Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej...

IP: *.interklub.pl 29.10.01, 19:31
Artykuł Fallaci nie był dla mnie zaskoczeniem.Ostro wyraziła to co od dawna
zauważam.Oto w pewnym uproszczeniu moje spostrzeżenia...Wątek dotyczy głównie
Europy,ale jest też związany z USA
1.1900 rok.100 lat temu Europa i USA rządziła światem.Dzięki wolnemu rynkowi
(niskie podatki-w USA 3%!!),poszanowaniu życia,własności,sprawiedliwości i
wysokiemu morale(wartości chrześcijanskie) narody europejskie rozwijały się
szybko,notowano wysoki przyrost naturalny,wysyłały swoje nadwyżki ludnościowe
do USA i kolonii itp.
2.2001 po 100 latach rządów socjalizmu,walki z wolnym rynkiem i kościołem,życiem
(kara śmierci dla nienarodzonych zwana aborcją),naturą
(homoseksualizm,,eutanazja...),o prawa mniejszości,"postęp" polityczna
poprawność zamiast o wolność własność i sprawiedliwość
itd,Europa wymiera,gospodarka stoi w miejscu(w Niemczech wzrost wynosi
0,7%),zamieszkuje ją coraz więcej kolorowych,którzy rodzą się kilka razy
szybciej niż Europejczycy.Gospodarczo mimo,że jest jeszcze to już się nie
rozwija.Dominują postawy roszczeniowe,bierność i "zapewnienie sobie
bezpieczeństwa"-tzw świętego spokoju,a nie zmysł podejmowania nowych wyzwań i
ryzyka.
3.Rok 2050.Za 50 lat Europejczycy staną się u siebie mniejszością
(Francja,Niemcy- będzie tu mieszkało dużo mniej osób,a i tak obcy staną się
większością -żródło np."Rzeczpospolita"),a kolorowi niekoniecznie więc drogą
podboju,ale dzięki zwykłej demografii mogą przejąć rządy w Europie.
4.Jeśli Europa się opamięta(do czego nawołuje m.in Oriana Fallaci)tak nie musi
się stać.Polska może tego uniknąć jeśli będzie prowadzić konserwatywno-
liberalną politykę(w skrócie wolny rynek i b.niskie podatki+szeroko rozumiane
wartośi moralne-tzw prawa naturalne i chrześcijaństwo)i ograniczy imigrację
(wbrew postępowym mediom-np.TVN,Wprost czy Wyborcza sugerująca,że nic się nie
stanie jak za 100 lat będzie 20 mln Polaków).
5.Gorąco polecam 4 artykuły
1.Krzysztofa Dzierżawskiego"Przyszłość Europy"
2.Jana Frejlaka "Upadek Europy"
3.Grzegorza Świderskiego "Przykładowe scenariusze upadku demokracji"
4.Marka Malinowskiego "Południe przeciw Północy?"
Znajdują się one na stronach www.datapolis.pl/grzes/pe.htm(artykuł
Dzierżawskiego,a na dole linki do trzech pozostałych).
Zachęcam też do zamieszczania różnych danych statystycznych(np.przyrost
naturalny,ilość aborcji w Europie i USA,gospodarka itp.)
PS.Ponieważ jestem bardzo zajęty mogę jakis czas nie uczestniczyć w dyskusji...
    • Gość: Skrzypek Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.interklub.pl 29.10.01, 19:44
      Oto przykłady...
      Rosja ludność 147 mln,rodzi się 1,8 mln umiera 2,5 mln-czyli rocznie ubywa 700
      tys.Kar smierci dla nienarodzonych(zwanych sprytnie aborcjami) jest
      dokonywanych 2,2 mln...
      Pakistan ma już 140 mln ludności a przyrost naturalny...
      W b.NRD rodzi się 60 tys a umiera 160 tys ludzi.Nie wiem ile tam dokonuje się
      aborcji...
      W krajach bałtyckich też jest więcej więcej dzieci jest mordowanych niz się
      rodzi.A kto wie ile ich było w PRL?Słyszałem o 2 liczbach 3,5 mln,ale też o 20
      mln (bywało,że 0,5 mln rocznie...)
      W Marsyli mieszka już 800 tys Arabów,W Berlinie 1,2 mln obcokrajowców...a jak
      wyglądają inne miasta na Zachodzie?
      Na razie Europejczycy stanowią jeszcze większość,na razie muzułmanie jeszcze
      nie dominują,na razie...
      • Gość: dzygit Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.r-195-35-131.essentkabel.com 29.10.01, 23:05
        Co do Rosji to jestem bardzo zadowolony !
        • Gość: V.C. Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 00:02
          A w arcypostępowej Holandii aborcji dokonuje się zaledwie kilka tysięcy
          rocznie . Najwyższy przyrost naturalny w Europie Zach . jest w Islandii ,
          Norwegii i Francji , a do nie dawna w Szwecji ( wszystki kraje bardzo
          postępowe , rzekłbyś socjalistyczne . I z wyjątkiem Francji ( oraz Sztokholmu i
          Goeteborgu ) niemal pozbawione emigrantów z Południa .
          A co system podatkowy ma tu do rzeczy ? Za podobne dywagacje ( natury naukowej
          pewien naukowiec pochodzenia polskiego z Vancouver , otrzymał w tym roku
          IgNobla ( antynobla ) ...
          • Gość: Skrzypek Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.interklub.pl 30.10.01, 00:59
            Gość portalu: V.C. napisał(a):

