Gość: marek
IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl
08.04.03, 18:44
Francuzi mogą być dumni z tego, że
ich władze sprzeciwiły się
agresji wobec Iraku,
która
łamie prawo,
niszczy na długie lata autorytet ONZ, UE i NATO,
jest amoralna,
lekceważy głos społeczności
międzynarodowej.
Mogą być dumni, że ich prezydent
nie zachowuje się jak
gubernator kolejnego stanu
- tak jak to robu "pudel" Blair.
Aby prowadzić pełnoskalową
wojnę totalną
ze wszystkimi tego zbrodniczymi
konsekwencjami (morderstwa ludnośći
cywilnej, tragedia dzieci,
katastrofa humanitarna, zabronione
rozpryskowe bomby kasetowe,
rozsadzające płuca bomby próżniowe,
wielotonowe bomby tektoniczne)
trzeba mieć naprawdę
BARDZO MOCNE I EWIDENTNE POWODY.
Reżim Iraku nie
dał takich powodów przez ostatnie 15 lat
(nikogo nie zaatakował, nie odpalał rakiet
jak Korea, nie udowodniono mu
związków z terroryzmem).
Współczesny świat nie jest idyllą.
Jest mnóstwo gorszych reżimów,
zagrażających pokojowi bronią nuklearną
i gnębiących
swoją ludność - tyle, że te reżimy nie
mają ropy, nie podpadły Izraelowi oraz
klanowi Bushów ... wobec czego pozostają
i pozostaną
nietknięte.
Hipokrytyczny reżim jastrzębi
aktualnej administracji USA
coutry-murzyńsko-żydowskiej
z panami Bushem, Cheneyeem, Rumsfeldem,
Fleisherem, Wolfowitzem, Powellem, Rise
nie powinien spać spokojnie - zasiane
zło wróci rykoszetem wcześniej czy później
i kto wie
czy ww. persony nie staną kiedyś przed sądem
za zbrodnie wojenne
podobnie jak Milosevic czy Plavsic.
I kto by pomyślał - gdyby Clinton lub Gore
(który zresztą dostał więcej głosów)
był prezydentem
wojny by nie było.