Gość: realista
IP: *.59.85.2.Dial1.Tampa1.Level3.net
23.04.03, 03:51
Zadzwoniliśmy do Parysa wczoraj, od razu po świętach wielkanocnych.
Liczyliśmy, że te szczególne święta może spowodowały, że zmienił zdanie i
zechce oddać pieniądze. Ale rozmowa była krótka.
- Jestem już osobą prywatną i nie zamierzam udzielać żadnych odpowiedzi -
stwierdził Parys. Nie przekonały go argumenty, że pytamy go o sprawy
fundacji, czyli publiczne. - Rozmowy z państwem mnie nie interesują. Państwo
postępowali tak nierzetelnie wobec mnie, że zamierzam państwa pozwać do sądu -
zagroził.
- A co pan nam zarzuci? - dociekaliśmy.
- Że państwo mnie obrażali i tyle - odparł Parys.
Parys jest jednym z pięciu członków zarządu Fundacji Polsko-Niemieckie
Pojednanie, która Polakom wypłaca odszkodowania wojenne. W latach 1998-2000
członkowie zarządu fundacji dostali łącznie 362 tys. złotych premii
kwartalnych. Nie mieli do nich jednak prawa - co ujawniła Najwyższa Izba
Kontroli. "Przy okazji" NIK wykryła, że szefowie fundacji wypłacającej
odszkodowania dla polskich robotników przymusowych w III Rzeszy sobie
fundowali alkohol, obiady w restauracjach, nesesery, wieczne pióra.
Kiedy o "aferze premiowej" zrobiło się głośno, "Super Express" nalegał, by
Parys zrezygnował z funkcji wiceprezesa zarządu fundacji i oddał pieniądze.
Parys tego nie zrobił. Po naszych interwencjach został zwolniony z fundacji.
Obecny zarząd fundacji chce jednak odzyskać pieniądze. W ubiegły wtorek
prezes fundacji profesor Jerzy Sułek zapowiedział złożenie do sądu pozwów
wobec trzech członków zarządu. Ale czy stanie się to jeszcze w kwietniu czy
dopiero w maju - nie wiadomo.
Super Express, 22 kwietnia, 2003.
Tak to jest, osoby honoru niegdys popelnialy samobojstwo, gdy postapily jak
zwykle swinie. Czasy sie jednak zmienily. Swinia Parys chodzi spokojnie
ulicami i gowno, ktorym obrosl jakos mu nie smierdzi.