Gość: +++IGNORANT
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
07.02.03, 04:04
Ruszają lody
www.nczas.com/?a=show_article&id=957
Janusz Korwin-Mikke
XIX wiek skończył się, jak powszechnie (tj. w Europie...) wiadomo, w 1914
roku - z wybuchem I wojny światowej, która zniszczyła Anciennes Régimes -
razem z takimi drobiazgami, jak honor, szlachetność, rycerskość, monarchia,
arystokracja, prawda itd. Od tej pory zaczęły się liczyć skuteczność i
chamstwo.
Pytanie: kiedy skończy się wiek XX - z jego socjalizmem, d***kracją,
chamstwem i całą resztą?
Wygląda na to, że już niedługo. W każdym razie Nowy (zaprowadzony w roku 1914
i następnych) Porządek trzeszczy w szwach. Ruszają kry. Chyba kończy się,
opisana przez Aleksandra Trzaskę-Chrzcząszczewskiego, "Zima Ludów".
Przynajmniej na naszym subkontynencie.
Próbą zachowania Nowego Porządku była Unia Europejska. Miał tam panować
porządny, łagodny, przyzwoity socjalizm - demokratyczny, liberalny, a nawet
nieco konserwatywny (jak twierdził p.prof. Leszek Kołakowski). Jednak
socjaliści zapomnieli, że nawet Karol Marks pouczał, iż o wszystkim decyduje
gospodarka. A socjalizm - to ustrój z Epoki Kolei Żelaznych (łaskawie
tolerujący rowery...) - zupełnie nie pasujący do indywidualnych samochodów,
telefonów komórkowych, internetu itd., itp. W efekcie tempo rozwoju krajów UE
grawituje około zera - co nie jest dobrym wynikiem w porównaniu z USA (a
nawet niektórymi krajami Afryki!!) - nie mówiąc już o Azji.
Podłączenie do Unii krajów Europy Środkowo-wschodniej, pieczołowicie
zaplanowane przez macherów z "Wielkiego Wschodu", raczej zaszkodziło, niż
pomogło. Socjalizmu nie lubiła większa część inteligencji tych krajów
(inaczej, niż w krajach "15", które nie zdołały zapoznać się ze wszystkimi
dobrodziejstwami tego ustroju) a z kolei nawyki ludu prostego były zbyt
socjalistyczne jak na wytrzymałość zachodnich gospodarek.
Pierwszym wyłomem w doktrynie była tzw. Agenda Lizbońska - czyli program
rywalizowania za Stanami Zjednoczonymi nie poprzez Nowy, Lepszy Socjalizm -
lecz poprzez redukcję socjalizmu do poziomu amerykańskiego (albo i niższego).
Agenda (prawie zupełnie przemilczana w Polsce) z wyjątkową wrogością została
przyjęta we Francji (prawie całkowicie opanowanej przez lewicujący "Wielki
Wschód") oraz w Niemczech i Austrii, gdzie chrześcijańscy i niechrześcijańscy
socjaliści całkowicie zdominowali scenę polityczną (przypominam w tym miejscu
o zasilaniu kasy CDU przez nieświętej pamięci Franciszka Mitteranda,
socjalistę!). Co dziwniejsze: p.Tońcio Blair, jako lider Partii Pracy,
najpierw podpisał wraz z p.Schröderem, jako szefem SPD, Manifest Nowego
Socjalizmu - a potem, jako premier Rządu JKM, zaczął grawitować w kierunku
Lizbony...
Po kilku tarciach, kiedy wydawało się, że Oś Berlin-Paryż się rozleci,
Czerwoni opanowali sytuację - i poczuli się na tyle silni, by spróbować
narzucić anty-amerykańską i pro-społeczną politykę całej Unii. Wydawało się
to o tyle łatwiejsze, że od 1 lutego 2003 r. wpływy Wielkiej Piątki (a więc i
Francji, i Niemiec) w Brukseli wzrosły, a w wielu sprawach zniknęło w UE
prawo weta.
Okazja sama wepchnęła im się w ręce: Stany Zjednoczone zaczęły forsować - w
sposób oczywisty nieuzasadnioną - agresję na Irak. "Wielki Wschód" sądził
zapewne, że inne (poza tradycyjnie anty-amerykańskimi: Francją i Niemcami)
państwa nie poprą niepopularnej w ich krajach wojny i (poza, być może,
Zjednoczonym Królestwem) doszlusują do Osi. Kto wie: może nawet tradycyjnie
pro-amerykańskie i anty-niemieckie środowiska - niechętne jednak nadmiernym
wpływom żydowskim i z powodów moralnych sprzeciwiające się atakowi na Irak -
poprą Berlin?
Moim zdaniem - przeliczyli się.
