Rodzina do naprawy.

22.01.07, 11:18
www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3862692.html
Co prawda mowa tam o amerykańskiej rodzinie, ale...
    • owca_czarna Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 12:20
      hymen napisał:


      > Co prawda mowa tam o amerykańskiej rodzinie, ale...

      ona już niewiele różni się od rodziny polskiej. Nasze tradycje rodzin
      wielopokoleniowych zanikły, a wszystko co nowe, a szczególnie to "hamerykańskie"
      znajduje podatny grunt w Polsce.

      O roli ojca jako tego wychowującego dzieci, miałabym inne zdanie, ale być może
      dlatego, że w kulturze powojennej był on więcej straszakiem na dzieci niż ich
      wychowawcą.

      A to coś dla mojego Drogiego Pana Wikula. On to "lubi" takie teksty feministek
      ... big_grinbig_grinbig_grin

      "... [...]z drugiej zaś sama kultura, która szydzi z idei ojca - głowy rodziny,
      a czasami wręcz neguje fakt, że ojciec jest niezbędnym członkiem rodziny.
      Feministki z pewnością sprzeciwiałyby się twierdzeniu Adama Smitha, iż ojciec
      ma obowiązek wychować dzieci. Z chęcią zmieniłyby ojca na jedno z rodziców. Ich
      intencją jest podnieść rangę matki, sprawić, by status matki był w rodzinie
      równy statusowi ojca.[...]"

      no ale, co źle mówią?


      owca_czarna
      • hymen Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 14:35
        owca_czarna napisała:

        > hymen napisał:
        >
        >
        > > Co prawda mowa tam o amerykańskiej rodzinie, ale...
        >
        > ona już niewiele różni się od rodziny polskiej. Nasze tradycje rodzin
        > wielopokoleniowych zanikły, a wszystko co nowe, a szczególnie
        to "hamerykańskie
        > "
        > znajduje podatny grunt w Polsce.
        >
        > O roli ojca jako tego wychowującego dzieci, miałabym inne zdanie, ale być może
        > dlatego, że w kulturze powojennej był on więcej straszakiem na dzieci niż ich
        > wychowawcą.

        To zależy co masz na myśli. Zwykle Owieczki Czarne i inne mylą wychowywanie
        jagniąt z karmieniem, opieraniem i sprzątaniem po swoich pociechach.

        >
        > A to coś dla mojego Drogiego Pana Wikula. On to "lubi" takie teksty feministek
        > ... big_grinbig_grinbig_grin
        >
        > "... [...]z drugiej zaś sama kultura, która szydzi z idei ojca - głowy
        rodziny,
        > a czasami wręcz neguje fakt, że ojciec jest niezbędnym członkiem rodziny.
        > Feministki z pewnością sprzeciwiałyby się twierdzeniu Adama Smitha, iż ojciec
        > ma obowiązek wychować dzieci. Z chęcią zmieniłyby ojca na jedno z rodziców.
        Ich
        > intencją jest podnieść rangę matki, sprawić, by status matki był w rodzinie
        > równy statusowi ojca.[...]"
        >
        > no ale, co źle mówią?

        No nie wiem jak Wikul, bo to on do tablicy wywołany został, ale ja sądzę, że
        się mylą wink Demokracja w rodzinie to pobożne życzenia.
        • owca_czarna Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 15:02
          hymen napisał:

          > owca_czarna napisała:
          >
          > > hymen napisał:
          > >
          > >
          > > > Co prawda mowa tam o amerykańskiej rodzinie, ale...
          > >
          > > ona już niewiele różni się od rodziny polskiej. Nasze tradycje rodzin
          > > wielopokoleniowych zanikły, a wszystko co nowe, a szczególnie
          > to "hamerykańskie
          > > "
          > > znajduje podatny grunt w Polsce.
          > >
          > > O roli ojca jako tego wychowującego dzieci, miałabym inne zdanie, ale być
          > może
          > > dlatego, że w kulturze powojennej był on więcej straszakiem na dzieci niż
          > ich
          > > wychowawcą.
          >
          > To zależy co masz na myśli. Zwykle Owieczki Czarne i inne mylą wychowywanie
          > jagniąt z karmieniem, opieraniem i sprzątaniem po swoich pociechach.

          to na czym polega współczesne wychowywanie ojcowskie? Bo na pewno nie na
          rozmowie z dzieckiem i pomocą przy rozwiązywaniu jego młodzieńczych problemów.
          Rzadko też na interesowaniu się postępami w nauce i w razie czego niesieniem
          pomocy. Działka "edukacyjna" też jest bardzo silnie sfeminizowana. Więc czym?



          > > A to coś dla mojego Drogiego Pana Wikula. On to "lubi" takie teksty femin
          > istek
          > > ... big_grinbig_grinbig_grin
          > >
          > > "... [...]z drugiej zaś sama kultura, która szydzi z idei ojca - głowy
          > rodziny,
          > > a czasami wręcz neguje fakt, że ojciec jest niezbędnym członkiem rodziny.
          > > Feministki z pewnością sprzeciwiałyby się twierdzeniu Adama Smitha, iż o
          > jciec
          > > ma obowiązek wychować dzieci. Z chęcią zmieniłyby ojca na jedno z rodzicó
          > w.
          > Ich
          > > intencją jest podnieść rangę matki, sprawić, by status matki był w rodzin
          > ie
          > > równy statusowi ojca.[...]"
          > >
          > > no ale, co źle mówią?
          >
          > No nie wiem jak Wikul, bo to on do tablicy wywołany został, ale ja sądzę, że
          > się mylą wink Demokracja w rodzinie to pobożne życzenia.

          Czyli uważasz, że nadal faceci odgrywają dominująca rolę w kształtowaniu rodziny
          i wychowywaniu dzieci? Być może u Ciebie, bo w moim środowisku raczej kobiety
          wiodą prym. Facet tylko myśli, że tak jest.wink


          A Wikula, to specjalnie wywołam, on lubi takie tematy, szczególnie gdy jest
          mowa o feministkach. smile)))))))

          pozdr

          owca_czarna
          • hymen Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 15:35
            owca_czarna napisała:

            > > To zależy co masz na myśli. Zwykle Owieczki Czarne i inne mylą wychowywan
            > ie
            > > jagniąt z karmieniem, opieraniem i sprzątaniem po swoich pociechach.
            >
            > to na czym polega współczesne wychowywanie ojcowskie? Bo na pewno nie na
            > rozmowie z dzieckiem i pomocą przy rozwiązywaniu jego młodzieńczych
            problemów.
            > Rzadko też na interesowaniu się postępami w nauce i w razie czego niesieniem
            > pomocy. Działka "edukacyjna" też jest bardzo silnie sfeminizowana. Więc
            czym?

            A dlaczego nie na pewno? wink) Wspólczesne wychowanie i podział ról w rodzinie
            jest podobne jak w tym niewspółczesnym wychowaniu w rodzinie. To właśnie
            negowanie pewnych ustalonych wcześniej wzorców jest wskazywane tu jako
            przyczyna kryzysu instytucji rodziny. Nie bardzo rozumiem, dlaczego
            rozmawiający ojciec z synem o jego młodzieńczych problemach wzbudza w Tobie
            kontrowersje. Jeśli ktoś czegoś nie robi nie oznacza to jeszcze, że nie
            powinien tego robić.



