Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
24.04.03, 04:50
Sława!
Ale "zgadnij koteczku" gdzie?
Pozdrawiam!
Ignorant
+++
Prawo potomków
Jacek Kuroń 23-04-2003, ostatnia aktualizacja 23-04-2003 18:20
I my, i Wy wyznajemy Ewangelię, w której Jezus zwraca się, jak wierzę, do
każdego z nas: nie szukaj źdźbła w oku bliźniego, lecz belki w oku swoim. Z
tych powodów mówię do Was nie tylko w swoim imieniu - wybaczcie nam - pisze
Jacek Kuroń
Drodzy Przyjaciele! Przyjaźń między narodem polskim i ukraińskim jest bardzo
trudna, tak jak trudna jest przyjaźń między narodem polskim i niemieckim. My,
Polacy, jesteśmy Ukraińcami dla Niemców i Niemcami dla Ukraińców. Na ogół nie
wiemy nic o niemieckim wkładzie w naszą kulturę, a pamiętamy im pozbawienie
niepodległości, zabory, germanizację, okupację, walkę chłopa polskiego o
ziemię, której pozbawiali go niemieccy koloniści. Niemcy często pamiętają o
tym pierwszym, a nie wiedzą o drugim. Do końca II wojny światowej i jeszcze
trochę po niej polski ruch oporu był przez wielu Niemców traktowany jako
bandytyzm. Na analogicznej zasadzie wciąż jeszcze są budowane stereotypy
Ukraińców w świadomości niemałej części Polaków i stereotypy Polaków wśród
wielu Ukraińców - jako wroga.
Piszę to wszystko, bo przyjaźń naszych narodów będzie właśnie w obecnie
nadchodzących miesiącach wystawiona na ciężką próbę. W Polsce trwają już
przygotowania do obchodów przypadającej latem tego roku 60. rocznicy
wydarzenia, które w polskiej pamięci historycznej określa się jako rzeź
wołyńską. Faktem jest, że w lipcu 1943 roku banderowskie skrzydło Organizacji
Ukraińskich Nacjonalistów i związane z nim oddziały Ukraińskiej Powstańczej
Armii rozpoczęły czystkę etniczną na Wołyniu, tzn. zabijały polską ludność
pod hasłem "Lachy za San". Polska Armia Krajowa podjęła akcje odwetowe, ale
liczba zamordowanych, także kobiet i dzieci, po stronie polskiej była
kilkakrotnie większa niż po stronie ukraińskiej.
Na takie rocznice patrzę z mieszanymi uczuciami. Poległym, pomordowanym winni
jesteśmy pamięć i hołd. Jeśli jednak robimy to w rytmie rocznic, to wyrywamy
każde zdarzenie z jego historycznego kontekstu i tym samym malujemy fałszywy
obraz stosunków polsko-ukraińskich.
Mają prawo potomkowie wołyńskich Polaków czcić bliskich i rodaków
zamordowanych w danym miejscu i czasie przez Ukraińców. Mają też prawo czcić
swoich poległych potomkowie mieszkańców takich wsi jak Pawłokoma czy Zawadka
Morochowska, gdzie akurat w pewnym czasie mordercami byli Polacy. Możemy cały
rok zapełnić rocznicami, a to polskiej pacyfikacji z 1930 roku, a to burzenia
cerkwi pod koniec lat 30.
Na zachodniej Ukrainie i w południowo-wschodniej Polsce bliskie sąsiedztwo
Ukrainy i Polski ma już tysiąc lat. Są w tej historii karty piękne, ale
przytłacza je łańcuch krzywd obustronnych i wzajemnego odwetu, a krew nie
wsiąka w ziemię, tylko rodzi mściciela, i nikt już dziś nie potrafi
powiedzieć, kiedy i kto zaczął. Jednak od ponad 600 lat to my - Polacy -
byliśmy stroną silniejszą, panującą i w związku z tym polonizowaliśmy
ukraińskie elity. W XIX i pierwszej połowie XX wieku, kiedy w Polsce i na
Ukrainie kształtowała się w masach świadomość narodowa, niemal w
analogicznych formach, co najmniej dwa razy uniemożliwiliśmy Ukrainie wybicie
się na niepodległość, zaś Ukraińcy nigdy takiej krzywdy nam nie zrobili.
Niezależnie od tego my i Wy wyznajemy Ewangelię, w której Jezus zwraca się,
jak wierzę, do każdego z nas: nie szukaj źdźbła w oku bliźniego, lecz belki w
oku swoim. Zaś pomysł, że nakazy Ewangelii nie dotyczą stosunków między
wspólnotami narodowymi, jest niechrześcijański i sprzeczny z duchem
Ewangelii. Z tych powodów mówię do Was, jestem przekonany, nie tylko w swoim
imieniu - wybaczcie nam.
Niestety ani my, ani Wy jeszcze do tego nie dojrzeliśmy, choć niewątpliwie
dojrzewamy dzień po dniu i rok po roku.
Warszawa, 28.02.2003
List został napisany z okazji przyznania Jackowi Kuroniowi tytułu Rycar
Hałyczyny. Ukazał się w kilku gazetach ukraińskich