            > A w arcypostępowej Holandii aborcji dokonuje się zaledwie kilka tysięcy
            > rocznie . Najwyższy przyrost naturalny w Europie Zach . jest w Islandii ,
            > Norwegii i Francji , a do nie dawna w Szwecji ( wszystki kraje bardzo
            > postępowe , rzekłbyś socjalistyczne . I z wyjątkiem Francji ( oraz Sztokholmu i
            >
            > Goeteborgu ) niemal pozbawione emigrantów z Południa .
            > A co system podatkowy ma tu do rzeczy ? Za podobne dywagacje ( natury naukowej
            >
            > pewien naukowiec pochodzenia polskiego z Vancouver , otrzymał w tym roku
            > IgNobla ( antynobla ) ...
            1.Francja-jaki to przyrost?Ile w porównaniu choćby ze średnim przyrostem
            światowym nie mówiąc juz o państwach arabskich i ile procentowo rodzi się
            Francuzów,a ile kolorowych?A o tym jak Arabowie traktują swoją nową ojczyznę
            nieżle świadczy np
            mecz Algierii z Francją.
            2.Szwecja 8 mln ludzi-kiedyś była krajem jednolitym.Przyrost naturalny i jego
            skład narodowościowy analogiczny do Francji.
            3. Nobel trochę od dawna traci prestiż.Przykład-Dario Fo Włoski poeta,którego nie
            znał nawet Herling-Grudziński więc z tym antynoblem bym się wstrzymał.Niskie
            podatki podałem jako jeden z czynników.Przykład Szwajcarii jest tutaj najlepszym
            przykładem.Jeszcze do niedawna średnia rodzina miała 1 dziecko obecnie 2,a nawet 3
            (wiem bo byłem).Niemcy natomiast m.in dzięki b.szerokim obszarom socjalizmu mają
            0-1 dziecko(49% małżeństw ma w ogóle choć jedno dziecko).Przy niskich podatkach
            powstaje mnóstwo nowych firm,większość żyje na swoim,ma więcej pieniędzy i może
            sobie pozwolić na więcej dzieci,które m.in,jak już wspomniałem nie traktuje jako
            potencjalnych bezrobotnych,ale kolejne ręce do pracy.

    • Gość: Toto Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.proxy.aol.com 30.10.01, 02:48
      Nie sposob sie z Toba nie zgodzic.Wydaje mi sie ze Europe czeka to co np.juz
      sie dzieje w Macedonii lub stalo sie w Kosowym Polu.Autochtoni zostana wyparci
      w naturalny sposob przez przybyszy.Co prawda w historii to juz bylo - Cesarstwo
      Rzymskie,ale wtedy najezdzcy (plemiona germanskie,slowianskie)przyjmowaly
      kulture rzymska i staraly sie w wiekszym lub mniejszym stopniu to
      kontynuowac.Obecni "obcy" w Europie lub Ameryce nie sa tym zainteresowani,wrecz
      przeciwnie.
    • Gość: Skrzypek Re: Upadek Europy i Zachodu?-Oriana Fallaci szerzej... IP: *.interklub.pl 30.10.01, 15:58
      Krzysztof Dzierżawski
      PRZYSZŁOŚĆ EUROPY
      Największym niebezpieczeństwem przy prognozowaniu przyszłości jest pokusa
      budowania prognozy wedle schematu, w którym bieg wydarzeń z przeszłości będzie
      kontynuowany w przyszłości - bez zakłóceń, konsekwentnie i bez końca. Historia
      uczy jednak, że w przypadku bytów politycznych, gospodarczych czy finansowych
      jest to podejście zasadniczo błędne. Przyszłość nie jest bowiem mechanicznym
      powieleniem przeszłości. Owszem, przeszłość ma dla kształtu przyszłości
      znaczenie decydujące, bowiem kształt ten zanurzony jest w przeszłości i z niej
      wynika, ale przecież nie jest przeszłości tylko kalką.