            >
            >
            > > > "... [...]z drugiej zaś sama kultura, która szydzi z idei ojca - gł
            > owy
            > > rodziny,
            > > > a czasami wręcz neguje fakt, że ojciec jest niezbędnym członkiem ro
            > dziny.
            > > > Feministki z pewnością sprzeciwiałyby się twierdzeniu Adama Smitha
            > , iż o
            > > jciec
            > > > ma obowiązek wychować dzieci. Z chęcią zmieniłyby ojca na jedno z r
            > odzicó
            > > w.
            > > Ich
            > > > intencją jest podnieść rangę matki, sprawić, by status matki był w
            > rodzin
            > > ie
            > > > równy statusowi ojca.[...]"
            > > >
            > > > no ale, co źle mówią?
            > >
            > > No nie wiem jak Wikul, bo to on do tablicy wywołany został, ale ja sądzę,
            > że
            > > się mylą wink Demokracja w rodzinie to pobożne życzenia.
            >
            > Czyli uważasz, że nadal faceci odgrywają dominująca rolę w kształtowaniu
            rodzin
            > y
            > i wychowywaniu dzieci? Być może u Ciebie, bo w moim środowisku raczej kobiety
            > wiodą prym. Facet tylko myśli, że tak jest.wink

            To jest właśnie błędne i nieprawdziwe przedstawienie problemu, który nie polega
            na tym, że któraś ze stron (kobieta lub mężczyzna) spełnia dominującą rolę. Od
            wieków różnie z tym bywało, i czasem młody człowiek nie potrafił wyzwolić się
            spod kurateli matki czasem ojca. Problem tkwi w pewnych mechanizmach i
            relacjach, które są częścią składową w budowaniu rodziny i obowiązują później
            jako element budowy współczesnego społeczeństwa. Relacje te są ośmieszane,
            krytykowane, przedstawiane z jak najgorszej strony co w efekcie prowadzi do
            krzysu rodziny, a w dalszej kosekwencji do problemów społecznych.


            > A Wikula, to specjalnie wywołam, on lubi takie tematy, szczególnie gdy jest
            > mowa o feministkach. smile)))))))

            Ciekawe czy da się wywołać wink)

            >
            > pozdr
            >
            > owca_czarna
            >
            • danus01 Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 19:10
              hymen napisał:

              > To właśnie
              > negowanie pewnych ustalonych wcześniej wzorców jest wskazywane tu jako
              > przyczyna kryzysu instytucji rodziny.

              wzorce byc moze sa (byly) dobre, ale nie uchronily od kryzysu rodziny we
              wspolczesnym swiecie
              przez media?
              rewolucje seksualna?
              rozwoj demokracji?
              a moze wypaczenia demokracji?


              > Nie bardzo rozumiem, dlaczego
              > rozmawiający ojciec z synem o jego młodzieńczych problemach wzbudza w Tobie
              > kontrowersje. Jeśli ktoś czegoś nie robi nie oznacza to jeszcze, że nie
              > powinien tego robić.

              ojciec powinien rozmawiac ze swoim dorastajacym synem o jego mlodzienczych
              problemach. podobnie matka z corka. ale czy te rozmowy ojciec powinien
              podejmowac z synem dopiero wtedy,kiedy synowi was sie sypie pod nosem?

              > od wieków różnie z tym bywało, i czasem młody człowiek nie potrafił wyzwolić
              się
              > spod kurateli matki czasem ojca. Problem tkwi w pewnych mechanizmach i
              > relacjach, które są częścią składową w budowaniu rodziny i obowiązują później
              > jako element budowy współczesnego społeczeństwa. Relacje te są ośmieszane,
              > krytykowane, przedstawiane z jak najgorszej strony co w efekcie prowadzi do
              > krzysu rodziny, a w dalszej kosekwencji do problemów społecznych.
              >

              kryzys rodziny nie jest wywolany osmieszaniem i krytykowaniem czy tez
              przedstawianiem rodziny z jak najgorszej strony. wie o tym kazde dziecko madrze
              kochane.

            • owca_czarna Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 19:17
              hymen napisał:

              >A dlaczego nie na pewno? wink)

              Dlatego, że nerwowi i zapracowani tatusiowie nie potrafią rozmawiać ze swoimi
              dziećmi, bo zazwyczaj nie rozumieją ich problemów, nie mają podejścia do nich, a
              z pozycji siły nie zawsze da się osiągnąć zamierzony cel.

              >Wspólczesne wychowanie i podział ról w rodzinie jest podobne jak w tym
              niewspółczesnym wychowaniu w rodzinie.

              Ja mam nieco odmienne zdanie. Uważam, że jednak powstały pewnie dysproporcje,
              poprzez nałożenie na kobietę większych obowiązków. I uważam, że
              mężczyźni/tatusiowie z przyjemnością oddali pałeczkę, nazywająca się
              „odpowiedzialność za rodzinę” swoim żonom, choć żaden do tego się nie przyzna.

              >To właśnie negowanie pewnych ustalonych wcześniej wzorców jest wskazywane tu
              jako przyczyna kryzysu instytucji rodziny.

              I ja sie z tym zgadzam. Współczesna rodzina to komórka, która dziś jest, a jutro
              może już jej nie być. Nie ma tego czegoś co ja spaja na wieki wieków. Zanikła
              tradycja rodzin wielopokoleniowych, nie ma wzajemnego poszanowania. Nie ma więzi
              rodzinnej, bo nie ma czasu jej w ogóle zbudować!


              >Nie bardzo rozumiem, dlaczego rozmawiający ojciec z synem o jego młodzieńczych
              problemach wzbudza w Tobie kontrowersje.

              Mężczyźni raczej nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi. To właśnie na linii
              syn-ojciec, córka -ojciec psuja się te pierwsze relacje rodzinne. Żona/matka
              pozostawiana jest między młotem a kowadłem. Staje się amortyzatorem spięć
              domowych. Zazwyczaj wszelki „życiowe” rozmowy prowadzi matka, o ile w ogóle je
              prowadzi.


              > Jeśli ktoś czegoś nie robi nie oznacza to jeszcze, że nie powinien tego robić.

              Oczywiście, na pewno powinniśmy wychowywać tak dzieci, aby nigdy sie za nie nie
              wstydzić. Bo wychowanie dostają od nas, a nie z placówek szkolnych. Szkoła nigdy
              nie zapewni takiego wychowania, jakie dziecko mogłoby otrzymać z domu. Czasy w
              jakich żyjemy nie sprzyjają jednak wychowawczemu modelowi rodziny.

              >To jest właśnie błędne i nieprawdziwe przedstawienie problemu, który nie polega
              na tym, że któraś ze stron (kobieta lub mężczyzna) spełnia dominującą rolę.

              Nie da się tak zrobić, aby dwie osoby trzymały stery władzy. Któraś 'połówka'
              musi zrezygnować. A że kobieta jest lepszym gospodarzem, ona zazwyczaj go
              przejmuje. Wie czego w domu brakuje, co trzeba zrobić. Wiem z praktyki, że wam
              mężczyznom nic nie jest potrzebne, prócz paliwa do samochodu. big_grin

              > Od wieków różnie z tym bywało, i czasem młody człowiek nie potrafił wyzwolić
              się spod kurateli matki czasem ojca.

              Wina babć i matek, które zapomniały odciąć w odpowiednim momencie synusiom
              pępowiny. Córki jakoś łatwiej puszcza się na szeroką przestrzeń życiową. Problem
              rodzi się wówczas, gdy pan mąż, wychowywany jako rozkapryszony młodzieniec,
              chciałby widzieć we własnej żonie krzątającą się wokół niego babunie. Skończyły
              sie czasy, gdy żony przynosiły mężom kapcie, zagryzając przy tym zęby - od tego
              twarz się strasznie wykrzywiała. Jak stworzyć prawdziwy model rodziny skoro
              wiele osób nie miało odpowiedniego wzorca?

              > Problem tkwi w pewnych mechanizmach i relacjach, które są częścią składową w
              budowaniu rodziny i obowiązują później jako element budowy współczesnego
              społeczeństwa. Relacje te są ośmieszane, krytykowane, przedstawiane z jak
              najgorszej strony co w efekcie prowadzi do kryu rodziny, a w dalszej kosekwencji
              do problemów społecznych.

