Związek mężczyzny i kobiety to bzdura!

21.02.07, 05:51
Mam dobry zwyczaj. Którego się niestety nie trzymam. To znaczy w zasadzie
lubię przed napisaniem czegoś w jakimkolwiek wątku przeczytać wszystkie
posty, jakie w nim są. Ale w praktyce - wiadomo... jednak czasami się coś
wyśle, a dopiero potem doczyta resztę (albo i - w skrajnej wersji - nie
doczyta nigdy). Tak było w przypadku wątku Luki "Powstała Partia Idiotek".
Muszę powiedzieć, że zdecydowaną większość postów otworzyłem (ponad 40 na 50
obecnych tam, zostawiłem jedynie kilka najpóźniejszych!). No i wrzuciłem swój
post, a dopiero potem doczytałem te kilka pozostałych. W których najpierw
dachs rozmawia z danus01 a potem ona rozmawia z benkiem231. W końcówce tych
rozmów danus1 bardzo przytomnie, choć dość oficjalnie, zauważa, ze kobiety
nie mogą odzyskac czegoś, czego nie miały. Na co równie przytomnie ripostuje
benek231, choć może uciekając w swojej odpowiedzi od pewnej dosłownej
oficjalności. Ale ja o czym innym. Chodzi mi o ten post.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=57310229&a=57554534
Sprawa jest na tyle ważna, że mocno zgodną pozycję danus1 i dachsa jeszcze
zacytuję:
" [dachs:]
Równie szkodliwe są pomysły z drugiego bieguna, kwestionujące wyjątkowość
związku kobiety z mężczyzną. Wyjątkowość rozumiana w tym sensie, że ze
wszystkich możliwych typów związków, tylko ten jeden jest rodziną.
[danus01:]
zwiazek kobiety i mezczyzny to moim zdaniem,biologiczna prawidlowosc
[dachs:]
mam podobnie smile) "
Biorąc pod uwagę homofobiczne pohukiwania jakie rozległy się tutaj ostatnio w
związku z debilizmami proponowanymi przez zlewaczonych w Szkocji powinien
zlecieć się tu cały chór wspieraczy Da-nutki i Borsuka, a w każdym razie
zjawisko krzywienia się na mój wątek (i zwłaszcza jego tytuł) powinno być
wśród piszących tu powszechne. Wydaje się to dość prawdopodobne - że dość
powszechnie jesteście ciemni. Przynajmniej w tej kwestii jesteście. Zamierzam
was zatem oświecić. W tym celu, o ile coś nie uniemożliwi mi kontaktu z
internetem, w ciągu 24 godzin od teraz przedstawię w tym wątku dwa mini-
wykłady następujące.
Wykład piewszy: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Małżeństwa.
Wykład drugi: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM.
Dlaczego w ciągu 24 godzin, a nie teraz? Piszę z Polski, jest prawie szósta
rano. Nie chce mi się więcej pisać teraz, jestem zmęczony, wolę wybrać sen.


nick kertiz
    • qwardian Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 21.02.07, 06:22
      Piszę z Polski, jest prawie szósta rano. Nie chce mi się więcej pisać teraz,
      jestem zmęczony, wolę wybrać sen.

      nick kertiz

      Najpierw wyjaśnij pierwszy nonsens, czyli chodzenie spać o szóstej nad ranem.
      • owca_czarna Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 21.02.07, 08:18
        qwardian napisał:

        > Piszę z Polski, jest prawie szósta rano. Nie chce mi się więcej pisać teraz,
        > jestem zmęczony, wolę wybrać sen.
        >
        > nick kertiz
        >
        > Najpierw wyjaśnij pierwszy nonsens, czyli chodzenie spać o szóstej nad ranem.

        A dla mnie nonsensem jest podkreślanie skąd się napisało post, bo czy to ma
        jakieś znaczenie dla tematu? A może trzeba pochwalić się, a ja o tym nie wiem
        ... to w takim razie, martwiąc się ciężkim losem spedalonych baranów,
        popełniłam gafę, bo nie wspomniałam co robię o tej porze w necie.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=57699823&a=57726398
        Skoro tak, to nadrabiam zaległości i melduję, że też wróciłam, ale nie byłam
        śpiąca i zajrzałam na Aqłęsmile

        Ale wracając do tematu, to z niecierpliwością czekam na wykład, dlaczego i jak
        nick kertiz zaprzeczy naturze.

        owca_czarna
        • sen.dzia.li Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 22.02.07, 00:57
          Polska miała znaczenie w kontekscie godziny - jako strefa czasowa. Znowuż o
          godzinie pisałem tylko dlatego, by sie usprawiedliwić, że za wprowadzeniem,
          wstępem nie idą od razu konkretne wyjaśnienia.

          Nie popełniłas żadnej gafy, bo Ty nie musialas się z niczego usprawiedliwiać.

          Nie zamierzam zaprzeczac naturze (zreszta jest już pierwszy mini-wykład), tylko
          ujawniac pewne - i naturalne, i inne - prawidlowości.

          sen
      • sen.dzia.li A co to takiego? 22.02.07, 00:27
        Kolego, z Ciebie to nie ciemniak, ale ciemniak galopujący.

        Jaki nonsens? To wolny kraj, chodzę spać o której mam ochotę. A może dostałem
        wtedy wieczorem pilne atrakcyjne zlecenie do pisemnego opracowania? Może tak,
        może nie, nieważne. W każdy razie nie planuję nigdy grzeczniutko naśladować
        zachowań mocno umasowionych tylko dlatego, że są umasowione.
    • male.orwelki Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 21.02.07, 18:48
      Nio!

      Dwie dziewszyny to chyba najlepsze
      • lady.papeteria Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 21.02.07, 19:10
        male.orwelki napisał:

        > Nio!
        >
        > Dwie dziewszyny to chyba najlepsze

        Już wy lepiej nie podszeptujsie male.orwelki. A u was jak w końsu jest, dwie
        dziewszyny czy dwa facety big_grin
        • male.orwelki nieeeeeeeeeeeeeee 21.02.07, 23:47
          dvay faceci to nie pszecież
          • lady.papeteria Re: nieeeeeeeeeeeeeee 22.02.07, 00:14
            male.orwelki napisał:

            > dvay faceci to nie pszecież

            Przynajmniej odmianów mnie nauczyszbig_grin.


            Ale przyglądając się Wam uważnie, i dokładnie analizując, to co male.orwelki
            napisAŁ wyciągam wnioski, że musisz być: jeden orwelek pisze, a druga orwelka
            dyktuje, sprawiedliwie.

            ***************************

            Poza tym, aby było na temat i aby mnie nikt nie wykurzył z tego wątku, pozwolę
            sobie przytoczyć fragment rozmowy, która podważy błędne stwierdzenie "Związek
            mężczyzny i kobiety to bzdura!" Kobieta i mężczyzna są dla siebie stworzeni.

            www.seksmisja.art.pl/mp3/zagajenie.mp3

            www.seksmisja.art.pl/mp3/zwierzatka.mp3
            Takie jest życie. Dobranoc.

            • nick.kertiz Posunęłaś się za daleko 22.02.07, 17:29
              pisząc to:

              > Kobieta i mężczyzna są dla siebie stworzeni.

              Tak może powiedzieć tylko ciemny religiant. Ateista powie (przykładowo o
              mężczyźnie): zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.
              Zrodzony, bo porządny ateista oczywiście szybko odrzuci kreacjonizm i mityczną
              koncepcję mężczyzny Adama.
              Współistotny, bo miażdżąca większość ateistów jest demokratami i odrzuca
              antydemokratyczną koncepcję elitarnych rządów starców. Oczywiście przy całym
              szacunku dla starszych, dopuszczającym użycie dużej litery dla takich słów
              jak "ojciec" czy "mama".



              > aby było na temat i aby mnie nikt nie wykurzył z tego wątku

              Jestem przeciwnikiem pilnowania dyscypliny w wątkach. Nawet patologiczny
              antysemita qwardian moze wypisywać sobie różne rzeczy nie na temat, nie mam
              wiele przeciwko, a nawet więcej, gotów jestem go czynnie wesprzeć w jego
              staraniach o odporność przed zarażeniem chorobami przenoszonymi drogą płciową,
              czynnie wesprzeć tym linkiem:
              www.padrepio.catholicwebservices.com/POLSKA/Prayer_Polska.htm
              mam na myśli ten jego niedorzeczny post nie na temat:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=57726455&a=57834587
              • lady.papeteria Re: Posunęłaś się za daleko 23.02.07, 00:15
                nick.kertiz napisał:

                > pisząc to:
                >
                > > Kobieta i mężczyzna są dla siebie stworzeni.
                >
                > Tak może powiedzieć tylko ciemny religiant.

                Ale teraz dowaliłeś koksu smile Miałam bardziej na myśli stworzenie przez ...
                naturę. Ani przez sekundę nie myślałam o mitycznych postaciach Adamie i Ewie.

                > Ateista powie (przykładowo o
                > mężczyźnie): zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu.

                Dlaczego akurat ateista tak ma powiedzieć? I co znaczy Twoje "przykładowo o
                mężczyźnie", a przykładowo o kobiecie?


