System Rywina czyli z socjologii III Rzeczpospolit

IP: *.upc.chello.be 30.01.03, 10:40
System Rywina - z socjologii III Rzeczypospolitej.
Autor: Gość: Aaron IP: *.wccnet.org
Data: 29-01-2003 21:45 + odpowiedz na list

.("Rz" 18, 22.01.2003 r.)

System Rywina - z socjologii III Rzeczypospolitej

ZDZISLAW KRASNODEBSKI

Mamy kolejna wielka afere. Która to juz z kolei? Trudno zliczyc. W gruncie
rzeczy powinnismy sie przyzwyczaic. Podobno lud przyjmuje ja obojetnie, bo co
go moze obchodzic klótnia wsród tzw. elity, która od dawna ma za bande
malwersantów ?u zlobu?. Wstrzasem moze byc jedynie dla tej garstki naiwnych,
która ma jeszcze w pamieci idealy przyswiecajace antykomunistycznemu ruchowi
lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych, która zyje (czy raczej stara sie
przezyc) z pracy wlasnych rak lub glowy, nie jest powiazana z zadna grupa
kapitalowa, polityczna i medialna, która marzyla o tym, zeby zyc nie w raju,
ale tez nie w blocie, nie w panstwie doskonalym, ale przyzwoitym, nie w
idealnej demokracji, ale w takiej, w której panuje jawnosc, prawo i zasada
odpowiedzialnosci.

Czego nowego dowiedzielismy sie z afery, zwanej afera Rywina, o kraju, który
juz wkrótce bedzie czlonkiem ?najbardziej elitarnego klubu?, jak mawia
prezydent? Nie wiemy jeszcze, jak sie cala sprawa zakonczy, nie znamy
wszystkich okolicznosci. Na tyle jednak jestesmy doswiadczonymi obywatelami
III RP, by zdawac sobie sprawe, iz za rok czy dwa tez nie bedziemy wiedzieli
wiecej. Moze ktos powiesi sie w celi, kogos wylowia z Wisly, moze kogos
zastrzela, gdy bedzie wchodzil do samochodu, moze zostanie opublikowana
?biala ksiega?, z której nic nie wyniknie. Najpewniej jednak unikniemy
takich dramatów i wszystko okaze sie tylko towarzyskim nieporozumieniem,
spowodowanym krótkotrwala niedyspozycja psychiczna.

Ale cos zostanie. Otóz dzieki nagraniu Adama Michnika uzyskalismy dokument
socjologiczny pierwszej rangi. Doprawdy nie byloby nawet tania zlosliwoscia
twierdzic, ze byc moze okaze sie on najwazniejszym tekstem, jaki Adam Michnik
opublikowal po 1989 roku.
Kontekst tworzy sens
Ten zapis nalezy traktowac jako autentyczny, choc tak trudno jest w to
uwierzyc. Calkowicie potwierdza przy tym slusznosc postmodernistycznej teorii
i metodologii. Wszak to dopiero fakt, ze zostal opublikowany z
wielomiesiecznym opóznieniem, nadal mu pelne znaczenie. Okolicznosc, ze o
niestosownej propozycji Rywina od dawna wiedziala juz ?cala Warszawa?,
lacznie z prezydentem i premierem, jest jeszcze jednym potwierdzeniem zasady,
iz sens zalezy od kontekstu. To samo dotyczy przerw i opuszczen w
opublikowanym tekscie.

Zgodnie z ta zasada zapis ten odsyla do innych publikacji. Dobrze jest go
czytac z takimi tekstami jak ?Nie bede walczyl bronia nienawisci? oraz ?Szare
jest piekne?, a takze ze spóznionym o kilkanascie lat wykladem Aleksandra
Kwasniewskiego ?Czy mozliwa jest uczciwa polityka??, w którym prezydent
nieoczekiwanie okazal sie znawca Immanuela Kanta, ale nie najnowszej historii
Polski i wlasnej formacji politycznej. Gdyby zapis rozmowy zostal podany do
wiadomosci publicznej nastepnego dnia, a prokuratura zostala zawiadomiona
zaraz po wyjsciu Rywina z redakcji, moglibysmy co najwyzej z calym szacunkiem
przypomniec redaktorom i wydawcom ?GW?, ze nalezy unikac podejrzanych
znajomosci i ze nie wypada wdawac sie w upokarzajace negocjacje z osobnikami
czyniacymi tego typu propozycje.