              Brak poszanowania tradycji, brak miłości,rozmów i kontaktów rodzinnych
              (wspólnych posiłków – to kiedyś wiązało polską rodzinę!!!!), silnie
              sfeminizowane szkolnictwo, a przede wszystkim obarczenie szkoły procesem
              wychowania przy ograniczaniu środków i metod, na pewno nie wpłynęło korzystanie
              na obserwowane zjawisko. Rodzina, jako komórka społeczna w końcu musiała się
              rozpaść. (takie misz-masz, ale nie umiałam prościej odpowiedzieć smile

              pozdr

              owca_czarna
              • danus01 Re:Rodzina do naprawy->takie misz-masz owieczki :) 22.01.07, 19:47
                owca_czarna napisała:

                > Rodzina, jako komórka społeczna w końcu musiała się
                > rozpaść. (takie misz-masz, ale nie umiałam prościej odpowiedzieć smile
                >
                > pozdr
                >
                > owca_czarna
                >
                >

                bardzo interesujace to twoje misz-masz owieczko
                i takie proste w odpowiedzi wink
                moge jedynie ubolewac, ze nie mam podobnych zdolnosci

                danus
                • owca_czarna Re:Rodzina do naprawy->takie misz-masz owiecz 22.01.07, 20:27
                  danus01 napisała:

                  > owca_czarna napisała:
                  >
                  > > Rodzina, jako komórka społeczna w końcu musiała się
                  > > rozpaść. (takie misz-masz, ale nie umiałam prościej odpowiedzieć smile
                  > >
                  > > pozdr
                  > >
                  > > owca_czarna
                  > >
                  > >
                  >
                  > bardzo interesujace to twoje misz-masz owieczko
                  > i takie proste w odpowiedzi wink
                  > moge jedynie ubolewac, ze nie mam podobnych zdolnosci
                  >
                  > danus

                  Witaj Danusiu. smile

                  owca_czarna
                  • danus01 Re:Rodzina do naprawy->takie misz-masz owiecz 22.01.07, 20:44
                    owca_czarna napisała:

                    > Witaj Danusiu. smile
                    >
                    > owca_czarna

                    zmienilam nik, ale nie swoj osobniczy styl wink
                    czemu on sie nie spodobal Hymenowi?
                    potrafisz mi odpowiedziec za niego?
                    • owca_czarna Re:Rodzina do naprawy->takie misz-masz owiecz 22.01.07, 21:44
                      danus01 napisała:

                      > owca_czarna napisała:
                      >
                      > > Witaj Danusiu. smile
                      > >
                      > > owca_czarna
                      >
                      > zmienilam nik, ale nie swoj osobniczy styl wink
                      > czemu on sie nie spodobal Hymenowi?
                      > potrafisz mi odpowiedziec za niego?

                      100-krotko to nie nick, Hymen chciał podyskutować o rodzinie big_grin. Ale i tak żaden
                      się nie przyzna, że czasami w domu czują się tylko meble big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                      szczególnie wtedy, gdy żony siedzą w necie big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin:

                      pzdr

                      owca_czarna
              • rycho7 strajk wloski 22.01.07, 21:03
                owca_czarna napisała:

                > mężczyźni/tatusiowie z przyjemnością oddali pałeczkę, nazywająca się
                > „odpowiedzialność za rodzinę” swoim żonom, choć żaden do tego się n
                > ie przyzna.

                Ja sie przyznaje. Chcecie kobitki postawic na swoim to robta to na swoja
                odpowiedzialnosc. Byl taki serial "Ballada o Januszku".
                • danus01 Re: strajk wloski 22.01.07, 21:21
                  rycho7 napisał:

                  > Ja sie przyznaje. Chcecie kobitki postawic na swoim to robta to na swoja
                  > odpowiedzialnosc. Byl taki serial "Ballada o Januszku".

                  to nie tedy droga
                  strajk wloski?
                  bo kobitki nie chcialy juz jak te wloskie 'coorvy' za darmo dawac i kapcie
                  jeszcze przynosic?
                  • rycho7 wygralas 22.01.07, 22:20
                    danus01 napisała:

                    > bo kobitki nie chcialy juz jak te wloskie 'coorvy' za darmo dawac

                    Wyjatkowo dobra argumentacja do Twojej niecheci zrozumienia prostych zan jakie
                    ja napisalem. Powtorze wiec:

                    > > Chcecie kobitki postawic na swoim to robta to na swoja odpowiedzialnosc.

                    To jest za trudne do zrozumienia. A co do za "darmo" to po prostu nalezy
                    policzyc.
                • owca_czarna Re: strajk wloski 22.01.07, 21:39
                  rycho7 napisał:

                  > owca_czarna napisała:
                  >
                  > > mężczyźni/tatusiowie z przyjemnością oddali pałeczkę, nazywająca się
                  > > „odpowiedzialność za rodzinę” swoim żonom, choć żaden do tego
                  > się n
                  > > ie przyzna.
                  >
                  > Ja sie przyznaje. Chcecie kobitki postawic na swoim to robta to na swoja
                  > odpowiedzialnosc. Byl taki serial "Ballada o Januszku".

                  Pamiętam, matka sobie wypruwała żyły dla gó..arza (czytaj syna), ale zaślepiona
                  do niego miłością wychowała drania (on chyba nawet w kryminale wylądował).
                  Januszek to wyczuł i wykorzystywał, jak każdy facet, byle znaleźć u kobiety
                  czuły punkt!

                  No i później jak taki Januszek mógłby mieć swoją rodzinę? Błąd wychowawczy
                  matki i brak ojca odbije się na całym jego życiu

                  Wrócę jeszcze do tego co powiedziałam, że z całym szacunkiem do ciężko
                  pracujących nauczycielek, ale zawód ten jest zbyt mocno sfeminizowany. Ktoś
                  "mądry" zlikwidował też przedmioty, które obowiązkowo powinny być nauczane w
                  szkole. Przecież nie każdy tatuś pokaże synkowi jak naprawić żelazko, czy
                  zmienić w odkurzaczu szczotki, czy też naprawić czajnik elektryczny. A od tego
                  właśnie zaczyna się podział obowiązków w domu big_grin

                  pozdrawiam

                  owca_czarna
                  • rycho7 sam chetnie bym sie nauczyl 22.01.07, 22:24
                    owca_czarna napisała:

                    > Przecież nie każdy tatuś pokaże synkowi jak naprawić żelazko, czy
                    > zmienić w odkurzaczu szczotki, czy też naprawić czajnik elektryczny. A od tego
                    > właśnie zaczyna się podział obowiązków w domu big_grin

                    Kiedys w zamierzchlych czasach wiedzialem jak sie naprawia rozne przedmioty.
                    Obecnie wiem, ze lepiej kupic nowe niz cokolwiek naprawiac. Wspolczesne wyroby
                    nie sa tworzone do naprawiania. To moze zrujnowac i zabic (atesty
                    bezpieczenstwa). Dyskusja wyraznie jest w malinach.
                    • owca_czarna Re: sam chetnie bym sie nauczyl 22.01.07, 22:57
                      rycho7 napisał:

                      > owca_czarna napisała:
                      >
                      > > Przecież nie każdy tatuś pokaże synkowi jak naprawić żelazko, czy
                      > > zmienić w odkurzaczu szczotki, czy też naprawić czajnik elektryczny. A od
                      > tego
                      > > właśnie zaczyna się podział obowiązków w domu big_grin
                      >
                      > Kiedys w zamierzchlych czasach wiedzialem jak sie naprawia rozne przedmioty.
                      > Obecnie wiem, ze lepiej kupic nowe niz cokolwiek naprawiac. Wspolczesne wyroby
                      > nie sa tworzone do naprawiania. To moze zrujnowac i zabic (atesty
                      > bezpieczenstwa). Dyskusja wyraznie jest w malinach.


                      Wiesz co, nie każdy jest takim bogaczem za dychę jak Ty. Szkoda byłoby mi
                      wydawać kasę na coś co można jeszcze naprawić. Ja sama naprawię żelazko jeśli
                      się popsuje (nawet te, które uważasz, że są nie do naprawienia) maszynę do
                      szycia i niektóre awarie w pralce, komputer też nieraz potrafię naprawić. Bez
                      łaski, próśb i ukłonów dziękczynnych.

