krzys52
23.01.03, 02:00
Dziesięcioro przykazań
Sekretarz generalny SLD Marek Dyduch oraz przewodniczący Unii Pracy
wicepremier Pol wyrazili pogląd, że w drugiej połowie przyszłego roku
zmierzać należy do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.
Kościół oczywiście zgłosił sprzeciw. Prezydent dał głos przeciw zmianom w
istniejącej ustawie. To samo uczynił premier powiadając, że rząd nie
zainicjuje nowelizacji ani jej nie poprze. Obaj skarcili sekretarza
generalnego – bagatela.
W parlamencie zaczęły się wstępne prace. Inicjatywę ustawodawczą podejmie
Senat. Zamiar złagodzenia zakazów aborcji nie ma jednak dostatecznego
poparcia w Sejmie. Zwolenników ocenia się na 216. Potrzeba zaś 231 głosów,
ale przy założeniu, że wszyscy przeciwnicy zmian w istniejącej ustawie stawią
się na głosowanie i żadna ich grupa nie wstrzyma się od głosu.
Na przeszkodzie liberalizacji, która by dopuszczała przerywanie ciąży z
powodu trudnej sytuacji materialnej kobiety, staje zapadłe już orzeczenie
Trybunału Konstytucyjnego uznającego taki przepis za sprzeczny z konstytucją.
Interpretacja konstytucji została w nim naciągnięta jak guma w procy. Po
odpowiednim przeredagowaniu ustawy można więc wywołać ponowne, odmienne
orzeczenie po zmianach w składzie Trybunału.
Obie strony, to znaczy działacze SLD, których program przewiduje nowelizację
ustawy, i Kościół, który się temu sprzeciwia, zgodni są w jednej kwestii:
sprawa niebawem powróci na wokandę życia politycznego i parlamentarnego.
Szanse na obalenie istniejących teraz nieludzkich zakazów wzrosną, jeżeli
opinia publiczna, w szczególności wyborcy lewicy, Platformy Obywatelskiej i
chociaż po części Samoobrony, wywierać będą nacisk. Zwolennicy klerykalnych
zakazów są bowiem głośni, sprzymierzeńcy kobiet – cisi i wystraszeni.
Sądzę, że skuteczne poparcie prawa kobiet do częściowego chociaż decydowania
o ich macierzyństwie nie powinno mieć formy wojowania z kościelnymi
uprzedzeniami. Ogłośmy dialog z Kościołem w tej sprawie. Pozwoli on
spopularyzować i uzasadnić wolnościowe argumenty. Dyskusja z klerem na temat
tego, kiedy płód jest tylko zespołem komórek, a kiedy w grę wchodzić zaczyna
ochrona życia człowieka, byłaby beznadziejna. Proponujemy przedyskutowanie
dziesięciorga przykazań skrobankowych:
I
Nikt nie będzie zmuszał ani nakłaniał nikogo do skrobanki, ani w ogóle
nieposłuszeństwa wobec kościelnych zakazów. Chodzi przecież tylko o to, żeby
państwo nie karało za coś, czego Kościół zabrania pod sankcją kar
religijnych. Już dawno temu kler zrezygnował z wymuszania religijnego
posłuchu poprzez represje sądowe. Nie żąda więzienia za cudzołóstwo czy za
żarcie kotleta w post. Niech więc będzie konsekwentny w szanowaniu własnej,
konstytucyjnej i konkordatowej autonomii od państwa i wpływa na owieczki
perswazją, a nie karami więzienia.
II
Gdyby ludzkie życie naprawdę było dla Kościoła nienaruszalne, księża nie
chodziliby w strojach organizacji zabójców i nie brali od niej sutej pensji.
Mamy na myśli wojsko, które istnieje po to, żeby zabijać, uczą tam tej sztuki
i gromadzi się instrumenty potrzebne do jej uprawiania. Nie jesteśmy
pacyfistami, ale nazywamy rzecz po imieniu.
Kościół katolicki w każdym kraju zawsze popierał i błogosławił wojny, czyli
zabijanie, niezależnie od racji tych, którzy wojnę wszczynali. Nie należy też
do bojowników przeciwko karze śmierci w krajach, gdzie ona istnieje, np. w
USA. Sprzyja on śmierci ludzi na AIDS zwalczając prezerwatywy. Kościołowi
chodzi więc o władzę nad państwem i poprzez nią nad ludźmi, a nie o ochronę
zasady nienaruszalności ludzkiego życia. Kler bardziej bowiem troszczy się o
nienaruszalność płodu niż o trwanie i jakość życia istot bezspornie ludzkich.
Sprzyja przeludnieniu w Afryce, które prowadzi do masowej śmierci z głodu.