Gdyby premier przez szacunek dla sprawowanego urzedu - jesli juz nie dla
siebie samego - zamiast formulowania psychiatrycznych diagnoz zrobil to, co
nakazuje prawo, odsuwajac raz na zawsze podejrzenie, ze byl zleceniodawca
Rywina, gdyby prezydent staranniej dobieral gosci zapraszanych na imieniny -
chocby mial je spedzac samotnie przy lekturze Kanta - mielibysmy rzeczywiscie
do czynienia jedynie z afera Rywina i jego tajemniczych mocodawców, a zapis
rozmowy mialby przede wszystkim wartosc dowodowa i sensacyjna.

Zmysl realizmu podpowiada nam jednak, ze gdyby tak to sie wszystko odbylo, to
chodziloby zapewne o jakis inny kraj, a nie o postpeerelowska III
Rzeczpospolita, i o jakis zupelnie inny ustrój niz ten zaprojektowany dla
dobra nas wszystkich przy Okraglym Stole i który, jak sie okazuje, zostal
zrealizowany z godna podziwu konsekwencja.
Polskie high society
Na czym polega wartosc tego tekstu z socjologicznego punktu widzenia? Po
pierwsze, jest to znakomity material empiryczny dla badaczy elit. Teraz wiemy
wreszcie, jakie to ?high society? na bardzo wysokich obcasach zastapilo
?civil society?, które na szczescie dla pomyslnego rozwoju ?high society? nie
uformowalo sie w ksztalt wykraczajacy poza postac orkiestry swiatecznej
pomocy. Ci, którzy pisza o braku solidarnosci spolecznej, moga sie przekonac,
ze nie dotyczy to tej grupy, stwierdzic, jak zazyle sa stosunki miedzy
róznymi odlamami elity, ludzmi polityki, biznesu, mediów.

Dla badaczy mechanizmów rekrutacji nowych elit Lew Rywin ze swa bogata
biografia moze, obok takich postaci jak Slawomir Wiatr i im podobni, posluzyc
do konstruowania typu idealnego czlowieka sukcesu III RP. Wprawdzie od dawna
wiemy juz, ze wstyd jest sie ubiegac o jakies wazne funkcje, jesli kiedys nie
bylo sie swiadomym - etatowym lub tajnym - wspólpracownikiem sluzb - bo to
dzisiaj najlepsze swiadectwo kompetencji i ofiarnosci. Latwiej jest jednak
teraz zrozumiec, dlaczego tak nikle szanse w instytucjach panstwowych, w
biznesie, w filmie, w literaturze, ma ktos, kto chcialby pogwalcic nowy
kodeks ?elitarnej? solidarnosci, do którego glównych zasad nalezy
?niegrzebanie w biografiach? oraz przebaczenie, o którego chrzescijanskich
aspektach pisal ostatnio Roman Graczyk (zob. ?GW? z 13 stycznia br.).
Oczywiscie swoisty typ tej solidarnosci nie wyklucza zacietych walk i ?ciosu
zardzewialym nozem w plecy? ze strony osobników nieodpowiedzialnych, jak
dowiadujemy sie z tego pasjonujacego, utrwalonego na magnetofonie dialogu.
Negocjacje a la Pruszków
Po drugie, jest to doskonaly obiekt badan dla socjolingwistyki,
etnometodologii, analizy konwersacyjnej itp. Mozna dowiedziec sie, jak w
Polsce negocjuje sie interesy polityczne i gospodarcze. Jak ze soba
rozmawiaja, jakim jezykiem komunikuja sie ze soba ludzie naszych ?sfer
wyzszych?. Zapis tej rozmowy falsyfikuje zreszta hipoteze o wyalienowaniu sie
elit ze spoleczenstwa.