                > Zrodzony, bo porządny ateista oczywiście szybko odrzuci kreacjonizm i mityczną
                > koncepcję mężczyzny Adama.

                A kto teraz wierzy w Adama i bajkę o żebrze z którego powstała Ewa , chyba tylko
                Giertychy big_grinbig_grin

                > > aby było na temat i aby mnie nikt nie wykurzył z tego wątku
                >
                > Jestem przeciwnikiem pilnowania dyscypliny w wątkach. Nawet patologiczny
                > antysemita qwardian moze wypisywać sobie różne rzeczy nie na temat, nie mam
                > wiele przeciwko, a nawet więcej, gotów jestem go czynnie wesprzeć w jego
                > staraniach o odporność przed zarażeniem chorobami przenoszonymi drogą płciową,
                > czynnie wesprzeć tym linkiem:
                > www.padrepio.catholicwebservices.com/POLSKA/Prayer_Polska.htm
                > mam na myśli ten jego niedorzeczny post nie na temat:
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=57726455&a=57834587

                Ten post nie jest całkiem nie na temat, bo guardian jako wieczny Odyniec sam się
                przyznał do tego, że swój genotyp rozsiewał na prawo i lewo. Czyli w myśl zasad
                ewolucji i tego co napisałeś, jest wszystko okej. Facetowi można, bo takie są
                prawa natury! Analizujac dalej jego posty - szczerze dziękuje Bogu, w którego
                święcie wierzy (bo każdy ma do tego prawo przecież i nie należy się z tego
                wyśmiewać) , że ochronił go przed różnymi choróbskami, które wiążą się właśnie z
                prowadzeniem swawolnego stylu życia, uznając się przez to wybrańcem Boga.

                Przypomnę, o tych młodych dziewczynach z Warszawy, które raz poigrały z Murzynem
                Molem i zaraziły się Hivem, no i co, nie trzeba mieś szczęścia? Tylko, że one
                nie wiedziały, że postępują niezgodnie z ewolucją, bo dziewczyna musi przy
                podporządkowana jednemu facetowi big_grin

                Dobrze rozumuję?
                • nick.kertiz Re: Posunęłaś się za daleko 24.02.07, 23:51
                  > Ale teraz dowaliłeś koksu smile

                  Bo kilka dni temu bardzo zimno sie zaczęło robić na znacznych połaciach naszego
                  kraju. Ale od jutra juz takie ilości koksu nie będą potrzebne.


                  > Miałam bardziej na myśli stworzenie przez ...
                  > naturę. Ani przez sekundę nie myślałam o mitycznych postaciach Adamie i Ewie.

                  Ok. W takim razie odpowiadam. Tylko heteroseksualni. A zboczenia (w
                  szczególności homoseksualizm) są też stworzone przez naturę - to presja
                  tłamsząca homoseksualistów jest (pożałowania godnym) elementem kultury. Kultury
                  dawnej albo - kultury współczesnej, ale w krajach mniej cywilizowanych; z kolei
                  gdzieniegdzie w krajach cywilizowanych odchodząc od tej presji popada się w
                  przeciwną skrajność.


                  > Dlaczego akurat ateista tak ma powiedzieć?

                  Bo ateista jest klarownym przeciwieństwem ciemnego religianta (to mój pogląd).
                  Zatem niech przemówi dla dobra ogólnego.


                  > I co znaczy Twoje "przykładowo o
                  > mężczyźnie"

                  Musi byc przykładowo o mężczyźnie, bo inaczej forma gramatyczna nie zgadzałaby
                  się z fragmentem strony z modlitwami, którą linkowałem


                  > a przykładowo o kobiecie?

                  Zrodzona, a nie stworzona, współistotna Matce.




                  > A kto teraz wierzy w Adama i bajkę o żebrze z którego powstała Ewa , chyba
                  tylko Giertychy big_grinbig_grin

                  W różne (i przeróżnie interpretowane) religijne bajki wierzy cały czas ciemna
                  większość ludzkości. Kwestionuje je oświecona mniejszość.



                  > Ten post nie jest całkiem nie na temat, bo guardian jako wieczny Odyniec sam
                  si

                  Przekonałaś mnie całkowicie. Niedorzeczne stanowisko qwardiana zostalo
                  całkowicie sensownie UMIESZCZONE w tym watku. Pisal NA TEMAT (PRZYNAJMNIEJ w
                  kontekscie mojego wpisu na ktory odpowiadal, ale, jak słusznie sugerujesz,
                  pewnie i nie tylko w tym kontekscie).


                  > przyznał do tego, że swój genotyp rozsiewał na prawo i lewo. Czyli w myśl
                  zasad

                  Do domu publicznego nie chodzi sie w celach prokreacyjnych, choc skłonność do
                  chodzenia ma źródło w próbie genów sterowania zachowaniem podmiotów.


                  > ewolucji i tego co napisałeś, jest wszystko okej. Facetowi można, bo takie są
                  > prawa natury! Analizujac dalej jego posty - szczerze dziękuje Bogu, w którego
                  > święcie wierzy (bo każdy ma do tego prawo przecież i nie należy się z tego
                  > wyśmiewać) , że ochronił go przed różnymi choróbskami, które wiążą się
                  właśnie
                  > z
                  > prowadzeniem swawolnego stylu życia, uznając się przez to wybrańcem Boga.

                  To qwardian twierdzi, że cieszy się dobrym zdrowiem? Moze się wyleczył, w końcu
                  pracując w USA mógł zarobić na terapie prowadzone przez dobrych lekarzy. Na tym
                  polega wyższość liberalizmu nad socjalizmem, że ten drugi odbiera pieniądze,
                  ten pierwszy pozwala zarabiać.


                  > Molem i zaraziły się Hivem, no i co, nie trzeba mieś szczęścia? Tylko, że one
                  > nie wiedziały, że postępują niezgodnie z ewolucją, bo dziewczyna musi przy
                  > podporządkowana jednemu facetowi big_grin

                  W wolnym kraju dziewczyna niczego nie musi. To podstawa i nie ma to nic
                  wspólnego z ewolucją.


                  > Dobrze rozumuję?

                  W tym wątku? Wyśmienicie. A jeśli nawet z czymś się nie zgadzam, to ujawniam
                  swoje zdanie.
                • sen.dzia.li Bierny, przymulony Prezes Rady Ministrów 28.02.07, 01:57
                  > A kto teraz wierzy w Adama i bajkę o żebrze z którego powstała Ewa , chyba
                  tylko
                  > Giertychy big_grinbig_grin


                  >>Piastuje stanowisko wiceministra edukacji narodowej, jest posłem na Sejm
                  (objął mandat, gdy jego partyjna koleżanka Ewa Sowińska odeszła na urząd
                  rzecznika praw dziecka), ubiegał się, raczej z marnym skutkiem, o fotel
                  prezydenta Łodzi. W ostatnich wyborach dostał 1,7 proc. głosów i zajął szóste
                  miejsce. Wynik lepszy niż partyjnego towarzysza z Warszawy Wojciecha
                  Wierzejskiego, który uległ nawet Gamoniom i Krasnoludkom. Ale nie za dobry.

                  O takich politykach jak Orzechowski powiada się, że są kontrowersyjni oraz mają
                  wyraziste poglądy. To słowa używane przez salony, ale są przecież określenia o
                  wiele bardziej dosadne. Dość powiedzieć, że na łódzkim portalu narodowym, który
                  zamieszcza banery posła Zygmunta Wrzodaka, koalicyjnego partnera LPR-owskiego
                  wiceministra i kiedyś kolegi z partii, Orzechowski ma
                  łatkę "judeochrześcijanina". Co, przyznajmy, dla każdego polityka LPR jest
                  wielce krzywdzącym przezwiskiem.

                  Daniel Pawłowiec, szczecinian, lecz poseł z Łódzkiego i minister LPR w
                  Kancelarii Premiera, twierdzi, że Orzechowski to dobry kolega; pomógł mu
                  usadowić się w obcym regionie. Nadto jest jednym z filarów Ministerstwa
                  Edukacji Narodowej, ma doświadczenie, jasne przekonania i tak wielki zapał do
                  pracy, że lekarze odkryli u niego pierwsze objawy przemęczenia.

                  Zaś dla liberałów i wykształciuchów, dla łże-elit i lewaków wiceminister
                  edukacji jest po prostu nieukiem. Słyszało o nim niewielu, do momentu gdy
                  publicznie nazwał teorię ewolucji Darwina "kłamstwem", "luźną koncepcją
                  niewierzącego starszego pana", "opowieścią o charakterze literackim", która -
                  wyznał - może brać początek w wegetarianizmie angielskiego uczonego,
                  gdyż "zabrakło mu ognia wewnętrznego". Wiceminister dodał, że teoria ewolucji
                  tak się ma do prawdy jak stalinowska indoktrynacja i kłamstwo katyńskie.

                  Bez dwóch zdań Orzechowski jest pełen "ognia wewnętrznego". Nie zgadza się i
                  nie wierzy, żeby w kolejnym ogniwie ewolucji pochodził od małpy. Oraz nie chce,
                  by to "kłamstwo" było wtłaczane w głowy młodzieży jako "obowiązująca prawda".
                  Zgódźmy się więc, że takiego wiceministra ministra edukacji jeszcze Polska nie
                  miała.

