- Washington Post: Niemiecki twardziel (Fischer) -

IP: 144.57.128.* 12.02.03, 10:22
W okresie gorących debat dotyczących konfliktu na linii Wolny Świat – Irak,
Libia, Francja, Niemcy warto przypomnieć sylwetkę głównego "machera" strony
miłujących pokój ludzi honoru (zwanych także prosaddamistami). Joschka
Fischer (bo o nim mowa) pięknie został opisany w komentarzu poważnego
amerykańskiego dziennika Washington Post.

Galba

------------
Michael Kelly:

Motto:
Przepraszam, nie jestem przekonany - J.Fischer
Pan Rumsfeld przekonał liderów 18 krajów europejskich, ale nie pana, panie
Fischer. Chyba znam odpowiedni sposób by spojrzeć na tę sprawę. Kwestia
porażki w przekonywaniu musi być rozpatrywana w kontekście tego, kogo się nie
udało przekonać. Czasami "kto" mówi nam "dlaczego".

Panie Fischer, kim pan jest?

Jest pan Ministrem Spraw Zagranicznych RFN. Jest pan nim od 1968 roku (...)
Ale wcześniej także był pan obecny na politycznej scenie Niemiec – wtedy nie
był pan mężczyzną w rządowym garniturze. Był pan facetem w czarnym kasku
motocyklisty. Czyż nie tak nosił się pan tego dnia w kwietniu 1973 roku gdy
został pan sfotografowany? Nazwano pana "młodym byczkiem podczas walk
ulicznych we Frankfurcie".

W 2001 roku Stern opublikował 5 pańskich zdjęć z tamtej akcji. (...) Fotki
ukazywały pana, panie Fischer, zadającego "potworne ciosy" młodemu
policjantowi (Rainer Marx). "Fischer i pozostali atakują, policjant w białym
hełmie pada na kolana, Fischerowa pięść w czarnej rękawiczce unosi się by
zadać cios w plecy klęczącemu człowiekowi. Kolesie Fischera tłoczą się
dokoła, policjant skulony pada na ziemię, Fiszer z resztą bandy zabierają się
do kopania leżącego."

Jak przypomniał pan Berman, wzrastał pan politycznie, panie Fisher, jako
ważna postać antyamerykańskiej, antywolnościowej, neomarksistowskiej,
ukierunkowanej na rewolucję radykalnej lewicy generacji 68. Jest to
środowisko, które stworzyło i popierało bandę Baader-Meinhof (lub RAF), która
nie cofała się przed niczym: porwania, napady, morderstwa. Nie był pan, panie
Fisher, terrorystą osobiście ale był pan dobrym i aktywnym przyjacielem
terrorystów, czyż nie?

W 1976 roku w proteście przeciwko śmierci założycielki Baader-Meinfof
U.Meinhof przygotowywał pan i uczestniczył pan w frankfurckiej demonstracji,
podczas której, jak pisze Berman, "ktoś rzucił koktajlem Mołotowa w
policjanta paląc go nieomal na śmierć". Aresztowano pana ale nie oskarżono. W
2001 roku córka U.Meinhof, Bettina Rohl, (to ona przekazała prasie te
poruszające zdjęcia) w wypowiedzi dla mediów stwierdziła, że to pan
odpowiadał za rzucenie tej bomby. Inni świadkowie stwierdzają: nigdy nie
przeciwstawił się rzucaniu koktajli, przypuszczalnie nawet mu się ten sposób
działania podobał. Oczywiście zaprzeczył pan.

W 2001 roku rozpoczęto postępowanie sądowe przeciwko pańskiemu staremu
przyjacielowi: Hansowi Joachimowi Kleinowi. Był on „żołnierzem” Komórek
Rewolucyjnych (sojusznicy RAF i Ludowego Ruchu Wyzwolenia Palestyny). Komórki
współpracowały z innymi terrorystami między innymi podczas moru podczas
Igrzysk w Monachium. Klein osobiście brał udział w jednej z akcji Carlosa
(trzy ofiary śmiertelne).

