Gość: xxx
IP: *.calixo.net
16.10.01, 17:22
Zapętlone życie
W ciągu minionych 3 lat liczba samobójstw w Małopolsce wzrosła o prawie 200
procent
Socjologowie sygnalizowali, że liczba zamachów samobójczych będzie rosnąć.
Żaden z nich jednak nie przewidział, że statystyka w tej dziedzinie będzie tak
przerażająca. Fot. Anna Kaczmarz
(INF. WŁ.) Anna wpadła w depresję pod
koniec ubiegłego roku. W tym czasie zamknięto szwalnię, w której pracowała.
Wstydziła się prosić kogokolwiek o pomoc. Przedstawicielki opieki społecznej
nie wpuściła za próg. "Poradzę sobie sama" - burknęła niegrzecznie, zamykając
kobiecie drzwi przed nosem. Nie miała pieniędzy na czynsz, gaz i światło. Jej
dzieci już kolejny dzień jadły tylko chleb ze smalcem. Mąż dzień po dniu wracał
do domu pijany. Dwa tygodnie temu Anna wypiła pół szklanki rozpuszczalnika.
Straciła przytomność. Uratowała ją sąsiadka, która usłyszała łoskot upadającego
ciała; lokatorzy wspólnie wyważyli drzwi. Gdyby nie ten szczęśliwy traf, Anna
powiększyłaby tegoroczną, i tak już przerażającą, statystykę samobójczych
śmierci w Małopolsce.
- Od kilku lat obserwujemy w regionie wzrost liczby zamachów na własne
życie; co roku mniej więcej o 100 przypadków - mówi Katarzyna Cisło z biura
rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
- W 1999 roku było ich 221, z czego 207 zakończyło się zgonem. W ubiegłym
roku liczba zamachów samobójczych zwiększyła się do 384 przypadków, zaś w ciągu
trzech kwartałów tego roku odnotowaliśmy już 433 usiłowania odebrania sobie
życia; 378 osób zrobiło to skutecznie - dodaje Katarzyna Cisło.
Śmierć zadają sobie najczęściej mężczyźni z wykształceniem zawodowym, będący
pracownikami fizycznymi lub rolnikami. Największą grupę samobójców stanowią
osoby pomiędzy 30. a 50. rokiem życia oraz te, które mają więcej niż 20, ale
nie ukończyły
30 lat. Najczęstsze powody samobójstw to: nieporozumienia rodzinne, kłopoty
ekonomiczne, i - coraz częściej - nagła utrata pracy.
Najwięcej zamachów samobójczych na terenie Małopolski odnotowano w Krakowie
(od początku roku było już 41 takich przypadków - dwa razy więcej niż w
podobnym okresie ubiegłego roku), w Tarnowie (19), Zakopanem (10), Proszowicach
(11) i w Wieliczce (9).
Dzielnica samobójców
W Krakowie prawdziwą dzielnicą samobójców jest Łobzów. W tym roku już
ośmioro tamtejszych mieszkańców odebrało sobie życie - cztery razy więcej niż w
latach ubiegłych.
- Trudno mi wyjaśnić przyczyny tego zjawiska. To zadanie dla socjologów -
mówi Mirosław Skwarło, komendant Komisariatu Policji Kraków Łobzów. W jego
opinii, w tej dzielnicy nie ma jakichś szczególnych enklaw biedy, która mogłaby
prowadzić do zamachów samobójczych.
- Nie tylko bieda może pchnąć człowieka do samobójstwa - mówi dr Andrzej
Kostrzewski, psycholog mający swój gabinet na terenie Łobzowa. - Przyczyną
targnięcia się na swoje życie może być dysonans między rozbudzonymi potrzebami
i aspiracjami a możliwościami ich zaspokojenia. Zwykły zjadacz chleba spotyka
się coraz częściej z kultem bogactwa, posiadania. Środki masowego przekazu,
popularne seriale telewizyjne pokazują dolce vita bogaczy. Agresywne reklamy
przekonują ludzi, także tych, którym pieniędzy ledwie starcza na bardzo skromną
egzystencję, że "porsche - to twój styl życia". U rodziców, których nie stać
na "lalkę Barbie kochaną przez wszystkie dzieci na świecie", rodzi się poczucie
winy, wzmaga się frustracja. Ci, którzy nie umieją sobie z tym poradzić, gdy
dodatkowo natrafią na poważne trudności życiowe, zakładają pętlę na szyję.