      Przy przewidywaniu rozwoju gospodarczego zachodniej Europy łatwo popaść w
      opisany błąd prognostyczny. Gospodarka krajów zachodniej Europy odniosła po
      wojnie spektakularny i niekwestionowany sukces. Wysokiemu tempu rozwoju
      towarzyszyła dbałość o kwestie społeczne. W efekcie mamy dziś do czynienia ze
      sprawnym, stojącym na wysokim poziomie, mechanizmem gospodarczym z jednej
      strony, i z szerokim zakresem usług publicznych, zapewniającym obywatelom
      poczucie socjalnego bezpieczeństwa z drugiej. Na takim tle obraz przyszłości
      rysuje się sam: mechanizm gospodarczy będzie sprawniejszy, bogactwa materialne
      większe, a dobrodziejstwa socjalne jeszcze szersze.

      Naprawdę jednak kształt gospodarczej przyszłości Europy nie będzie wyznaczany
      wczorajszymi sukcesami, lecz zjawiskami natury demograficznej, których przebieg
      ma charakter nieodwracalny. Polega on - mówiąc najogólniej - na spadku ilości
      urodzonych dzieci do poziomu znacznie poniżej tego, który zapewnia
      odtwarzalność pokoleń, oraz na przedłużeniu średniej długości życia. Za około
      15 - 20 lat na te dwie tendencje nałoży się wkroczenie wiek emerytalny
      pokolenia wyżu demograficznego (zjawiska właściwego dla całego świata
      zachodniego). Względnie liczne roczniki wyżu, będące dziś wieku produkcyjnym,
      za kilkanaście lat znajdą się na emeryturze. Problem w tym, że następne
      pokolenia są coraz mniej liczne, a konsekwencją tego stanu rzeczy będzie
      dramatyczne pogorszenie się stosunku liczby osób w wieku emerytalnym do tych,
      którzy pozostają w wieku produkcyjnym (co nie oznacza, że pracują zawodowo -
      mogą się uczyć, wychowywać dzieci lub być niezdolni do pracy). I tak w
      przypadku Niemiec stosunek ten wynosił w 1995 roku 1:4, w 2020 osiągnie 1:3, w
      2030 - 1:2 i w 2050 - 2:3. Dla Francji odpowiednio: 1995 - 1:4, 2020 - 1:3,
      2040 - 1:2. Głęboki spadek urodzeń musi przynieść w konsekwencji zmniejszenie
      liczby ludności kraju. W 2000 roku Niemcy będą liczyć ok. 82 miliony
      mieszkańców, ale w 2050 tylko 57 milionów; we Francji spadek nie będzie tak
      głęboki - liczba mieszkańców zmniejszy z ok. 60 milionów w 2000 roku do 55 w
      2050.

      Tak więc między rokiem 2015 a 2020 nastąpi zasadnicza zmiana struktury ludności
      w zachodniej Europie. Silnie zwiększy się udział osób wieku poprodukcyjnym,
      zmaleje zaś udział osób zawodowo czynnych. Będzie to miało dwie ważne
      konsekwencje: zmniejszy się produkt krajowy brutto i jednocześnie powiększał
      się będzie udział wydatków socjalnych w PKB. Dodatkowe obciążenia doprowadza do
      załamania systemu finansów publicznych ze wszystkimi tego faktu społecznymi i
      politycznymi skutkami. Sytuacja wymusi redukcję przywilejów socjalnych oraz
      wysokości świadczeń społecznych. To z kolei wywoła gwałtowne protesty społeczne
      i zmiany polityczne tak głębokie, że będą one w istocie wyznaczać kres
      dotychczasowego porządku.

      Krzysztof Dzierżawski

      Artykuły związane tematycznie:

      Upadek Europy - Jan Frejlak
      Przykładowe scenariusze upadku demokracji - Grzegorz Świderski
      Południe przeciw Północy? - Marek J. Malinowski
    • Gość: Skrzypek Jan Frejlak-Upadek Europy IP: *.interklub.pl 30.10.01, 16:01
      Jan Frejlak
      UPADEK EUROPY
      Anatomia kryzysu
      Od czasów, gdy Europa osiągnęła szczyt swej potęgi, to jest od pierwszych lat
      XX wieku, zaczęły pojawiać się głosy, że ten sukces będzie nieuchronnym
      początkiem jej całkowitego upadku.

