W pogoni za bezsensem...

28.03.03, 15:14
W pogoni za bezsensem

JAN M. FIJOR

Amerykańskie media oszalały. Nawet wyważona w poglądach Fox News przemawia
jednym, prowojennym głosem. Nie dopuszcza się w eterze żadnej dyskusji nad
sensem (czy bezsensem) tej wojny. Wojownicze nastroje udzieliły się członkom
trustu mózgów działającego pod szyldem Cato Institute (Instytut Katona).
Stephen Moore, jeden z rzeczników instytutu powołanego w celu propagowania
wolnego rynku, wolnego handlu i konkurencji wzywa Amerykanów do bojkotu
produktów importowanych z Francji.

Nawet najwybredniejsi intelektualiści posługują się kalką myślową - zły
Saddam, dobry Bush. Domaganie się odejścia Husajna przypomina
nawoływania w rodzaju „Balcerowicz musi odejść". Do grupy najbardziej
skrajnie zdeterminowanych "jastrzębi" należy dziś Rush Limbaugh, David
Horowitz i Bili O'Reilly. Nieliczne głosy sprzeciwu wobec wojny nie mają
charakteru merytorycznego, lecz wyłącznie ideologiczny, i pochodzą z kół
niechętnych Republikanom. Ale nawet wśród tych ostatnich panuje
dezorientacja.
Oficjalnych powodów wypowiedzenia przez Stany Zjednoczone wojny Irakowi, a
konkretniej jego przywódcy, Saddamowi Husajnowi, jest kilka: brutalność, z
jaką traktuje on swoich politycznych przeciwników, polegająca na stosowaniu
tortur, a nawet eksterminacji, zagrożenie użyciem broni masowej zagłady,
odmowa zastosowania się do postanowień Rady Bezpieczeństwa ONZ, w tym
zignorowanie wezwania do rozbrojenia własnego arsenału, popieranie
terroryzmu, a także groźba zastosowania przez irackiego dyktatora broni
naftowej, która mogłaby doprowadzić do niekontrolowanego wzrostu cen ropy na
rynkach światowych. Wszystko to dokłada się do litanii starych grzechów
Husajna, którą otwiera aneksja Kuwejtu w 1991 roku, w wyniku czego doszło do
wybuchu konfliktu zbrojnego na skalę niemal światową.
O ile z większością tych zarzutów trzeba się zgodzić, bo w Iraku panuje od
ponad 20 lat bezwzględna dyktatura, reżym prześladuje swoich przeciwników, o
tyle zagrożenie ze strony Husajna wydaje się nie tylko przesadzone, ale
wręcz - pod pewnymi względami - dęte.
Zacznijmy od najpoważniejszego wykroczenia irackiego przywódcy, jakim była
inwazja na Kuwejt. Nie był to wcale, jak głoszą media, akt czystej i
bezwzględnej agresji. O planach wejścia wojsk irackich do Kuwejtu wiedzieli
Amerykanie, za nim te wojska się tam znalazły. Agresywne plany Bagdadu były
niemalże z Waszyngtonem George'a Busha,ojca, uzgodnione, a jeśli nie
uzgodnione, to potraktowano je z przymrużeniem oka, a
więc z niejakim przyzwoleniem, jako formę „dysputy granicznej" pomiędzy
oboma krajami. Może Amerykanie zbytnio zbagatelizowali determinację
Irakijczyków, być może zaskoczyła ich skala aneksji Kuwejtu albo dopiero po
niej zdali sobie sprawę z groźby sytuacji, zanim zdecydowali się na atak,
czyli na I wojnę w Zatoce Perskiej, można rzec, że Husajna popierali.
Słyszałem kilkakrotnie wypowiedzi, które padały z ust przedstawicieli
Pentagonu, których zdaniem łagodne obejście się z Husajnem po kapitulacji w
1992 roku było właśnie wyrazem czegoś w rodzaju akceptacji dla tego, co
