hans2
22.11.02, 18:29
_nie_mowilem_"arabscy_studenci_to_TERORYSCI_____!
Autor: wojo!!!!
Czytajcie to wyznanie "arabskiego studenta" w demoludach jego
przyznanie sie do teroryzmu .
Zaden z tak zwanych "studentow" arabskich nie byl studentem ,ba
zapewne nie mial matury i zajmowal sie teroryzmem.
Te niedobitki i ich rodziny sa w demoludach ,Polsce i czesc z
nich nie porzucila dawnego zajecia .
Stad te palestynskie ,terorystyczne ,popierajace Irak chasla i
rozruby na demonstracjach i w internecie.
Pieniazki nadal naplywaja viri-Wroclaw ,Vist ?
Uczył mnie Abu Nidal
Z Tarekiem Alssaidem, byłym terrorystą palestyńskim rozmawia Marcin
Szymaniak.
Jak to się stało, że został Pan terrorystą?
Za komunistów prasa polska inaczej nas nazywała: bojownicy, partyzanci... Od
razu na wstępie rozmowy chcę przekazać moim dawnym kolegom słowa
wytłumaczenia: niech nie biorą tego, co mówię, za zdradę. Uznałem, że
nadszedł czas, by ujawnić, jak naprawdę było. Ale dobrze, przejdźmy do
pytania. Pochodzę z rodziny uchodźców palestyńskich w Libanie. Na początku
lat 80., jako 18-letni chłopak, wstąpiłem do organizacji Fatah, której
przywódcą był Abu Musa. Walczyliśmy o wyzwolenie Palestyny spod okupacji
Izraela.
Dlaczego nie byliście w OWP Jasera Arafata?
Abu Musa najpierw był w OWP, ale w 1983 r. wystąpił i stworzył własną grupę.
My uznawaliśmy, że Arafat jest za miękki w stosunku do Żydów.
Podobnie uważał też najsłynniejszy palestyński terrorysta Abu Nidal...
Jego grupa, Fatah-Rada Rewolucyjna, była jeszcze bardziej radykalna od nas.
Był przeciw jakimkolwiek rozmowom z Izraelem, chciał tylko zamachów. Nasze
organizacje współpracowały ze sobą, ale nie doszło do ich połączenia .
Jak wyglądała współpraca?
Wspólnie organizowaliśmy np. próby balonów bojowych w północnym Libanie. To
był taki pomysł wietnamski. Do balonu długości ok. 15 metrów przymocowuje
się mechanizm z pociskiem rakietowym. Balon zostaje skierowany nad
terytorium wroga i gdy jest nad celem odpala się rakietę za pomocą sygnału
radiowego. Chcieliśmy wykorzystać to do ataku na miasta izraelskie. Nad
próbami pracowaliśmy dniami i nocami, ja byłem w ochronie przedsięwzięcia.
Finansował to przywódca Libii, pułkownik Kadafi, dał pół miliona dolarów. To
był supertajny projekt, mało kto o nim słyszał.
Do użycia tej broni jednak nie doszło?
Nie. W 1986 r. Amerykanie dokonali nalotów na Libię i wtedy Kadafi wycofał
się z finansowania. Próby trzeba było przerwać.
Co jeszcze robiliście razem z Nidalem?
Byliśmy razem na szkoleniu w Libii: 21 ludzi od nas i 32 od niego. Obóz
trwał w sumie rok, ale z przerwami. Właśnie podczas przerwy ochraniałem
próby z balonami. W Libii oprócz nas byli też bojownicy z Frontu Moro na
Filipinach, Irlandczycy z IRA, ludzie z Ghany. Ćwiczyliśmy sporo nurkowania,
bo były plany, żeby podpływać pod statki izraelskie i podkładać im bomby.
Uczyli nas też pilotażu samolotu.
Czy na obozie wszyscy ćwiczyli razem?
Grupy z każdego kraju ćwiczyły osobno, a więc my i Fatah-Rada Rewolucyjna
byliśmy w jednej grupie. Kontakty z nimi były jednak trudne, oni byli bardzo
zamknięci, wcale nie szukali rozmowy. Zresztą bardzo się od nas różnili,
było po nich widać, że Nidal ma straszne pieniądze. Wszyscy przyjechali w
identycznych, luksusowych garniturach i butach. Mieli też takie same dresy i
adidasy. Zaraz na początku zaczęli narzekać, że jedzenie jest niedobre. W
Libii je się głównie taki rodzaj makaronu, przyprawiony na ostro; my w
Palestynie tego nie lubimy. Nidal załatwił im więc codzienne transporty
żywności samolotem z Damaszku. Nasza organizacja była biedna i my nie
mogliśmy marudzić. Cały czas jedliśmy więc ten makaron.
Kiedy po raz pierwszy rozmawiał Pan z liderem Fatah-Rada Rewolucyjna?