Okazuje sie, ze ci panowie (zapewne tez i panie) zalatwiaja swoje interesy
nie inaczej, niz sie zalatwia w Pruszkowie i innych polskich miastach i
miasteczkach. Przyjazny ton, w którym prowadzona jest ta konwersacja, czyni
jednak z nagrania towarzyska niedyskrecje i akt nielojalnosci, pogwalcenie
podstawowych regul konwersacyjnych, na które nagrany Lew Rywin reaguje ze
zrozumialym rozgoryczeniem Panstwo w rekach towarzystwa Po trzecie,
instytucjonalisci, konstytucjonalisci, socjologowie panstwa itd. moga,
wychodzac od tego przypadku, wysuwac hipotezy dotyczace tego, jak w Polsce
konkretnie tworzy sie prawo, kto ma inicjatywe ustawodawcza w
realnospolecznym sensie i jakie mechanizmy prowadza do jego uchwalenia.
Widac, ze chodzi raczej o ?agregacje? indywidualnych i grupowych interesów
(czyli, mówiac w innym, bardziej zrozumialym jezyku, o dzielenie dzialek,
doli, kasy), a nie o dobro wspólne. Zreszta z tej perspektywy takie
rozróznienie nie ma sensu - na tym wlasnie ma polegac dobro wspólne.

Prawo jest dostosowywane do potrzeb grup interesu, a panstwo nie jest jakims
bytem ?pozatowarzyskim?, lecz instrumentem uzywanym przez ?towarzystwo? w
rozgrywkach grupowych oraz srodkiem kumulowania i dystrybucji kapitalu przez
?grupe trzymajaca wladze?. Wypowiedzi obu panów nie bez empatii wnikajacych
w intencje i dazenia prezesa telewizji publicznej oraz czlonków KRRiTV,
obecnych i bylych, ujawniaja, jak traktuja instytucje publiczne osoby, którym
powierzono ich kierowanie. Kompetentny komentarz Rywina i Michnika o
zamierzeniach tyczacych II programu tele
    • Gość: Ania Czesc druga IP: *.upc.chello.be 30.01.03, 10:42
      Dziennikarz spisuje bez skrótów
      Po czwarte, specjalisci od srodków komunikowania sie na podstawie tego zapisu i
      sposobu jego opublikowania uzyskaja wiele informacji o stanie wolnosci prasy, o
      rozumieniu jej funkcji, o stopniu uzaleznienia dziennikarzy od wlascicieli
      gazet, a jednych i drugich od polityki i biznesu.

      Mozna tez na tej podstawie zastanawiac sie nad etosem dziennikarskim, który
      sklania dziennikarza do pisania ?spisuje bez skrótów?, chociaz publikuje tekst
      okrojony, oraz nad efektywnoscia zbierania informacji, skoro opublikowany w
      pare miesiecy po wydarzeniu artykul nie zawiera niczego, czego by juz od razu
      nie wiedziano. Przy okazji tej sprawy znowu duzo dowiadujemy sie o roli
      telewizji publicznej, która od jakiegos czasu zaczela wyraznie zaniedbywac
      premiera, gdy zmuszona jest mówic o aferze ?platnej protekcji?, choc jeszcze do
      niedawna bez jego wielokrotnej obecnosci na ekranie nie obyl sie zaden dziennik
      telewizyjny.
      Gazeta w systemie wladzy
      Po piate wreszcie, badacze ruchów spolecznych, na przyklad pierwszej
      ?Solidarnosci?, moga potraktowac te afere jako smutny epilog historii ?opozycji
      demokratycznej?. Obyczaje ludzi, którzy zaczynali swoje blyskotliwe kariery od
      tej strony Okraglego Stolu, która eufemistycznie nazywano rzadowa, nie moga
      nikogo zaskoczyc. Dzialaja tak, jak potrafia. Niczego innego sie nie nauczyli.

      Pewnie nawet nie wiedza, ze mozna inaczej, i tylko wydaje sie im, iz stali sie
      demokratami, liberalami, socjaldemokratami. Ale niestety w sklad tak
      dzialajacych elit III RP weszlo takze wielu z tych, którzy kiedys
      reprezentowali strone spoleczna, solidarnosciowa. Czesto slyszymy teze, ze
      dawne podzialy stracily na znaczeniu. Rzeczywiscie, gdy czyta sie zapis tego
      spotkania, mozna w to uwierzyc. Oczywiscie to Rywin przychodzi z propozycja do
      Michnika - nie odwrotnie. To Michnik ujawnia nagranie - a nie odwrotnie. Ale
      dlaczego Rywin w ogóle przychodzi? Dlaczego w ogóle moze sadzic, ze taka
      rozmowe mozna prowadzic z nim powaznie? Czyzby nie wiedzial, z kim rozmawia?
      Te wszystkie obiady, pertraktacje, narady z premierem, imieniny i przyjecia,
      nazwiska i imiona, które padaja w tej rozmowie, pokazuja, w jakim stopniu ?GW?
      wmontowala sie w system nieformalnej i formalnej wladzy. To jest najsmutniejszy
      aspekt tej sprawy. Ta najwieksza w Polsce gazeta - jak niedawno przypomnial
      Ryszard Bugaj - byla na samym poczatku gazeta nas wszystkich, wyrazala
      nadzieje, ze mozna uprawiac polityke inaczej, uczciwie, a nawet bardzo
      uczciwie, w interesie ogólu. Jej sukces wynikal z poczatku w ogromnej mierze ze
      spolecznego powiernictwa, z zaufania, którym ja obdarzano.