Przede wszystkim jednak nie próżnowali Amerykanie. Teraz wyjaśniło się, czemu
przekonywano mnie w Waszyngtonie (proszę sobie przypomnieć!), że Polska
powinna zostać koniem trojańskim USA wewnątrz UE. Pięć państw Unii (a nie
wiadomo, czy nie dołączy się Królestwo Holandii i Republika Irlandii) zadało
Niemcom drugi Dolchstoß ("cios w plecy" - mowa o rewolucyjnym ruchu w 1918 r.
w Niemczech, który zniszczył militarny wysiłek Cesarstwa).
A do tej piątki doszły: pupilek Niemiec, "wprowadzana przez RFN "do Europy"",
Polska! Tradycyjny sojusznik Niemiec, czyli Węgry! Nieźle zgermanizowany
Protektorat Czech i Moraw, wreszcie Słowacja, zawdzięczająca przecież
niepodległość Adolfowi Hitlerowi... Socjalistyczna Festung Europa znalazła
się w całkowitym okrążeniu! Wyjątkiem jest Grecja, która potępia Deklarację
Piątki (zdaje się, że dlatego, że - choć przewodniczy UE - nie została o
niczym poinformowana).
W dodatku p.Ginter Schröder, kanclerz RFN, dyskretnie pragnął pozbyć się z
Niemiec wojsk amerykańskiego okupanta. Miało to być uczynione w rękawiczkach -
pod pretekstem wyprowadzenia US Army i USAF do Iraku i zastąpienia ich przez
Bundeswehrę i Luftwaffe. A tu okazało się, że Amerykanie planują
przeniesienie tych wojsk nie gdzieś, hen, nad Eufrat - tylko do Polski!!
Pragnę tu uprzejmie zauważyć, że wszystkie moje przewidywania się sprawdzają.
Oś Berlin-Paryż przeciwstawiła się USA; sprawdziło się też, że jest w tym
więcej pobrzękiwania szabelką, niż realnej siły - nie jestem pewien, czy
państwa Osi nie położą uszu po sobie; RF w każdym razie zaczyna już
przebąkiwać, że wcale nie jest tak bardzo przeciwko, a i RFN spuszcza nieco z
tonu.
Być może jest to tylko środek nacisku na RFN. Najprawdopodobniej jednak
będziemy mieli w Polsce - a raczej: Niemcy będą miały nad swoją granicą -
wojska niezbyt już przyjaznego im Mocarstwa. I to będzie gwarant, że Polska
nie musi już wstępować do UE - z założenia narzędzia Berlina i Paryża.
Przykro mi, że stanie się to zapewne kosztem Iraku - ale na to nic nie możemy
poradzić. Cała Polska - nie tylko UPR i podobnie myślące środowiska - nie
zmieni w tym względzie polityki amerykańskiej, pchanej na Irak przez potężne
siły: lobby pro-izraelskie i chęć położenia łapek na irackiej ropie...
US Army przyda się w Polsce - choćby z uwagi na Rosję. Mało kto zwrócił na to
uwagę, ale w ub. tygodniu p.Sergiusz Iwanow, minister spraw zagranicznych FR,
oświadczył, że jeśliby "jakieś państwo" wprowadziło wojska do Iraku bez
mandatu NZ, to Federacja zażąda wycofania tych wojsk!!
Taka deklaracja - to zapowiedź ultimatum. JE Jerzy W. Bush, jeszcze parę dni
wcześniej gotów atakować w pierwszych dniach lutego, oświadczył nagle,
że "Saddam Husajn może poczekać" (ale niedługo...) - i na gwałt zaczął
montować akcję mającą rozbić jedność Osi i Federacji. Stąd poparcie
dla "młodej Europy", przedwczesna chyba demonstracja non serviamus ze strony
5 państw Unii i zapowiedź rozlokowania w Polsce wojsk amerykańskich. Kto wie,
może niedługo okaże się, że i JE Leonid Kuczma nie jest taki zły? Wprawdzie
JE Włodzimierz Putin był już w Kijowie, ale chyba zanadto przycisnął
Ukraińców...
Teraz musimy parę dni poczekać na skutki tych kroków.
W każdym razie: znaleźliśmy się po właściwej stronie - w sojuszu z USA
przeciwko Osi i, być może, Moskwie. Szukanie "wrogów blisko, a przyjaciół
daleko" - jest, oczywiście, bardzo ryzykowne z punktu widzenia
geopolitycznego. W każdej chwili możemy zostać sprzedani za, powiedzmy,
połowę Iraku.
Z drugiej strony jesteśmy po stronie moralnie, militarnie i tradycyjnie
właściwej. Socjalizm jest zły w samej istocie swojej - i trzeba popierać
państwo mniej socjalistyczne. Potęga wojskowa USA jest tak wielka, że Berlin,
Paryż i Moskwa nie odważą się zamachnąć na amerykański protektorat. No i
jednak to USA przyczyniły się odrodzenia Rzeczypospolitej podczas I - i
wyzwoliły nas podczas II wojny światowej.
Więc może skończy się to wszystko jak najlepiej...