Husajn zrobił. Gdyby nawet było inaczej, sankcje nałożone na Irak po I
wojnie w Zatoce Perskiej są tak dotkliwe, że praktycznie trudno mówić o
potędze kraju, którego dochód narodowy per capita nie przekracza 700 dol.,
jest więc na poziomie takich gigantów, jak Czad, Mali czy Kambodża. Tym
trudniej traktować Irak jako zagrożenie dla USA czy pokoju światowego,
zwłaszcza że cenę tych bezsensownych podejrzeń, oskarżeń zapłacą zwykli
ludzie, którzy - bądźmy konsekwentni - padli przecież ofiarą tyrana-
psychopaty.
Jakby na potwierdzenie tych bezpodstawnych zarzutów ukazała się kilka tygodni
temu w USA książka niejakiego Davida Frumma, do niedawna pisarza przemówień
George'a W. Busha. Frumm, który jest autorem tezy o istnieniu tzw. osi zła
(Irak, Północna Korea, Iran), wyznał w niej, że „oś" wymyślił w celu dodania
przemówieniu dramatyzmu. Potem już trzeba było z tą osią coś zrobić. Zresztą
do dziś są problemy, co zrobić z „tą Koreą".
Gdyby Bagdad był zagrożeniem pokoju światowego, jako pierwsi odczuliby to
sąsiedzi Iraku: Iran, Arabia Saudyjska czy chociażby Izrael. Ci jednak nie
tylko nie uskarżają się na sąsiedztwo Husajna, lecz je po cichu tolerują.
Zarzut popierania przez Irak terroryzmu to klasyczny „paragraf 22". Im więcej
jest dowodów na to, że kolebką terroryzmu islamskiego jest Arabia Saudyjska,
tym bardziej obwinia się o sprzyjanie terroryzmowi... Irak. Pośród
zamachowców na World Trade Center nie było żadnego Irakijczyka, a prawie
wyłącznie Saudyjczycy. Nie ma też ani jednego dowodu na to, że Husajn ma
kontakty z Al-Qaidą, co więcej, kilka jego wypowiedzi świadczy o szczerym
oburzeniu wobec terroryzmu made in islam. To on jako pierwszy, jeszcze przed
premierem Izraela, wysłał prezydentowi USA depeszę z wyrazami ubolewania.
Wprawdzie taka depesza o niczym nie świadczy, nie muszą świadczyć także
depesze z Wielkiej Brytanii, Holandii, Senegalu i setki innych krajów świata.
Co więcej, reżym w Bagdadzie nie różni się niczym szczególnym od innych
reżymów w pozostałych 56 krajach islamskich. Jeśli Husajn jest wobec swojej
opozycji brutalny, jak wobec tego nazwać postępowanie junty pakistańskiej,
indonezyjskiej czy władz egipskich, które - są wprawdzie USA życzliwe - ale
zwalczają przeciwników z równą, a kto wie, czy nie większą furią i
determinacją. Jak chodzi o ścisłość, reżym Husajna jest pod wieloma względami
wyjątkowo -jak na islam - liberalny.
Irak to chyba jedyny kraj muzułmański, gdzie nie tylko toleruje się
innowierców, lecz wręcz traktuje się ich - w przeciwieństwie do reszty
państw arabskich - jak obywateli I kategorii. Najlepszy dowód, że w rządzie
Husajna zasiadają chrześcijanie! Znacznie bardziej liberalny jest stosunek
do kobiet, które cieszą się wieloma przywilejami niedostępnymi w znakomitej
większości innych krajów islamu. Mają prawo głosu, prawo pokazywania się bez
okrycia twarzy, wolno im pracować, uczyć się, zajmować stanowiska - w skali
islamu brzmi to jak herezja. W Bagdadzie, Basrze czy Kirkuku każdy obywatel
może kupić i posiadać broń palną. Tego nie mogą dziś nawet Amerykanie.