                      Widać, ze nie masz pojęcia o życiu w Polsce. Adieu!

                      owca_czarna
                      • rycho7 brak kobiecej gospodarnosci 23.01.07, 19:45
                        owca_czarna napisała:

                        > rycho7 napisał:
                        >
                        > > owca_czarna napisała:
                        > >
                        > > > Przecież nie każdy tatuś pokaże synkowi jak naprawić żelazko, czy
                        > > > zmienić w odkurzaczu szczotki, czy też naprawić czajnik elektryczny
                        > . A od
                        > > tego
                        > > > właśnie zaczyna się podział obowiązków w domu big_grin
                        > >
                        > > Kiedys w zamierzchlych czasach wiedzialem jak sie naprawia rozne przedmio
                        > ty.
                        > > Obecnie wiem, ze lepiej kupic nowe niz cokolwiek naprawiac. Wspolczesne w
                        > yroby
                        > > nie sa tworzone do naprawiania. To moze zrujnowac i zabic (atesty
                        > > bezpieczenstwa). Dyskusja wyraznie jest w malinach.
                        >
                        >
                        > Wiesz co, nie każdy jest takim bogaczem za dychę jak Ty.
                        >
                        > Adieu!

                        Widze, ze starasz sie mnie obrazic (rozjuszyc?). Kupowanie zamiast naprawiania
                        jest domena pan w mojej rodzinie. Zawsze robia to po ekonomicznej kalkulacji.
                        Gdy naprawiac sie nie oplaca. A niestety wspolczesnie w wiekszosci przypadkow
                        sie nie oplaca. To ja jestem naiwnym naprawiaczem, naiwnym bo nie ekonomicznym.
                        • owca_czarna Re: brak kobiecej gospodarnosci 24.01.07, 20:27
                          rycho7 napisał:


                          > Widze, ze starasz sie mnie obrazic (rozjuszyc?).

                          Nigdy w życiu!

                          > Kupowanie zamiast naprawiania
                          > jest domena pan w mojej rodzinie. Zawsze robia to po ekonomicznej kalkulacji.
                          > Gdy naprawiac sie nie oplaca.

                          No to rozsądnie, gdy takie decyzje podejmuje się po kalkulacji.

                          > A niestety wspolczesnie w wiekszosci przypadkow
                          > sie nie oplaca. To ja jestem naiwnym naprawiaczem, naiwnym bo nie ekonomicznym.

                          smile))))))))))))) pozdrawiam

                          owca_czarna
              • hymen Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 10:38
                owca_czarna napisała:

                > Dlatego, że nerwowi i zapracowani tatusiowie nie potrafią rozmawiać ze swoimi
                > dziećmi, bo zazwyczaj nie rozumieją ich problemów, nie mają podejścia do
                nich,
                > a
                > z pozycji siły nie zawsze da się osiągnąć zamierzony cel.

                Stereotyp. Nie masz żadnych podstaw do tego, by twierdzić, że tatusiowie
                zazwyczaj nie rozumieją swoich dzieci.

                >
                > >Wspólczesne wychowanie i podział ról w rodzinie jest podobne jak w tym
                > niewspółczesnym wychowaniu w rodzinie.
                >
                > Ja mam nieco odmienne zdanie. Uważam, że jednak powstały pewnie dysproporcje,
                > poprzez nałożenie na kobietę większych obowiązków. I uważam, że
                > mężczyźni/tatusiowie z przyjemnością oddali pałeczkę, nazywająca się
                > „odpowiedzialność za rodzinę” swoim żonom, choć żaden do tego się n
                > ie przyzna.

                Typowo roszczeniowa postawa. Ponieważ to ja zmieniałam pieluszki i gotowałam
                obiady, to mnie obarczono większymi obowiązkami. W rzeczywistości jest inaczej,
                w wyniku zmian kulturowych zarówno kobiety jak i mężczyźni przejawiają coraz
                mniej ochoty na świadczenie usług na rzecz rodziny. Przy czym ten sprzeciw
                wobec działania na rzecz rodzin jest głośniejszy wśród kobiet niż mężczyzn.

                > tradycja rodzin wielopokoleniowych, nie ma wzajemnego poszanowania. Nie ma
                więz
                > i
                > rodzinnej, bo nie ma czasu jej w ogóle zbudować!

                Nie sądzę, żeby to brak czasu był tu główną przyczyną.

                >
                >
                > >Nie bardzo rozumiem, dlaczego rozmawiający ojciec z synem o jego młodzieńc
                > zych
                > problemach wzbudza w Tobie kontrowersje.
                >
                > Mężczyźni raczej nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi. To właśnie na linii
                > syn-ojciec, córka -ojciec psuja się te pierwsze relacje rodzinne. Żona/matka
                > pozostawiana jest między młotem a kowadłem. Staje się amortyzatorem spięć
                > domowych. Zazwyczaj wszelki „życiowe” rozmowy prowadzi matka, o ile
                > w ogóle je
                > prowadzi.

                To unifikacja ról w rodzinie. Ten pomysł się nie sprawdzi. Kobieta, matka
                prowadzi i będzie prowadzić zupełnie inne rozmowy i podnosić zupełnie inne
                problemy niż ojciec. Nagłe dostrzeżnie oczywistego faktu, że ojciec nie mówi
                tego samego i nie ma takiego samego stosunku do dzieci jak matka nie może
                stanowić przyczyny, dla której próbuje się zmieniać model ogólny rodzinny.
                Meżczyźni nie tyle nie potrafią rozmawiać z dziećmi, tylko nie potrafią
                rozmawiać jak matka. Zresztą w drugą stronę też to działa. W wątku i artykule
                są konkretne przykłady na to.

                >
                >
                > wstydzić. Bo wychowanie dostają od nas, a nie z placówek szkolnych. Szkoła
                nigd
                > y
                > nie zapewni takiego wychowania, jakie dziecko mogłoby otrzymać z domu. Czasy w
                > jakich żyjemy nie sprzyjają jednak wychowawczemu modelowi rodziny.

                W takim razie nie powinno stanowić żadnego problemu sfeminizowanie zawodu
                nauczyciela. Dziecko wychowuje się wszędzie, w domu, w szkole, wśród kolegów i
                koleżanek, na ulicy. Zmniejszanie roli jednego ze środowisk w naturalny sposób
                powoduje zwiększanie roli drugiego, Jeśli nie dom i nie szkoła to ulica to
                zrobi.


                >
                > >To jest właśnie błędne i nieprawdziwe przedstawienie problemu, który nie p
                > olega
                > na tym, że któraś ze stron (kobieta lub mężczyzna) spełnia dominującą rolę.
                >
                > Nie da się tak zrobić, aby dwie osoby trzymały stery władzy. Któraś 'połówka'
                > musi zrezygnować. A że kobieta jest lepszym gospodarzem, ona zazwyczaj go
                > przejmuje. Wie czego w domu brakuje, co trzeba zrobić. Wiem z praktyki, że wam
                > mężczyznom nic nie jest potrzebne, prócz paliwa do samochodu. big_grin

                Bo paliwo najważniejsze wink No a z drugiej strony, to zgadzam się z tym, że
                rodzina to mało demokratyczna instytucja i ktoś musi w niej rządzić wink Może tyo
                robić na partnerskiej zasadzie. Kobieta zawsze była lepszym gospodarzem w domu,
                i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.


                >
                > > Od wieków różnie z tym bywało, i czasem młody człowiek nie potrafił wyzwo
                > lić
                > się spod kurateli matki czasem ojca.
                >
                > Wina babć i matek, które zapomniały odciąć w odpowiednim momencie synusiom
                > pępowiny. Córki jakoś łatwiej puszcza się na szeroką przestrzeń życiową.
                Proble
                > m
                > rodzi się wówczas, gdy pan mąż, wychowywany jako rozkapryszony młodzieniec,
                > chciałby widzieć we własnej żonie krzątającą się wokół niego babunie.
                Skończyły
                > sie czasy, gdy żony przynosiły mężom kapcie, zagryzając przy tym zęby - od teg
                > o
                > twarz się strasznie wykrzywiała. Jak stworzyć prawdziwy model rodziny skoro
                > wiele osób nie miało odpowiedniego wzorca?

                W tym przypadku wzorzec to dość rozległe pojęcie. To nie jest tak, że chcemy
                przenieść wszystkie wzorce z domu, w którym się wychowaliśmy. Gdyby tak było,
                pewnie nie byłoby ani tej publikacji ani tej dyskusji. Raczej jest tak, że
                każdy wchodząc w dorosłe życie próbuje stworzyć swój własny wzorzec, swoją
                własną wizję przyszłości, ktora jest mieszanką powstałą na bazie wielu źródeł.
                I raczej chce zmienić i ulepszyć to co sam przeżył w dzieciństwie. A jeśli z
                każdej strony będzie słyszał, że rodzina to nic dobrego to efekt jest taki, że
                więzi rodzinne z pokolenia na pokolenie będą coraz słabsze.

