Gość: Tomasz
IP: *.ibch.poznan.pl
03.03.03, 15:07
Czyli co sądzi prof. Łagowski o wypowiedzi Chiraca.
www.przeglad-tygodnik.pl/
Bronisław Łagowski
Tyrania trybu postulatywnego
Skłóceni w sprawie przeszłości i niezgodni co do przyszłości Polacy zjednoczyli się na chwilę
w prawie jednomyślnej reakcji na nieprzyjemne dla nas słowa prezydenta Francji.
Prezydent Chirac powiedział, że kraje starające się o przyjęcie do Unii Europejskiej (w tym
Polska) i jeszcze członkami niebędące nie powinny mieszać się do sporu, jaki podzielił
kraje Unii w związku z zapowiedzianą wojną Ameryki z Irakiem. Zajmując stanowisko
niepopularne w Niemczech i we Francji, kraje te ryzykują, że Francja, Niemcy czy Belgia
mogą (pod wpływem opinii publicznej niechętnej rozszerzeniu Unii lub wskutek decyzji
rządów) nie zgodzić się na przyjęcie niektórych nowych członków. Nie są bowiem
zobowiązane przez żadną normę ani zmuszone przez żadną siłę do przyjmowania do Unii
Europejskiej każdego, kto chce. Powinno to być oczywiste dla wszystkich ludzi, do których rząd adresuje
propagandę prounijną, a zwłaszcza dla członków tego rządu. Okazało się, że oczywiste nie jest. Zamiast
przyjąć do wiadomości to, co powinni byli wiedzieć, a czego wskutek swojej ospałości dopiero od
prezydenta Francji się dowiedzieli, polscy dziennikarze i politycy zaczęli krzyczeć, że nam się grozi, że nas
się "szantażuje", że nas się arogancko poucza itp. Tak się zachowuje pacjent, którego psychoanalityk
stara się nakłonić do realistycznego spojrzenia na swoje problemy, chcąc go wyleczyć z jego kompleksów
czy z infantylizmu. Jacques Chirac zwrócił jeszcze naszym rządzącym (rządzeni o tym dobrze wiedzą)
uwagę na to, że Irak nie leży w polu naszych realnych interesów i dlatego powinniśmy "skorzystać z okazji
do milczenia". To także święta prawda. Upodobanie naszych rządzących do wypowiadania się w sprawach
dalekich lub kwestiach pozornych (z naszego narodowego punktu widzenia) jest drugą stroną ich
bezradności, a może także obojętności na realne, konkretne i naglące problemy krajowe. Polska coraz
większym kosztem jest coraz mniej rządzona. Każdy widzi narastający chaos, depresję ogarniającą coraz
większą liczbę ludzi, tchórzostwo rządu wobec przeszkód wznoszonych przez grupy interesów. Nie dzieje
się w Polsce nic, co można by uznać za przybliżanie się czy przygotowywanie się do istnienia w ramach
Unii Europejskiej. Mnożą się instytuty na uniwersytetach i całe wyższe szkoły europeistyczne, ale
lepszemu zrozumieniu Europy to nie służy, jak mogliśmy się właśnie przekonać. Proeuropejska gadanina
i pisanina rozlewa się coraz szerzej i wsiąka w jałowe piaski. Drobny incydent wykazał, że solidarność
Polaków z Europą, tą bliską Europą, bo jest i dalsza, jak Hiszpania czy Wielka Brytania, stoi pod znakiem
zapytania. O wiele popularniejsza tu jest - na górze i na dole społeczeństwa - idea wielkiego Jackowa
nadwiślańskiego.
