Cos dla eurosceptykow!

IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 16.10.01, 23:40
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_011016/publicystyka/publicystyka_a_1
.html
Skopiujcie i przeczytajcie!
    • Gość: niewazne I prosze,przestancie wreszczie TRUC o zagrozeniach zwiazanych z UE... IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 16.10.01, 23:47
      Nie badzcie naiwni.UE to WIELKA szanska dla Polski!
    • Gość: ethanol Re: Cos dla eurosceptykow! IP: 151.112.27.* 16.10.01, 23:48
      ale ktory artykol mam przeczytac ??
    • Gość: niewazne TU JEST ARTYKUL!! IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 16.10.01, 23:51
      JAKIEJ POLSKI UNIA POTRZEBUJE

      WOJCIECH SADURSKI

      "Wstydziłbym się być członkiem klubu, który zgodziłby się przyjąć mnie do
      swojego grona" - głosi słynna dewiza Marksa, nie Karola co prawda, ale Groucho,
      więc tego śmieszniejszego. Coś takiego możemy powiedzieć o sobie w związku z
      perspektywą przyjęcia do Unii Europejskiej. Czy chcielibyśmy być członkiem
      zgrupowania tolerującego państwo trawione korupcją, z upartyjnioną i nieudolną
      administracją, opieszałym wymiarem sprawiedliwości i służbami specjalnymi
      zajmującymi się głównie polityką, a nie ściganiem szpiegów?


      Mieć w swoim gronie takie państwo to wstyd, ale jeszcze większy wstyd być takim
      państwem. Czy Unia Europejska może nam pomóc w przezwyciężeniu tych przywar?
      Pytanie jest częściowo źle postawione: Unia nas nie potrzebuje tak bardzo, jak
      my potrzebujemy Unii. To nam powinno zależeć bardziej na akcesie niż Unii na
      rozszerzeniu, a bez zdania pewnych testów z demokracji i czystości Unia nas po
      prostu nie przyjmie.

      Jest to jednak tylko częściowa odpowiedź. Proces dostosowywania systemu
      ekonomicznego i politycznego do wymogów Unii ma charakter dynamiczny i
      dwustronny. Z jednej strony Unia pewnych rzeczy wymaga, z drugiej - wpływa
      różnymi narzędziami na zmiany w pożądanym kierunku. Tylko czy wpływ ten jest
      wystarczający, by Polskę przemienić w kraj, który nie będzie miał powodu
      wstydzić się być w gronie, które go zaakceptuje?

      Uczciwa i efektywna administracja

      Do pewnego stopnia sam proces akcesyjny stwarza wymogi reformy systemowej, bo -
      jak podkreśla znawca spraw europejskich z Uniwersytetu Nowego Jorku profesor
      Stephen Holmes - "tylko uczciwa i efektywna administracja publiczna może
      pokierować procesem akcesyjnym, włączając w to uciążliwą realizację bardzo
      skomplikowanego acquis". "Acquis" to w brukselskim żargonie zespół wymogów,
      które państwo kandydackie musi spełnić, by móc zostać pełnoprawnym członkiem.

      Wymogi dla kandydatów składają się z dwóch części o bardzo nierównym
      charakterze. Z jednej strony to właśnie owo nieszczęsne "acquis", spisane na 80
      tysiącach stron i składające się z bardzo szczegółowych przepisów, norm i
      standardów, jakie państwo musi przyjąć. Z drugiej strony jest też coś o wiele
      bardziej nieuchwytnego i subiektywnego, ale w ostateczności może nawet
      trudniejszego do spełnienia. Są to tzw. wymogi kopenhaskie.

      Na szczycie Unii w Kopenhadze w 1993 roku, kiedy już wiadomo było, że Unię
      czeka proces rozszerzenia, przyjęto następujące wymagania: państwa, aby być
      przyjęte do Unii, muszą mieć stabilne instytucje, gwarantujące demokrację,
      praworządność, prawa człowieka i ochronę praw mniejszości. Ponadto musi istnieć
      dobrze funkcjonująca gospodarka rynkowa, zdolna podołać konkurencji wewnątrz
      Unii, a także administracja państwowa zdolna przyjąć na siebie zobowiązania
      wynikające z członkostwa w Unii.

