żywności dla konsumentów po
ewentualnym wejściu Polski do Unii.
Warszawa negocjuje również z Brukselą, by około 200 mleczarni mogło przez
krótki okres po wejściu do Unii skupować jednocześnie mleko spełniające
unijne normy i mleko niższych klas, według unijnych standardów. Główny
negocjator wierzy, że po kolejnych "modyfikacjach" uda się uzyskać zgodę Unii
na niezamykanie od razu wszystkich mleczarni niespełniających unijnych norm.
...mieszkań...
Według Truszczyńskiego jest szansa, że Unia zgodzi się na polski postulat
dotyczący okresu przejściowego na wprowadzenie wyższej, unijnej stawki
podatku VAT w budownictwie mieszkaniowym. Negocjator nie podał jednak
szczegółów ewentualnych uzgodnień.
Zdaniem polskiego negocjatora, jest szansa, że "w sposób sensowny" zamkniemy
rozdział Polityka konkurencji na najbliższej sesji 18 listopada. Do
najbardziej spornych punktów należą tu: traktowanie inwestorów w Specjalnych
Strefach Ekonomicznych oraz tzw. restrukturyzacja sektora hutniczego.
Mimo że rozdział negocjacyjny Och rona środowiska Polska już zamknęła, będzie
go musiała znów otworzyć. Wszystko z powodu nowej unijnej dyrektywy,
zaostrzającej wymogi w zakresie emisji spalin i pyłów, które dotkną w
praktyce sektor energetyczny. Zdaniem głównego negocjatora, Polska potrzebuje
tu długiego okresu przejściowego, a szczegółowy wniosek w tej sprawie ma
trafić do Brukseli jeszcze w tym tygodniu. Nasz kraj ma również wkrótce
poinformować UE, jak wypełnia swoje zobowiązania dotyczące ochrony
środowiska, zadeklarowane w zeszłym roku.
... i byśmy do UE nie dopłacali
W obliczu obawy przed sytuacją, że Polska wpłaci więcej do budżetu UE, niż z
niego otrzyma już w pierwszym roku ewentualnego członkostwa rząd chciałby
wprowadzenia systemu stopniowego wzrostu płatności do budżetu UE. Jednak
Bruksela konsekwentnie żąda pełnej składki członkowskiej od Polski.
W tej sprawie uzgodniono pilne konsultacje w bieżącym tygodniu,
dotyczące "doprecyzowania i udoskonalenia metodologii transferów w dwie
strony", tak aby je "urealnić" - jak się eufemistycznie wypowiedział
Truszczyński. Chodzi o to, że o ile Polska składka do budżetu Unii zostanie w
100 procentach wyegzekwowana, o tyle unijne fundusze mogą pozostać wyłącznie
na papierze. Nie do końca wiadomo, ile dokładnie będziemy płacić Brukseli.
Szacunkowe obliczenia wskazują, że będzie to co najmniej 2,4 mld euro w
pierwszym roku członkostwa. Kolejne spotkanie konsultacyjne przewidziano na
przyszły tydzień.
Piotr Wesołowski, Bruksela