A oto moj scenariusz...

IP: *.unl.edu 23.01.03, 18:04
i lepiej wszyscy przebudzmy sie, poki jeszcze czas:

Imagine
John Lennon

Imagine there's no heaven
It's easy if you try
No hell below us
Above us only sky
Imagine all the people
Living for today...

Imagine there's no countries
It isn't hard to do
Nothing to kill or die for
And no religion too
Imagine all the people
Living life in peace...

You may say I'm a dreamer
But I'm not the only one
I hope someday you'll join us
And the world will be as one

Imagine no possessions
I wonder if you can
No need for greed or hunger
A brotherhood of man
Imagine all the people
Sharing all the world...

You may say I'm a dreamer
But I'm not the only one
I hope someday you'll join us
And the world will live as one
    • wild ...tego samego filmu 23.01.03, 18:40
      Banda Demokracja
      Nagle ktoś na ulicy krzyknął - Banda Demokracja! Banda Demokracja! Ratuj się,
      kto może!

      - Uciekaj, uciekaj! - jakieś dziecko upomniało siedzącego na krawężniku
      Jonatana. Ania zerwała się na równe nogi, na jej twarzy malowało się
      przerażenie.

      - Musimy stąd zaraz zniknąć! - zawołała wystraszona.

      Ludzie stojący przy bloku rozbiegli się na wszystkie strony. Mieszkańcy
      budynku "B" zbiegali po schodach z dziećmi na rękach, zrzucając różne rzeczy
      czekającym na dole znajomym, którzy pozbierali wszystko z ulicy i czmychnęli.

      W jednej chwili jakby wszystkich wymiotło. Tylko najbardziej opieszali,
      zazwyczaj obarczeni nadmiarem bagaży i małych dzieci powoli oddalali się od
      źródła zamieszania. Budynek na końcu przecznicy stanął nagle w płomieniach.
      Siedzący w bezruchu Jonatan złapał Anię za rękę.

      - Co się dzieje? - zapytał. - Dlaczego wszyscy są tak bardzo przerażeni?

      - To Banda Demokracja! Natychmiast stąd uciekaj! - Ania ciągnęła Jonatana za
      rękę, zmuszając go do podniesienia się z krawężnika.

      - Ale dlaczego?

      - Teraz nie czas na pytania, chodźmy! - krzyczała, ale Jonatan nie zwolnił
      uścisku ręki, zatrzymując ją przy sobie.

      - Puść mnie, bo dopadną nas oboje! - wrzasnęła śmiertelnie przerażona.

      - Kto?

      - Banda Demokracja! Otaczają wszystkich, na których natrafią i głosują, co z
      nimi zrobić! Mogą zabrać ci pieniądze, uwięzić, a nawet zmusić do wstąpienia do
      bandy. Nie sposób się im przeciwstawić!

      - Czy prawo nie chroni ludzi przed takimi bandami? - Jonatanowi zakręciło się w
      głowie. Gdzież, u diabła, podziała się wszechobecna policja?

      - Teraz bierzmy nogi za pas, a pogadamy później! - zawołała Ania, wciąż
      próbując wyrwać się z uścisku młodzieńca.

      - Mamy jeszcze czas. Mów szybko o co chodzi.

      - Niech ci będzie - obejrzała się za siebie i przełknęła ślinę. - Tuż po
      powstaniu bandy policja postawiła ich przed sądem. Bandyci utrzymywali, że
      stosują zasadę rządów większości, stanowiącą podstawę działania władz
      naczelnych i sądów na Korrumpo. Twierdzili, że o wszystkim decyduje głosowanie -
      o etyce, prawie, w ogóle o wszystkim.

      - Czy sąd wymierzył im jakąś karę?

      Ulica zdążyła już całkiem opustoszeć.

      - a czy w takim wypadku musiałabym teraz przed nimi uciekać? Zostali
      uniewinnieni stosunkiem głosów trzy do dwóch. Nazywają to "Boskim Prawem
      Większości". Odtąd napadają na wszystkich, którzy ustępują im liczebnością.

      - Jak tu w ogóle można żyć? Czy nie ma sposobu, żeby się obronić? - Jonatan
      miał już serdecznie dość bezsensownych zasad życia na wyspie.