                  W swoim poglądzie Orzechowski nie jest odosobniony. Podobnie myśli, jeśli ufać
                  sondażom, 20-30 proc. Polaków. Pośród nich jest europoseł Maciej Giertych,
                  profesor, który objawił swój pogląd w Brukseli, co niedługo potem dowodził na
                  wykładzie dla Młodzieży Wszechpolskiej. Stwierdził m.in., że ludzie żyli w
                  epoce dinozaurów (dowód - krakowianie widzieli smoka wawelskiego, co znalazło
                  odbicie w przekazach), a samce mamutów w chwili śmierci przez uduszenie miały
                  sztywne penisy, a to poszlaka, że wyginęły nie tak dawno, jak się
                  ewolucjonistom zdaje.

                  Brednia w sensie ścisłym.

                  Zrazu podniósł się powszechny śmiech, a potem wielki raban.

                  Rada Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego uchwaliła, że: "wypowiedzi
                  ministrów edukacji [Orzechowskiego wsparł Roman Giertych] na temat ewolucji
                  dowodzą, że są skrajnie niekompetentni w kwestiach, które od lat stanowią
                  podstawowy kanon wykształcenia obywateli wszystkich cywilizowanych krajów. Tego
                  rodzaju osoby powinny być jak najszybciej pozbawione możliwości wywierania
                  wpływu na edukację młodego pokolenia Polaków".<<
                  • sen.dzia.li Bierny, przymulony PRM - wyjaśnienie 28.02.07, 02:02
                    Bierny, przymulony PRM nie reaguje. Pełna lista to grubo ponad tysiąc nazwisk.
                    www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3771934.html
              • xiazeluka Re: Posunęłaś się za daleko 23.02.07, 17:54
                nick.kertiz napisał:

                > Współistotny, bo miażdżąca większość ateistów jest demokratami

                A skąd to wiesz?

                > i odrzuca
                > antydemokratyczną koncepcję elitarnych rządów starców.

                Ateiści nie bywają anarchistami?
                • sen.dzia.li Re: Posunęłaś się za daleko 25.02.07, 20:31
                  xiazeluka napisała:

                  > nick.kertiz napisał:

                  > > Współistotny, bo miażdżąca większość ateistów jest demokratami

                  > A skąd to wiesz?

                  A mylę się? Chętnie dowiem się czegoś bardzo zaskakującego. To znaczy tego, że
                  wśród ateistów mniejszość odrzucająca demokrację nie jest wcale bardzo nikła.
                  Tylko jest znacząca liczebnie. Byłaby to rzeczywiście niezwykle interesująca
                  ciekawostka. Nie sądzę jednak, byś mnie z nią zapoznał. Zwracam uwagę, że
                  używam czasu terazniejszego. Mam na myśli obecnych ateistów. Nie interesują
                  mnie ci z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia na przykład. Kompletnie moje
                  zdanie ich nie dotyczyło.



                  > > i odrzuca
                  > > antydemokratyczną koncepcję elitarnych rządów starców.

                  > Ateiści nie bywają anarchistami?

                  Bywają. Choć anarchizm wydaje mi się bardzo rzadkim poglądem (fakt, bardziej
                  charakterystycznym dla ateistów, niż na przykład dla protestantów). No ale
                  przecież jako lewacy (jako anarchiści) śmiało odrzucają antydemokratyczną
                  koncepcję elitarnych rządów starców. Jako anarchiści są w ogóle przeciw rządom.
                  A zatem i rządom starców.
                  • xiazeluka Re: Posunęłaś się za daleko 26.02.07, 08:52
                    sen.dzia.li napisał:

                    > > A skąd to wiesz?
                    >
                    > A mylę się?

                    Ja nie pytam, jakie jest Twoje wyobrażenie, hipoteza, miłe przypuszczenie, lecz
                    skąd to wiesz. Z reszty Twojej odpowiedzi wynika, że nie wiesz, ale może nie
                    zrozumiałeś pytania. Proszę o odpowiedź na temat, a nie próbę przerzucenia na
                    mnie ciężaru dowodzenia Twoich lekkomyślnych stwierdzeń.

                    > Bywają. Choć anarchizm wydaje mi się bardzo rzadkim poglądem (fakt, bardziej
                    > charakterystycznym dla ateistów, niż na przykład dla protestantów). No ale
                    > przecież jako lewacy (jako anarchiści) śmiało odrzucają antydemokratyczną
                    > koncepcję elitarnych rządów starców. Jako anarchiści są w ogóle przeciw
                    rządom.

                    "Bywają, wydaje mi się". Jeśli na takiej piaszczystej opoce konstruujesz bardzo
                    poważne konstrukcje, to nie dziw się, że jako deweloper nie masz chętnych na
                    wykup mieszkań.
                    No i miałbym pewne wątpliwości co do zaliczania anarchistów do Lewicy - to są
                    wolnościowcy, a Lewica jest przecież zwolenniczką niewolnictwa.
    • sen.dzia.li Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Małżeńst 22.02.07, 00:36
      Otwierając ten wątek pisałem o mocno zgodnej pozycji dachsa i danus01,
      ale nie - o całkowicie zgodnej!
      Wydaje się, że głębiej myli się Borsuk, a danus01 myli się niekoniecznie. Ona
      bowiem akcentuje jakby bardziej (znana jest z niezupełnie jasnego stylu
      wypowiedzi, może ta wada ją ratuje, a - odpowiednio - zaleta Borsuka, jasnego
      stawiania sprawy, go pogrąża), że związek heteroseksualny jest bardziej
      normalny, a alternatywy wobec niego bardziej wyjątkowe. Borsuk jakby mowi
      więcej niż to. Mówi więcej akcentując, że związek mężczyzny (a więc jednego) w
      roli męża i kobiety (a więc znow liczba pojedyncza) w roli żony jedynie może
      być uznany za rodzinę - i to ma byc naturalne.
      Otóż ja zgadzam się, że obcowanie heteroseksualne jest normalne, a odmienne
      skłonności można okreslić jako nienormalne (zboczone), choc oczywiście nie
      nienaturalne. Są naturalne, jednak mają charakter biologicznie bardziej
      wyjątkowy, a także wyraźnie mniej efektywny, jeśli chodzi o biologiczny cel
      organizmu (powielenie swoich genów w dalszych pokoleniach).
      Co zatem jest nieporozumieniem? Związek mężczyzny i kobiety, tata i mama dla
      dziecka/dzieci. To jest niebiologiczna narośl, to jest pochodząca z kultury
      forma, którą można odrzucić. Nie twierdzę, że należy odrzucić. Podkreślam
      różnicę między można a należy. Zresztą mozna by to było odrzucić również, gdyby
      bylo to naturalne. Tak jak można odrzucić naturalną barwę wlosów i kobiety po
      czterdziestce robią to w Europie absolutnie masowo. Ale Klasycznie Rozumiane
      Małżeństwo jest to nie jest biologiczna prawidłowość, to kultrowa narośl.
      Inaczej mowiąc małżeństwo jednej kobiety z jednym mężczyzną to tylko
      przejściowa moda. (Oczywiście nie jest tak, że Bóg tak chce, bo pomijając nawet
      to, że Boga rzecz jasna nie ma, to nawet jeśli jest, do powaznych rozważań
      antropologicznych czy ewolucyjnych i tak się go nie wprowadza.) Moda, ktora
      moze trwać akurat pięć tysięcy lat zamiast pięciu lat. Jednak to tylko
      kulturowa narośl. Narośl na naturalnej relacji, ktora jest właściwa dla naszego
      gatunku w sprawach męsko-damskich. Naturalne jest, że znaczący samiec
      monopolizuje pewną liczbe samic dla siebie. Jest tata i kilka mam. Naturalnie
      rzecz biorąc rodzeństwo, to przede wszystkim rodzeństwo przyrodnie. Dzieci
      jednego ojca wychowują się razem. "Małżenstwo" naturalne nie jest związkiem
      kobiety i mężczyzny. Lecz kilku (opcjonalnie kilkunastu) kobiet z mężczyzną.
      Nadmiar mężczyzn tworzy kastę wolnych elektronów lub zniewolonych sług - w obu
      wariantach z szansą na pokątną kopulację i "nielegalne" potomstwo.
      Wśród naczelnych stabilne związki pojedynczej samicy z pojedynczym samcem są
      rzadką strategią. Nasz gatunek - dopóki nie rozpowszechniła się moda, kulturowa
      narośl - nie jest w tej akurat dziedzinie specjalnie wyjątkowy. W domu mogą być
      DWIE MAMY lub trzy mamy - to jest właśnie naturalne.
      Ciekawostką jest, że gdy obecnie (powiedzmy w Europie) w domu wychowuje się
      razem rodzeństwo przyrodnie, to zwykle, odwrotnie jak w bardziej naturalnym
      układzie, mama jest jedna, ojcowie różni.
      Monogamiczne małżeństwo jest nienaturalne. Jeśli trwa długo (na przyklad 10, a
      jeszcze lepiej 15 lat), to zwykle albo jedna, albo druga, albo obie strony
      dopuściły sie zdrady, albo małżenstwo takie własnie dobiega kresu. Oceniam że
      tak jest w co najmniej 90 procentach przypadków, może nawet 99. Co z pozostałym
      odsetkiem? Czy oni znajdują naturalne upodobanie w calkowicie stabilnej
      monogamiczności? Sądzę, że odsetek takich osob, znajdujących w sposob wrodzony
      upodobanie, jest niezwykle niski, ZNACZNIE mniejszy niż homoseksualistów.
      Natomiast, o ile odsetek osób kultywujących stabilną monogamiczność bez zdrady
      jest większy, może i zbliża sie do 10 procent, to nie wynika to z naturalnych
      skłonności, lecz bardziej z fascynacji kulturowymi wzorcami, takimi jak
      wierność, prawdomowność, pielęgnowanie głębokich uczuć wyższych w rodzaju
      miłości. Nienaturalni - wierni i stabilni - są kulturalną elitą górującą nad
      zezwierzęconym motłochem. Ta ocena jest oczywiście grubym uproszczeniem, ktore
      jednak właściwie oddaje sprawy.
      • qwardian Re: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Mał 22.02.07, 02:16
        Z trudem zachowując powagę staram się komentować ten wątek.

