Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
24.04.03, 02:44
Komisarz Unii ds. rozszerzenia Niemiec Guenter Verheugen przyznał wczoraj, iż
Niemcy wysiedleni z Polski po II wojnie światowej mogą zgłaszać roszczenia
majątkowe do własności na terenie naszych ziem zachodnich i północnych.
Stwierdził, że wprawdzie w RFN nie ma już roszczeń własnościowych
reprezentowanych przez rząd, ale są indywidualne, bo tych nie można zabronić.
Komisarz powiedział, że nie chce i nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, iż
Polska powie Unii "nie" w referendum.
Guenter Verheugen odpowiadał wczoraj na pytania dziennikarzy lokalnych
mediów, którzy okazali się bardziej dociekliwi od swoich kolegów po fachu z
ogólnokrajowych gazet i stacji telewizyjnych oraz radiowych. Wyraźnie
zaskoczyło to ambasadora Polski przy Wspólnotach Europejskich Marka Grelę.
W pałacu Prezydenckim zasiadło wczoraj kilkuset dziennikarzy mediów lokalnych
w ramach tzw. warsztatów europejskich. Oprócz gospodarza spotkania w imprezie
wzięli udział również komisarz Unii ds. rozszerzenia Guenter Verheugen,
ambasador polski przy Wspólnotach Europejskich Marek Grela oraz
przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox.
- Proszę dostarczyć nam argumentów i wiary - zachęcał komisarza minister
Dariusz Szymczycha z Kancelarii Prezydenta.
Verheugen większą część przemówienia poświęcił zachęcaniu Polaków do
głosowania w referendum za akcesją. - Europa zjednoczona na podstawie wolnej
woli narodów... takiej Europy jeszcze nie było! Zrealizowanie tego marzenia
zależy od polskiego społeczeństwa - zaczął nieco pompatycznie unijny gość.
Przyznał, że "w Polsce krytyka pod adresem Unii jest większa i bardziej
zasadnicza" niż w pozostałych krajach aspirujących do członkostwa. Według
niego, wynika ona z faktu, że "niektórzy nie potrafią oddzielić transformacji
ustrojowej od działań dostosowawczych do UE". - Najłatwiej zepchnąć winę na
Unię... - narzekał komisarz. Według niego, Polska roku '89 "nie miała czystej
wody pitnej i tynk odpadał...".
- Tymczasem Polska współczesna... - i już wydawało się, że powie, iż
osiągnęła sukces, ale w tym miejscu komisarz najwyraźniej ugryzł się w język,
po czym zaczął przekonywać, że 50 lat komunizmu nie da się od razu wymazać.
Zapomniał, że gdyby nie układ stowarzyszeniowy i 63 mld USD deficytu w handlu
z UE, Polska nie poniosłaby tak wielkich kosztów transformacji.
W pytaniach, którymi zarzucili Verheugena przedstawiciele mediów lokalnych,
widać było eurosceptycyzm.
Co by Pan odpowiedział na argument, że w Niemcy wschodnie wpakowano
kilkadziesiąt razy więcej pieniędzy niż Unia oferuje kandydatom, a mimo to
wschodnie landy nadal są w Unii członkiem drugiej kategorii? - pytano. Według
Verheugena, wysokie koszty włączenia NRD do Unii wynikały z tego, że "18 mln
ludzi z dnia na dzień uzyskało te same standardy jak reszta Niemców". Jak
można się domyślać, Polakom wyrównanie z dnia na dzień do zachodnich
standardów z pewnością nie grozi, chociaż takie można odnieść wrażenie z
rządowej propagandy.
Odpowiadając na inne trudne pytanie - o art. 16 niemieckiej konstytucji,
który stwierdza istnienie Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r. i
ewentualne roszczenia ze strony byłych niemieckich właścicieli do majątków na
Ziemiach Odzyskanych - Verheugen przyznał, że "takich roszczeń nie można
zabronić". - Nie ma roszczeń własnościowych wobec Polski reprezentowanych
przez rząd niemiecki, ale są roszczenia indywidualne - powiedział komisarz i
dodał, że "po akcesji także polskie prawo zostanie niezmienione w tym
względzie". Zagadnięty, jak by zareagował, gdyby Polacy powiedzieli Unii NIE
w referendum, Verheugen wyrzucił z siebie: "Nie potrafię, nie mogę, nie chcę
sobie tego wyobrażać!".
Nie mniej zaskoczony dociekliwością dziennikarzy był ambasador polski przy
Wspólnotach Europejskich Marek Grela, który swoje wystąpienie poświęcił
problemom przekształcenia polskiej administracji państwowej w unijną.
Przedstawiciele mediów lokalnych postawili pod adresem Unii zarzut, iż
dominuje w niej biurokracja. Pytali też, dlaczego Polska osiągnęła tak słaby
wynik negocjacji, skoro ma być jednym z największych krajów UE. Innego
dziennikarza interesowało, czy po akcesji 60 proc. małych i średnich
przedsiębiorstw w naszym kraju upadnie. Ambasador Grela wyraźnie nie radził
sobie z odpowiedziami na pytania.
Małgorzata Goss