                >
                > > Problem tkwi w pewnych mechanizmach i relacjach, które są częścią składow
                > ą w
                > budowaniu rodziny i obowiązują później jako element budowy współczesnego
                > społeczeństwa. Relacje te są ośmieszane, krytykowane, przedstawiane z jak
                > najgorszej strony co w efekcie prowadzi do kryu rodziny, a w dalszej
                kosekwencj
                > i
                > do problemów społecznych.
                >
                > Brak poszanowania tradycji, brak miłości,rozmów i kontaktów rodzinnych
                > (wspólnych posiłków – to kiedyś wiązało polską rodzinę!!!!), silnie
                > sfeminizowane szkolnictwo, a przede wszystkim obarczenie szkoły procesem
                > wychowania przy ograniczaniu środków i metod, na pewno nie wpłynęło
                korzystanie
                > na obserwowane zjawisko. Rodzina, jako komórka społeczna w końcu musiała się
                > rozpaść. (takie misz-masz, ale nie umiałam prościej odpowiedzieć smile
                • danus01 Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 11:32
                  hymen napisał:

                  > A jeśli z
                  > każdej strony będzie słyszał, że rodzina to nic dobrego to efekt jest taki,
                  że
                  > więzi rodzinne z pokolenia na pokolenie będą coraz słabsze.
                  >

                  proponije uzupelnic modlitwy poranne i wieczorne, a takze w miedzyczasie o
                  fragment z piosenki Starszych Panow, że..."rodzina, ach rodzina, nie cieszy gdy
                  jest, lecz gdy jej nie ma samotnys jak pies"
                  moze te mantry przyniosa pozytywny efekt w rekonstrukcji rodzin
                  • hymen Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 12:58
                    danus01 napisała:

                    > proponije uzupelnic modlitwy poranne i wieczorne, a takze w miedzyczasie o
                    > fragment z piosenki Starszych Panow, że..."rodzina, ach rodzina, nie cieszy
                    gdy
                    >
                    > jest, lecz gdy jej nie ma samotnys jak pies"
                    > moze te mantry przyniosa pozytywny efekt w rekonstrukcji rodzin

                    To dobry pomysł dla wielbicielek reklam proszków od prania.
                    • danus01 Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 17:42
                      hymen napisał:

                      > danus01 napisała:
                      >
                      > > proponije uzupelnic modlitwy poranne i wieczorne, a takze w miedzyczasie
                      > o
                      > > fragment z piosenki Starszych Panow, że..."rodzina, ach rodzina, nie cies
                      > zy
                      > gdy
                      > >
                      > > jest, lecz gdy jej nie ma samotnys jak pies"
                      > > moze te mantry przyniosa pozytywny efekt w rekonstrukcji rodzin
                      >
                      > To dobry pomysł dla wielbicielek reklam proszków od prania.

                      masz cos przeciw madrosci starszych panow... w skarpetkach wypranych w
                      reklamowanym proszku do prania?
                      a moze wprost napiszesz jakie ty masz lekarstwo na dobra rodzine?
                      ale nie zapomnij, ze w I jak i II wojnie swiatowej brali udzial wzorcowe wg
                      niektorych nadal, rodziny
                      • hymen Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 18:11
                        danus01 napisała:

                        > masz cos przeciw madrosci starszych panow... w skarpetkach wypranych w
                        > reklamowanym proszku do prania?
                        > a moze wprost napiszesz jakie ty masz lekarstwo na dobra rodzine?
                        > ale nie zapomnij, ze w I jak i II wojnie swiatowej brali udzial wzorcowe wg
                        > niektorych nadal, rodziny

                        Podałem link do artykułu. To powinno wystarczyć. Jeśli za mało, sama zadbaj o
                        więcej.
                • owca_czarna Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 19:34
                  hymen napisał:

                  > Stereotyp. Nie masz żadnych podstaw do tego, by twierdzić, że tatusiowie
                  > zazwyczaj nie rozumieją swoich dzieci.

                  Mam, pracowałam w zawodzie, w którym ojcowie skarżyli się, że nie mogą nawiązać
                  kontaktu z synem/córką. Wiele spraw chcieli rozwiązać za pomocą pasa. Nieraz nie
                  tędy droga, wystarczyło ciepłe słowo, po prostu usiąść i normalnie porozmawiać,
                  jak ojciec z synem, ojciec z dzieckiem, facet z facetem.

                  > Typowo roszczeniowa postawa. Ponieważ to ja zmieniałam pieluszki i gotowałam
                  > obiady, to mnie obarczono większymi obowiązkami. W rzeczywistości jest inaczej,

                  Hahahahahahaha nie rozśmieszaj mnie. Co to znaczy w rzeczywistości jest
                  inaczej.... Bo co, większe pieniądze przynosisz do domu niż żona, czy liczy się,
                  że tylko Ty pracujesz, bo Ty przynosisz do domu kasę! A żona oczywiście śmieć,
                  bo zarabia mało, albo w ogóle, co?


                  > w wyniku zmian kulturowych zarówno kobiety jak i mężczyźni przejawiają coraz
                  > mniej ochoty na świadczenie usług na rzecz rodziny. Przy czym ten sprzeciw
                  > wobec działania na rzecz rodzin jest głośniejszy wśród kobiet niż mężczyzn.


                  Bo zazwyczaj jest tak, że mężczyźni pracują na 1 zmianę, a kobiety na dwie!
                  Druga zmiana to dom, ale oczywiście to się nie liczy, bo z tego nie ma kasy!

                  > > tradycja rodzin wielopokoleniowych, nie ma wzajemnego poszanowania. Nie ma
                  > więz i rodzinnej, bo nie ma czasu jej w ogóle zbudować!
                  >
                  > Nie sądzę, żeby to brak czasu był tu główną przyczyną.

                  A co? Przecież brak czasu to brak rozmów, a więź rodzinna to przede wszystkim
                  rozmowy, wspólne wyjścia, kino, teatr. Na czym więc wg Ciebie polega to, co
                  kryje się pod tajemniczym słowem „więź rodzinna”?

                  > To unifikacja ról w rodzinie. Ten pomysł się nie sprawdzi. Kobieta, matka
                  > prowadzi i będzie prowadzić zupełnie inne rozmowy i podnosić zupełnie inne
                  > problemy niż ojciec.

                  Swoje zdanie opierasz na wiedzy książkowej, ja na obserwacji. Oczywiście, że
                  rozmowa matki z synem nie będzie wyglądała tak, jakby to ojciec z nim
                  porozmawiał. Ale niech on w ogóle porozmawia z synem, bo tego zjawiska (w
                  pewnym wieku) nie ma !!!!!!!!!! Rozmowa syn-ojciec, to czyta teoria.
                  Najczęściej relacja syn-ojciec przekształca się w układ
                  gó..arz-wapniak/zgred/stary. Gdzie tu jest układ, który ma w przyszłości
                  zaowocować poszanowaniem i opieką rodzica? Stosunek między matka a córką też nie
                  zawsze bywa wzorowy i niedobrze sie dzieje, gdy powstaje relacja córka –
                  matka/naftalina/stara.


                  > Meżczyźni nie tyle nie potrafią rozmawiać z dziećmi, tylko nie potrafią
                  > rozmawiać jak matka. Zresztą w drugą stronę też to działa. W wątku i artykule
                  > są konkretne przykłady na to.


                  To są amerykańskie przykłady big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin


                  > W takim razie nie powinno stanowić żadnego problemu sfeminizowanie zawodu
                  > nauczyciela.

                  Chyba jest! Ale to musi być prawdziwy mężczyzna a nie jakiś wymoczek, którego
                  uczniowie pozbędą godności jak anglistę w słynnej budowlance w Toruniu. Przed
                  nauczycielem - mężczyzną mimo wszystko uczniowie czyją większy respekt, a
                  takiego lekkiego drylu brakuje w szkołach.

                  > Dziecko wychowuje się wszędzie, w domu.