        > Małżeństwo jest to nie jest biologiczna prawidłowość, to kultrowa narośl.
        > Inaczej mowiąc małżeństwo jednej kobiety z jednym mężczyzną to tylko
        > przejściowa moda. (Oczywiście nie jest tak, że Bóg tak chce, bo pomijając
        nawet
        > to, że Boga rzecz jasna nie ma, to nawet jeśli jest, do powaznych rozważań
        > antropologicznych czy ewolucyjnych i tak się go nie wprowadza.) Moda, ktora
        > moze trwać akurat pięć tysięcy lat zamiast pięciu lat.

        „Moda” na chodzenie spać wieczorem i wstawanie o świcie jest naturą i datuje
        się lat przynajmniej 460 mln. Nikt tego nie stara się podważyć tylko dlatego,
        że znane są nieliczne wyjątki.

        OK moja cierpliwość wyczerpała się. Już rozumiem, dlaczego oni w kraju
        nazywanym kiedyś koszykiem Europy spowodowali głód, nędzę i śmierć kilku
        milionów obywateli wschodniej Ukrainy.


        • nick.kertiz Re: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Mał 22.02.07, 13:41
          Kolego zabawny,
          rozumiem, ze w czasach kiedy jeszcze byliście w stanie intensywnie odwiedzać
          domy publiczne, mieliście opinię dziwaka, ktory zawsze przychodzi w dzień,
          kiedy ludzie wolą się bawić w nocy.



          No dobra, tak serio, to tryb dzienny wyraźnie dominuje wsród gatunkow rzędu
          naczelnych a gatunek ludzki nalezy do tych, ktore są w większości w tej
          sprawie. Tryb dzienny jest tak samo, a moze bardziej, naturalny, jak małżeństwo
          monogamiczne jest nienaturalne. Nikomu nie zalecam nocnego trybu zycia, bo na
          dłuższa metę może to byc niezdrowe. Aczkolwiek na pewno nie tak mocno
          niezdrowe, jak szwendanie się po domach publicznych, czego to wzorcem jesteś na
          forum od lat.

          Na Ukrainę nie mam dziś ochoty. Ale może i wrócimy do tego tematu.
          • qwardian Re: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Mał 22.02.07, 16:24
            My Polacy katolicy jesteśmy dużo łaskawiej traktowani przez Boga pod względem
            obyczajowości, może dlatego, że bez względu na nasze osobiste zachowania, nie
            podważamy fundamentalnego kodeksu ustalonego raz na zawsze dla nas Ziemian
            przez Boga. Podkreślam tu słowo Bóg.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=57784357
      • danus01 Re: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Mał 23.02.07, 18:10
        sen.dzia.li napisał:

        > Otwierając ten wątek pisałem o mocno zgodnej pozycji dachsa i danus01,
        > ale nie - o całkowicie zgodnej!
        > Wydaje się, że głębiej myli się Borsuk, a danus01 myli się niekoniecznie. Ona
        > bowiem akcentuje jakby bardziej (znana jest z niezupełnie jasnego stylu
        > wypowiedzi, może ta wada ją ratuje

        ratuje przed czym?
        mysle Sendzio,ze znasz mnie juz na tyle dlugo,aby juz wiedziec,ze dyskusje na
        niektore tematy traktuje na tyle powaznie,ze jestem OTWARTA na poglady innych w
        danym temacie.moje "niejasne"wypowiedzi sa wlasnie tej otwartosci dowodem.
        mam na ogol jako takie wyrobione zdanie w takiej albo innej sprawie,ale do
        swojego zdania nie jestem PRZYWIAZANA,kiedy podejmuje dyskusje.
        na ogol tez nie mam wystarczajacej wiedzy w temacie i tez nie uwazam,ze musze
        ja miec.mozna w tym momencie wrocic do antropologicznego rozwoju mowy po co
        mowa wogole czlowiekowi jest potrzebna itd.
        moglabym na temat kazdego prawie mojego postu napisac rozwiniecie jak nie
        ksiazkowe,to chociaz broszurkowy jakis monolog.
        tylko po co?
        by wydac sie madrzejsza i inteligentniejsza?
        nie potrzebuje takich podporek.
    • sen.dzia.li Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 22.02.07, 01:50
      Język i kultura (język właściwie jest elementem kultury, pewnie najważniejszym
      elementem) doprowadziły do trudności model naturalny. Rozwinęły się bowiem
      plotki, donosy i standardy. Ukształtowały się różne pojęcia. (Takie jak na
      przykład: "wierność", "zdrada", "puszczalstwo", "k-urewstwo", "wątpliwość".)
      Rozwinęła się gramatyka ("w czasie, gdy ty byłeś..., ja zaobserwowałem/am...,
      mógłbym/mogłabym zaobserwować więcej, gdyby...").

      Powstało napięcie w grupach, zamiast przedsiębiorczości sprawnych mężczyzn
      intensyfikowala się agresja sprawnych mężczyzn skierowana do wewnątrz.
      Skierowana przeciwko własnym "żonom", wybranym lub wszystkim, a także przeciwko
      członkom własnego plemienia: wolnym elektronom/zniewolonym sługom (zależnie od
      wariantu rozpowszechnionego miejscowo).

      Tymczasem tu i ówdzie, na zasadzie kompletnego wyjątku, istniały bardzo rzadkie
      plemiona "nieharemowe" tylko prekursorskie wobec Klasycznie Rozumianego
      Małżeństwa. Jak wiadomo strategie nietypowe mają szanse stworzyc swoje małe,
      rzadkie nisze ekologiczne i egzystować. Okazało się że rozwój kulturowy nie
      powoduje takich napięć, jak w normalnym, bardziej "biologicznym" modelu.
      Mniejszy stopien omówionych napięc spowodował sukces w rywalizacji. Dziwaczne
      plemiona rozpleniły się. Ze swoimi małżeństwami jeden na jedną.

      Jednak normalne plemiona nie zostały wybite do nogi. Oczywiście poza tym, że do
      dziś istnieja i mają się świetnie systemy prawne dopuszczające wieloosobowy
      model małżeństwa, to normalne plemiona były włączane (ich zasoby ludzkie) po
      przegranej do puli genetycznej plemion dziwacznych (dziwacznych czyli
      prekursorskich wobec Borsuka związku kobiety i męzczyzny). A to poprzez gwałty,
      a to łagodniejszymi środkami. Stąd w skrytych pragnieniach wielu osób pojawiają
      się wątki orgiastyczne, biseksualne, itd. Jest to dziedzictwo tej normalnej,
      własciwej puli genetycznej. Trudno bowiem przypuścić, by w haremie pierwotnym
      obcowanie nastepowało "w wyodrębnionym pokoju". Rzecz jasna nie. Seks był
      wspólną sprawą wieloosobowego "małżeństwa".

      W osobnym poscie (trzecim wykładzie) odkryję nierozumiane źródła
      homoseksualizmu.
      • marcypanna Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 22.02.07, 21:17
        > W osobnym poscie (trzecim wykładzie) odkryję nierozumiane źródła
        > homoseksualizmu.


        Pozwól niech zgadnę... pewno na opcję homo przechodzili ci mężczyźni dla
        których brakowało kobiet, bo siedziały zamknięte w haremach samców alfa?
        wink))
        • lady.papeteria Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 23.02.07, 00:31
          marcypanna napisała:

          > > W osobnym poscie (trzecim wykładzie) odkryję nierozumiane źródła
          > > homoseksualizmu.
          >
          >
          > Pozwól niech zgadnę... pewno na opcję homo przechodzili ci mężczyźni dla
          > których brakowało kobiet, bo siedziały zamknięte w haremach samców alfa?
          > wink))

          smile))))))))))))) no a zgrupowane w haremach samice stawały się les, bo samcowi
          alfa nie starczyło sił, aby wszystkie ....usatysfakcjonować big_grinbig_grin
        • sen.dzia.li Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 23.02.07, 08:31
          marcypanna napisała:

          > Pozwól niech zgadnę...