Dariusz Rosati pisze w "Gazecie Wyborczej" (26 lutego), że wypowiedź Chiraca "była jedynie niefortunnym
przejawem przejściowych frustracji i emocji". Mniema najwidoczniej, że Jacques Chirac jest kimś w rodzaju
Lecha Wałęsy albo Mariana Krzaklewskiego. Trzeba nic nie wiedzieć o przebiegu kariery Chiraca i jego
osobowości, aby wygłosić taki sąd. Nie jest to mąż stanu kalibru de Gaulle'a, ale skuteczniejszy od
Generała mistrz sztuki rządzenia w państwie "rozbuchanej" demokracji. Frustracje? Emocje? Tak, cudzymi
frustracjami i emocjami posługuje się on znakomicie. I nie ma podstaw twierdzić, że nie przewidział
emocji, jakie wywołał. Jego wypowiedź wcale nie była "niefortunna", przeciwnie, była bardzo fortunna, bo
przynajmniej niektórych obudziła z politycznej senności. Trudno śpiącego obudzić w sposób grzeczny.
Francuskiej polityce zarzuca się egoizm narodowy, jest to stwierdzenie prawdziwe, ale nie zarzut. Nie
wnikam, nie mam danych, aby wnikać w całość uwarunkowań francuskiego stanowiska wobec kwestii Iraku.
Wymienię jeden czynnik, o którym we Francji nie pisze się szeroko z powodu "politycznej poprawności", a
w Polsce z powodu ignorancji. Wojna z Irakiem z udziałem Francji wzmacnia, zaostrza, wywołuje na
powierzchnię życia publicznego tożsamość etniczną ponaddziesięciomilionowej populacji arabskiej lub
pochodzenia arabskiego. Kilkadziesiąt lat usiłowań asymilacyjnych poszłoby na marne. Nie ma chyba we
Francji drażliwszego tematu niż ten.
Do jakich oto niebywałych głupstw posunęła się prasa polska po wypowiedzi Chiraca: "Ostrej reakcji
wymaga groźba odmowy ratyfikacji układu akcesyjnego". Nasze kolejne rządy mówią, że Polska wstępuje
do Unii, bo ma taką suwerenną wolę. Nie musi. Francja, jak widzimy, jest w gorszym położeniu, bo nie ma
wyboru: ratyfikować czy nie ratyfikować. Musi nas przyjąć, choćby nie chciała. Jeśli nie ratyfikuje układu o
przyjęciu Polski do Unii, polska "ostra reakcja" wstrząśnie Francją od podstaw do wierzchołka wieży Eiffla.
Spodziewają się poza tym politycy i dziennikarze, że polska słabość polityczna i gospodarcza, polskie
zacofanie i niezdolność rządzenia sobą przestaną mieć znaczenie z chwilą przyjęcia nas do Unii, bo "Unia
Europejska jest organizacją międzynarodową bez krajów lepszych i gorszych, ważnych i mniej ważnych".
(Cytaty z "Rzeczpospolitej"). Nie musimy nic robić, aby dorównać lepszym, same ustawy brukselskie i
ogólna idea równości zrównają nas z Francją, z Niemcami, Anglią. Nie cytuję idiotyzmów jeszcze bardziej
krańcowych, umiarkowane wystarczą. Posłuchajcie dyskusji polskich dziennikarzy lub polityków na tematy
międzynarodowe: dowiecie się, co zdaniem dyskutantów powinien zrobić prezydent Bush, co powinien
powiedzieć Chirac, jak powinien postąpić Ariel Szaron, a jak Arafat powinien, ba, nawet Zachód jako całość
ciągle coś powinien! Zastanawiający brak zainteresowania tym, co jest, co się dzieje, co się ukrywa za
pozorami, co jest realne. Tyrania trybu postulatywnego była cechą myślenia komunistycznego, bo
wszystko, co się działo, powinno było służyć budowie socjalizmu, który powinien był nieuchronnie nastąpić.
Tego, co nie służyło budowie socjalizmu, nie powinno było być i chociaż realnie wiele z tych niepotrzebnych
socjalizmowi, ale niezbędnych ludziom rzeczy istniało, nie w nich leżało sedno istnienia. Dzisiejsza tyrania
trybu postulatywnego nie wywodzi się z komunizmu. Ten tylko do skrajności doprowadził nieśmiertelne
chciejstwo.