hugo_w2
08.11.06, 15:27
Janinę Frydel wprowadzono na pokład samolotu bez ciepłego ubrania. Nie
umożliwiono jej również pożegnania się z rodziną. Polka przez kilkanaście lat
bezskutecznie walczyła z nakazem deportacji. W USA Janina pozostawiła
spłacony dom, samochód i pracę w zakładach mięsnych pod Camden (New Jersey),
do której - jak powiedział na pożegnanie jej szef - w każdej chwili może
wrócić. Po tej stronie oceanu mieszka też dwoje jej dzieci, jej rodzeństwo.
Tu znajduje się grób jej matki.
Wydarzenie, które zaważyło na losach Janiny Frydel, miało miejsce piętnaście
lat temu. Zaledwie w dwa tygodnie po przyjeździe do USA na wizie turystycznej
w 1991 roku Polkę przyłapano na nielegalnej pracy. Zobowiązała się wówczas do
dobrowolnego opuszczenia Stanów Zjednoczonych. Gdy jednak tego nie zrobiła,
zaczął obowiązywać nakaz deportacji. Przez kilkanaście lat próbowała ponownie
otworzyć sprawę i zalegalizować pobyt. Bezskutecznie. "Moja sprawa jest
typowym przykładem niesprawiedliwego prawa imigracyjnego. Jeśli nie
miałabym 'łapanki' (...) wszystko byłoby OK; nie przeszkadzałoby, że
pracowałam bez zezwolenia" - mówi Frydel. Potwierdzają to przypadki dwojga
jej dzieci, które już mają w USA legalny pobyt.
W połowie sierpnia Frydel została zatrzymana w miejscu pracy i 10 tygodni
spędziła w więzieniu. Mimo że rodzina poruszyła niebo i ziemię, sąd odmówił
ponownego otwarcia sprawy i deportowano ją w nocy z piątku na sobotę. Polskie
władze były praktycznie bezradne, bo w przypadkach takich jak Janiny Frydel
rola konsula może sprowadzać się jedynie do odwiedzin w więzieniu......
Quelle PDN-NY(TD)