III
Wbrew wieloletniej, drastycznej w swych przejawach kampanii kleru, większość
ludzi w Polsce jest za prawem do usuwania wczesnego płodu, gdy sytuacja
materialna matki jest zła. Wedle badań CBOS z listopada 2002 r., 54 proc.
Polaków obojga płci uważa, że kobieta w ogóle powinna mieć prawo decydowania
o tym, czy urodzi, jeśli podejmuje decyzję w pierwszych tygodniach ciąży. 65
proc. jest za prawem do usuwania płodu, jeśli dziecko urodzi się upośledzone.
44 proc. – gdy kobieta jest w ciężkiej sytuacji materialnej. 38 proc. – gdy w
ciężkiej sytuacji życiowej (te wartości chyba się sumują). Mniejszość
katolików podziela więc poglądy Kościoła. Dlaczego więc państwo ma się im
podporządkowywać?
IV
Skrobanki są złym i anachronicznym sposobem regulowania dzietności. Kościół
zwalcza zaś współczesne środki przeciwciążowe i wczesnoporonne. Ich finansowa
niedostępność, brak odpowiednich lekcji szkolnych i swobodnej propagandy
metod regulowania poczęć, nierefundowanie do tej pory przez państwo drogich
środków antykoncepcyjnych – wszystko to bardziej zmusza kobiety do stosowania
aborcji, niż utrudniają je prawne zakazy. Kościół jest więc zakłamany, bo
wojuje ze skrobankami, zarazem skazując na nie część kobiet.
V
Aborcje są realnie dostępne, podobnie jak nowoczesne środki antykoncepcyjne
dla wszystkich kobiet, które stać na związane z nimi wydatki. Prawne zakazy
godzą więc tylko w kobiety biedne, niewykształcone i nieporadne. Kościół
miłuje maluczkich, a znęca się nad nimi.
VI
Większość rodzin wielodzietnych jest w nędzy, którą ta wielodzietność
potęguje i czyni potem dziedziczną. Kler propaguje posiadanie dużej liczby
dzieci nie troszcząc się o los tych, którzy go posłuchają. A rozmnażają się
obficie niewykształceni biedacy prowadzący indolentne życie.
VII
Zgodnie z doktryną kościelną człowiek ma wolną wolę i prawo wyboru.
Wymuszając prawne restrykcje antyskrobankowe Kościół postępuje wbrew własnej
doktrynie a też zasadom wolności obywatelskiej.
VIII
Kościół popiera system demokratyczny w Polsce i zarazem sprzeciwia się jego
stosowaniu. Lewica uważa, że decyzja o rodzeniu dziecka, także już poczętego,
powinna być zawsze przedmiotem swobodnego wyboru kobiety lub partnerów
mających zostać rodzicami. Przystaje jednak na niepełne stosowanie tych
wartości ograniczone tylko do ciąż wczesnych i kobiet w trudnych warunkach
materialnych. Czyli w taki sposób, na jaki zgadza się większość. Czemu
Kościół nie przystaje na kompromis, którego kształt podyktowałaby większość,
np. w referendum? Dlaczego jeden punkt widzenia ma być narzucany, i to pod
groźbą kar? Jak partie, które żądają dla kobiet pełnego udziału w rządzeniu
państwem, przedsiębiorstwami, gminami, mogą odmawiać im bycia paniami
własnego ciała?
IX
Kościół zmienia swe zakazy, dostosowuje się do współczesności, jej obyczajów
i norm, ale zawsze z fatalnym opóźnieniem. Jest prawie pewne, że niebawem, po
zmianie pontyfikatu, dopuści stosowanie wszelkich środków przeciwciążowych.
Uczyni to rozumiejąc oczywiste problemy być albo nie być ludności krajów
ubogich. Pójdzie śladem innych zachodnich Kościołów chrześcijańskich. Z
czasem da też religijne przyzwolenie na aborcje, na poczęcia in vitro,
sztuczne zapłodnienie przez obcego dawcę nasienia, wreszcie klonowanie ludzi.
Dlaczego więc biedne, wielodzietne Polki mają się męczyć z tego powodu, że
kościelne normy zmieniają się opieszale? Katolicki – jak twierdzi kler –
naród polski po prostu antycypuje przyszłe poglądy swego Kościoła.
X
To Kościół chciał konkordatu i podpisał w nim we własnym interesie autonomię
mającą cechować swoje własne funkcjonowanie, a także państwa. Czemu więc
przestrzega tylko połowy tej zasady, czyli własnej autonomii, państwu zaś
chce dyktować niektóre regulacje prawne?
* * *
Jeżeli lewica skłoni Kościół do spokojnego publicznego dyskutowania tych
dziesięciu problemów, wzmocni się lub osłabnie społeczne poparcie dla
nowelizacji ustawy antyskrobankowej, a referendum obywateli zmierzy wyn