      Z czasem kazdy kolejny wywiad z osobami w rodzaju Czeslawa Kiszczaka czy
      Jerzego Urbana, kazdy atak na IPN i ustawe lustracyjna, kazdy nowy tekst
      Mieczyslawa M. Rakowskiego i jemu podobnych, sprawa Maleszki itd. sprawialy,
      ze coraz trudniej bylo sie ludzic, iz nowe sojusze ?GW? wynikaja z blednego
      rozumienia demokracji, prawa i wolnosci. Ta rozmowa swiadczy o tym, ze juz
      dawno nie o idee chodzi, lecz o interesy, i to one oraz te wszystkie powiazania
      i zaleznosci okreslaja ideowe stanowisko tej gazety, ze nawet gdyby chciala,
      nie moze juz inaczej. Dzisiaj ?GW? jest raczej powiernikiem - czy raczej
      zakladnikiem - zupelnie innych ludzi niz ci, którzy kiedys jej zaufali, którzy
      tworzyli ruch, z którego wyrosla.
      Kto przeszkadza modernizacji
      Szósta perspektywa, w jakiej moze byc czytany ów tekst, to perspektywa teorii
      modernizacji. Z punktu widzenia tej teorii, odniesionej do zapisu rozmowy,
      widac wyraznie, ze najwieksza przeszkoda w modernizacji Polski nie sa malorolni
      rolnicy, lecz polskie ?elity?, to ?towarzystwo? z kapitalem, wplywowe, zasobne
      i pewne siebie. Scala ono wszystkie dziedziny zycia w jedna wierchuszke, jak za
      dawnych czasów. Pod demokratyczna powierzchnia w istocie w Polsce uksztaltowal
      sie lad monocentryczny, oligarchiczny.

      Wydaje sie, iz ta rzadzaca warstwa tak odporna jest na wszelkie procesy, zmiany
      i unowoczesnienia, ze trudno wiazac zbyt daleko idace nadzieje na to, ze
      czlonkostwo Polski w Unii Europejskiej doprowadzi do jej rozbicia, rozproszenia
      i umozliwi budowe w Polsce gospodarki rzeczywiscie rynkowej i demokracji typu
      zachodniego. To raczej ?towarzystwo?, calkiem dobrze rozumiejace sie ze swoimi
      zagranicznymi partnerami, bedzie próbowalo dostosowac slabe i podatne na
      korupcje struktury europejskie do swoich sposobów dzialania i obyczajów.

      * * *
      Ktos móglby powiedziec, ze przeciez wszedzie zdarzaja sie afery. To prawda,
      chociaz afera aferze nierówna. Skandal dotyczacy nielegalnego finansowania
      partii, który wstrzasnal Niemcami, bylby wedlug polskich standardów jakims
      niewaznym incydentem. W kazdym kraju praworzadnym wystarczyloby juz to, co
      wiemy o aferze Rywina, zeby premier podal sie do dymisji. Nie o afere jednak w
      Polsce chodzi, lecz o system. Przez cale lata mówiono nam, ze najwiekszym
      zagrozeniem dla polskiej demokracji sa najpierw ?oszolomy?, potem populisci i
      fundamentalisci. Jakaz bylaby to ulga, gdybysmy sie na koncu dowiedzieli, ze
      tak jest i w tym przypadku, ze w istocie to byli tylko przebierancy, np. ze to
      byla rozmowa Andrzeja Leppera z ojcem Rydzykiem, którzy zrecznie podszyli sie
      pod postacie producenta ?Listy Schindlera? i dawnego bohatera opozycji. Jakze
      chcielibysmy wrócic do czasów, gdy mozna nas bylo straszyc polskim prostakiem,
      ciemniakiem i antysemita. Z tym niebezpieczenstwem przeciez jakos bysmy sobie
      poradzili. Ale takiego happy endu nie bedzie. Musimy spojrzec prawdzie w oczy:
      najwieksze zagrozenie dla demokracji, dla naszej wolnosci i naszej pomyslnosci
      plynie nie z marginesu III RP, lecz z jej kulturalnego, politycznego i
      gospodarczego centrum, nie z dolów, lecz z samej góry, z ?towarzystwa?,
      postkomunistycznego i po czesci postsolidarnosciowego.