Byłem w ścisłej ochronie Abu Musy, więc widywałem Abu Nidala podczas jego
spotkań z moim przywódcą. Trzeba podkreślić, że często organizowano jakieś
spotkania, przedstawiając kogoś jako Nidala, a tymczasem to wcale nie był
on. Było to możliwe, bo prawie nikt nie wiedział, jak on rzeczywiście
wygląda, w ogóle nie było jego zdjęć. Abu Musa znał go jednak bardzo dobrze
i zawsze wiedział, z kim rozmawia. Ja po raz pierwszy rozmawiałem z Nidalem
podczas tego obozu w Libii. On był tam naszym wykładowcą.
A skąd Pan wiedział, że to naprawdę Nidal?
Abu Musa mi powiedział.
Jak Nidal zachowywał się w czasie wykładów?
On był skrajnie podejrzliwy i to było widać. Papierosy przynosił w takim
specjalnym skórzanym futerale, żeby nikt nie wiedział, jakie pali. Obawiał
się, że coś mogliby mu tam włożyć. W czasie wykładów Libijczycy przynosili
mu kawę i wodę, ale chociaż było gorąco, nigdy nie wypił nawet łyka.
Podobały się Panu wykłady?
Nie bardzo. On nic nie mówił o Palestynie, tylko o sytuacji strategicznej na
świecie. Mówił o USA i Związku Radzieckim, o KGB, CIA, o Watykanie. Bardzo
krytykował Watykan. Właściwie z tego, co mówił, wynikało, że papież działa
na polecenie Izraela i Mossadu. Mnie się to wszystko raczej nie podobało. W
pewnym momencie poprosiłem o głos i powiedziałem otwarcie, że nie interesuje
mnie sytuacja światowa, tylko mój kraj - Palestyna.
Jak zareagował?
Zdenerwował się. On był wielkim bojownikiem, najbardziej poszukiwanym na
świecie, a ja miałem 22 lata i wyglądałem na jeszcze młodszego. Powiedział
mi: Jesteś młody i nic nie rozumiesz. Żeby pojąć to, co się dzieje w
Palestynie, musicie poznać sytuację na świecie. A ja na to: Nie walczę z
całym światem, tylko z okupacją izraelską w Palestynie! On wtedy popatrzył
mi w oczy i powiedział: To właśnie świat wspiera Izrael. Bez jego poparcia
nie byłoby okupacji. Pamiętaj o tym.
Niektórzy twierdzą, że Abu Nidal w rzeczywistości pracował dla Izraela.
Według tej teorii, Izraelowi były na rękę jego krwawe zamachy na całym
świecie, bo kompromitowały w oczach opinii publicznej walkę Palestyńczyków o
niepodległość. Co Pan sądzi o tej opinii?
Nie mówię ani tak, ani nie. Takiej możliwości nie da się wykluczyć. Fatah-RR
była jak mafia, nawet ludzie Nidala mało o nim wiedzieli. Jednego dnia
wydawało się, że ktoś z jego grupy jest poza podejrzeniem, a następnego dnia
znajdowali go martwego. Fatah-Rada Rewolucyjna ogłaszała, że musiał zginąć,
bo wykryto, że pracował dla Mossadu. Zresztą to było widać po jego ludziach:
ciągle byli jak gdyby spięci, podenerwowani. Nidal miał też niesłychanie
wielkie pieniądze i nie do końca wiadomo, skąd je brał. Ale czy na pewno
pracował dla Izraela? - tego nie da się stwierdzić.
A co o Nidalu mówił Panu prywatnie Abu Musa?
Pamiętam ostatnie rozmowy między naszymi organizacjami. Musa był zły,
złorzeczył Abu Nidalowi. Powiedział mi, że to mafijna struktura, która nie
wiadomo od kogo bierze wielkie pieniądze.
Czy po zakończeniu szkolenia w Libii miał Pan jeszcze kontakty z Nidalem?
Nie, w 1986 roku wróciłem do Libanu, gdzie ochraniałem obozy uchodźców przed
atakami izraelskimi. Wtedy też zacząłem się nad tym wszystkim głębiej
zastanawiać. Naser Madżdalawi, kolega z mojego oddziału, pojechał właśnie do
Hiszpanii, gdzie miał wysadzić samolot EL-AL, izraelskich linii lotniczych.
Dobrze znał hiszpański, bo ćwiczył się wcześniej w obozie na Kubie. W
Hiszpanii Naser znalazł jakiegoś miejscowego bandytę i zapłacił mu za
przemycenie narkotyków do Tel Awiwu. Do torby nie włożył mu oczywiście
heroiny, tylko ładunek wybuchowy. Ale odlot się opóźnił i bomba wybuchła już
na lotnisku. Nasera złapali i wsadzili do więzienia na 40 lat. Zacząłem o
tym wszystkim myśleć i zadawać sobie pytanie: Czy jest sens uganiać się za
Żydami po całej Europie, skoro tylu ich mamy pod nosem? I czy jest sens
dokonywać zamachów, które nas kompromitują w oczach świata?
I co? Postanowił Pan zerwać z organizacją?
Na razie nie, ale chciałem się od tego wszystkiego oderwać. Miałem
świadomość, że za dużo wiem i mogę przez to stracić życie. Zacząłem więc się
starać o