      Smutna dola państwa kandydackiego polega na tym, że te "wymogi kopenhaskie"
      dlatego właśnie zostały dorzucone do formalnego "acquis", że tak naprawdę nigdy
      sprawy te nie stanowiły przedmiotu przepisów unijnych. Nie da się ich zatem
      ująć w precyzyjną formę, podobną do wymogów związanych z przepisami o kontroli
      granic czy o ochronie konsumenta. Wymogi te są jednak w teorii równie ważne.
      Może więc teoretycznie tak się zdarzyć, że Unia "zamknie" wszystkie 31
      rozdziałów negocjacyjnych z jakimś państwem kandydatem, wyda mu odpowiednią
      metrykę, ale jednocześnie odmówi przyjęcia do swojego grona na przykład ze
      względu na niedostateczną jakość demokracji, ochrony mniejszości czy
      praworządności. Na dodatek wymagania te są dynamiczne, nikt nie potrafi
      powiedzieć, jak wygórowane będą oczekiwania państw unijnych pod tym względem za
      dwa, trzy lata. No i - powiedzmy to szczerze - nie można przewidzieć, czy w
      obliczu reakcji własnych społeczeństw przeciwko rozszerzeniu liderzy państw
      członkowskich nie zechcą wykorzystać owych mglistych, subiektywnych kryteriów
      kopenhaskich jako pretekstu do zawetowania przyjęcia któregoś państwa
      kandydackiego.

      Surowy egzamin

      Nas powinna interesować jednak pozytywna strona owych wymogów - to mianowicie,
      że stwarzają bodźce do porządkowania naszego własnego podwórka. Oczekiwania ze
      strony Unii to nie tylko test surowego egzaminatora - w końcu egzaminowi temu
      poddajemy się dobrowolnie! - ale i szansa. Chodzi o to, by szansę tę
      wykorzystać z pożytkiem dla polskiej demokracji. Warunkiem jest uświadomienie
      sobie naturalnych konsekwencji ustrojowych wstąpienia do Unii.

      Pewne konsekwencje dla systemu politycznego wynikają z samego procesu
      akcesyjnego. Niewątpliwie wzmacnia on władzę wykonawczą kosztem ustawodawczej.
      Tylko silna i efektywna egzekutywa, dysponująca skutecznymi instrumentami
      przeprowadzenia swej woli w parlamencie, może spowodować przyjęcie olbrzymiej
      liczby nowych przepisów, a następnie wprowadzić je w życie zgodnie z wymogami
      unijnymi. Większość tych przepisów musi być wprowadzona w życie szybko, jeśli
      państwo nie chce pozostać w tyle za innymi kandydatami - a zatem niezbędna jest
      tzw. szybka ścieżka ustawodawcza, znów osłabiająca kompetencje parlamentu na
      korzyść pozycji rządu. Jeden z ekspertów Komisji Europejskiej zauważył w
      rozmowie ze mną, że proces akcesyjny państwa do Unii Europejskiej pod pewnymi
      względami jest odpowiednikiem wojny: "daje rządowi możliwość obejścia
      parlamentu i uzasadnienia braku konsultacji wyższą koniecznością".

      Samo w sobie nie jest to nieuchronnym zagrożeniem demokracji. W pierwszych
      latach demokratyzacji, po upadku komunizmu, gdy trzeba było przeprowadzić
      fundamentalne reformy jednocześnie i w krótkim czasie, Sejm był siłą rzeczy
      bardziej aktywny i odgrywał większą rolę w inicjowaniu nowego ustawodawstwa i w
      kreowaniu polityki niż parlamenty w bardziej ustabilizowanych demokracjach
      Europy Zachodniej. Nadmiernie wywyższona rola parlamentu nie wychodzi mu na
      zdrowie, czego przejawem jest niski status Sejmu i Senatu w opinii publicznej.
      Wzmocnienie władzy wykonawczej zbliży nas do realiów Europy Zachodniej, a nie
      oddali od demokracji.