      Autor (ur. 1953) jest socjologiem i filozofem, profesorem uniwersytetu w
      Bremie i na UKSW. Najwazniejsze publikacje: ?Rozumienie ludzkiego
      zachowania? (1986), ?Upadek idei postepu? (1991), ?Postmodernistyczne
      rozterki kultury? (1996), ?Max Weber? (1999). Mieszka w Bremie i w
      Warszawie.



      Dziennikarz spisuje bez skrótów
      Po czwarte, specjalisci od srodków komunikowania sie na podstawie tego zapisu i
      sposobu jego opublikowania uzyskaja wiele informacji o stanie wolnosci prasy, o
      rozumieniu jej funkcji, o stopniu uzaleznienia dziennikarzy od wlascicieli
      gazet, a jednych i drugich od polityki i biznesu.

      Mozna tez na tej podstawie zastanawiac sie nad etosem dziennikarskim, który
      sklania dziennikarza do pisania ?spisuje bez skrótów?, chociaz publikuje tekst
      okrojony, oraz nad efektywnoscia zbierania informacji, skoro opublikowany w
      pare miesiecy po wydarzeniu artykul nie zawiera niczego, czego by juz od razu
      nie wiedziano. Przy okazji tej sprawy znowu duzo dowiadujemy sie o roli
      telewizji publicznej, która od jakiegos czasu zaczela wyraznie zaniedbywac
      premiera, gdy zmuszona jest mówic o aferze ?platnej protekcji?, choc jeszcze do
      niedawna bez jego wielokrotnej obecnosci na ekranie nie obyl sie zaden dziennik
      telewizyjny.
      Gazeta w systemie wladzy
      Po piate wreszcie, badacze ruchów spolecznych, na przyklad pierwszej
      ?Solidarnosci?, moga potraktowac te afere jako smutny epilog historii ?opozycji
      demokratycznej?. Obyczaje ludzi, którzy zaczynali swoje blyskotliwe kariery od
      tej strony Okraglego Stolu, która eufemistycznie nazywano rzadowa, nie moga
      nikogo zaskoczyc. Dzialaja tak, jak potrafia. Niczego innego sie nie nauczyli.

      Pewnie nawet nie wiedza, ze mozna inaczej, i tylko wydaje sie im, iz stali sie
      demokratami, liberalami, socjaldemokratami. Ale niestety w sklad tak
      dzialajacych elit III RP weszlo takze wielu z tych, którzy kiedys
      reprezentowali strone spoleczna, solidarnosciowa. Czesto slyszymy teze, ze
      dawne podzialy stracily na znaczeniu. Rzeczywiscie, gdy czy
      • Gość: EUROMIR Re: Czesc druga IP: *.cm-upc.chello.se 09.02.03, 07:43
        Szanowna Pani Aniu,

        tekst tekst prof. Krasnodebskiego to - moim zdaniem - najwazniejszy tekst
        polityczny w Polsce, o Polsce od ostatnich czternastu lat.
        Profesorowi - Czesc i Chwala, zarowno za umiejetnosc syntezy i analizy jak i
        odwage wystapienia przeciw TEMU "towarzystwu" bydlakow niszczacych kradzieza i
        korupcja nasz kraj.

        Pozdrawiam Pania :

        Euromir
    • Gość: Hiacynt z artykułu Anny Bikont IP: 195.205.252.* 30.01.03, 10:48

      Wklejałem fragmenty artykułu Bikont o filmie Shoah i trafiłem na Lwa Rywina.