          Zupełnie nie potrafię powiedzieć - czy zgadłaś. To zależy, jak rozumiesz własną
          wypowiedź.
          • hymen Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 23.02.07, 08:46
            sen.dzia.li napisał:

            > Zupełnie nie potrafię powiedzieć - czy zgadłaś. To zależy, jak rozumiesz
            własną
            >
            > wypowiedź.

            To nie ten problem Sen.dzio. Tu kwestią jest jak ona rozumie Twoją wypowiedź.
            Wydaje się, że stosunek wpisujących się w wątek do tych Twoich wypowiedzi można
            określić krótkim chrzanisz.
            • owca_czarna Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 23.02.07, 11:10
              hymen napisał:

              > sen.dzia.li napisał:
              >
              > > Zupełnie nie potrafię powiedzieć - czy zgadłaś. To zależy, jak rozumiesz
              > własną
              > >
              > > wypowiedź.
              >
              > To nie ten problem Sen.dzio. Tu kwestią jest jak ona rozumie Twoją wypowiedź.
              > Wydaje się, że stosunek wpisujących się w wątek do tych Twoich wypowiedzi można
              >
              > określić krótkim chrzanisz.

              Hymenie, może jakieś pierwotne, zwierzęce instynkty kierują ludźmi, nie ma się
              co tak całkowicie odżegnywać od tego, ale jest jeszcze rozum, który każdy z nas
              ma ma, a o którym sen.dzia.li w ogóle nie wspomina ... czekam na dalsze jego
              wykłady.
              • hymen Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 23.02.07, 12:44
                owca_czarna napisała:

                > Hymenie, może jakieś pierwotne, zwierzęce instynkty kierują ludźmi, nie ma
                się
                > co tak całkowicie odżegnywać od tego, ale jest jeszcze rozum, który każdy z
                na
                > s
                > ma ma, a o którym sen.dzia.li w ogóle nie wspomina ... czekam na dalsze jego
                > wykłady.
                >

                Ależ ja się nie odżegnuję od tego, choć do oczekiwania trudno mi jakoś się
                przyznać. Z tego co widzę, wykłady wcale nie zmierzają do wyznaczonego celu
                zawartego w tytule wątku czy też w zapowiedzi. I to właściwie wszystko.
                • owca_czarna Re: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM 12.03.07, 00:25
                  hymen napisał:

                  > owca_czarna napisała:
                  >
                  > > Hymenie, może jakieś pierwotne, zwierzęce instynkty kierują ludźmi, nie
                  > ma
                  > się
                  > > co tak całkowicie odżegnywać od tego, ale jest jeszcze rozum, który każd
                  > y z
                  > na
                  > > s
                  > > ma ma, a o którym sen.dzia.li w ogóle nie wspomina ... czekam na dalsze
                  > jego
                  > > wykłady.
                  > >
                  >
                  > Ależ ja się nie odżegnuję od tego, choć do oczekiwania trudno mi jakoś się
                  > przyznać. Z tego co widzę, wykłady wcale nie zmierzają do wyznaczonego celu
                  > zawartego w tytule wątku czy też w zapowiedzi. I to właściwie wszystko.

                  Mam zaległości forumowych, mam nadzieje, że część ich nadgonię, inna część
                  niestety przepadła. Obaczym czy sen minął się z tematem.

                  owca_czarna
            • nick.kertiz Pomyliłeś się 25.02.07, 00:27
              > To nie ten problem Sen.dzio. Tu kwestią jest jak ona rozumie Twoją wypowiedź.
              > Wydaje się, że stosunek wpisujących się w wątek do tych Twoich wypowiedzi
              można
              >
              > określić krótkim chrzanisz.


              Pomyliłeś się. Ty uważasz, że chrzanię. Ale owca, która była nieomal pierwszą
              osobą wpisującą się w moim wątku, postawiła sprawę w sposób, który nie
              pozostawia pola wątpliwościom, trudno wyrazić się dobitniej niż: "czekam na
              dalsze jego wykłady".
              • owca_czarna Re: Pomyliłeś się 25.02.07, 03:30
                nick.kertiz napisał:

                > > To nie ten problem Sen.dzio. Tu kwestią jest jak ona rozumie Twoją wypowi
                > edź.
                > > Wydaje się, że stosunek wpisujących się w wątek do tych Twoich wypowiedzi
                >
                > można
                > >
                > > określić krótkim chrzanisz.
                >
                >
                > Pomyliłeś się. Ty uważasz, że chrzanię. Ale owca, która była nieomal pierwszą
                > osobą wpisującą się w moim wątku, postawiła sprawę w sposób, który nie
                > pozostawia pola wątpliwościom, trudno wyrazić się dobitniej niż: "czekam na
                > dalsze jego wykłady".

                Niedawno czytałam na ten temat artykuł i byłam ciekawa jak Ty rozwiniesz wątek,
                tak dość oryginalnie przez siebie zatytułowany. Stwierdzam, że mógłbyś podpisać
                się pod tamtym artykułem dwoma rękoma, choć tak naprawdę zbyt mały nacisk
                kładziesz na rolę i funkcję rozumu. W tym co napisałeś trochę prawdy jest, nie
                da się ukryć... a na podsumowanie przytoczę kawał:

                > Co mężczyźni robią po stosunku? 5 proc. pali
                > papierosy, 5 proc. odwraca się i śpi, a 90 proc. wraca do domu.

                owca_czarna
              • hymen Chętnie się przyznam do pomyłki 25.02.07, 14:30
                nick.kertiz napisał:

                > Pomyliłeś się. Ty uważasz, że chrzanię. Ale owca, która była nieomal pierwszą
                > osobą wpisującą się w moim wątku, postawiła sprawę w sposób, który nie
                > pozostawia pola wątpliwościom, trudno wyrazić się dobitniej niż: "czekam na
                > dalsze jego wykłady".

                i wiem, że Owieczka czeka z niecierpliwością. Wcale to nie zmienia mojej oceny,
                że nie bardzo wiesz o czym piszesz i co chcesz tu przekazać czyli, że
                kolokwialnie mówiąc chrzanisz. Pomijając fakt, że pozostałe wpisy nie świadczą
                o zainteresowaniu, w końcu nie o to chodzi, to ja mogę również napisać Ci, że z
                niecierpliwością oczekuję na dalsze Twoje wpisy wykazujące, że rzeczywiście to
                jest kłamstwo:
                Wykład piewszy: Kłamstwo o pozycji Klasycznie Rozumianego Małżeństwa.
                że język jest źródłem dominacji KRM.
                Wykład drugi: Język jako inwigilacja - źródło dominacji KRM.
                oraz, że to ma jakiekolwiek uzasadnienie:
                Związek mężczyzny i kobiety, tata i mama dla
                dziecka/dzieci. To jest niebiologiczna narośl, to jest pochodząca z kultury
                forma, którą można odrzucić.
                • oleg3 Re: Chętnie się przyznam do pomyłki 25.02.07, 20:46
                  hymen napisał:
                  > kolokwialnie mówiąc chrzanisz.

                  W tych wykładach są rzeczy dobre i rzeczy nowe. Niestety brak i dobrych i
                  nowych. Sędzia.li postanowił nieść kaganek oświaty do ciemnoty, niestety
                  światło zgasło gdzieś po drodze. Stąd sam prowokacyjny tytuł nie zaowocował
                  jakimś oszałamiajacym sukcesem sadzac po wpisach.


                  Mnie tylko jedna sprawa zafrapowała: jaką to strategię realizują geny
                  homoseksualistów. Czy jest to inna strategia niż realizowana przez geny
                  pedofilów czy zoofilów.

                  I jeszcze. Skoro już autor odwołuje się do biologii, to winien wiedzieć, że
                  zwiazek kobiety i mężczyzna -względnie stały- to nie "5-tysięczna moda" tylko
                  zjawisko znane u homo sapiens od plejstocenu.
                  • sen.dzia.li ole 25.02.07, 21:50
                    A nie przyjdzie Ci do główki, że wątłe dane o strukturze społeczno-rodzinnej
                    grup ludzkich sprzed kilkudziesięciu i kilkuset tysięcy lat interpretowano
                    wcześniej tak, by otrzymać w wyniku interpretacji znajomy obrazek?

