hugo_w2
25.02.06, 09:57
Dobiegają końca igrzyska olimpijskie w Turynie.
Dosłownie w ostatniej chwili Polacy doczekali się brązowego medalu Justyny
Kowalczyk w biegu narciarskim na 30 kilometrów. Brąz Kowalczyk jest jednak
tylko kwiatkiem do siermiężnego kożucha, jakim jest stan polskiego sportu
zimowego.
W Turynie kilkakrotnie lepszym dorobkiem medalowym od biało-czerwonych może
się poszczycić niespełna dwumilionowa Estonia. W tabeli wyprzedziły Polskę
takie zimowe "potęgi", jak Holandia czy Australia.
Siedem medali Polaków w historii zimowych igrzysk to wynik więcej niż
skromny.
Brak pomysłu i pieniędzy na szkolenie talentów poza głównym sezonem.
Nasza czwórka bobslejowa, aby wystartować w Turynie, musiała pożyczyć boba od
reprezentacji Rosji - to chyba jeden z najbardziej dobitnych przykładów
rzeczywistego stanu zimowych dyscyplin.
Jeśli nie dojdzie do poważniejszych zmian w systemie selekcji i szkolenia,
historia powtórzy się za cztery lata. Zmienią się tylko nazwiska.