      I rzeczywiście, przepowiednie katastrofistów na naszych oczach zaczynają się
      sprawdzać. W Europie rodzi się coraz mniej dzieci, powszechnie panuje hedonizm,
      zanikają cnoty obywatelskie, takie jak dbałość o wspólne dobro, odwaga,
      zdolność do poświęceń. Przyczyn kryzysu Świata Zachodniego jest z pewnością
      wiele. Najistotniejszą jednak moim zdaniem jest to, że nasza cywilizacja
      osiągnęła właściwie wszystko co można było osiągnąć. Wszelkie odwieczne ludzkie
      marzenia o szybkich podróżach, lataniu w powietrzu, komunikowaniu się na
      odległość, zwalczaniu powszechnych chorób zostały zrealizowane już przed Drugą
      Wojną Światową. Dziś dla mieszkańców Europy Zachodniej dobra te są powszechnie
      dostępne. Nie ma też już żadnych nowych przestrzeni - cały nadający się do
      zamieszkania obszar naszego globu został zasiedlony, zaś kolonizacja ubogich
      państw Trzeciego Świata przestała być ekonomicznie opłacalna, wojna między
      krajami bogatymi zbyt ryzykowna ze względu na atomowe arsenały, a poza tym
      bezcelowa. Tak więc politycy nie mogą dziś przedstawiać ludziom wielkich
      projektów zdolnych mobilizować masy do heroicznych wysiłków. W takiej sytuacji
      w naturalny sposób jedynym pragnieniem staje się poczucie bezpieczeństwa i
      wygody. Zanika odwaga, ofiarność, kreatywność, które żywią się wolą
      przekształcenia Świata. Być może loty do gwiazd czy masowa eksploatacja
      odległych planet mogłyby wykrzesać z ludzi nowe pokłady entuzjazmu, te jednak
      są wobec naszych możliwości technologicznych równie niedostępne, co budowa
      samolotów naddźwiękowych była niedostępna mieszkańcom starożytnego Rzymu.

      Upadek Zachodu nie jest jednak upadkiem Świata. Inne kultury zachowały swą
      kreatywność i moralną siłę. Będąca jej najgłębszym wyrazem gotowość do
      poświęcania własnego życia wciąż jest obecna na przykład w Świecie Islamu.

      Teoria katastrof
      Trudno uwierzyć by trwający od kilkudziesięciu lat napór ludności muzułmańskiej
      na Europę uległ w pewnym momencie zatrzymaniu. Bogactwo naszego kontynentu jest
      zbyt kuszące, przyrost naturalny w Afryce Północnej i w Azji zbyt wysoki, zaś
      doskonałe uszczelnienie granic technicznie niewykonalne. Równie
      nieprawdopodobne jest by przybywający do Europy muzułmanie zaczęli nagle
      odrzucać swe wierzenia, które stanowią dla nich, prócz metafizycznego, również
      społeczne oparcie w otaczającym ich tu obcym bądź co bądź świecie. Dodajmy też,
      że muzułmanie pozostając wciąż grupą ekonomicznie słabszą nie ulegną
      demoralizacji rozkładającej naszą kulturę. Oni wciąż będą mieli wiele do
      zyskania, a mało do stracenia. Jeśli nie dojdzie do gwałtownych zmian i
      masowego wysiedlenia ludności muzułmańskiej z Europy, to w przeciągu niecałych
      stu lat będą oni w stanie zamienić takie kraje jak Francja czy Niemcy w
      islamskie republiki. Z dzisiejszej perspektywy zorganizowanie akcji
      wysiedleńczej wydaje się jednak niemożliwe. Nie chodzi mi tu jedynie o
      oczywisty brak politycznej woli jej przeprowadzenia, opory natury moralnej czy
      ideologicznej. Przesiedlenie na taką skalę musiałoby wywołać polityczną reakcją
      w coraz bardziej przeludnionych krajach arabskich czyniąc realnym nawet wybuch
      wojny.

      Szansa na to, by Europa oparła się islamskiej inwazji jest więc niewielka i
      wydaje się, że trzeba się już dziś pogodzić z tym, że za siedemdziesiąt lat
      wnuczka pani minister edukacji we francuskim rządzie, która wprowadziła
      obowiązkowe rozdawnictwo pigułek wczesnoporonnych dziewczętom ze szkół,
      wychodząc na ulice Paryża będzie musiała przesłaniać twarz kwefem. Coraz
      liczniejsi muzułmanie utworzą w którymś momencie swoją reprezentację
      polityczną, a ta w jakiś kolejnych demokratycznych wyborach po prostu przejmie
      władzę. Europa wydaje się już być z tym faktem pogodzona. Polityka wobec
      przybyszów jest bardzo łagodna. Pozwala im się na swobodne praktykowanie
      własnej religii. Coraz częstsze są przypadki, że chrześcijańskie świątynie
      zamieniane są na meczety. Znamiennym przykładem otwarcia europejskich elit na
      islamskich sąsiadów jest dopuszczenie Turcji do negocjacji w sprawie
      członkostwa w Unii Europejskiej.

      Taki "łagodny" scenariusz islamizacji naszego kontynentu nie jest jednak
      jedynym jaki można sobie wyobrazić.

