antoni.goczal
19.04.06, 13:24
Prawo i Sprawiedliwość czyści państwowe spółki węglowe. Do ich rad
nadzorczych wprowadza swoich ludzi, na dodatek związanych z prywatnym
biznesem obsługującym branżę górniczą. Związkowcy są oburzeni. - Wracają
ludzie, którzy byli zaangażowani w rozkład górnictwa za czasów AWS - ocenia
Bogusław Ziętek, szef Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień '80".
Wczorajszy „Dziennik Zachodni" napisał, że Paweł Poncyliusz, wiceminister
gospodarki odpowiedzialny za górnictwo, zaczął zmieniać składy rad
nadzorczych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, Kompanii Węglowej i kopalni
Budryk. Dwóch nowych członków rady JSW od lat jest związanych z prywatnymi
firmami produkującymi dla górnictwa. Chodzi m.in. o Czesława Kisiela,
dotychczas wiceprezesa Fabryki Maszyn Górniczych PIOMA z Piotrkowa
Trybunalskiego - firmy, która należy do grupy kapitałowej Famur SA oraz
Jarosława Żołędowskiego, który wcześniej pracował w warszawskiej spółce
komunalnej. Poncyliusz zanim został ministrem, sam był menedżerem w prywatnej
firmie.
- PiS łamie wszystkie swoje zapewnienia, że nie będzie na stanowiska w
spółkach Skarbu Państwa w branży górniczej powoływało ludzi, którzy mają
jednoznaczne konotacje polityczne. Zarządzanie przez tych ludzi górnictwem w
czasach AWS skończyło się katastrofą. Zamknięto kilkanaście kopalni, a z
górnictwa odeszło ponad 100 tys. ludzi - przypomina Ziętek. - Wprowadzanie do
państwowych spółek węglowych ludzi związanych z firmami prywatnymi grozi
lobbingiem. Takich głębokich związków z prywatnymi firmami branża górnicza
nigdy nie przeżywała.
Oburzony jest też Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego
Górników w Polsce (OPZZ). - Powtarza się scenariusz z tzw. desantem
gorzowskim, gdy PiS proponował do Kompanii Węglowej ludzi z Gorzowa
Wielkopolskiego, rodzinnego miasta premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Nie
można powierzać odpowiedzialnych stanowisk ludziom, którzy nie odróżniają
szyby od szybu, bo może się to skończyć fatalnie dla funkcjonowania spółek -
mówi.
- Jeśli już zamierza wprowadzać swoich ludzi, to powinien to robić po
konsultacjach ze stroną społeczną. Po bolesnej restrukturyzacji wszystkie
spółki węglowe przynoszą zyski i szkoda sypać piach w te tryby poprzez
wprowadzanie osób niekompetentnych - dodaje Czerkawski.
Nowy desant do rad nadzorczych spółek węglowych ludzi związanych z prywatnymi
firmami budzi duże podejrzenia. - Mieliśmy do tej pory zamówienia publiczne,
przetargi, w których wygrywali najtańsi i najlepsi kontrahenci, i tak powinno
się to odbywać. Prywaciarze wchodzą na rynek, na którym obraca się ogromnymi
pieniędzmi i pojawia się pytanie, jaką ich firmy oferują jakość, bo to będzie
miało bardzo duży wpływ na bezpieczeństwo pracy górników - zwraca uwagę
Czerkawski.
Zbyszek Zaborowski, szef śląskiego SLD, obawia się, że ruchy kadrowe w
spółkach górniczych mogą zaszkodzić górnictwu. - Myślę, że jeżeli pan
Poncyliusz ze swoimi warszawskimi i PiS-owskimi pomysłami nie będzie się
wtrącał do zarządzania górnictwem, to będzie lepiej i dla górnictwa, i dla
Śląska, i dla całego kraju. Pan Poncyliusz jest kolejnym harcerzem, któremu
wydaje się, że zna się na gospodarce - mówi Zaborowski. - Fachowców można
znaleźć w samym górnictwie, więc wydaje się, że sięganie po ludzi z firm,
które mają powiązania handlowe i prowadzą biznesy z kompanią nie jest
najlepszym rozwiązaniem.
Posłanka PiS z Zagłębia Ewa Malik dyplomatycznie nie chce komentować planów
Poncyliusza. - Nie chciałabym decyzji pana ministra z resortu gospodarki
komentować, bo za mało wiem o osobach, które mają wejść do rad nadzorczych
spółek węglowych. Myślę, że pan Poncyliusz wie, co robi. Dopiero po jakimś
czasie będzie się można przekonać, jak ci nowi ludzie będą pracować, a nie z
góry twierdzić, że te kandydatury są nieodpowiednie - powiedziała nam Malik.
Sam Poncyliusz, który jest autorem całego zamieszania, to postać bardzo
kontrowersyjna na Śląsku. Od urodzenia związany jest z Warszawą i tajemnicą
poliszynela jest to, że nie ma pojęcia o górnictwie. W resorcie
odpowiedzialny jest m.in. za znoszenie barier dla przedsiębiorców, programy
restrukturyzacji oraz - jak sam mówił po swojej nominacji na początku marca -
„ogólnie rozumiane sprawy Śląska". W PiS-ie jest znany z liberalnych
poglądów gospodarczych. Także kwalifikacje merytoryczne ministra do
zajmowania się gospodarką są wątpliwe. Legitymuje się wyłącznie dyplomem
policealnego studium. Rozpoczął studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu
Warszawskiego, lecz ich nie skończył.
Poza wymianą rad nadzorczych Poncyliusza pochłaniają także rozgrywki wewnątrz
śląskiego PiS-u. O polityczne wpływy walczy tam z ministrem Jerzym
Polaczkiem, szefem partii Kaczyńskich w regionie. Miejscowi działacze PiS-u
przy pomocy Poncyliusza chcą na czerwcowym zjeździe wojewódzkim partii zdjąć
Polaczka z funkcji przewodniczącego. Wśród jego ewentualnych następców
wymienia się m.in. posłankę Ewę Malik.