      - Jedynym wyjściem jest wstąpienie do innej, większej bandy - odpowiedziała
      dziewczyna.

      Słysząc te słowa, Jonatan wziął Anię za rękę i zaczęli biec ulicą, mijając
      kolejne domy i sklepy.

      - Nie uciekałabym, gdyby mi było wolno kupić broń - wysapała Ania nie
      zwalniając tempa. Znała miasto jak własną kieszeń, następne aleje, bramy,
      zaułki i place - wszystko to zmieniało się jak w kalejdoskopie.

      - a tak nawiasem mówiąc - wykrztusił zdyszany młodzieniec - mam na imię
      Jonatan. Bardzo mi miło.

      Biegli, dopóki starczyło im sił. Już dawno skończyły się ulice, teraz wspinali
      się na strome wzgórze, szukając schronienia wysoko ponad miastem. Zachodziło
      słońce i Jonatan dostrzegł, że na dole coraz większa fala ognia ogarnia miasto.
      Od czasu do czasu dobiegały ich nikłe odgłosy wystrzałów i wrzasków.

      - Już dalej nie mogę - westchnęła Ania. Brązowe włosy opadały jej w nieładzie
      na ramiona. Nie mogąc złapać tchu, oparła się o drzewo a Jonatan usiadł pod
      skałą. Podczas ucieczki Ani podarła się sukienka i potargały długie, lekko
      kręcone włosy.

      - Nie wiem, co się stało z moją rodziną - szepnęła.

      Słysząc to Jonatan również zaczął martwić się o parę staruszków, którzy tak
      troskliwie zaopiekowali się nim zeszłej nocy, i o ich wnuczkę, Luizę. W tym
      dziwacznym świecie pojedynczy człowiek zdawał się być zupełnie bezbronny.

      - Takie ciągłe walki między sobą to tragedia. Straszne, że nie macie rządu,
      który potrafiłby zaprowadzić porządek.

      - Wszystko ci się pomieszało - ciągle jeszcze zdyszana dziewczyna usiadła obok
      niego i wskazała ręką na zamieszki w mieście. - Jak tylko sięgam pamięcią,
      ludzie zawsze wydzierali sobie wszystko za pomocą siły. Łatwo się chyba
      domyślić, kto ich tego nauczył.

      - To znaczy, że ktoś ich nauczył, że zabieranie czegoś ludziom siłą jest
      słuszne? - Jonatan zmarszczył brwi.

      - i to nie byle kto. Ludzie wzorowali się na przykładach, które dawano im dzień
      w dzień przez całe życie.

      - a co z Radą Lordów? Rządy są chyba właśnie po to, żeby chronić obywateli
      przed przemocą?

      - To Rada używa przemocy! - stwierdziła Ania z całą stanowczością. - I to
      właśnie takiej, przed którą winna nas ochraniać. Mam prawo się bronić, mogę
      więc też poprosić innych, w tym także Radę, żeby dopomogła mi w realizacji tego
      prawa. Ale nie należy napadać na innych, więc nie powinno się również zwracać
      do innych z prośbą o pomoc w atakowaniu współobywateli...

      - Jak chcesz coś od kogoś, to co robisz? - dodała lekko poirytowana, widząc w
      oczach Jonatana pustkę i brak jakiegokolwiek, choćby najmniejszego pomysłu na
      rozwiązanie tego problemu.

      - Jeżeli nie mogę używać przy tym broni? - upewnił się Jonatan, wciąż czując
      nieprzyjemne swędzenie na karku po pistolecie bandytki.

      - Tak, bez używania broni.

      - Cóż... Mógłbym spróbować go przekonać.

      - Dobra. Albo...

      - Albo, albo... zapłacić mu?

      - Ale to też forma perswazji. Coś jeszcze?

      - Hmm... To może iść do Rady i zażądać uchwalenia odpowiedniego prawa?

