benek231
24.01.07, 05:40
dla Patience chcialbym - bo ja lubie.

)) Wiem, ze tu zaglada.
Ponizej odnioslem sie do "Michnikowszczyzny", autorstwa niejakiego Ziemkiewicza.
Ziemkiewicza można śmiało w otwartym oknie postawić - bez obaw, że pofrunie.
No ale czego spodziewać się po facecie który zawierzył UPR-owi...
Zgadza się, że Michnik pacykował, tuszował, zatajał, - na przemian, a to
chronił komuchów, a to kler - tylko co z tego. Ziemkiewicz widzi gre, opisuje
ją, tyle że niezbyt rozumie o co w niej chodzi, gdyż nie zna jej reguł. Do ich
poznania niezbędna jest inna od polskiej szkoła transformacji.
Polskie przemiany ustrojowe rozpoczęły się najwczesniej w obozie
komunistycznym - na gruncie gorbaczewskiej 'glasnosti' i 'perestrojki', ale
nie znaczy to wcale, że w 1988r. trzeźwy Polak mogł serio myśleć o zawaleniu
się sowietów i komunizmu niecałe trzy lata później. Wprawdzie teraz mnóstwo
mąndrali wokół, ale w roku 1989 układające się strony stały przed wielką
niewiadomą, oraz podejmowały niezwykle ryzykowny krok.
Nie wiem czy były to podbudowane teorią świadome działania, ale polskie
przemiany ustrojowe miały miejsce jakby w oparciu o przepis na pokojowe
transformacje tego typu, autorstwa znanych w świecie politologów G.
O'Donnella i P.Schmittera. Według wymienionych jednym z głównych warunków
sukcesu pokojowych transformacji z autorytaryzmu jest ich stopniowe
przeprowadzanie droga kolejnych paktów i kompromisów pomiędzy układającymi się
stronami. Po 17 latach niektóre z mechanizmów przemian opisuje właśnie
Ziemkiewicz.
Analizy szeregu transformacji Pld. Amerykanskich, Europejskich i Azjatyckich
pozwoliły wspomnianym uczonym dojść do wniosku, że obiecująca transformacja ma
miejsce w ramach paktu pomiędzy przedstawicielami 'ancien regime' (z
uwzględnieniem wojska, policji oraz służb specjalnych), a przedstawicielami
możliwie najsilniejszej ale zarazem!! możliwie najmniej radykalnej frakcji
opozycyjnej.
Ziemkiewicz, i nie tylko on, nie rozumie, że komuna nie mogła dogadywać się z
np. Kaczkami gdyż te po prostu nie zaistniały jeszcze. Tak jak nie mogła
zawierać paktów ze swymi, znanymi wówczas, zadeklarowanymi wrogami po których
spodziewać się należało wszystkiego najgorszego. Pakt i pokojowa transformacja
ku demokracji - czy to się komu podoba czy nie - w roku 1989 mogł mieć miejsce
wyłącznie w gronie które spotkało się przy Okrągłym Stole, przy czym
(dodatkowo) duchową opiekę nad opozycją sprawowali księza współpracujący z
esbecja. Ta transformacja nie mogła zakończyć się porażką, gdyż skutki
potknięcia się mogłyby okazać się opłakane.
Zgadzam się oczywiście, że to nie tak miało stać się zadość dziejowej
sprawiedliwości przez duże S - zwłaszcza w opinii czwartego garnitutu
opozycji, któremu zebrało się na odwagę jakieś pięć lat później - niemniej
obawiam się, że alternatywą była wtedy porażka transformacji i jeszcze większa
niesprawiedliwość. To dlatego prasa reżymowa (GW, Rzepa, Polityka, Wprost)
starała się nie dostrzegać ekstremizmów, przekonywać do zaniechania polowań i
odwetów, ignorować i wyciszać informacje nieprzychylne i mogące istotnie
zaszkodzić którejś z układających się stron (komuna, kler, opozycja). To
dlatego sączyl był Michnik ten swój "jad", lal oliwę gdy wody wzburzone,
lawirował, manipulował i utrzymywał w niewiedzy bądź błędzie. Bo bez względu
na korzyści wyniesione z Ukladu przez każdą ze stron sygnatariuszy, oraz
indywidualne benefity, znacznie ważniejszy od wszystkiego innego był sukces
pokojowej transformacji - czego niestety Ziemkiewicz nie rozumie...
Podczas okrągłostołowego paktu komuna otrzymała obietnicę zachowania głów na
karku a portfeli w kieszeniach. W zamian krok po kroku przekazywała władzę
opozycji - aż do całkowitego pozbycia się jej. Towarzyszyły powyższemu tzw.
"akty dobrej woli" w postaci "ustaw kościelnych", ofiarowania Gazety
Michnikowi, wprowadzenia religii do szkoł i jej finansowania, odzyskania przez
kk co było i nie było jego, sprywatyzowania przez komune części państwowej
własności za friko, zawarcia konkordatu (ze wszystkimi tego skutkami
finansowymi), uchwalenia Konstytucji z wasalnymi wzg. kk zapisami (np.
Art.25)... Coż z tego, że ze społecznej kasy, coż z tego, że z kieszeni
podatnika, kiedy takie już prawo rządzacych, że słodza najpierw sobie i
najpierw dbaja o własne wyżywienie - nawet gdy dla dobra wszystkich.
W sumie Mohery mają z czego się cieszyć, bo w pokojowy sposób, bez awantur,
doszło do transformacji z systemu autorytarnego do tzw. "demokracji z Bogiem"
czyli do państwa wyznaniowego. Jednym z kapłanów tego państwa, obok
tradycyjnych z kk, został Michnik, a więc czy zaskakująca być może uprawiana
przez niego apologetyka zachodzących przemian, oraz środków ich osiągania. Czy
dziwić może robienie Opinii wody z mózgu skoro zarówno taka konieczność jak i
rola kapłana. Z perspektywy czasu powiedzieć można, że udało się - wbrew
wrogim demokracji i związkom z UE Korwinom-Mikke, Kaczyńskim, Giertychom,
Markom-Jurkom i reszcie narodowo-katolickiej koltunerii.
Hipotetycznie lustracja kleru otwierać mogła podwoje dla transformacji
sprawiedliwej i moralnej, ale tak jedynie bezrozumnym idealistom wydawać sie
mogło. Bo skoro zajęło klechom 17 lat nim (pod przymusem) zaczęli puszczać
parę z gęby to jaka niby siła miała zmusić ich do woluntarystycznego
oferowania siebie w charakterze esbeckich szpicli 17 lat temu, gdy odwetowcy z
nożami w zebach biegali.... Gdy przyjmiemy jednakże, iż skutkiem działania Sił
Wyższych ksieża-donosiciele ujawnili się wtedy, przez co oczyścili kk, to
natychmiast znajdziemy sie w punkcie wyjścia, albowiem komuna nie zawierałaby
umowy z klerem którego nie miałaby w garści, a jedynie kler nie opozycja - co
radzę zapamiętać - był rzeczywistym partnerem w tej dyskusji.
Z drugiej strony, oczyszczając się (hipotetycznie rzecz biorąc) nie tylko
zastopowałby kler możliwość zapoczatkowania transformacji ustrojowej ale, co
nie mniej ważne, nie otrzymałby tych wszystkich prezentów, którymi co i rusz
uraczał go wdzieczny partner.