                  Ty go wychowujesz, obserwujesz, sugerujesz (w żadnym bądź razie nie nakazujesz!)

                  > w szkole.

                  Ty masz prawo dziecku zmienić szkołę, o ile zauważysz jakieś nieprawidłowości.

                  > wśród kolegów i koleżanek.

                  Ty w pewnym wieku możesz wykształcić w dziecku umiejętność doboru znajomych i
                  rozróżniania dobra od zła.

                  na ulicy.

                  A to jest wypadkowa tego „TY”


                  Zmniejszanie roli jednego ze środowisk w naturalny sposób
                  > powoduje zwiększanie roli drugiego, Jeśli nie dom i nie szkoła to ulica to
                  > zrobi.

                  Tak, a kompasem jest klucz na szyi i komórka w kieszeni (współczesna więź
                  rodzinna).

                  > Wiem z praktyki, że wam mężczyznom nic nie jest potrzebne, prócz paliwa do
                  samochodu. big_grin

                  > Bo paliwo najważniejsze wink

                  smile))))))))))))))))))))))))))))))


                  > W tym przypadku wzorzec to dość rozległe pojęcie. To nie jest tak, że chcemy
                  > przenieść wszystkie wzorce z domu, w którym się wychowaliśmy. Gdyby tak było,
                  > pewnie nie byłoby ani tej publikacji ani tej dyskusji. Raczej jest tak, że
                  > każdy wchodząc w dorosłe życie próbuje stworzyć swój własny wzorzec, swoją
                  > własną wizję przyszłości, ktora jest mieszanką powstałą na bazie wielu źródeł.

                  Patrząc realnie, wzorzec rodziny wnoszą kobiety, a mężów swoich porównują do
                  ojców (tez stereotyp, ale taka prawda) . Niestety co pokolenie to mężowie
                  coraz bladziej wyglądają w tym świetle.



                  > I raczej chce zmienić i ulepszyć to co sam przeżył w dzieciństwie. A jeśli z
                  > każdej strony będzie słyszał, że rodzina to nic dobrego to efekt jest taki, że
                  > więzi rodzinne z pokolenia na pokolenie będą coraz słabsze.


                  I tak będzie, bo dla kobiety rodzina to: dzieci, wspólne spacery, wycieczki,
                  kino. Dla wielu mężczyzn to uiszczanie rachunków za światło, gaz, abonamenty, a
                  potem pozycja horyzontalna przez TV smile

                  Rodzina nie tylko rozpada sie z tego względu, że jest ośmieszana, ale również
                  dlatego, że ludzie potrafią liczyć. Samotna matka ma więcej praw i przywilejów
                  niż rodzina. Rodziną po prostu nie opłaca się być, nawet ze względów finansowych.


                  Zajrzyj kiedyś do poradni „niebieska linia”, tam przychodzą zmęczone, wyczerpane
                  psychiczne, kobiety wraki. Kobiety, którym wyczerpały się akumulatory do
                  napędzania tego "kochanego życia rodzinnego", z mężem w roli głównej. Jednym z
                  pytań, które sią tam zadaje jest co: pani zrobiła dla siebie? Wiesz, że kobiety
                  nie potrafią na to odpowiedzieć?! Najczęściej padają odpowiedzi hahahaha mąż mi
                  kupił odkurzacz, garnki, mikser, buty! Chyba daje Ci to coś do myślenia.

                  pozdrawiam.

                  • hymen Re: Rodzina do naprawy. 23.01.07, 20:40
                    owca_czarna napisała:

                    > hymen napisał:
                    >
                    > > Stereotyp. Nie masz żadnych podstaw do tego, by twierdzić, że tatusiowie
                    > > zazwyczaj nie rozumieją swoich dzieci.
                    >
                    > Mam, pracowałam w zawodzie, w którym ojcowie skarżyli się, że nie mogą
                    nawiązać
                    > kontaktu z synem/córką. Wiele spraw chcieli rozwiązać za pomocą pasa. Nieraz
                    ni
                    > e
                    > tędy droga, wystarczyło ciepłe słowo, po prostu usiąść i normalnie
                    porozmawiać,
                    > jak ojciec z synem, ojciec z dzieckiem, facet z facetem.

                    No dobrze, ale to właśnie przejaw kryzysu. Ludzie nie chcą myśleć w kategoriach
                    rodzinnych i o tym tu mowa.

                    >
                    > > Typowo roszczeniowa postawa. Ponieważ to ja zmieniałam pieluszki i gotowa
                    > łam
                    > > obiady, to mnie obarczono większymi obowiązkami. W rzeczywistości jest in
                    > aczej,
                    >
                    > Hahahahahahaha nie rozśmieszaj mnie. Co to znaczy w rzeczywistości jest
                    > inaczej.... Bo co, większe pieniądze przynosisz do domu niż żona, czy liczy
                    się
                    > ,
                    > że tylko Ty pracujesz, bo Ty przynosisz do domu kasę! A żona oczywiście śmieć,
                    > bo zarabia mało, albo w ogóle, co?

                    W rzeczywistości oznacza, że swoją opinię opierasz na patologiach. Mniej lub
                    bardziej dokuczliwych, ale na patologiach.

                    >
                    >
                    > > w wyniku zmian kulturowych zarówno kobiety jak i mężczyźni przejawiają co
                    > raz
                    > > mniej ochoty na świadczenie usług na rzecz rodziny. Przy czym ten sprzeci
                    > w
                    > > wobec działania na rzecz rodzin jest głośniejszy wśród kobiet niż mężczyz
                    > n.
                    >
                    >
                    > Bo zazwyczaj jest tak, że mężczyźni pracują na 1 zmianę, a kobiety na dwie!
                    > Druga zmiana to dom, ale oczywiście to się nie liczy, bo z tego nie ma kasy!

                    Eee tam. To już nie stereotyp a wyssane z palca statystyki.

                    >
                    > > > tradycja rodzin wielopokoleniowych, nie ma wzajemnego poszanowania.
                    > Nie ma
                    > > więz i rodzinnej, bo nie ma czasu jej w ogóle zbudować!
                    > >
                    > > Nie sądzę, żeby to brak czasu był tu główną przyczyną.
                    >
                    > A co? Przecież brak czasu to brak rozmów, a więź rodzinna to przede wszystkim
                    > rozmowy, wspólne wyjścia, kino, teatr. Na czym więc wg Ciebie polega to, co
                    > kryje się pod tajemniczym słowem „więź rodzinna”?

                    Nie w tym rzecz. To nie tyle brak czasu a chęć poświęcenia go zupełnie innym
                    sprawom niż dzieci, żona i takie tam. Lepiej i łatwiej posiedzieć przy kompie,
                    pogadać z kumplami, wyjść na ploteczki do koleżanek.

                    >
                    > > To unifikacja ról w rodzinie. Ten pomysł się nie sprawdzi. Kobieta, matka
                    >
                    > > prowadzi i będzie prowadzić zupełnie inne rozmowy i podnosić zupełnie inn
                    > e
                    > > problemy niż ojciec.
                    >
                    > Swoje zdanie opierasz na wiedzy książkowej, ja na obserwacji. Oczywiście, że
                    > rozmowa matki z synem nie będzie wyglądała tak, jakby to ojciec z nim
                    > porozmawiał. Ale niech on w ogóle porozmawia z synem, bo tego zjawiska (w
                    > pewnym wieku) nie ma !!!!!!!!!! Rozmowa syn-ojciec, to czyta teoria.
                    > Najczęściej relacja syn-ojciec przekształca się w układ
                    > gó..arz-wapniak/zgred/stary. Gdzie tu jest układ, który ma w przyszłości
                    > zaowocować poszanowaniem i opieką rodzica? Stosunek między matka a córką też
                    ni
                    > e
                    > zawsze bywa wzorowy i niedobrze sie dzieje, gdy powstaje relacja córka –
                    > matka/naftalina/stara.

                    Nie książkowa wink Tu akurat opieram się na konkretnej publikacji, która podaje
                    sporo informacji w temacie. No i sam funkcjonuje w rodzinie. Jeszczenie jest
                    tak źle, jak sugerujesz, iż wiedzę o rodzinie tylko z książek można uzyskać.