      Wiele procesów występujących tak w przyrodzie, jak w życiu ludzkich
      społeczności, których przebieg do pewnego momentu miał charakter stopniowy,
      ulega gwałtownemu przyspieszeniu, tak znacznemu, że zostaje zerwana ich
      ciągłość. Sytuacje takie określa się mianem katastrof. Ich przykładami mogą być
      rewolucje, wojny, krachy giełdowe. Najbliższe ćwierćwiecze przyniesie nałożenie
      się aż dwóch zjawisk mogących przybrać formę społecznej katastrofy, a mających
      swoje podłoże w zjawiskach demograficznych (a więc w takiej perspektywie
      czasowej dających się bardzo dobrze prognozować). Starzenie się Zachodnich
      społeczeństw między rokiem 2015, a 2020 stanie się przyczyną wielkiego
      gospodarczego kryzysu. Nadmuchane, przez oszczędzających na swą starość
      Amerykanów i Europejczyków giełdy, runą w momencie gdy pokolenie powojennego
      wyżu demograficznego osiągnie wiek emerytalny. Takie właśnie załamanie
      przewiduje między innymi Krzysztof Dzierżawski – znany ekonomiczny publicysta i
      ekspert Centrum im. Adama Smitha. Wzrost indeksów na światowych giełdach jest
      bowiem pochodną ekspansji funduszy emerytalnych. Gdy znacząco zwiększyły one
      swe inwestycje na początku lat osiemdziesiątych, wskaźnik nowojorskiej giełdy
      zaczął gwałtownie rosnąć, by w roku 87 wynieść (uznany już wtedy za absurdalnie
      wysoki) poziom 3.500 punktów. Po krachu jaki miał wtedy miejsce “Dow Jones”
      ponownie zaczął rosnąć osiągając w 97 roku 8.500 punktów; wtedy nastąpiło
      kolejne załamanie i indeks spadł do 8.000 punktów, by zaraz znów zacząć się
      wspinać, przekraczając dziś 11.000 punktów. Dzieje się tak pomimo, że większość
      wchodzących w skład koszyka Dow Jones spółek od wielu lat przestała już
      przynosić zyski. Jak podaje w swej książce “Przyszłość kapitalizmu” profesor
      Lester Thurow, większość dorosłych Amerykanów jako jedyną szansę na godziwe
      przeżycie starości zaczęło w latach osiemdziesiątych uważać właśnie inwestycje
      giełdowe. Gdy giełdy runą nastąpi kryzys o sile przerastającej słynny Wielki
      Kryzys lat trzydziestych (wtedy indeks nowojorskiej giełdy przeszacowany był
      mniej więcej dwukrotnie, już dziś przeszacowanie jest co najmniej pięciokrotne,
      a dmuchanie mydlanej bańki trwa nadal). Zanim jednak dojdzie do krachu na
      giełdach, nastąpi jeszcze jedno znaczące zjawisko. Około roku 2010 w niemal
      wszystkich krajach islamskich wejdzie w dorosłe życie najliczniejsza w historii
      tych państw grupa młodych ludzi. Wielu z nich z pewnością zdecyduje się na
      emigrację do Europy. Oznaczać to będzie, że w latach 2010-2015 napór
      demograficzny na nasz kontynent osiągnie nie notowane nigdy wcześniej rozmiary.
      Dodajmy, że przyrost naturalny wśród muzułmańskich imigrantów sięga 4% rocznie,
      a to oznacza, że i bez zasilania nowymi przybyszami ich liczba podwaja się co
      18 lat. Jak dowiadujemy się z prognoz demograficznych opublikowanych w 1995
      roku w magazynie “Newsweek” ludność muzułmańska w samej Francji ma osiągnąć w
      2010 roku poziom od 6 do 8 milionów, a więc wzrosnąć w stosunku do roku 1994
      ponad trzykrotnie. Jeśli przyjmiemy, że w latach 2010-2015 wzrośnie ona o
      kolejne 3-4 miliony (co jest założeniem dość ostrożnym) natomiast ogólna liczba
      mieszkańców Francji wynosić wtedy będzie poniżej 60 milionów (co wynika z
      ostatnich prognoz demograficznych), to należy zgodzić się z tym że w roku 2015
      we Francji muzułmanie stanowić będą 20% ludności. Sytuacja w Niemczech będzie
      niewiele leps
    • Gość: Skrzypek Grzekorz Świderski-upadek demokracji IP: *.interklub.pl 30.10.01, 16:03
      Grzegorz Świderski

      Przykładowe scenariusze upadku demokracji
      ( Artykuł ukazał się w kwartalniku konserwatywnym - Monarchista )

      Bankructwo Finansowe:
      Władza demokratyczna nie jest nastawiona na długofalowe myślenie o państwie.
      Górny horyzont myślowy to długość kadencji. Ale najczęściej jest to nawet
      mniej. To powoduje, że łatwiej powstają mechanizmy życia na koszt przyszłych
      pokoleń. To się nasila i powoduje, że prędzej czy później te przyszłe pokolenia
      zbankrutują finansowo. Są dwie popularne metody życia na koszt przyszłych
      pokoleń praktykowane powszechnie w demokracji: deficyt budżetowy i system
      emerytalny. Starzenie się społeczeństwa spowoduje bankructwo finansowe całego
      państwa - a to spowoduje załamanie polityczne i anarchie.