      Wzmocnić, by osłabić

      Ale jaką wizję demokracji ma sama Unia? "Kopenhaskie kryteria" są niejasne i
      subiektywne, a ze wszystkich wiarygodnych źródeł i oficjalnych wypowiedzi
      wywnioskować można, że w tej chwili biurokracji unijnej zależy przede wszystkim
      na dwóch sprawach: by administracja państwa kandydującego do Unii była
      efektywna i by była przejrzysta, co oznacza też - jak najmniej skorumpowana.
      Jest w tym pewien paradoks: państwo musi być wzmocnione po to, by już po
      wstąpieniu do Unii jego kompetencje zostały osłabione - bo przecież członkostwo
      w Unii oznacza oddanie pewnych aspektów suwerenności wspólnym instytucjom
      europejskim.

      Tylko w pełni zdyscyplinowana administracja państwowa, świadoma celu (i o
      wartości tego celu przekonana), zdolna jest spełnić takie paradoksalne
      wymagania. To samo jest z paradoksem prywatyzacji: prywatyzacja (niezbędna dla
      wolnego rynku, który jest jednym z warunków UE) oznacza osłabienie władzy
      państwa, które traci przez to własną bazę ekonomiczną, ale jej skuteczne
      przeprowadzenie wymaga silnego, efektywnego aparatu państwowego. Na styku tych
      dwóch wymagań rodzi się korupcja. W państwie silnym - z więc mającym pokaźną
      administrację - więcej jest chętnych do przechwycenia części prywatyzowanych
      zasobów. Mówiąc brutalnie: wyciąga się więcej rąk po łapówki.

      Unia nie chce państw słabych, ale nie chce też państw scentralizowanych, w
      których regionalne roszczenia są tłamszone przez stolicę. Doświadczenia państw
      takich, jak Hiszpania czy Wielka Brytania pokazują, że wstąpieniu do Unii
      towarzyszą silne zmiany decentralizacyjne w ramach państwa. Regiony, dotychczas
      poddane uniformizacji i silnej władzy centralnej, odzyskują swój głos. Dla
      Katalończyków czy Szkotów głównym politycznym punktem odniesienia staje się
      Bruksela w większym stopniu niż Madryt
      • Gość: niewazne Wejdzcie na publicystyka,opinie!Calego artykulu nie da sie skopiowac:( IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 16.10.01, 23:54
        Pierwszy artykul w tym dziale!
        • Gość: niewazne rzeczpospolita.pl jak by ktos sie nie skapnal! - Publicystyka,Opinie IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 17.10.01, 00:00
          • Gość: niewazne O 24:00 Rzeczpospolita niestety zmienila witryne:)Stad to zamieszanie! IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 17.10.01, 00:08
            W archiwach wpisujac w wyszukiwarce - Unia Europejska - znajdziecie
            mnostwo ciekawych artykulow i ten tez!
            • Gość: ethanol Re: O 24:00 Rzeczpospolita niestety zmienila witryne:)Stad to zamiesza IP: 151.112.27.* 17.10.01, 03:52
              ja sie juz naczytalem ciekawych artykulow o UE, ze mi juz kurna bokiem i nosem
              wylazi to wszystko.
      • Gość: luka Re: TU JEST ARTYKUL!! IP: 217.67.196.* 17.10.01, 08:19
        Gość portalu: niewazne napisał(a):

        > JAKIEJ POLSKI UNIA POTRZEBUJE
        [...]

        I co niby z tego pozbawionego konkretów bełkotu ma wynikać?
        • Gość: Greg Re: TU JEST ARTYKUL!! IP: 212.187.240.* 17.10.01, 08:43
          Niewazne, niewazne, niewazne, ale Niewazne ma sie czym podniecac i o czym pisac
          nawet sam do siebie. Tak wlasnie tworzy sie eurobiurokracja. Niewazne swietnie
          do niej pasuje.
          • Gość: niewazne To co podalem to tylko czesc artykulu.Caly jest w archiwum "Rz"! IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 17.10.01, 17:03
            Nie oceniajcie z gory!
Pełna wersja