Potencjalny samobójca, w opinii dr. Kostrzewskiego, nie wierzy w
przezwyciężenie trudności, nie widzi innej, poza ucieczką od życia, możliwości
rozwiązania swoich problemów. Całą jego świadomość wypełnia wyłącznie myśl o
nieszczęściu. Psycholog mówi o takim człowieku, że ma poczucie winy,
osamotnienia, że nisko ocenia samego siebie, odgrywając rolę nieudacznika.
Często zanim zdecyduje się na krok ostateczny, sygnalizuje swoje zamiary.
Dr Kostrzewski daje przykład staruszki z jego dzielnicy, która zanim
powiesiła się na klamce drzwi balkonowych, uprzedziła listownie syna,
że "szykuje mu niespodziankę". - Z listu, który zostawiła, wynikało, iż
przyczyną samobójstwa było to, że kobieta nie otrzymała rewaloryzacji renty w
takiej wysokości, w jakiej się tego spodziewała - mówi psycholog. - Po śmierci
staruszki okazało się, iż symboliczna wręcz kwota figurująca na odcinku renty
była błędem któregoś z urzędników.
Pani B. z ulicy Kazimierza Wielkiego poczuła w nocy gaz. Wybiegła do kuchni.
Waliła w zamknięte drzwi tak długo, aż wyleciała szyba. - Zobaczyłam go nad
piekarnikiem. Zakleił plastrem otwór wentylacyjny. Był już nieprzytomny -
opowiada. - Nigdy sobie nie wybaczę, że dzień wcześniej zrobiłam mężowi
awanturę, wyzywając go od leni i ciamajdów. Od sześciu miesięcy nie mógł
znaleźć żadnego zajęcia. Nie wiedziałam, że jest aż tak wrażliwy.
Coraz więcej tragedii
Liczba samobójstw z roku na rok jest coraz większa. W 1995 r. policja w
całym kraju odnotowała 4327 przypadków zamachów samobójczych. W następnym roku
ta liczba zwiększyła się do ponad 5 tysięcy. W ubiegłym roku prawie 5700
Polaków targnęło się na własne życie. Z tej grupy 4520 osób zrobiło to
skutecznie.
W ostatnich latach wyraźnie zwiększyła się liczba samobójstw popełnianych w
małych miastach i na wsi. Spośród prawie 6 tysięcy ubiegłorocznych samobójców
prawie 4 tysiące to mieszkańcy tych właśnie terenów. Jak tłumaczą specjaliści,
to ich najbardziej dotykają skutki przemian społeczno-ekonomicznych.
Liczba samobójstw spada podczas wybuchów ogólnospołecznego entuzjazmu i
nadziei. Po dojściu do władzy Edwarda Gierka zmniejszyła się w ciągu 2 lat o 10
proc., zaś w 2 następnych latach o tyle samo wzrosła. Z kolei po Sierpniu �80
zmalała aż o 33 proc., by w pierwszych latach stanu wojennego powrócić do
tragicznej "normy". Podobnie było w kolejnym roku wielkich nadziei - 1989,
kiedy to wskaźnik ten w stosunku do roku poprzedniego zmniejszył się o 15 proc.
Potem nastąpiło zjawisko określane przez socjologa, prof. Marię Jarosz,
terminem "samobójstwa odkładane na później". Gdy pokłady optymizmu znów zaczęły
się zmniejszać, rosło społeczne rozczarowanie i apatia, krzywa samobójstw znów
pięła się w górę. W ciągu ostatnich lat nastąpiło powtórzenie tego cyklu.
Socjologowie, obserwując rosnącą apatię społeczeństwa, wynikającą z trudności
dnia codziennego, sygnalizowali, że liczba zamachów samobójczych będzie rosnąć.
GRAŻYNA STARZAK