      - Zadzwonił do mnie w 1985 roku pan Lew Rywin, ten sam, który teraz pokazuje
      mój film jako prezes Canal+ - opowiada mi Claude Lanzmann. - Wtedy
      reprezentował państwową agencję dystrybucji filmów Poltel. Chciał mój film
      pokazać najwyższym władzom w Polsce i prosił o przesłanie taśm. Umówił się ze
      mną następnie w Paryżu, zastrzegając, żebym spotkanie trzymał w tajemnicy, bo
      ambasada polska nie może się o niczym dowiedzieć. Mówił, że mam wrogów w
      Polsce, że wasz minister spraw zagranicznych Olszowski chętnie by mnie
      zastrzelił i tylko generał Jaruzelski mnie popiera. Obejrzałem taśmę. To był
      horror, kompletna destrukcja mojego dzieła. Powiedziałem: "Nie". Ale potem
      Rywin zadzwonił z Warszawy i powiedział, że jak zaakceptuję tę wesję, to oni w
      rewanżu puszczą film w całości w jednym kinie w Warszawie i w Krakowie. Nie
      wiem dlaczego, ze zmęczenia może, zgodziłem się.

      - Protest MSZ został napisany przez ludzi, którzy filmu nie widzieli. A generał
      Jaruzelski chciał film zobaczyć. To ja przygotowałem tę skróconą wersję - mówi
      Lew Rywin. - Dostałem polecenie od ówczesnego prezesa TVP, że mam polecieć do
      Paryża, wydostać film i wybrać do emisji wyłącznie to, co dotyczy Polaków. A że
      potem, jak pani twierdzi, była taka nagonka prasowa... Prasa nie była
      kontrolowana przez generała, ale przez antagonistyczny obóz, który trzymał w
      ręku wydział prasy KC PZPR.


      ===============================================

      cytat w ramach patologii o kórej pisał Euromir

      Hiacynt
    • Gość: System Re: System Rywina czyli z socjologii III Rzeczpos IP: *.am.poznan.pl 30.01.03, 10:52
      Analiza socjologiczna tekstu nagrania Michnika obala i to dobitnie uwagi jakie
      na temat Polaków zamieszczają na łamach forum niektórzy nawiedzeni . Dotyczą te
      uwagi np. umiejętnosci Polaków , ktore są marne lub nie ma ich wcale. Polaków ,
      którzy nic tylko zazdroszczą innym nacjom a najwięcej Żydom.
      Jak wiadomo rozmówka Adama i Lwa to rozmówka między "bracmi" !.Czy wszyscy ,
      ktorzy piszą na tych łamach "polaczki" odnoszą do wysokiej kultury
      zaprezentowanej przez naszych "braci" ? Czy takiej zaradności i dążenia do
      poprawy swego bytu mieliby prezentować "polaczki" aby nazwać ich Polakami ??
      Czy takiej "zaradnosci" jaką prezentują Adam i Lew w tym pięknym dialogu
      nalezy wymagać od "polaczków " aby nazywać ich Polakami . A czy czasem jednak
      nie nalezałoby nazwać Adama i Lwa , po ich rozmowie "żydeczkami" , którzy nic
      innego nie umieją prócz "robić wysokiej kultury oszustwa" ????
      • Gość: świnka koszerna Re: System Rywina czyli z socjologii III Rzeczpos IP: *.echostar.pl / *.unregistered.net.telenergo.pl 02.02.03, 16:29
        Gość portalu: System napisał(a):

        > Analiza socjologiczna tekstu nagrania Michnika obala i to dobitnie uwagi
        jakie
        > na temat Polaków zamieszczają na łamach forum niektórzy nawiedzeni . Dotyczą
        te
        >
        > uwagi np. umiejętnosci Polaków , ktore są marne lub nie ma ich wcale.
        Polaków ,
        >
        > którzy nic tylko zazdroszczą innym nacjom a najwięcej Żydom.
        > Jak wiadomo rozmówka Adama i Lwa to rozmówka między "bracmi" !.Czy wszyscy ,
        > ktorzy piszą na tych łamach "polaczki" odnoszą do wysokiej kultury
        > zaprezentowanej przez naszych "braci" ? Czy takiej zaradności i dążenia do
        > poprawy swego bytu mieliby prezentować "polaczki" aby nazwać ich Polakami ??
        > Czy takiej "zaradnosci" jaką prezentują Adam i Lew w tym pięknym dialogu
        > nalezy wymagać od "polaczków " aby nazywać ich Polakami . A czy czasem jednak
        > nie nalezałoby nazwać Adama i Lwa , po ich rozmowie "żydeczkami" , którzy nic
        > innego nie umieją prócz "robić wysokiej kultury oszustwa" ????
        --------------------------------------------------------------------------------
        --------------------------------------------------------------------------------
        Panie System bądź Pan dokładny i pisz Pan "robić wysokiej kultury "koszerne
        interesy " !!!
        Bo inaczej ktoś Pana posądzi o stronniczość !
        Pzdr.
    • nurni System Rywina_______do gory_____________nt 30.01.03, 12:14
      • Gość: Ania ReTak to dziala jak w Poznaniu.. IP: *.upc.chello.be 30.01.03, 14:27

