Gość: antysemita
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
14.03.03, 06:03
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20030314&id=my13.txt
Każde oficjalne nowe wypowiedzi na temat gotowości Stanów Zjednoczonych do
wojny z Irakiem powodują spadek cen na giełdzie nowojorskiej. Tak też we
wtorek, 25 lutego komentował sprawę spadku wartości na giełdzie E.S. Browning
w "Wall Street Journal". Inwestorzy uciekają z rynku. Właśnie wtedy, gdy USA
i Wielka Brytania proponują nową rezolucję ONZ, a jednocześnie Irak z oporem
zaczął niszczyć te spośród swoich rakiet, które o kilka procent przekraczają
dozwolony zasięg rażenia. Niedawno Ariel Szaron zażądał od przybyłego z
Waszyngtonu Johna Boltona, amerykańskiego wiceministra do spraw kontroli
zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego, by USA natychmiast po inwazji na
Irak podjęły atak na Syrię, następnie Egipt, a potem na Iran (według
komunikatu radia Westport, Connecticut ze spotkania z wyborcami
republikańskiego kongresmana Christophera Shaysa).
Zdenerwowanie na giełdach
Europejska część NATO, a zwłaszcza Francja, po konfliktach w sprawie pomocy
dla Turcji w przypadku ataku na Irak wchodzi obecnie w fazę rekryminacji co
do udziału w wojnie w Afganistanie. Wojna ta trwa już trzeci rok i może
przeciągnąć się na następne trzydzieści lat. Wyznaczony przez USA prezydent
Hamid Karzaj czuje się niepewnie w Kabulu i strzeże go przyboczna straż
amerykańska, ponieważ Afganów uważa on za niepewnych, zwłaszcza że duże
połacie kraju są w rękach walczących o władzę regionalnych przywódców
afgańskich.
Nic dziwnego, że badania stopnia optymizmu inwestorów amerykańskich
wykazują... głęboki pesymizm. Kłótnie między USA i innymi członkami NATO
przyczyniają się do spadku zaufania. Ceny ropy naftowej i złota idą w górę, a
międzynarodowa wartość dolara spada. Tymczasem prawdziwym źródłem braku
stabilności jest konflikt między Arabami i Izraelem, ślepo popieranym przez
USA.
Największa w Azji, a druga po USA, gospodarka Japonii też czuje się zagrożona
konsekwencjami planowanego amerykańskiego ataku na Irak (wzrost cen ropy
naftowej oraz ponowne załamanie się giełdy w Tokio, jak również ogólna
recesja gospodarki japońskiej). Spadek wartości dolara obniża zyski
japońskiego eksportu do USA i wręcz niekiedy czyni ten eksport deficytowym.
Stracona szansa pokoju
Sytuacja na Bliskim Wschodzie byłaby zupełnie inna, gdyby rząd Stanów
Zjednoczonych potrafił nakłonić Izrael wiosną 2000 roku do przyjęcia
propozycji pokojowej Arabii Saudyjskiej, która była oparta o zgodę i podpisy
wszystkich państw arabskich na Bliskim Wschodzie. Warunki traktatu pokojowego
zawierały gwarancję stosunków dobrosąsiedzkich, jak i normalnej wymiany
gospodarczej z Izraelem państw arabskich. Status terytorialny miał być
odtworzony na podstawie granic z 1967 roku oraz postanowień ONZ nr 242 oraz
nr 338 (można tu zaznaczyć, że żadne państwo członkowskie Organizacji Narodów
Zjednoczonych nie pogwałciło tylu postanowień ONZ, ile - bez większego echa
- pogwałciło państwo Izrael).
Arabska oferta traktatu gwarantowała zawarcie normalnych stosunków
dyplomatycznych, jak i uroczyste uznanie prawa Izraela do istnienia w
bezpiecznych granicach. Izrael w zamian miałby ewakuować nielegalne osiedla i
przekazać państwu palestyńskiemu tereny Zachodniego Brzegu, Gazy, wschodniej
Jerozolimy i oddać Syrii wzgórza Golan, jak również zgodzić się na
sprawiedliwe potraktowanie prawie czterech milionów wypędzonych
Palestyńczyków. Izraelskie święte miejsca, jak Ściana Płaczu, pozostałyby pod
kontrolą Izraela.
Droga do stałego i sprawiedliwego pokoju oraz normalnego współżycia między
Izraelem i jego sąsiadami stanęła otworem po raz pierwszy od 50 lat.
Niestety, ekstremiści izraelscy pod wodzą Ariela Szarona i Benjamina
Netanjahu zniszczyli wielką okazję dziejową zawarcia pokoju korzystnego dla
Izraela, Palestyńczyków i innych mieszkańców Bliskiego Wschodu.
Ariel Szaron doszedł do władzy przez sprowokowanie powstania Palestyńczyków.
