wojo!!!!
15.02.03, 08:33
Wyjatki z artykolu "Ta wspaniala ,okropna Ameryka" daja do myslenia.
Antyamerykanizm Francji i Niemiec to stara historia ,oba te kraje maja
nieczyste sumienie i duzo do ukrycia.
Stare argumenty z czasow Hitlera powracaja , tym razem w ustach lewakow.
Po podpisaniu w 1941 r. przez Churchilla i Roosevelta Karty atlantyckiej
naziści stracili resztki skrupułów: "To w środku przegniły kraj z problemami
rasowymi i nierównością społeczną, kraj pozbawiony idei. (...) Moje uczucia
do niego to nienawiść i wstręt; pełen Żydów i czarnuchów, a wszystko oparte
na dolarze. Amerykanie mają kurze mózgi. Ten kraj to domek z kart z
nierównym poziomem materialnym. Amerykanie żyją jak świnie, choć w bardzo
luksusowym chlewie" - mówił Hitler.
Wojna z USA uruchamia stare stereotypy. Giselher Wirsing, esesman i
błyskotliwy publicysta (w RFN redaktor naczelny cenionego tygodnika "Christ
und Welt"), pisał w popularnej w Trzeciej Rzeszy antyamerykańskiej
książce "Kontynent bez umiaru", że narodowy socjalizm jest przeciwieństwem
agresywnego kapitalizmu anglosaskiego opartego na napięciu między nędzą i
nadmiarem. Ów nadmiar budzi nieuchronną nienawiść narodów do Ameryki.
Tak jak wtedy za Hitlera tak i teraz Niemcy uzywaja te same argumenty.
Z ta roznica ,ze obecnie Europa klania sie Islamowi ,przedtem bala sie
Zwiazku Radzieckiego.
Pamietamy demonstracje przeciw USA ,za komunistycznym Wietnamem i
podlizywanie sie CCCP.
Jedynie politolog Jean Elshtain uderzyła na odlew i rzuca prawde w
twarz : "Obawiam się, że dla tych intelektualistów antyamerykanizm stał się
nowym niemieckim nacjonalizmem". Stwierdziła, że potępianie USA pozwala dziś
Niemcom zapominać o własnej odpowiedzialności za historię i otwiera wrota do
przełamywania różnych dotychczasowych tabu. To zaś prowadzi do sytuacji, w
której w RFN otwarcie krytykuje się politykę Izraela, albo też występuje z
roszczeniami wobec Czech (z tytułu dekretów prezydenta Benesza).
Niedlugo zarzadaja zwrotu naszych polskich ziem zachodnich.
Niebezpieczeństwo tkwi gdzie indziej. Nie ulega wątpliwości, że w latach 90.
wyraźnie zmieniła się niemiecka samoocena - i ta zmiana odbija się również
na amerykańskim ekranie niemieckiej wyobraźni. Pokusy nowego określenia
niemieckich "interesów narodowych" ujawniają się w społeczeństwie, które
chętnie ogląda w telewizji programy dokumentujące niemieckie cierpienia w
czasie ostatniej wojny - pod alianckimi bombami, w czasie wypędzeń, w
alianckich obozach jenieckich, w głębinach Atlantyku, gdy U-Booty przestały
być myśliwymi, a same stały się zwierzyną łowną. Pokusy owe ujawniają się w
relatywizacji absolutnego do niedawna tabu niemieckiej świadomości
politycznej - przekonania o wyjątkowości Holocaustu.
Rozpoczeciu II Wojny Swiatowej winni Polacy i Zydzi wg wielu Niemcow.
Jesli chodzi o Francje.
Antyamerykanizm jest nieodrodnym składnikiem raczej francuskiej niż
niemieckiej samowiedzy narodowej. Był pielęgnowany przez francuskich
socjalistów, którzy przejęli schedę po de Gaulle'u, ten zaś szedł śladem
francuskich komunistów. Filozof i politolog Jean-François Revel, autor
zeszłorocznego bestselleru "Obsesja antyamerykańska. Jej oddziaływanie,
przyczyny, niekonsekwencje", porównuje antyamerykanizm z mantrą. Wszyscy na
okrągło powtarzają zarzut, że Stany Zjednoczone nie chcą podpisać protokołu
z Kioto (dotyczącego ochrony środowiska), ale nikt nie wspomina, że do
połowy 2001 r. żadne ze 177 państw nie ratyfikowało tego dokumentu, a USA
wydają na badania ekologiczne więcej niż jakikolwiek inny kraj.
Antyamerykanizm - twierdzi Revel - pozwala też odwrócić uwagę od zakłamań
własnej historii. Francuzom pozwala zapomnieć o hańbie 1940 roku [po
błyskawicznej klęsce i kapitulacji Francji powstał rząd Vichy kolaborujący z
Trzecią Rzeszą - red.] i o tym, że Paryż wyzwolili Amerykanie. Pozwala też
Francji udawać mocarstwo, przynajmniej na niwie kultury i cywilizacji,
przeciwstawiając rodzimy "republikanizm" amerykańskiemu "komunitaryzmowi"
i "multikulturalizmowi" - tak jakby rewolucja francuska z 1789 roku
wciąż "biła na głowę" rewolucję amerykańską z 1776 roku.
Jeszcze dalej idzie Philippe Roger, autor książki "Amerykański wróg.
Genealogia francuskiego antyamerykanizmu" (2002). Jeśli Diner niemieckie
stereotypy Ameryki wywodzi z romantyzmu, to Roger odnajduje stereotypy
francuskie w tradycji Oświecenia. Pogarda dla prymitywnych Jankesów była tak
silna, że w czasie wojny secesyjnej większość francuskiej opinii publicznej
stanęła po stronie stanów południowych walczących o utrzymanie niewolnictwa.
Również w czasie wojen USA z Hiszpanią czy Meksykiem sympatią Francuzów
cieszyli się wrogowie Ameryki. To wtedy powstały antyamerykańskie mity
pielęgnowane przez francuskich intelektualistów - i lewicowych, i
prawicowych - w okresie międzywojennym.
Vichy i kolaboracja z nazizmem to jest to co chca ukryc Francuzi.