                    Rozpatrzmy następujący przykładowy fragment z internetu:

                    >>Romantyczne uniesienia mają również podłoże chemiczne.Za stan miłosnego
                    zauroczenia zarówno w świecie zwierząt ,jak i ludzi odpowiada z jednej strony
                    fenyloetylamina PEA,a z drugiej kształtuje ją kultura.Okazuje się,że małżeństwo
                    stanowi tylko część strategii reprodukcyjnej.Poliginia daje mężczyznom wielkie
                    korzyści genetyczne.Człowiek ma psychologiczną skłonność do łączenia się w
                    pary,a zasadniczą regułą jest monogamia chociaż badania wskazują na fakt,że
                    przy sprzyjająch okolicznościach mężczyźni skłaniają się ku wielości partnerek
                    by przedłużyć swoje genetyczne linie.Pozamałżeńskie życie seksualne występuje
                    we wszystkich kulturach .
                    Helen Fisher beznamiętnie bo z naukowego punktu widzenia odsłania tysiąc twarzy
                    niewierności<<


                    Ten fragment jest o tyle ciekawy, że pozornie jest on dla mnie w swojej treści
                    sporym kłopotem. Mówi się w nim, że to monogamia jest regułą. Że człowiek
                    posiada psychologiczną skłonność do łączenia się w pary. Takie tezy to grób
                    mojej teorii. Czy rzeczywiście? Skądże znowu. Nikt nie dowiódł, że każda
                    skłonność psychologiczna ma podłoże biologiczne. Jest wręcz przeciwnie. Matoł
                    wpatrzony w blok reklamowy ma potem silną skłonność psychologiczną. Ale w
                    najmniejszej mierze nie ma ona podłoża biogicznego. To biznes zainwestował
                    (duże pieniądze) w wytworzenie jakiejś tam skłonności, biznes - wcale nie
                    natura. Zatem ja się zgadzam. Człowiek posiada skłonność psychologiczną do
                    łączenia się w pary. Ale nie jest to całkiem naturalne. Co więcej - ja mówię to
                    samo - że monogamia jest regułą. Mowię jednak coś więcej. Że dla tego gatunku
                    nie zawsze tak było. A zatem wielce możliwe, że nie zawsze tak będzie.

                    Fundamentalne w tym fragmenciku jest stwierdzenie, że samiec człowieka ma
                    wielkie korzyści genetyczne z poliginii. Otóż nie ma gatunku zwierząt, który
                    mógłby istnieć wbrew własnym wielkim korzyściom genetycznym. Stwierdzenie o
                    wielkich korzyściach genetycznych jakby przesądza sprawę. Stop! Mówi się tam
                    tylko o samcach. Zatem? W społeczeństwach cywilizowanych kobiety i mężczyźni
                    ustanawiają reguły gry. W społeczeństwach pierwotnych typowo reguły gry
                    ustanawia ta płeć, ktora jest fizycznie silniejsza i bardziej agresywna. Mam
                    napisać która czy już nie trzeba nic dodawać? Chyba już nie trzeba nic dodawać,
                    bo wierzę że żaden niedouczony debil nie wyskoczy z rewelacją, że testosteron
                    to hormon typowy dla organizmu kobiecego, a nie męskiego.
                    • danus01 Re: ole 25.02.07, 22:09
                      sen.dzia.li napisał:

                      > Zatem? W społeczeństwach cywilizowanych kobiety i mężczyźni
                      > ustanawiają reguły gry.

                      ...i...wybieramy monogamie,bo z psychologicznego punktu widzenia mniej jest w
                      nas wtedy czystej biologii a wiecej....uczuc wyzszego rzedu i odpowiedzialnosci
                      za nasze potomstwo jesli sie na nie zdecydujemy
                    • oleg3 Re: ole 26.02.07, 08:13
                      Roztrząsanie problemów biologiczno-psychologicznych to nie moja działka. Nie za
                      bardzo mnie to pasjonuje; nie mam też w tym zakresie nawet amatorskich
                      kompetencji. Wydaje mi się jednak, że Twoja "teoria" jest wewnętrznie sprzeczna.

                      Skoro uważasz, ze można kształtować model związku kobieta-mężczyzna w oderwaniu
                      od czynników biologicznych to nic mi do tego. Możesz sobie tak rozumować.
                      Jednak założenie: "W społeczeństwach pierwotnych typowo reguły gry
                      ustanawia ta płeć, ktora jest fizycznie silniejsza i bardziej agresywna" jest
                      co najmniej dyskusyjne. Reguły można sobie ustanowić tylko żle ustawione reguły
                      skutkują wymarciem takiej społeczności i końcem modelu. Nie bierzesz w ogóle
                      pod uwagę, że KRM (używając Twojego pojęcia) jest dla kobiety korzystny. Stąd
                      jego trwałość.
                      • andrze_n toz wczoraj w filmie przyrodniczym.... 26.02.07, 08:28
                        pokazano jak to nawet u bizonow byki ("agresywniejsze") sa WYBIERANE PRZEZ swe partnerki... Nie ma "tak prosto", prosto to bylo w czasie PZPR: wowczas jak wstapisz do "nas" to bedzie ci lepiej..... i co ztego wyszlo? Samodegeneracja.
                        • nick.kertiz Re: toz wczoraj w filmie przyrodniczym.... 01.04.07, 04:56
                          andrze_n napisał:

                          > pokazano jak to nawet u bizonow byki ("agresywniejsze") sa WYBIERANE PRZEZ
                          swe
                          > partnerki... Nie ma "tak prosto", prosto to bylo w czasie PZPR: wowczas jak
                          wst
                          > apisz do "nas" to bedzie ci lepiej..... i co ztego wyszlo? Samodegeneracja.


                          Docelowo - głęboka samodegeneracja. Aż do poziomu Samoobrony, ostatniej,
                          najbardziej beznadziejnej, pokracznej wersji gomułkowskich rządów ciemniaków.

                          Dla rozważań antropologicznych istotne są przede wszystkim gatunki zwierząt
                          bardzo blisko spokrewnione z człowiekiem.
                    • hymen Re: ole 26.02.07, 11:37
                      sen.dzia.li napisał:

                      > A nie przyjdzie Ci do główki, że wątłe dane o strukturze społeczno-rodzinnej
                      > grup ludzkich sprzed kilkudziesięciu i kilkuset tysięcy lat interpretowano
                      > wcześniej tak, by otrzymać w wyniku interpretacji znajomy obrazek?

                      A kto tak interpretował?

                      >
                      > Rozpatrzmy następujący przykładowy fragment z internetu:
                      >
                      > >>Romantyczne uniesienia mają również podłoże chemiczne.Za stan miłosne
                      > go
                      > zauroczenia zarówno w świecie zwierząt ,jak i ludzi odpowiada z jednej strony
                      > fenyloetylamina PEA,a z drugiej kształtuje ją kultura.Okazuje się,że
                      małżeństwo
                      >
                      > stanowi tylko część strategii reprodukcyjnej.Poliginia daje mężczyznom
                      wielkie
                      > korzyści genetyczne.Człowiek ma psychologiczną skłonność do łączenia się w
                      > pary,a zasadniczą regułą jest monogamia chociaż badania wskazują na fakt,że
                      > przy sprzyjająch okolicznościach mężczyźni skłaniają się ku wielości
                      partnerek
                      > by przedłużyć swoje genetyczne linie.Pozamałżeńskie życie seksualne występuje
                      > we wszystkich kulturach .

                      A nie przyszło Ci do głowy, że obie strategie, poligamia i monogamia dotyczą
                      związku kobiety i mężczyzny? Każdy gatunek wypracowuje sobie strategię, która
                      jest podporządkowana naczelnemu celowi, przekazywaniu genów. Mało tego, w
                      ramach tego samego gatunku mogą obowiązywać różne strategie i stąd Eskimosi
                      mogą różnić się w tym zakresie od ludów pustyni a ci od ludów tworzących
                      zaawansowane cywilizacje. I wreszcie tak, jak pozamałżeńskie życie seksualne
                      występuje we wszystkich kulturach, tak związek monogamiczny jest dominującą
                      formą związku, również w krajach, w których prawo dopuszcza związki
                      poligmiczne.

                      > Helen Fisher beznamiętnie bo z naukowego punktu widzenia odsłania tysiąc
                      twarzy
                      >
                      > niewierności<<

                      Ale czego to dowodzi?

                      >
                      >
                      > Ten fragment jest o tyle ciekawy, że pozornie jest on dla mnie w swojej
                      treści
                      > sporym kłopotem. Mówi się w nim, że to monogamia jest regułą. Że człowiek
                      > posiada psychologiczną skłonność do łączenia się w pary. Takie tezy to grób
                      > mojej teorii. Czy rzeczywiście? Skądże znowu. Nikt nie dowiódł, że każda
                      > skłonność psychologiczna ma podłoże biologiczne. Jest wręcz przeciwnie. Matoł
                      > wpatrzony w blok reklamowy ma potem silną skłonność psychologiczną. Ale w
                      > najmniejszej mierze nie ma ona podłoża biogicznego. To biznes zainwestował
                      > (duże pieniądze) w wytworzenie jakiejś tam skłonności, biznes - wcale nie
                      > natura. Zatem ja się zgadzam. Człowiek posiada skłonność psychologiczną do
                      > łączenia się w pary. Ale nie jest to całkiem naturalne. Co więcej - ja mówię
                      to
                      >
                      > samo - że monogamia jest regułą. Mowię jednak coś więcej. Że dla tego gatunku
                      > nie zawsze tak było. A zatem wielce możliwe, że nie zawsze tak będzie.

                      Tak, tylko że próbujesz wykazać zupełnie coś innego. Próbujesz wykazać, że
                      monogamia jest tylko narzutem wymyślonym w ramach jakiejś kultury, może
                      sprecyzujesz jakiej?