      Postęp Techniczny:
      Rozwój rynku komputerowego może spowodować, że komputery i Internet będą tak
      tanie, że każdego będzie na nie stać, tak jak na długopis czy chleb. To
      spowoduje, że technicznie będzie możliwe zrealizowanie systemu demokracji
      bezpośredniej - ciała przedstawicielskie przestaną być potrzebne, bo będzie
      można technicznie zorganizować głosowanie wszystkich obywateli nad każdą
      ustawą. Wtedy są dwie możliwości: albo demokraci zrezygnują z traktowania
      demokracji dogmatycznie i stwierdzą, że demokracji nie należy maksymalizować.
      To da silne narzędzie do ręki przeciwnikom demokracji i oni obalą ją
      demokratycznie (czyli za zgodą ludu). Albo rzeczywiście zostanie wprowadzona
      demokracja bezpośrednia - a to będzie upadek. Chyba nie musze tego uzasadniać?
      Np demokratycznie zlikwiduje się wszystkie podatki.

      Rozwój Demokracji Totalnej:
      Różne poglądy na życie nie są konfliktogenne w normalnych warunkach. Dopiero
      różne koncepcje polityczne (w połączeniu z dążeniem do wprowadzenia ich w
      życie) powodują konflikt, który musi być jakoś rozwiązany. Aby to rozładować
      wymyślono demokrację. Ale okazało się, że to nie rozwiązuje problemu. Otóż
      współcześnie większość konfliktów między ludźmi spowodowanych jest przez
      demokratyczną władzę. Głownie przyczynia się do tego demokracja totalna (czyli
      rozwiązywanie wszystkiego przez głosowanie). Jeśli głosowanie rozwiązuje
      wszystkie kłopoty, to władza celowo generuje konflikty w nowych dziedzinach,
      aby uzasadnić interwencje i swoją niezbędność w tej dziedzinie. Musi to robić,
      bo rozwiązanie problemu czyni władzę zbędną w demokracji. Bo władza w
      demokracji, to z definicji wynajęci przez obywateli urzędnicy do rozwiązywania
      problemów społecznych. W pewnym momencie ilość konfliktów i obszar ingerencji
      państwa w życie obywateli przekroczy punkt graniczny, po którym obywatel będzie
      zdolny do wszystkiego, łącznie z oddaniem życia w celu obalenia takiej władzy.
      To spowoduje możliwość zwycięstwa spisku obalającego demokratyczną władzę siłą.

      Słabniecie Militarne:
      W państwach demokratycznych zaczną coraz większą popularność zdobywać
      pacyfiści, zieloni czy feministki. Oprócz tego duża część energii i finansów
      państwa zacznie być poświęcana na różne głupoty typu walka o tolerancje, walka
      z rasizmem, i wszelką tym podobną polityczną poprawność. Równolegle następować
      będzie upadek moralny i religijny. A demokracja jest tego katalizatorem.
      Ateiście bardziej boją się śmierci, bo życie jest dla nich wszystkim. To
      wszystko spowoduje osłabienie militarne państw demokratycznych, co spowoduje
      przegranie wojny z jakimś silnym, niedemokratycznym państwem.

      Ewolucja demokracji ku oligarchii:
      W miarę rozwoju mediów i technik propagandowych demokracja staje się fasadą
      ukrywającą rządy elit. Elity te manipulują tłumem, który ma bardzo mały wpływ
      na zmianę władzy. Walka o władzę toczy się na innym polu, który jest ukrywany
      przed ludem. Po pewnym czasie elity władzy mogą ograniczać demokratyczne
      igrzyska wiedząc, że są zbyt kosztowne - szczególnie wtedy gdy inne, wrogie
      państwa będą ograniczać trwonienie energii władzy i obywateli na demokratyczną
      zabawę i zaczną używać tej energii do budowy siły państwa.

      Grzegorz Świderski

      Warszawa, poniedziałek, 9 listopada 1998 roku

      W tym temacie polecam:

      Upadek Europy - Jan Frejlak
      Przyszłość Europy - Krzysztof Dzierżawski
      Południe przeciw Północy? - Marek J. Malinowski


      Copyright (C) 1999-2000 Grzegorz Świderski

      All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.