        Prezydent wzywa polityków do wyrzeczenia sie bibek z maganatami medialnymi,
        dziennikarzami i ludźmi biznesu. Dał tym samym prezydent wyraz nad wyraz
        dobrego samopoczucia. Ciekawe bowiem czy najbliższego lata nie pojawi się w
        Sopocie na prywatnym turnieju tenisowym R. Krauzego i nie zasiadzie obok
        niego na trybunie honorowej. Od zawsze zdumiewało mnie to, ze głowa państwa
        pozwala sobie na poklepywanie sie po plecach z człowiekiem, który swoja
        fortunę zbudował m.in. interesach ze skarbem państwa. Interesów z powodu
        których cierpi nie kto inny jak państwa właśnie skarb, bo R. Krauze zawsze
        oferuje przecież strukturom publicznym wyjątkowej jakosci usługi
        informatyczne, za które nie wiedzieć czemu warto wyrzucać pieniądze w błoto.
        Ale moze własnie wiedzieć czemu, bo jak nie przyznać mu kolejnego kontraktu
        skoro tak przyjaźni sie z samym prezydentem?smile Otrzeźwienie zatem przychodzi
        A. Kwaśniewskiemu dość późno, ale dobrze chyba, ze wogóle. Ciekawe jednak czy
        np.Minister od infrastruktury weźmie jego apel pod uwagę i przestanie byc
        marionetką sterowaną przez najzamożniejszego magnata dr. K. z Poznania.
        Przykład sterowania przez doktora? Media w Poznaniu w trakcie kampanii
        wyborczej samorzadowej zostały zwołane na polityczna hucpę zaaranżowaną przez
        doktora. Chciał doktor urządzic swojego kandydata na fotelu prezydenta
        Poznania a zatem zorganizował mu w operze poznańskiej spotkanie z ministrem
        Polem i wicerpezesem Eurpejskiego Banku Inwestycyjnego. Odgórnie zostały tam
        wtrącone wszystkie media - takze o dziwo komercyjne. Doktor ma siłę.
        Spotkanie to nie miało żadnego sensu oprócz tego, że koń doktora p. Pietras
        został wystawiony pod kamery z postaciami przytoczonymi wyżej. Minister od
        infrastruktury trochę się żenował nawet gdy kandydat na prezydenta wieszał mu
        się u ramienia ale cóz miał zrobić skoro doktor prosił. Tam zresztą nikt nie
        ukrywał, że to inicjatywa doktora - ten zreszta prosił by jako aranżer nie
        był filmowany przez kamery. Kandydat doktora i SLD ostatecznie przegrał. A
        juz były plany by upadajacego Cegielskiego najpierw skomunalizować a
        następnie sprywatyzować. Kto zostałby wówczas właścicielem tej fabryki a wraz
        z nia ogromnej i bardzo atrakcyjnej powierzchni w centrum Poznania? Nie
        trudno zgadnąć. Sitwa, sitwa, sitwa - gdy analizować te wszystkie przyjaźnie
        to rzeczywiście nie ascezy a raczej prokuratury w wielu przypadkach z
        pewnością trzeba.


        • nurni do gory ostatni raz____________za to z dedykacja 31.01.03, 03:51
          zblakanym reniferom dedykuje:

          nurni
    • Gość: Nick Na nowo IP: *.sympatico.ca 01.02.03, 23:16
      Drodzy Państwo, żarty żartami, ale sprawa wcale nie jest taka błaha. Oto mamy
      ponadpartyjną organizację "swoich". Doskonale wytresowanych byłych pro-PZPR-
      owskich działaczy. To nie byli w czasach studenckich jacyś czyniący dobro
      harcerze. To byli bezwzględni i walczący o swoje miejsce przy korycie
      hunwejbini! Których oduczano przez lata studiów większości ludzkich odruchów.
      Którym łamano sumienia. Bat i marchewka! Dzwoneczek i ślinka!