      - Strzał w dziesiątkę! Zwracając się do rządu, nie musisz nikogo przekonywać,
      ani nikomu płacić. Przestaje ci zależeć na dobrej woli kogokolwiek. Jeżeli uda
      ci się przekabacić Radę, czy to przy pomocy głosów, czy przekupstwa, to możesz
      nie oglądać się na innych. Rzecz jasna może się zdarzyć, że ktoś zaproponuje
      Radzie jeszcze więcej i wtedy zmusi cię do czegoś, na czym jemu z kolei zależy.
      A Lordowie i tak są górą.

      - Ale ja myślałem, że to właśnie rządy są siłą jednoczącą społeczeństwo.

      - Nic z tych rzeczy - odparła Ania. - Możliwość używania przymusu niszczy wolę
      współdziałania. Każda większość może narzucić swoje ustalenia mniejszości, a ta
      musi zacisnąć zęby i znosić to w milczeniu. Jest to zgodne z prawem, ale
      mniejszości nikt nawet nie usiłował przekonywać, więc ma ona to innym za złe.
      Cały system protekcjonizmu i bieda, oto gorzkie owoce takich układów.

      Jonatanowi przypomniało się dzieciństwo i bajki o szeryfie z Nottingham, który
      wykorzystywał swoje stanowisko, żeby okradać zarówno biednych jak i bogatych
      poddanych i obdarowywać swoich popleczników. Pamiętał też, że aż klaskał z
      radości, gdy się dowiedział, że ofiary szeryfa w końcu się przeciw niemu
      zbuntowały.

      - Spójrz na te rozruchy - Ania pokazała mu stojące w płomieniach miasto. -
      Fundamenty społeczeństwa pękają w wyniku nieustającej walki o władzę. Na wyspie
      istnieją grupy, które teraz tracą wciąż zbyt dużo głosów, lecz pewnego dnia nie
      wytrzymają i wybuchną. Niestety nie mają one zamiaru położyć kresu używaniu
      siły, chcą ją tylko same wykorzystać.

      - Zaraz pójdę poszukać taty - łzy pociekły jej po policzkach. - Wyznaczyliśmy
      sobie specjalne miejsce zbiórek na takie sytuacje. Na pewno się o mnie martwi,
      ale poczekam jeszcze trochę, aż przygasną pożary - urwała, by dodać po chwili:

      - Mówią, że pożary są korzystne dla drwali, bo zwiększają popyt na drewno. Aż
      żal pomyśleć, co ludzie mogliby mieć, gdyby nie musieli cały czas wszystkiego
      odbudowywać.

      Biedny Jonatan Poczciwy. Siedział teraz w bezruchu i usiłował przypomnieć sobie
      wszystkie przygody, jakie spotkały go od czasu wielkiego sztormu. Parada
      koszmarnych postaci i wypadków. Doświadczenia ostatnich dni sprawiły, że zaczął
      wątpić we wszystkie, bliskie mu do tej pory wartości.

      Zawsze był ufny. Przedstawiciel
      • wild ... 23.01.03, 18:42
        Zawsze był ufny. Przedstawicieli władzy uważał za uczciwych strażników prawa.
        Zakładał, że ludzkim postępowaniem kierują wzniosłe intencje, które przynoszą
        dobre skutki. Ale teraz utracił wszelką pewność. Tak się zamyślił, że przestał
        zwracać uwagę na towarzyszkę, która zapadła w głęboki sen. Spojrzał na nią i
        pomyślał: "Da sobie radę. A ja muszę wracać do domu. Jutro rano wejdę na sam
        szczyt góry, może stamtąd dostrzegę jakieś okręty." Po czym ułożył się wygodnie
        i także zasnął.


        www.zb.eco.pl/inne/jonatan/31.htm
        • Gość: Imagine za duzo dykty maksiu IP: *.unl.edu 23.01.03, 18:48
          jasniej o oswiecony, bo sie sciemnia.
          • wild nielegalna dykta bez namaszczenia Urzednika Mao? 23.01.03, 19:56
            Autor: Gość: Imagine IP: *.unl.edu
            --------------------------------------------
            jasniej o oswiecony, bo sie sciemnia.




            1. bardziej oświecony problem nieleglanego szałasu dla Pigmeja...

            www.zb.eco.pl/inne/jonatan/6.htm
            2. a na scieme moze oswiecona ochrona rynku świeczek?

            www.zb.eco.pl/inne/jonatan/3.htm
Pełna wersja