      (cytowanie dozwolone z powołaniem się na źródło)

    • Gość: Skrzypek Marek Malinowski-Południe przeciw Północy? IP: *.interklub.pl 30.10.01, 16:06

      POGLĄDY


      Temat miesiąca
      --------------------------------------------------------------------------------
      Spis artykułów
      --------------------------------------------------------------------------------
      Archiwum
      --------------------------------------------------------------------------------
      Kontakty
      --------------------------------------------------------------------------------
      Informacje
      --------------------------------------------------------------------------------
      Strona główna
      --------------------------------------------------------------------------------
      Poczta do redakcji
      --------------------------------------------------------------------------------



      POŁUDNIE PRZECIW PÓŁNOCY?

      Od wieków panowało w Europie przekonanie, że każdy fin de siécle może przynieść
      wiele dramatycznych wydarzeń, groźnych katastrof i krawawych wojen. I oto
      zbliżamy się do kolejnego końca wieku. Zdaniem wielu wieszczów nasz fin de
      siécle ma być szczególny pod tym względem. Złowieszcze cienie Jeźdźców
      Apokalipsy górować będą ponoć nad całym ziemskim globem. Przybędą oni z
      Południa świata, aby stanąć przeciwko Północy świata.

      Kiedy u schyłku lat osiemdziesiątych obecnego stulecia załamał się dominujący
      dotąd w świecie dwubiegunowy układ Wschód – Zachód, okazało się, że główną osią
      sprzeczności jest zadawniony antagonizm między bogatą Północą a biednym
      Południem.

      Tezę tę wysunęli jeszcze w latach sześćdziesiątych przywódcy Państwa Środka,
      jednak politycy i propagandziści bloku radzieckiego i demokratycznego Zachodu
      zdecydowanie ją odrzucili. Twierdzili stanowczo, że rywalizacja i konfrontacja
      między komunizmem a kapitalizmem, walka USA i ZSRR o przywództwo w świecie
      stanowią najważniejszy dylemat epoki, która rozpoczęła się po 1945 r.

      Upadek światowego systemu komunistycznego sprawił tymczasem, iż na wokandę
      polityki międzynarodowej powrócił z całą mocą problem stosunków Północ –
      Południe.

      W ujęciu Mao Ze Donga i jego współpracowników współczesny układ stosunków w
      świecie oparty został na jaskrawej niesprawiedliwości. Na jednym biegunie
      znalazły się wysoko rozwinięte gospodarczo kraje Europy Zachodniej i Ameryki
      Północnej wespół z Japonią, Australią, Nową Zelandią, Izraelem i Republiką
      Południowej Afryki, a także średnio rozwinięte państwa ówczesnego bloku
      radzieckiego, tj. ZSRR i jego sojusznicy z Europy Środkowej. Biegun ten to
      Północ, miasto świata, czyli światowa burżuazja. Z wyjątkiem Japonii wyłącznie
      kraje białe. Stanowiące mniej niż 1/3 ludzkości, ale zagarniające około 2/3
      światowego produktu brutto.

      Zaś na drugim biegunie znalazły się kraje Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji, o
      wiele niżej rozwinięte gospodarczo, żyjące w okowach nędzy i zacofania. To
      Południe, wieś świata, czyli światowy proletariat, może nawet
      lumpenproletariat. Członkowie społeczności Południa to w przeważającej mierze
      kraje kolorowe. Mimo że stanowią ponad 2/3 ludzkości, ich udział w światowym
      produkcie brutto nie przekracza nawet 1/3 jego całości.

      Bogata, rozwinięta i biała Północ oparła swą światową strategię – twierdzili
      Chińczycy – na koncepcji utrzymania biednego, zacofanego i kolorowego Południa
      w stanie pełnej zależności politycznej i ekonomicznej oraz w jarzmie wyzysku,
      ucisku oraz eksploatacji kolonialnej, a później neokolonialnej. Wszystkie kraje
      Północy uczestniczą – choć w różnym stopniu – w tym niezbyt zbożnym dziele.
      Jedynym rozwiązaniem problemu mogłaby stać się jedynie światowa rewolucja
      biednych przeciwko bogatym, zakończona ostatecznym rozgromieniem Północy.

      Od momentu, gdy Mao i inni liderzy w Pekinie ogłosili swe tezy, minęło 30 lat.
      Dziś zróżnicowania między Północą i Południem bynajmniej nie zmalały, a w
      przypadku niektórych obszarów Południa, jak np. Czarna Afryka, jeszcze bardziej
      się pogłębiły. Jednocześnie na Południu zrodził się w okresie ostatnich
      kilkunastu lat potężniejący coraz bardziej trend, skierowany swym ostrzem
      przeciwko Północy.