Ten stosunkowo duży liberalizm wywołuje niechęć wobec Iraku ze strony innych
krajów arabskich. Mimo jej istnienia, żadne z państw sąsiadujących z Irakiem
nie zdecydowało się na jawny atak na Husajna. Strach nie był tu bynajmniej
przeszkodą. One nie widzą zagrożenia ze strony Bagdadu. Nie widzą go już
nawet Żydzi.
W przeddzień wybuchu wojny CNBC nadała wypowiedź ambasadora Izraela w
Waszyngtonie, który oświadczył, że „wojna z Irakiem jest wyłącznie sprawą
Stanów Zjednoczonych i Izrael nic do niej nie ma" - poza tym, że wyraża
solidarność z narodem amerykańskim. Przypuszczalnie właśnie
ta „niezależność" stała się powodem gwałtownych protestów ze strony
środowisk żydowskich USA oburzonych tym, że kongresmen z Wirginii,
Demokrata, James Moran oświadczył publicznie, iż „to amerykańscy Żydzi
popychają Stany Zjednoczone do wojny". Po kilku dniach ekspiacji, Moran
musiał ustąpić ze stanowiska. Żydzi z tą wojną raczej nie mają nic wspólnego.
Zdumiewające jest to, że zarówno przeciwnicy wojny z Irakiem, jak i jej
zwolennicy występują ze wspólnych, antyamerykariskich pozycji. Przeciwnicy
atakują fundamenty wolnego rynku, widząc w wojnie jedynie pretekst do
ekspansji kapitalizmu, wyzysku, potęgi pieniądza. Mają w tym przekonaniu
dużo racji, gdyż argumenty prowojenne nie opierają się wcale na racji stanu
Ameryki, lecz właśnie na ekspansji siły państwa, co jest zaprzeczeniem
American Way. Taka zbieżność interesów przeciwników i zwolenników wojny może
doprowadzić kraj do zapaści politycznej, jako że jedni i drudzy przedkładają
racj
    • Gość: doktorek Re: rozumię...musiałeś to wyrzucić z siebie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.03, 15:18
    • nczas.com W pogoni za bezsensem... (cd.) 28.03.03, 15:23
      Taka zbieżność interesów przeciwników i zwolenników wojny może doprowadzić
      kraj do zapaści politycznej, jako że jedni i drudzy przedkładają racje ideowe
      nad dobrem Ameryki.
      Na CNN jeden z przedstawicieli obozu Demokratów twierdził, iż dopatrzył się w
      postępowaniu George'a W. Busha zbieżności z tym, co niegdyś czynił Clinton.
      Ten ostatni, jak pamiętamy, wykorzystał ataki zbrojne na Afganistan i Sudan
      dla odwrócenie uwagi od swoich rzeczywistych problemów (afera Lewinsky). Bush
      wierzy w to, że wojna pomoże mu zakończyć jego problem, czyli najcięższą od
      zakończenia II wojny światowej (a właściwie od Wielkiej Depresji) recesję
      gospodarczą. Być może prezydent liczy na to, że w zarzewiu wojny zdoła uratować
      swoją drugą kadencję, bo z zapaści gospodarczej, przy pomocy wojny kraju
      wyciągnąć się nie da.
      Obawiam się, że wojna ta, podobnie jak większość innych agresywnych i
      praktycznie nieuzasadnionych konfliktów zbrojnych, do niczego dobrego nie
      doprowadzi. Będziemy mieli dużo szczęścia, jeśli nie przerodzi się ona w
      otwarty konflikt światowy. Samo usunięcie Husajna, jeśli nawet nastąpi, będzie
      sukcesem pozornym. Nie usunie bowiem prawdziwych przyczyn wybuchu konfliktu
      irackiego, jakimi są: błędy gospodarcze, głupota i arogancja władzy.