                    > To są amerykańskie przykłady big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                    A kto w pierwszym zdaniu w wątku, to co napisał wink))

                    >
                    >
                    > > W takim razie nie powinno stanowić żadnego problemu sfeminizowanie zawodu
                    >
                    > > nauczyciela.
                    >
                    > Chyba jest! Ale to musi być prawdziwy mężczyzna a nie jakiś wymoczek,
                    którego
                    > uczniowie pozbędą godności jak anglistę w słynnej budowlance w Toruniu.
                    Przed
                    > nauczycielem - mężczyzną mimo wszystko uczniowie czyją większy respekt, a
                    > takiego lekkiego drylu brakuje w szkołach.

                    Zgoda.

                    >
                    > > Dziecko wychowuje się wszędzie, w domu.
                    >
                    > Ty go wychowujesz, obserwujesz, sugerujesz (w żadnym bądź razie nie
                    nakazujesz!
                    > )
                    >
                    > > w szkole.
                    >
                    > Ty masz prawo dziecku zmienić szkołę, o ile zauważysz jakieś nieprawidłowości.
                    >
                    > > wśród kolegów i koleżanek.
                    >
                    > Ty w pewnym wieku możesz wykształcić w dziecku umiejętność doboru znajomych i
                    > rozróżniania dobra od zła.
                    >
                    > na ulicy.
                    >
                    > A to jest wypadkowa tego „TY”

                    Tu też zgoda.

                    > Zmniejszanie roli jednego ze środowisk w naturalny sposób
                    > > powoduje zwiększanie roli drugiego, Jeśli nie dom i nie szkoła to ulica t
                    > o
                    > > zrobi.
                    >
                    > Tak, a kompasem jest klucz na szyi i komórka w kieszeni (współczesna więź
                    > rodzinna).
                    >
                    > > Wiem z praktyki, że wam mężczyznom nic nie jest potrzebne, prócz paliwa d
                    > o
                    > samochodu. big_grin
                    >
                    > > Bo paliwo najważniejsze wink
                    >
                    > smile))))))))))))))))))))))))))))))
                    >
                    >
                    > > W tym przypadku wzorzec to dość rozległe pojęcie. To nie jest tak, że chc
                    > emy
                    > > przenieść wszystkie wzorce z domu, w którym się wychowaliśmy. Gdyby tak b
                    > yło,
                    > > pewnie nie byłoby ani tej publikacji ani tej dyskusji. Raczej jest tak, ż
                    > e
                    > > każdy wchodząc w dorosłe życie próbuje stworzyć swój własny wzorzec, swoj
                    > ą
                    > > własną wizję przyszłości, ktora jest mieszanką powstałą na bazie wielu źr
                    > ódeł.
                    >
                    > Patrząc realnie, wzorzec rodziny wnoszą kobiety, a mężów swoich porównują do
                    > ojców (tez stereotyp, ale taka prawda) . Niestety co pokolenie to mężowie
                    > coraz bladziej wyglądają w tym świetle.

                    Matki również.


                    Na razie wink)
                    • hymen Ciąg dalszy ;). 24.01.07, 10:13
                      Musiałem przerwać, obowiazki rodzinne wzywały. Trzeba było rozmowę z synem
                      przeprowadzić wink)

                      owca_czarna napisała:

                      > I tak będzie, bo dla kobiety rodzina to: dzieci, wspólne spacery, wycieczki,
                      > kino. Dla wielu mężczyzn to uiszczanie rachunków za światło, gaz, abonamenty,
                      a
                      > potem pozycja horyzontalna przez TV smile

                      No nie zawsze tak jest. Kina i teatry świciłyby pustkami. Mimo wszystko na
                      widowni o wiele częściej można spotkać ojca z pociechami niż matkę.

                      >
                      > Rodzina nie tylko rozpada sie z tego względu, że jest ośmieszana, ale również
                      > dlatego, że ludzie potrafią liczyć. Samotna matka ma więcej praw i przywilejów
                      > niż rodzina. Rodziną po prostu nie opłaca się być, nawet ze względów
                      finansowyc
                      > h.

                      Z drugiej strony wszystkie te przywileje i uprawnienia nie rekompensują ani
                      finansowo ani wychowawczo warunków jakie są w pełnej rodzinie. Może jednak
                      ludzie nie potrafioą liczyć wink

                      >
                      >
                      > Zajrzyj kiedyś do poradni „niebieska linia”, tam przychodzą zmęczon
                      > e, wyczerpane
                      > psychiczne, kobiety wraki. Kobiety, którym wyczerpały się akumulatory do
                      > napędzania tego "kochanego życia rodzinnego", z mężem w roli głównej. Jednym z
                      > pytań, które sią tam zadaje jest co: pani zrobiła dla siebie? Wiesz, że
                      kobiety
                      > nie potrafią na to odpowiedzieć?! Najczęściej padają odpowiedzi hahahaha mąż
                      mi
                      > kupił odkurzacz, garnki, mikser, buty! Chyba daje Ci to coś do myślenia.

                      Z niebieską linią jest pewien problem. Oni wrzucają wszystkie wypadki do
                      jednego wora i statystyki policyjne prowadzone według ankiet zaprojektowanych
                      przez niebieskich nie odzwierciedlają wszystkich aspektów konfliktów i
                      przemocy. Nie ma w nich rozróżnienia mąż/partner. Trochę na ten temat jest w
                      badaniach opinii publicznej i to można znaleźć potwierdzenie wśród polskich
                      rodzin statystyk przytoczonych w artukule. Wynika z nich, że kobieta
                      pozostająca w związu nieformalnym z mężczyzną dwukrotnie częściej jest ofiarą
                      przemocy niż w małżeństwie. Z innych rzeczy ciekawe jest takie zestawienie:
                      Najczęstsze przyczyny nieporozumień w rodzinie
                      Pieniądze, brak pieniędzy 31%
                      Odmienne poglądy, różnice zdań 19%
                      Błahe sprawy, drobnostki, sprawy nieistotne 15%
                      Życie codzienne, obowiązki domowe 10%
                      Alkohol, pijaństwo 8%
                      Dzieci: stosunek do dzieci, różnice zdań na temat wychowania,
                      kłopoty z dziećmi, ich nieodpowiednie zachowanie 6%

                      Pozdr
                      • owca_czarna Re: Ciąg dalszy ;). 25.01.07, 23:33
                        hymen napisał:

                        > Musiałem przerwać, obowiazki rodzinne wzywały. Trzeba było rozmowę z synem
                        > przeprowadzić wink)

                        A ja zamilkłam bo ... szkoda gadać. Chyba wszyscy fachowcy od robót ziemnych
                        wyjechali do Anglii i zostały sama fajtłapy, co dołu nie wykopią, ale kable
                        przetną.


                        > No nie zawsze tak jest. Kina i teatry świciłyby pustkami. Mimo wszystko na
                        > widowni o wiele częściej można spotkać ojca z pociechami niż matkę.

                        No masz rację, szczególnie, gdy lecą bajki. Tatusiowie uwielbiają je big_grin


                        > Z drugiej strony wszystkie te przywileje i uprawnienia nie rekompensują ani
                        > finansowo ani wychowawczo warunków jakie są w pełnej rodzinie. Może jednak
                        > ludzie nie potrafioą liczyć wink

                        Wiesz jak robią, rozwodzą się, ale mieszkają razem. Rodzina nadal jest pełna.
                        Czyli nie dosyć, że potrafią liczyć, to są sprytni.


                        > > Zajrzyj kiedyś do poradni „niebieska linia”, tam przychodzą z
                        > męczon
                        > > e, wyczerpane
                        > > psychiczne, kobiety wraki. Kobiety, którym wyczerpały się akumulatory do
                        > > napędzania tego "kochanego życia rodzinnego", z mężem w roli głównej. Jed
                        > nym z
                        > > pytań, które sią tam zadaje jest co: pani zrobiła dla siebie? Wiesz, że
                        > kobiety
                        > > nie potrafią na to odpowiedzieć?! Najczęściej padają odpowiedzi hahahaha
                        > mąż
                        > mi
                        > > kupił odkurzacz, garnki, mikser, buty! Chyba daje Ci to coś do myślenia.
                        >
                        >
                        > Z niebieską linią jest pewien problem.

