=kapral=
05.12.02, 22:33
Co tam Matka Teresa z Kalkuty. Co tam fakt, że ci jej podopieczni, gdyby zdychali jak zwierzęta na śmietniskach i w rynsztokach Kalkuty, nie budziliby żadnego zainteresowania - ludziom w ich sytuacji nikt nie podaje żadnych leków, nie mówiąc o środkach przeciwbólowych.
Tak, jest źle, bo ktoś coś zrobił, gdzieś podał komuś rękę, powiedział dobre słowo.
Pytanie - czy z krytyki skierowanej w stronę Matki Teresy i sposobu, w jaki prowadziła finanse swoich hospicjow, coś wynika?
Wiem co nieco o tym. I jestem przekonany, że ta krytyka (w wielu aspektach uzasadniona - tak, fundacja Matki Teresy nie w pełni radziła sobie z zawiłosciami nowoczesnych metod prowadzenia księgowości i sprawozdawczosci finansowej) w niczym nie polepszy sytuacji niedotykalnych nędzarzy Kalkuty i innych miast indyjskich. Natomiast ułatwi usunięcie chrześcijan z jeszcze jednego pola działalnosci charytatywnej w Indiach. Fundusze rządowe i zagraniczne pójdą w stronę indyjskich organizacji charytatywnych, które jak dotychczas nie wykazały się żadnymi osiągnięciami na miarę Matki Teresy. I - zważywszy nastawienie wyznawców hinduizmu do niedotykalnych - jest raczej mała szansa, że osiągną. Ale dzięki nieskazitelnie prowadzonej ksiegowości w Kalkucie wyrośnie paręnaście czy parędziesiąt nowych eleganckich rezydencji.
Ale, co tam Matka Teresa z Kalkuty.
Jest tylu jeszcze ludzi, którzy coś starali się zrobić. Nadają się doskonale żeby ich zgnoić, sprowadzić do parteru, pokazać, że to zwykłe szuje, -