                      >
                      > Fundamentalne w tym fragmenciku jest stwierdzenie, że samiec człowieka ma
                      > wielkie korzyści genetyczne z poliginii. Otóż nie ma gatunku zwierząt, który
                      > mógłby istnieć wbrew własnym wielkim korzyściom genetycznym. Stwierdzenie o
                      > wielkich korzyściach genetycznych jakby przesądza sprawę. Stop! Mówi się tam
                      > tylko o samcach. Zatem? W społeczeństwach cywilizowanych kobiety i mężczyźni
                      > ustanawiają reguły gry. W społeczeństwach pierwotnych typowo reguły gry
                      > ustanawia ta płeć, ktora jest fizycznie silniejsza i bardziej agresywna. Mam
                      > napisać która czy już nie trzeba nic dodawać? Chyba już nie trzeba nic
                      dodawać,
                      >
                      > bo wierzę że żaden niedouczony debil nie wyskoczy z rewelacją, że testosteron
                      > to hormon typowy dla organizmu kobiecego, a nie męskiego.

                      A jakie to korzyści samiec ma z poligamii i od kiedy to biologia wykazała, że
                      strategie wypracowywane przez gatunki podporządkowane są osiąganym przez samce
                      korzyściom?
    • danus01 Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 23.02.07, 17:46
      ciekawy tytul watku
      ciekawi mnie w jakim kierunku sie rozwinie dalej
      moim pierwszym skojarzeniem jest...."nie bedziecie sie zenic,ani dzieci miec
      nie bedziecie...."
      • lady.papeteria Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 24.02.07, 12:38
        danus01 napisała:

        > ciekawy tytul watku
        > ciekawi mnie w jakim kierunku sie rozwinie dalej
        > moim pierwszym skojarzeniem jest...."nie bedziecie sie zenic,ani dzieci miec
        > nie bedziecie...."

        Nieeee , to jest szukanie usprawiedliwienia na prawe i lewe skoki płci
        brzydkiej. Często bowiem zapominają, że są naczelnymi z dosyć dobrze
        rozwiniętym mózgiem, a nie tylko z przyrodzeniem.big_grin Najlepiej powiedzieć to
        natura i finito.
        • danus01 Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 24.02.07, 13:00
          lady.papeteria napisała:

          > Najlepiej powiedzieć to
          > natura i finito.
          >
          >

          powiedziec a zrozumiec to nie zawsze to samo
          im dluzej jestem na forum i na swiecie tym bardziej sie o tym przekonuje
          ludzie jednak zdecydowanie wiecej mowia -i pisza-niz rozumieja...przede
          wszystkim wlasna nature
          a uspolecznienie wlasnej natury...e,to juz jeszcze wiecej wiedzy
        • nick.kertiz Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 28.02.07, 01:19
          > > ciekawy tytul watku
          > > ciekawi mnie w jakim kierunku sie rozwinie dalej
          > > moim pierwszym skojarzeniem jest...."nie bedziecie sie zenic,ani dzieci m
          > iec
          > > nie bedziecie...."



          > Nieeee , to jest szukanie usprawiedliwienia na prawe i lewe skoki płci
          > brzydkiej. Często bowiem zapominają, że są naczelnymi z dosyć dobrze
          > rozwiniętym mózgiem, a nie tylko z przyrodzeniem.big_grin Najlepiej powiedzieć to
          > natura i finito.


          Przypominam swoje stanowisko, które wcześniej zająłem w tym wątku:
          "Nienaturalni - wierni i stabilni - są kulturalną elitą górującą nad
          zezwierzęconym motłochem. Ta ocena jest oczywiście grubym uproszczeniem, ktore
          jednak właściwie oddaje sprawy."

          O żadnym usprawiedliwianiu nie ma mowy. Próbuję mówić o faktach, a temat nie
          jest wcale taki jednoznaczny i łatwiutki - jak widać wymaga co najmniej
          skupienia. Ale oferując obok faktów oceny - zdecydowanie opowiadam się za
          modelem kulturalnym, a nie naturalnym czy "przez naturę" usprawiedliwianym.
          Wspominając w swojej ocenie o zezwierzęconym motłochu poszedłem w skrajności
          ocen jakby daleko, prawda? Gdzie tu usprawiedliwianie? Nie ma go.
      • sen.dzia.li Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 25.02.07, 01:03
        > ciekawy tytul watku

        No widzisz, Danka. Ty to rozumiesz, że TYTUŁ wątku czy postu, to marketing, nie
        zobowiązanie. Ale popatrz na to. Ten nie kojarzy zupełnie:
        _____

        hymen napisał:

        > Ależ ja się nie odżegnuję od tego, choć do oczekiwania trudno mi jakoś się
        > przyznać. Z tego co widzę, wykłady wcale nie zmierzają do wyznaczonego celu
        > zawartego w tytule wątku czy też w zapowiedzi. I to właściwie wszystko.
        _____



        > ciekawi mnie w jakim kierunku sie rozwinie dalej
        > moim pierwszym skojarzeniem jest...."nie bedziecie sie zenic,ani dzieci miec
        > nie bedziecie...."

        Muszę powiedzieć, że skojarzenie odpowiada moim poglądom w ten sposób, iż
        faktycznie uważam, że straszenie implozyjną bombą demograficzną, to szkodliwa
        hucpa. Z drugiej strony mam to za temat niezalezny od tego, o czym dotad w tym
        wątku pisałem. Powiązany, oczywiście, ale do podtrzymania jest wszystko to, co
        wcześniej napisałem, nawet gdyby ktoś mnie przekonał, że implozyjna bomba
        demograficzna to autentycznie niepokojący problem. Zaznaczam, że wiem, że moj
        lekceważacy pogląd na bombę jest niestandardowy. Profesjonalny demograf w
        spółce z profesjonalnym ekonomistą może całkiem serio głosic zagrożenie.

        Istnieje też, poza aspektem pragmatycznym, etyczna strona robienia dzieci.
        Także kojarzysz mnie dobrze. Natomiast czy akurat w tym wątku? Działa magia
        tytułu wątku, no a on, jak piszę teraz, nie jest zobowiązaniem.

        W rzeczywistości zinterpretowałem w sposób nieryzykowny stanowisko Borsuka. I
        tylko tyle - tu dopatrywałem się, przepraszam za wyrażenie: "bzdury". A
        następnie skutecznie je skrytykowałem. Wcześniej w tym wątku absolutnie nie
        było moją uświadomioną intencją grać proroka antyprokreacyjnego. Natomiast
        uważam, że skrytykowałem je skutecznie, zatem osiągnąłem cel wyznaczony w
        zapowiedzi. Prawdziwe zobowiązanie zrealizowałem.
        • danus01 Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura! 25.02.07, 09:29
          sen.dzia.li napisał:

          > nawet gdyby ktoś mnie przekonał, że implozyjna bomba
          > demograficzna to autentycznie niepokojący problem. Zaznaczam, że wiem, że moj
          > lekceważacy pogląd na bombę jest niestandardowy. Profesjonalny demograf w
          > spółce z profesjonalnym ekonomistą może całkiem serio głosic zagrożenie.

          zagrozenie implozja demograficzna wystepuje,ale trzeba pamietac,ze dotyczy
          przede wszystkim ,poki co,nas Europejczykow
          i stad te krzyki o wiecej dzieci
          ze strachu po prostu
          nie twierdze,ze strach nie jest uzasadniony,ale....to juz inna historia niz cel
          tego watku

          >
          > Istnieje też, poza aspektem pragmatycznym, etyczna strona robienia dzieci.
          > Także kojarzysz mnie dobrze.

          przypuszczam,ze kojarze Cie dobrze smile

          a co do tytulu jeszcze
          zwiazek mezczyzny i kobiety moim zdaniem to nie jest bzdura a raczej naturalnosc
          inna natomiast sprawa to trwaly i satysfakconujacy obie strony zwiazek
          i mysle,ze z tymi zagrozeniami naszej rozwinietej cywilizacji trudno bedzie sie
          nam uporac
          ale czy uciekanie od pewnych prawd i cofanie sie w wieki przeszle jest dobrym
          kierunkiem?
          oboje wiemy,ze nie
    • andrze_n wprowadzenie rodzica A+B nastapilo w Szwecji 26.02.07, 08:21
      wprowadzenie nomenklatury rodzic "A" i rodzic "B" nastapilo w Szwecji, a nie Szkocji - wg sledztwa jednego z dziennikarzy, ktory dotarl do orginalu info, blad wyniknal z pomylki w 1-szej depeszy (chyba PAP), k. powielono...(za PR1 z dnia 25-02-2007)
    • nick.kertiz Wołanie o homoseksualizm 26.02.07, 15:41
      Uczestnicy tego wątku domagają się ode mnie, abym spełnił swoją zapowiedź i
      przedstawił stosowne uwagi odnośnie homoseksualizmu, niektórzy uczestnicy
      uwikłali się nawet w zgadywanki na ten temat - z niejednoznacznym, jak
      wspominałem, dla mnie wynikiem.