Wzniecił zajścia na Wzgórzu Świątynnym, bezczeszcząc na oczach muzułmanów
wielki meczet Al--Aksa - jedno z najświętszych miejsc islamu. W czasie
przewlekłego powstania nie dopuszczał do rozmów o zawieszeniu broni i nadal
stosuje wobec Palestyńczyków taktykę podobną do okrucieństw okupantów
niemieckich w Polsce.
Nowy Kanaan i polskie paszporty dla Żydów
W samym Izraelu nastąpiło przygnębienie. W ostatnich wyborach głosowało tylko
około 50 procent Izraelczyków. Polskie przedstawicielstwa są zasypane
podaniami Żydów o polskie paszporty, dające prawo do ubiegania się o
nieruchomości w Polsce i - jak mają nadzieję - w przyszłości dostęp do całej
Unii Europejskiej na podstawie polskiego paszportu. Wielu Izraelczyków
świadomych sukcesów żydowskiego ruchu roszczeniowego gotowych jest
przyjeżdżać i być "współgospodarzami" Polski, jak to sformułowała
postkomunistyczna lewica. W tym wypadku słowo "współgospodarze" polskiej
ziemi jest słowem wiodącym. W teorii chodzi o równouprawnienie, ale naprawdę
jest to sprawa przywilejów dla mniejszości i ograniczeń praw większości.
Pamiętam, jak poeta Karol Hubert Rostworowski pisał przed wojną o
pogarszających się stosunkach polsko-żydowskich: "Ktoś musi ustąpić, gość
albo gospodarz". Od tego czasu czytałem wiele nonsensownych wywodów, że Żydzi
byli na terenach polskich przed Słowianami i niby dlatego nie są gośćmi w
Polsce itp. Tak więc poza atrakcją podróżowania po Europie z polskim
paszportem nowi przybysze z Izraela wiedzą, że w sprawach swoich roszczeń
mają zawsze poparcie lewicy postkomunistycznej i prasy takiej jak "Gazeta
Wyborcza", "Nie" etc.
W związku z silnym poparciem Michnika i jego ludzi dla żądań żydowskiego
ruchu roszczeniowego i potrzebnej temu ruchowi nowej zafałszowanej historii
Polski trzeba pamiętać o określaniu przez naczelnego "GW" w przedmowach i
wzmiankach prasowych J.T. Grossa jako pisarza najwyższego szczebla w
literaturze polskiej i ogólnoeuropejskiej. Z tego powodu pewien działacz
polonijny w Paryżu nazywa "Gazetę Wyborczą" "Gazetą Zaborczą".
Ruchowi roszczeniowemu chodzi o przedstawienie Polski jako partnera w
niemieckim ludobójstwie Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Ekstremiści
syjonistyczni i imperialiści izraelscy uważają za swój cel zdominowanie
Polski, ponieważ były tam nieruchomości ludności żydowskiej sprzed 1939 roku.
Tradycja żydowska mówi też, że Polska jest nowym Kanaanem - czyli krajem
przeznaczonym do eksploatacji żydowskiej. Chcą oni ponownej kolonizacji
polskich ziem przez Żydów, którym obóz postkomunistycznej lewicy przyznaje
prawo "współgospodarzy".
Bush - niebezpieczny człowiek
Wielu Amerykanów uważa za bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie budowę
hegemonii izraelskiej na Bliskim Wschodzie przy pomocy sił amerykańskich.
Wykonawcą tego zamysłu jest "na nowo urodzony", tzw. chrześcijanin-syjonista,
prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush. 22 września 2002 roku pisał o tym
Jack M. Balkin, profesor wydziału prawa uniwersytetu Yale: "Dzisiejszy świat
jest zagrożony przez jednego człowieka uzbrojonego w broń masowego rażenia,
który zachowuje się agresywnie i wręcz nachalnie. Jeżeli popełni błąd, może
on doprowadzić świat do chaosu i wielkiego rozlewu krwi. Człowiek ten, gotów
do wojny, jest arogancki i pewny siebie - jest to rzeczywiście najbardziej
niebezpieczny człowiek na ziemi. Niestety jego nazwisko jest George W. Bush,
i on jest naszym prezydentem".
Senator Robert C. Byrd z Wirginii Zachodniej, występując przeciwko atakowi na
Irak, przytoczył zeznanie Göringa z powojennego procesu w
Norymberdze: "Naturalnie ludzie nie chcą wojny... Ale mimo to przywódcy
ustanawiają politykę każdego kraju i zawsze jest im łatwo pociągnąć za sobą
ludność, czy to w warunkach demokracji, czy dyktatury faszystowskiej, czy
ustroju parlamentarnego lub dyktatury komunistycznej... Czy ludzie głosują,
czy nie głosują, to i tak zawsze można ich przekonać, by szl