      I teraz okazuje się, że nawet, jeśli w wyborach czy referendach głosujecie
      Państwo przeciwko komunistom wybierając "mniejsze zło", może być tak, że w
      dalszym ciągu głosujecie na "obrzezanych kolesiów".

      Warto więc przyjrzeć się podobnym organizacjom bliżej. Bowiem, mimo ładnej
      nazwy, jest to jedna z kilku bardzo złośliwych odmian raka, które pożerają
      Polskę.

      Cała sprawa "Ordynackiej" nie wyszłaby prawdopodobnie na wierzch, gdyby nie
      trwająca wciąż walka "chamów z żydami". Ale i środowiska patriotyczne powinny
      wyciągnąć z tej "wojny" wnioski. Choćby takie, że gdzie dwóch się bije, tam
      trzeci, jeśli jest naiwny - obrywa, ale jeśli rozsądny - korzysta.
      • Gość: Ania Re: Do nicka IP: *.upc.chello.be 01.02.03, 23:25
        Telepatia jakas chyba ,wlasnie chcialam poszukac tego watku specjalnie dla
        CiebieCiesze sie,ze znalazles samAle jak?Pozdrawiam
      • Gość: Ania Re: Na nowo IP: *.upc.chello.be 01.02.03, 23:31
        Gość portalu: Nick napisał(a):

        > Drodzy Państwo, żarty żartami, ale sprawa wcale nie jest taka błaha. Oto
        mamy
        > ponadpartyjną organizację "swoich". Doskonale wytresowanych byłych pro-PZPR-
        > owskich działaczy. To nie byli w czasach studenckich jacyś czyniący dobro
        > harcerze. To byli bezwzględni i walczący o swoje miejsce przy korycie
        > hunwejbini! Których oduczano przez lata studiów większości ludzkich odruchów.
        > Którym łamano sumienia. Bat i marchewka! Dzwoneczek i ślinka!
        >
        > I teraz okazuje się, że nawet, jeśli w wyborach czy referendach głosujecie
        > Państwo przeciwko komunistom wybierając "mniejsze zło", może być tak, że w
        > dalszym ciągu głosujecie na "obrzezanych kolesiów".
        >
        > Warto więc przyjrzeć się podobnym organizacjom bliżej. Bowiem, mimo ładnej
        > nazwy, jest to jedna z kilku bardzo złośliwych odmian raka, które pożerają
        > Polskę.
        >
        > Cała sprawa "Ordynackiej" nie wyszłaby prawdopodobnie na wierzch, gdyby nie
        > trwająca wciąż walka "chamów z żydami". Ale i środowiska patriotyczne powinny
        > wyciągnąć z tej "wojny" wnioski. Choćby takie, że gdzie dwóch się bije, tam
        > trzeci, jeśli jest naiwny - obrywa, ale jeśli rozsądny - korzysta.


        Tylko kto to sa te srodowiska patriotyczne?I czy nie o to samo im chodzi?O
        miejsce przy korycie?
    • oleg3 Od towarzyszy do towarzystwa 03.02.03, 09:07
      Polska miara przemian ustrojowych. Kiedyś byli towarzysze, teraz mamy
      towarzystwo. Pasaż od zbiorowości towarzyszy do monolitu towarzystwa to nasz
      własny, polski wkład w pluralizm polityczny. Odkrycie istnienia towarzystwa
      jako nowej kategorii społecznej jest socjologicznym skutkiem upowszechnienia
      nagrań ze spotkania Michnika z Rywinem. Zdobyczą naukową potwierdzającą, że z
      jednej strony bez etykietek nie można zrozumieć świata, a z drugiej - że
      uzgodnienie treści etykietki właściwie zamyka sprawę. Zamiast kłopotliwych
      dochodzeń, śledztw, zeznań i komisji można się poświęcić systematyce
      towarzystwa na wysokim szczeblu abstrakcji. Zamiast bezdusznego prawa -
      humanistyczne normy nauk społecznych. Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby komisja
      Nałęcza na zakończenie swoich prac wydała raport "Życie seksualne towarzystwa w
      Warszawie", wzorowany na Malinowskim i Wyspach Triobriandzkich. W końcu zamiast
      wulgarnego ustalania, kto i co, znacznie ciekawsze jest, jak i dlaczego.

      MACIEJ RYBIŃSKI
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030203/publicystyka/publicystyka_a_5.html
Pełna wersja