      JAN M. FIJOR
    • Gość: doku Im dalej, tym głupiej IP: *.mofnet.gov.pl 28.03.03, 16:12
      nczas.com napisał:

      > Nie dopuszcza się w eterze żadnej dyskusji nad
      > sensem (czy bezsensem) tej wojny.

      Kto nie dopuszcza? Które programy czy dyskusje zdjęto z anteny? O czym on
      bredzi?

      > inwazja na Kuwejt. Nie był to wcale, jak głoszą media, akt czystej i
      > bezwzględnej agresji. O planach wejścia wojsk irackich do Kuwejtu wiedzieli
      > Amerykanie, za nim te wojska się tam znalazły. Agresywne plany Bagdadu były
      > niemalże z Waszyngtonem George'a Busha,ojca, uzgodnione

      Teraz rozumiem. To dlatego Irak okupował Kuwejt, aby dać Amerykanom możliwość
      potrenowania swoich wojsk, tak aby światowa opinia nie protestowała.

      Można się więc domyślać, że jaja, jakie sobie Saddam ostatnio robił z ONZ, też
      były uzgodnione z USA. Ciekawe, co zyskał Saddam, sprzedając się po cichu
      Ameryce?

      Ciekawe kto płaci w tym szpitalu za dostęp do Internetu?
      • Gość: uczen Kapłanie! tak to jest niezłe... IP: 209.234.166.* 28.03.03, 16:25
        jeden z rzeczników instytutu powołanego w celu
        propagowania wolnego rynku, wolnego handlu i konkurencji
        wzywa Amerykanów do bojkotu produktów importowanych z
        Francji

        a jak to nazwiemy Mistrzu Kolektywu-Komuny?
    • Gość: ... Re: W pogoni za bezsensem... IP: 168.143.123.* 30.03.03, 01:12
      .
    • Gość: kolec Re: W pogoni za bezsensem... - głos poparcia IP: *.visp.energis.pl 29.06.03, 15:24
      To wspólna i interesująca socjologicznie cecha prawie każdego internetowego forum, że im dłuższa i mniej dosadna (czytaj: chamska) wypowiedź - tym mniejszy powoduje odzew. I odwrotnie: ktoś uwieczni jedno głupie zdanie po piwku i spotyka się nawet z przychylnym przyjęciem. Takie czasy, że jedno, dwa zdania to maksimum tego, co można pojąć. Dlatego tak wielu narzeka na intelektualną płytkość Internetu, zdominowanego przez małolatów.

      Z perspektywy czasu widać dość jasno, że niejaki nczas@ miał rację: ku zakłopotaniu Waszyngtonu, w Iraku wielkich (właściwie żadnych) składów broni nie znaleziono, ani niczego, co mogło stanowić realne zagrożenie dla świata. Za to dużo piasku, i powtykane tu i ówdzie szyby naftowe. Te się przynajmniej wykorzysta... Mniejsza o kilkadziesią mln miejscowej ludności, która pozbawiona pracy, dochodów, administracji i służb porządkowych niech się pozabija. Do kontroli wydobywcia ropy wystarczy autobus zachodnich specjalistów.

      USA w nie dokończonej ponad 10 lat temu operacji 'Pustynna burza' dały armii Husajna pstryczka w nos i... wycofały się pozwalając, by nie naruszona policja bezpieczeństwa dyktatora wymordowała ok. 200 tys. przeciwników rezimu, którzy licząc na poparcie Koalicji (jak kiedyś Warszawa w powstaniu) wyszli na ulice Bagdadu. To rzecz znana (był nawet parę miesięcy temu późno w nocy film na tren temat).

      Te same i podobne błędy zaniechania USA popełniały wcześniej i później (np. w Somalii - film. Black Howk Down - Helikopter w ogniu). Teraz postanowili raz doprowadzić sprawę do końca, tyle, że o kilkanaście lat za późno. W Iraku z dużym prawdopodobieństwem nie ma dziś opozycji, która byłaby zdolna sprawnie przejąć rządy po partii Baas. Tyle że Bush syn może powiedzieć do Busha ojca: tato twoje dzieło.

      Tym co chcieliby więcej zrozumieć z problemów i historii tego regionu świata, polecam lekturę książki 'Szachinszach' R.Kapuścinskiego. Jest o sąsiedzie Iraku - Iranie, z którum Irak całe lata 80. prowadził wojnę. Iran jest ponad 4x bardziej rozległy od Iraku, też ma ogromne złoża ropy, a łamanie tam praw człowieka odbywało się na skalę nieporównanie większą od Iraku - jednak 3x liczebniejszy Iran byłoby znacznie trudniej podbić, nawet przy współudziale Iraku.

      Pozdrowienia dla polskich militarystów. Rząd polski może sobie popierać politykę USA (więcej w końcu zawdzięczamy Ameryce niż całej Azji), ale polscy obywatele mogą i powinni myśleć samodzielnie.

      Andrzej
      kolec(at).post.pl
Pełna wersja