Gość: Sid
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
08.10.01, 16:47
Wprawdzie od ataku na WTC minęło już sporo czasu ale trudno mi oprzeć się
refleksji że od tamtego czasu obserwujemy w Polsce "festiwal płaczek". Tym
czasem mi zbiera się raczej na dosadny komentarz gdy widzę kobiety szlochające
pod konsulatem amerykańskim w Krakowie. Przed kim udajemy i po co? Oczywiście,
miała miejsca tragedia ale właśnie przez szacunek dla ofiar nie powinniśmy
robić z tego szopki. Przecież dla nas -nieAmerykanów, to był zwyczajny obrazek
o ładunku emocjonalnym niewiele większym od dobrego filmu katastroficznego.
Leciał samolot i walną -takie rzeczy dobrze wyglądają w telewizji. Krótko
mówiąc przybył nowy temat rozmów - i to wszystko. Naprawdę wątpię żeby Polacy
partycypowali w cierpieniu ofiar zamachu, zresztą byłoby to co najmniej
dziwne... Skąd więc łzy w Krakowie i Warszawie? Czy to medialna psychoza
współczucia czy zwyczajna obłuda? Czy kobieta która płakała przed konsulatem w
Krakowie, a którą za pośrednictwem TV mogła oglądać cała polska, płakała też w
zeszłym roku, gdy powódź w Chinach zabrała ponad 100 000 istnień ludzkich?
Chyba nie, bo zakładając, że ilość wylanych łez jest proporcjonalna do
opłakiwanej krzywdy, dawna stolica Polski również znalazła by się pod wodą.
Tymczasem festiwal trwa... Jakie imprezy odwołać,a jakie zorganizować, jak nie
zapomnieć na namaszczonym tonie, ile wstążeczek przypiąć do marynarki?