Podczas zeznań na procesie Kleina został pan zmuszony do przyznania, że jest
nieco prawdy w oskarżeniach, że w pańskim Domu Walki Rewolucyjnej zapewniał
pan schronienie członkom RAF. (...) Po zeznaniach uścisnął pan dłoń swemu
przyjacielowi w terroryzmie, Kleinowi – wzruszająca scena..

W 1969 brał pan udział w spotkaniu Organizacji Wyzwolenia Palestyny, podczas
którego jako główny cel wskazano zniszczenie Izraela – innymi słowy
wyrzucenie lub eksterminację Żydów z Izraela. W siedem lat później terroryści
pod przywództwem pańskiego kolegi z frankfurtu (W. Boese) porwali francuski
samolot lecący do Ugandy. Porywacze zaplanowali zamordowanie wszystkich
żydowskich pasażerów tego lotu – na szczęście izraelscy komandosi byli
szybsi. Więc cóż oznaczała owa deklaracja z 1969 w której Fischer z kolegami
mówił o usuwaniu Żydów? Teraz już było wiadomo.

Teraz już wiemy kim jest człowiek, który nie dał się przekonać. Jest pan
człowiekiem dla, którego Monachium to za mało, potrzebował pan Ugandy by
zacząć wątpić. Prosił pan o wybaczenie (przepraszam, nie jestem przekonany).
Wybaczamy.
------------

www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A59725-2003Feb11.html
    • Gość: Galba Dokonałem pewnych skrótów więc... IP: 144.57.128.* 12.02.03, 10:25
      ... pozwalam sobie poniżej przytoczyć całość w wersji oryginalnej, by nie
      budzić podejrzeń o jakieś przekłamania.

      G.

      -------

      "Excuse me. I am not convinced."
      • Gość: siedem Re: Dokonałem pewnych skrótów więc... IP: 213.216.66.* 12.02.03, 10:31
        joszka fiszer, tiry = laboratoria atomowe, "dowody" które można ściagnąć z
        internetu, słowacki, dyżurny, włazidup, rzadowy.

        niech juz lepiej zbombarduja ten irak. zal i wstyd patrzec na ta żenade.

        5040
        • barabas Re: Dokonałem pewnych skrótów więc... 12.02.03, 10:43
          Jak latwo decyduje sie o zyciu i smierci, gdy sie wygodnie siedzi przd
          ekranem... Za duzo "Playstation"...
          • Gość: siedem Re: Dokonałem pewnych skrótów więc... IP: 213.216.66.* 12.02.03, 10:45
            gram tylko na PC

            5040
            • barabas search and destroy 12.02.03, 10:49
              To nie przerywaj gry, Przyjacielu
              Zacznij sie odzywac jak juz dorosniesz...
              • Gość: siedem dobrze ciociu /nt IP: 213.216.66.* 12.02.03, 10:50
                barabas napisał:

                > To nie przerywaj gry, Przyjacielu
                > Zacznij sie odzywac jak juz dorosniesz...

                5040
    • barabas Re: - Washington Post: Niemiecki twardziel (Fisch 12.02.03, 10:34
      Naprawde interesujace, aczkolwiek nie nowe... to dossier Fischer...
      Fischer nigdy nie ukrywal swojej przeszlosci...

      Trudno nazwac kogos "prosaddamita", tylko dlatego, ze nie chce natychmiast
      bombardowac i strzelac... Tym bardziej, ze prawne podstawy do ataku na
      suwerenne panstwo, jakim jest Irak, sa bardziej niz cienkie... Rzad federalny
      nigdy nie zrezygnowal z zadania rozbrojenia Iraku.

    • Gość: Galba - Dla równowagi coś o Francji - IP: 144.57.128.* 12.02.03, 11:30
      Żeby równowaga była pełna cytat pochodzi z gazety o mniejszej renomie niż
      Washington Post. Amerykanie jak widać zrozumieli to, czego my byliśmy świadomi
      od lat: Francuzi to nadęci hipokryci kompletnie pozbawieni honoru (sprzedadzą
      własną matkę za połowę czerstwej bagietki).