      Jego najbardziej spektakularnym przejawem jest fundamentalizm islamski, któremu
      gwałtowny impuls rozwojowy nadała, zainicjowana w 1979 r. przez ajatollaha
      Ruhollaha Chomeiniego, szyicka rewolucja w cesarskim Iranie szacha Mohammeda
      Rezy Pahlawiego. Określił on USA mianem głównego szatana obecnej epoki, a zanim
      udał się do krainy wiecznego spoczynku, zapowiedział rychłe światowe zwycięstwo
      wyznawców proroka Mahometa, prowadzących mieszkańców biednego i wyzyskiwanego
      Południa przeciwko znienawidzonej i przegniłej moralnie Północy.

      Zapowiedź ta zbiega się z przepowiedniami Michela de Nostredame’a, znanego
      bardziej pod łacińskim nazwiskiem Nostradamusa. W swych pisanych w połowie XVI
      wieku wierszowanych centuriach ten przechrzczony na katolicyzm żydowski mistyk
      i wizjoner nakreślił przebieg wydarzeń w świecie przełomu XX i XXI stulecia.

      Jak przewiduje w czterowierszu 10/72 Nostradamus: ...roku 1999, miesiąca
      siódmego, z nieba zstąpi wielki Król Przerażenia; do życia przywróci wielkiego
      Chana Tatarów, przed Marsem i po sprzyjać mu będzie szczęście... W innej
      centurii sugeruje zaś, że na Europę ruszy nawała z Południa i Wschodu, a
      poprowadzi ją wielki władca w białym turbanie, którego ostry miecz dosięgnie
      wszystkich. Rozpoczęta w ten sposób III wojna światowa będzie trwała 27 lat, a
      najgorsze i ostateczne konfrontacje zajmą czas 3 lat i 7 miesięcy. Awangardą
      najazdu będą wedle Nostradamusa członkowie okrutnej sekty w długich sukniach,
      którzy przyjdą, kryjąc pod nimi ostre sztylety (10/33). Chyba więc...
      muzułmanie! Wesprą ich zapewne mężczyźni o obcych twarzach... Na przykład
      Chińczycy, Koreańczycy, Mongołowie...

      Inne proroctwa: antycznej Sybilli, ojca Malachiasza, Johna Ballou Newsbrougha,
      Jeane Dixon, lecz także przewidywania niektórych geologów, sejsmologów i
      fizyków, mówią o gigantycznych katastrofach tektonicznych, zapadnięciu się
      pewnych obszarów globu ziemskiego, zalewie przez oceaniczne fale wysokości
      kilkuset metrów niżej położonych rejonów, wybuchu ogromnych epidemii chorób
      zakaźnych znanych i nieznanych, dramatycznym wzroście przestępczości
      kryminalnej i przemocy zbrojnej w różnych krajach świata. Wreszcie o upadku
      Watykanu i chrześcijaństwa w okresie przełomu II i III tysiąclecia naszej ery.

      Prognozując najbliższą przyszłość z pozycji specjalisty z zakresu współczesnych
      stosunków międzynarodowych, podkreślić trzeba, że niezależnie od tego, co
      myślimy o apokaliptycznych wizjach różnych wieszczów i mistyków, zawierają one
      pewne racjonalne jądro w odniesieniu do aktualnej sytuacji w świecie.
      Narastający konflikt interesów między Północą i Południem jest faktem nie
      podlegającym dyskusji. Nie trzeba też być jasnowidzem, aby dostrzec, iż główne
      ostrze rozlewającego się szeroko po świecie fundamentalizmu muzułmańskiego
      skierowane jest przeciwko euro-chrześcijańskiej cywilizacji Północy.

      Nie są też do końca znane intencje w skali globalnej takich państw
      dysponujących bronią nuklearną jak Chiny i Indie, a także Rosji, która
      pozostaje supermocarstwem światowym w tym zakresie, a jej dalsza ewolucja
      wewnętrzna jest w tej chwili nieprzewidywalna. Któż może zaręczyć z pewnością,
      że któregoś dnia na szczytach władzy w tym państwie nie znajdą się ludzie
      pokroju Władymira Żyrynowskiego lub też obwieszeni orderami członkowie
      miejscowej generalicji, którzy... przyłączą się do wzmagającego się nacisku na
      północnoamerykańską i zachodnioeuropejską Północ, tratując przy okazji
      aspirujące do przyłączenia się do niej postkomunistyczne kraje Europy
      Środkowej, włącznie z naszą RP.

      Nie jest też tajemnicą, że kilka państw Południa: KRLD, Irak, Pakistan, pracuje
      od lat nad stworzeniem własnego potencjału nuklearnego, a kilku innych
      pobratymców: Iran, Libia, Indonezja, chętnie weszłoby w posiadanie broni
      masowej zagłady. Rzecz jednak nie tylko w dysponowaniu taką br
Pełna wersja