abprall
11.03.06, 16:45
miałem w ręku i taki raport :
o godz ...., przyjechałem do miasta X , zabukowany byłem w hotelu Y,
zameldowałem się w nim i po wprowadzeniu kolacji udałem się na spoczynek...
następnego dnia rano o 9.15 na parking hotelowy wjechał „mercedes”
nr.rej.....i wysiadło z nego dwuch panów...zjechałem windą na parter do
restauracji...wymienilismy formuły grzecznosciowe po czym prowadzilismy
rozmowę , treści :......,
na pożegnanie wręczyłem każdemu po jednym naszyjniku bursztynowym
(z sekretariatu pobrałem 3) , trzeci po powrocie do kraju zwróciłem w
sekretariacie ( vide pokw.sekretarki),
ci panowie wykazywali wielkie zainteresowanie naszym krajem , ale byłem
czujny i rozmowę prowadziłem kontrolowanie....wszelkie próby zwerbowania mnie
do współpracy odpierałem w dystyngowany sposób, czym nie wykluczam , że nie
pozbawiałem ich nadzieji.....
-----------------------
więcej jego raportów nie czytałem , zbiegł do heimatlandu...widziałem go
jeszcze pozniej kilka razy przypadkowo , ale zestarzał się i sympton
parkinsona nim targał...
fajny , fellow...ale qrwa , nie nadawał się do współpracy...choć gdyby go
przydusić z punktu by podpisał...miał sraja i zasadę : zawsze służyć
silniejszemu.....
potem znerwicowany pytał jeszcze swoich kolegów, czy on taki patriota może
być rejestrowany w IPN...?
na liscie wildsteina go nie było , ale kolegi go w kartotekach
mieli...qrwa , chyba się nachlam....
a bursztyn powinien raczej podarowac niejakiemu jankowerowi...
lejdys end dżentelmen , zezłomujcie instytut bo qrwa toż to zawracanie dupy
(w słowniku zob.dupy zawracanie )...
dubi,dubi,duuuu
------------------