Gość: mr_pope
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
15.04.03, 00:36
Dzisiaj brałem udział w debacie o plusach i minusach wstąpienia do UE. Jednym
z oszołomów, pardon, euroentuzjastów na tej debacie był członek Młodego
Centrum. Rozbawił do łez eurosceptyczne (a także euroentuzjastyczne)
audytorium. Oto garść wypowiedzi człowieka, który uważa się za światłego i
biorącego udział w szerokiej kampanii prounijnej:
"Widzę, że mało jest zwolenników unii. Trudno będzie państwa przekonać."
(jeden z eurosceptyków trafnie zauważył "no tak, dyskusja to nie to samo co
piknik prounijny").
"Widzę, że panowie dysponujecie argumentami nie tylko teoretycznymi, ale i
praktycznymi. Wybaczcie, ale ja się na tym nie znam, nie jestem przygotowany"
Po tej wypowiedzi wywnioskowałem, że ów młodzieniaszek spodziewał się na
debacie tłum euroentuzjastów lub sceptycznie nastawionych kretynów, którzy
łykną hasła jakie rzucał na forum. Strach i przerażenie mnie ogarnia, że tacy
ludzie jak ten człowiek biorą udział w kampanii (a być może w przyszłości
będą rządzić naszym krajem). Na szczęście okazało się, że sam jest
ograniczony a jego socjalistyczna przybudówka nie wyposażyła w
te "teoretyczne argumenty" prounijne.