Gość: Galba
IP: 213.17.161.*
17.12.02, 08:59
Niektórzy EUrofederaści mamią polskich rolników dopłatami na poziomie 55
proc. środków dla nadludzi z Niemiec czy Francji. Pomijając fakt, że każda
wielkość poniżej 100 proc. jest upokarzająca a przede wszystkim zabójcza dla
naszego rolnictwa należy zauważyć, że owe 55 proc. jest zwykłym kłamstwem a
kopenhaska szopka Pana Premiera ("jeszcze nie, bo Dziennik się nie zaczął")
na celu miała jedynie ratowanie spadających notowań opcji TAK w
przyszłorocznym referendum.
Spójrzmy co pisze sztandarowa gadzinówka polskich (?) eurofederastów – Gazeta
Wyborcza:
--
Hübner ujawniła w poniedziałek więcej szczegółów dotyczących mechanizmu
wyliczania dopłat bezpośrednich dla rolników. Okazuje się, że środki unijne
pokryją mniej niż - sugerowane przez ministra finansów Grzegorza Kołodkę -
36, 39 i 42 proc. dopłat bezpośrednich. Wszystko dlatego, że część pieniędzy
na dopłaty została wzięta z "koperty" wiejskie fundusze strukturalne. Unia
żąda, by wszystkie wydatki z tych funduszy były połączone ze
współfinansowaniem w wysokości 20 proc.
www1.gazeta.pl/ue/1,36173,1220213.html--
Zwarzywszy na katastrofalną sytuację naszego budżetu (szczególnie po zapłacie
horrendalnej składki dla UE) nie tylko nie będzie 55 proc. ale nawet 36!
Będzie tak jak miało być: stare, poczciwe 25 procent.
Na to z kolei Euroszaleńcy mówią: ależ wynegocjowaliśmy (szczególnie Leszek-
lodowłamywacz) ogromne rekompensaty dla naszego budżetu! Oto co pisze GW:
--
Nadal nie wiadomo natomiast, na co zostaną przeznaczone pieniądze (ok. 1100
mln euro), które UE przekaże do polskiego budżetu w latach 2004-06 tytułem
rekompensaty. Jak twierdzi min. Hübner, te pieniądze nie są obwarowane
żadnymi warunkami. - Zaproponowaliśmy, by ta suma została podzielona w
następujący sposób: 550 mln w 2005 r., 450 mln w następnym. Ale nie wykluczam
korekt - mówi Hubner. - Rząd i parlament zadecydują o tym, na co te środki
zostaną przeznaczone.
--
Jak widać z powyższego cytatu będziemy dostawać około 500 mln euro rocznie
(przez trzy lata). Pięknie. Jednak mój niepoprawnie eurosceptyczny umysł nie
może uwolnić się od pewnej natrętnej myśli: co z utraconymi przez nasz budżet
dochodami z ceł na towary i usługi sprowadzane z obszaru UE? Jak twierdzi GUS
wpływy z tytułu ceł w roku 2001 wyniosły... 5.080 milionów złotych (1.300
mln euro). Import z Unii to ponad 60 procent jego (importu) wielkości.
Zaiste! Owe 500 mln przez 3 lata wygląda niezwykle okazale przy 1.300
milionów euro każdego roku (na UE przypada pewnie około połowy tych wpływów).
Dlaczego gdy GW drukuje na pierwszej stronie kolorowe słupki pt.: Wpływy i
Wydatki - Bilans Polski w UE nie ma tam informacji (nawet drobniutką
czcionką) o tych utraconych wpływach z ceł? Przypadek?
www.stat.gov.pl/serwis/polska/2001/rocznik17/budzpan.htm
A tak poza tym to w Unii będziemy mieli sielskie życie.
Galba
PS. Ciekawe ilu rolników dowie się od europropagandystów, że od 1 maja 2004
nie będzie już skupu interwencyjnego, dopłat do paliwa i innych tego typu
przywilejów?