                        Tak, to jest temat na osobny wątek. Tam opowiada się o tragediach ludzkich .

                        > Oni wrzucają wszystkie wypadki do
                        > jednego wora i statystyki policyjne prowadzone według ankiet zaprojektowanych
                        > przez niebieskich nie odzwierciedlają wszystkich aspektów konfliktów i
                        > przemocy. Nie ma w nich rozróżnienia mąż/partner. Trochę na ten temat jest w
                        > badaniach opinii publicznej i to można znaleźć potwierdzenie wśród polskich
                        > rodzin statystyk przytoczonych w artukule. Wynika z nich, że kobieta
                        > pozostająca w związu nieformalnym z mężczyzną dwukrotnie częściej jest ofiarą
                        > przemocy niż w małżeństwie. Z innych rzeczy ciekawe jest takie zestawienie:
                        > Najczęstsze przyczyny nieporozumień w rodzinie
                        > Pieniądze, brak pieniędzy 31%
                        > Odmienne poglądy, różnice zdań 19%
                        > Błahe sprawy, drobnostki, sprawy nieistotne 15%
                        > Życie codzienne, obowiązki domowe 10%
                        > Alkohol, pijaństwo 8%
                        > Dzieci: stosunek do dzieci, różnice zdań na temat wychowania,
                        > kłopoty z dziećmi, ich nieodpowiednie zachowanie 6%

                        Jak widać z przytoczonych danych, źródłem konfliktów jest brak pieniędzy. I tak
                        się zaczyna upadek rodziny, jako komórki społecznej. Reszta to tylko wypadkowe
                        życia.

                        > Pozdr

                        pozdr

                        owca_czarna
                    • owca_czarna Re: Rodzina do naprawy. 24.01.07, 21:32
                      hymen napisał:

                      > W rzeczywistości oznacza, że swoją opinię opierasz na patologiach. Mniej lub
                      > bardziej dokuczliwych, ale na patologiach.

                      Bo to właśnie patologia jest jednym z czynników rozpadu rodziny, smile

                      > Na razie wink)


                      Na razie smile)

                      owca_czarna
              • owca_czarna "mamisynek" do mamusi 30.01.07, 15:08

                Watykan anuluje małżeństwa "maminsynkom"
                Uzależnienie od rodziców, w efekcie powodujące niezdolność do małżeństwa okazało
                się w opinii Rzymskiej Roty - najwyższego trybunału watykańskiego wystarczającym
                powodem do stwierdzenia nieważności małżeństwa - informuje "The Daily Telegraph".
                "Wszechobecny wpływ matki lub ojca oznacza brak psychologicznej autonomii
                niezbędnej do zawarcia małżeństwa" - brzmi werdykt sędziów Rzymskiej Roty.

                Benedykt XVI zaapelował do sędziów aby nie ferowali wyrokami zbyt dowolnie
                dodając, iż "małżeństwo nie jest prawną strukturą, którą człowiek może
                dostosowywać do swych pragnień zgodnie z upodobaniami". Według statystyk rocznie
                do Watykanu napływa ok. 2000 próśb o stwierdzenie nieważności małżeństwa, z
                czego około 5 proc. jest rozpatrywanych pozytywnie.

                wiadomosci.onet.pl/1475480,12,item.html
    • danus01 Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 14:19
      hymen napisał:

      > <a href="www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3862692.html"
      > Co prawda mowa tam o amerykańskiej rodzinie, ale...

      LPR sobie poradzi
      da-już daje-poPiS swoich możliwości
      • hymen Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 14:30
        danus01 napisała:

        > LPR sobie poradzi
        > da-już daje-poPiS swoich możliwości

        A coś chociażby ciut mądrzejszego?
        • danus01 Re: Rodzina do naprawy. 22.01.07, 18:50
          hymen napisał:

          > danus01 napisała:
          >
          > > LPR sobie poradzi
          > > da-już daje-poPiS swoich możliwości
          >
          > A coś chociażby ciut mądrzejszego?

          nie jestem medrcem
          polityka chyba medrcow eliminuje w sposob naturalny i demokratyczny
          inaczej jest w rodzinie
          zwlaszcza polskiej a jeszcze scislej w lidze polskich rodzin gdzie glowa
          rodziny nie dyskutuje na temat swojej madrosci i autorytetu nadanej jej z
          urodzenia
          zrozumial?
    • rycho7 moje podsumowanie 23.01.07, 20:00
      Ogolen wrazenie z lektury watku mam takie, ze rodzina jako instytucja jest w
      kryzysie. Zakonczy sie to kolapsem demograficznym. Recepty na to nie mam
      zadnej. Co wiecej po lekturze watku mam niechec do szukania recept.
      • hymen Re: moje podsumowanie 23.01.07, 20:29
        rycho7 napisał:

        > Ogolen wrazenie z lektury watku mam takie, ze rodzina jako instytucja jest w
        > kryzysie. Zakonczy sie to kolapsem demograficznym. Recepty na to nie mam
        > zadnej. Co wiecej po lekturze watku mam niechec do szukania recept.

        Za receptę nagrodę nobla pewnie by dali. Do braku pomysłu na receptę też bez
        problemu mogę się przyznać. Z tą niechęcią już nieco gorzej jest.

        Pozdr
        • danus01 Re: moje podsumowanie 23.01.07, 21:17
          hymen napisał:

          > Z tą niechęcią już nieco gorzej jest.
          >

          niestety
          coraz gorzej z ta niechecia
          dzieci czytają i wnioski wyciagaja
          dzieci bywaja do pewnego wieku madrzejsze od rodzicow
          do jakiego wieku?
          zalezy od rodziny i poziomu rozwoju dziecka
          a nagrody sobie darujmy
          recepty tez
          kazde dziecko trzeba traktowac indywidualnie, gdyz kazde dziecko ksztaltuje sie
          w indywidualnym rodzinnym srodowisku
          • hymen Re: moje podsumowanie 24.01.07, 10:15
            danus01 napisała:

            > hymen napisał:
            >
            > > Z tą niechęcią już nieco gorzej jest.
            > >
            >
            > niestety
            > coraz gorzej z ta niechecia
            > dzieci czytają i wnioski wyciagaja
            > dzieci bywaja do pewnego wieku madrzejsze od rodzicow
            > do jakiego wieku?
            > zalezy od rodziny i poziomu rozwoju dziecka
            > a nagrody sobie darujmy
            > recepty tez
            > kazde dziecko trzeba traktowac indywidualnie, gdyz kazde dziecko ksztaltuje
            sie
            >
            > w indywidualnym rodzinnym srodowisku

            Tak, oczywiście. Problemem jest tu to, ze dzieci coraz częściej pozbawiane są
            tego indywidualnego środowiska rodzinnego.
            • danus01 Re: moje podsumowanie 24.01.07, 10:43
              hymen napisał:

              > Tak, oczywiście. Problemem jest tu to, ze dzieci coraz częściej pozbawiane są
              > tego indywidualnego środowiska rodzinnego.

              i tu chyba tkwi jądro problemu i kryzysu rodziny.
              ale czy nie wyleje się dziecka z kąpielą jeśli kobiecie matce stanie na drodze
              realizacja pragnienia samokreacji jako czlowieka we wszystkich dostepnych jej
              dziedzinach kulturowo-zawodowo-spolecznych?
              czy ma z tą samokreacją czekać aż jej dzieci się już usamodzielnią?
              jesteś facetem więc tego nie "czujesz" jak kobiety, które dopiero od około 100
              laty zaczęły walczyć o swoje prawa, które mężczyznom dane były z
              ich "urodzenia" w naszej kulturze-i nie tylko naszej.
              kobiety miały przeciw sobie cały męski szowinistyczny świat.
              i mało się pod tym względem zmieniło.
              o czym mogłam się niejednokrotnie przekonać nawet tu na forum gdy nie dośsć
              ulegle z ze zbyt małym podziwem podejmowałam próby dyskusji z "mądrzejszymi" z
              urodzenia i fizjologii półkulami mozgowymi sterowanymi testosteronem.
Pełna wersja