      Redakcyjny komentarz New York Times:

      -------
      (...) 200 lat temu Francja była największym sojusznikiem USA, Ameryka
      zrewanżowała się ratując Francję podczas I WŚ. Ponownie podczas II WŚ (nawet
      mimo francuskich żołnierzy Vichy tysiącami zabijających naszych chłopców w Pn.
      Afryce w 1942.

      Ale dziś Francja to w rzeczywistości nasz nieprzyjaciel.

      Europa która wydawała się podążać w kierunku federacji pod przewodnictwem
      Francji wydaje się dziś rozbita na dwie połowy: pro i antyamerykańską. Jest to
      efekt francuskich kombinacji cynicznych nawet jak na tchórzliwe standardy
      dyplomacji francuskiej.

      (...)
      Mimo wszystko (mimo francusko-niemiecko-rosyjskiego planu ratunku dla Saddama –
      przyp. G.) USA i Brytania zrobią co trzeba.

      W przeciwieństwie do Francji.
      Spójrzcie jak Francja pieści krwawego tyrana z Zibwabwe (Mugabe).
      Albo jak interweniuje bez rezolucji ONZ na Wybrzeżu Kości Słoniowej mimo ataków
      na USA i Brytanię w sprawie Iraku.
      Albo jak interweniowała we Rwandzie by chronić frankofońskich sprawców
      ludobójstwa.
      Albo sprawa podłożenia bomby pod statek Green Peace w Nowej Zelandii.

      Francja zaczęła zanikać pod Waterloo, potem I WŚ, II WŚ (Francja rozjechana
      przez niemieckie czołgi w 3 tygodnie). W krytycznym punkcie Zimnej Wojny
      Francja odwróciła się od NATO (w 1966 roku, gdy gen. De Gaulle zażądał
      usunięcia całego personelu wojskowego USA z Francji, sekretarz stanu D.Rusk
      zapytał: Czy żądanie obejmuje także cmentarze z obu wojen?”wink .

      Obecnie Francuska polityka zagraniczna ma 2 cele:
      1. obsłużenie francuskiej chciwości – tak, jak wtedy, gdy Francuzi zbudowali
      Saddamowi reaktor w Osiraku (szczęśliwie zniszczony przez Izraelczyków)
      2. desperacka, niemoralna walka o wpływy nieuzasadnione wartą śmiechu pozycją

      Nawet teraz, grożąc vetem w RB ONZ Francja mówi o „międzynarodowym prawie”
      i „wielostronnych układach”- podczas gdy naprawdę chodzi o ochronę interesów
      jakie prowadzą francuskie firmy z irackim dyktatorem, chodzi także o to, by
      podreperować narodowe ego naruszone niekończącymi się porażkami i upokorzeniami.

      Być może taki jest narodowy interes Francji.
      Ale niedługo przyjdzie zapłacić rachunek – gdy USA ostatecznie przestanie
      traktować Francję jak przyjaciela.

      I niech tak się stanie.
      -----------------
      www.nypost.com/postopinion/editorial/68835.htm
      • Gość: Galba Errata: IP: 144.57.128.* 12.02.03, 11:32
        > Żeby równowaga była pełna cytat pochodzi z gazety o mniejszej renomie niż
        > Washington Post.
        >
        > Redakcyjny komentarz New York Times:

        "Post" oczywiście, nie "Times". Obie gazety przepraszam za pomyłkę ("Timesa"
        bardziej).

        G.
    • gall_annonim Każdy wie że niemcy to durnie a francuzi cioty 12.02.03, 14:32
      • barabas Gall to Franzuz, po lacnie - slawojka to szalet 12.02.03, 14:52
        • Gość: Galba W kwestii formalnej IP: 144.57.128.* 12.02.03, 15:05
          Gal to gal, a Francuz to Francuz.

          G.
          • barabas Na klar... tylko kogut jest Galijczykiem 12.02.03, 15:08
            Bardzo na temat...
Pełna wersja