      Choć wiem, co powinienem napisac na temat homoseksualizmu, to doszedłem do
      wniosku, że bardziej logiczne będzie w tym momencie przeanalizowanie źródeł, z
      których niniejszy wątek wypłynął. Zdążymy z trzecim mini-wykładem, odrobina
      cierpliwości jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Teraz czas na powrót do źródeł.

      Być może ktoś powie, że czepiam się słów. Że czepiam się słów forumowego kolegi
      określanego tu czasami zabawnym mianem Szkopka. Niemniej jednak uważam, że w
      celu KOMPLETNEGO rozjaśnienia problematyki wypływającej z innowątkowych źródeł
      mojego wątku warto narazić się na taki zarzut.

      Dlatego postanowiłem, że moim następnym ruchem w tym wątku będzie post "Adres:
      Mickiewicza 1 m. 2".
    • sen.dzia.li Adres: ul. Mickiewicza 1 m. 2 27.02.07, 11:41
      Dla dobra niniejszych rozważań przyjmijmy, ze w budynku przy ulicy
      Mickiewicza 1 są co najmniej dwa mieszkania. Byc moze jest więcej, to nieważne.
      W jakim mieście mogłaby byc ulica Mickiewicza z co najmniej dwumieszkaniowym
      budynkiem - tez nieważne. Nie w małym mieście, jedynie to zaznaczam.
      W mieszkaniu pod numerem 1 mieszka Justyna Kowalska, lat 19. Jego właścicielem
      jest drugi mieszkaniec Piotr Nowak, lat 39. Justyna nieposiada żadnych
      nieruchomości. Nowak - jak najbardziej, przeróżne, zabudowane i nie. W
      mieszkaniu pod numerem 2 mieszka Dominika Malinowska, lat 19. Nie posiada
      żadnych nieruchomości. Właścicielką mieszkania jest Małgorzata Malinowska, lat
      39, nieważne czy posiada inne nieruchomości. Żeby lepiej poczuć realia tej
      sytuacji przyjmijmy, ze w obu wypadkach mieszkania są nieduże. Naszym zadaniem
      jest zlokalizować w budynku na ulicy Mickiewicza rodzinę. W świetle
      następującego fragmentu nie powinno to byc trudne.


      dachs napisał:

      > Starałem się pisać nie wartościując, czyli jak
      > najbardziej abstrakcyjnie.
      > Istnieje ogromna ilość różnych związków
      > pomiędzy ludźmi. Związki przyjaźni,
      > krwi, interesu. Między kobietami, mężczyznami,
      > pokoleniami, zależnie od
      > spełnianych przez nich ról społecznych.
      > Ale tylko ten jeden jedyny - związek
      > mężczyzny w roli męża i kobiety w roli żony - może być uznany za rodzinę.
      > Na tym zasadza się jego wyjątkowość, wśród tysięcy
      > innych możliwych związków


      Nie powinno to byc trudne, bo mieszkanie 2 odpada w przedbiegach.
      Z mieszkaniem 1 jest pewien problem. Justyna i Nowak nie tylko nie mają ślubu,
      ale nawet w ogóle go nie planują. Czy mozna zatem o nich powiedzieć, że
      występują w roli męża i żony? Spróbujmy popatrz na to pytanie w sposób bardziej
      rzeczowy. Tradycyjnie zakłada się, że małżonków może łączyć wspólnota łoża i
      stołu. Jeśli ona ustaje, to ponoć rozwód łatwiej się orzeka. Nowak, jeśli
      jakieś sprawy nie skłaniają go do nocowania w innych miejscowościach, śpi w
      jednym łóżku z Justyną, jedzą też razem. Co więcej, łączy ich relacja
      seksualna. Małgosię i Dominikę dawno pogrzebalismy, ale żeby jeszcze bardziej
      je pogrążyć, dodam, że nie tylko nie śpią w jednym łóżku, ale nawet w ogóle nie
      uprawiają ze soba seksu. Owszem, jedzą razem dość często. Wynik jednoznaczny.
      Pod dwójką na pewno nie ma rodziny, rodzina, jak widać, jest raczej pod jedynką.

      Czas skończyc z tą niedorzeczną komedią narzucona nam przez głęboko nietrafne
      wypowiedzi uczestnika wątku "Powstała Partia Idiotek". Oczywiście, że biznesmen
      z wynajmującą u niego mieszkanie za seks (zamiast za pieniądze) początkującą
      studentką, to nie jest żadna rodzina. Ewidentnie natomiast i w sposób
      niekwestionowalny rodziną, która spędza ze soba wszystkie Wigilie, są panny
      Malinowskie, córka i matka.
      • sen.dzia.li W konsekwencji: 27.02.07, 11:50
        Związek mężczyzny i kobiety to bzdura nie rodzina! Związek dwóch dorosłych
        kobiet to rodzina.
        • oleg3 Re: W konsekwencji: 27.02.07, 12:06
          sen.dzia.li napisał:

          > Związek mężczyzny i kobiety to bzdura nie rodzina! Związek dwóch dorosłych
          > kobiet to rodzina.

          A mógłbyś - zamiast wykładów - podać jakąś definicję rodziny. Na razie udało Ci
          się pomieszać pojęcia "rodzina" i "związek krwi". Czy jeżeli młodsza panna
          Malinowska przeprowadzi się do sąsiada, to "rodzina Malinowskich" przestanie
          istnieć?
          • nick.kertiz Rodzina oczywiście przetrwa taki drobiazg 27.02.07, 12:23
            Mógłbym. Czy to konieczne? Niezbyt lubię definicje. Osobiście nie jestem
            entuzjastą definicji i toczenia sporów o słowa. Ale jeśli się uprzesz, to na
            pewno podam definicję rodziny (niekoniecznie autorską, prawdopodobnie ją skądś
            pobiorę; a może życzysz sobie bym sam ją napisał...? ok, da sie zrobić).
            Dlatego z pewnym wahaniem spłycałem nakreśloną wcześniej problematykę
            wprowadzając budynek na Mickiewicza, czepiając się słów. Uznałem jednak, że gra
            warta jeśt świeczki, bo tyle na forum debat niedorobionych - pomyślałem sobie:
            niech ta będzie kompletna.

            Rodzina Malinowskich będzie dalej istnieć, nawet jesli dowolna z panien się
            wyprowadzi. Zniszczyc by ją mógł tylko bardzo głęboki konflikt między nimi, a
            nie zwykła przeprowadzka.


            sen
            • nick.kertiz A dlaczego przetrwa? 27.02.07, 12:25
              Bo to prawdziwa rodzina, a nie jakaś bzdura!
            • oleg3 Re: Rodzina oczywiście przetrwa taki drobiazg 27.02.07, 13:02
              Dlaczego potrzeba odrobinę precyzji? Bo piszesz o rodzinie jak ja mógłbym o
              zamku. Twierdziłbym mianowicie, że dom nie jest zamkiem, zaś taki mechanizm w
              drzwiach jest zamkiem jak najbardziej.

              Potocznie mówi się: jesteśmy rodziną w rozumieniu jesteśmy spokrewnieni.
              Zauważ, że mąż i żona nie tylko nie są, ale nawet nie mogą być spokrewnieni.
              Łatwo więc wykazać, że mąż i żona to nie rodzina.
              • sen.dzia.li Re: Rodzina oczywiście przetrwa taki drobiazg 28.02.07, 03:35
                > Dlaczego potrzeba odrobinę precyzji? Bo piszesz o rodzinie jak ja mógłbym o
                > zamku. Twierdziłbym mianowicie, że dom nie jest zamkiem, zaś taki mechanizm w
                > drzwiach jest zamkiem jak najbardziej.
                >
                > Potocznie mówi się: jesteśmy rodziną w rozumieniu jesteśmy spokrewnieni.
                > Zauważ, że mąż i żona nie tylko nie są, ale nawet nie mogą być spokrewnieni.
                > Łatwo więc wykazać, że mąż i żona to nie rodzina.



                Nie twierdzę, że mąż i żona to nie rodzina. Twierdzę, że Justyna i Nowak to nie
                rodzina. Tylko tyle.

                Rodzina to bliscy krewni wraz ewentualnie* z osobami, które są partnerami
                takimi, z ktorymi zwiazek traktowany jest poważnie i docelowo. Dlatego gdy do
                Małgosi Malinowskiej przychodzi jej siostra rodzona ze swoim mężem i dzieckiem,
                to RODZINA SIĘ SPOTYKA, jest to spotkanie rodziny, a nie spotkanie rodziny z
                pewnym panem.

                Ja jestem precyzyjny i dokładny. Nie obsesyjnie oczywiście, w granicach
                rozsądku i potrzeby. Masz mi cos do zarzucenia? To Twoje zdanie, że mąż i żona
                nie są spokrewnieni jest nieprecyzyjne. Zwykle są spokrewnieni (małżeństwa w
                obrębie jednej gminy, itd.), lecz na tyle słabo, że o tym nie wiedzą.
                Dopuszczalne jest większe pokrewieństwo, uświadomione, pochodzenie z jednej
                rodziny, byle nie bliskie. A więc mogą byc spokrewnieni. Wiedziałeś o tym, ale
                nie chcialo Ci się pisać precyzyjnie. A wystarczyłło dodac jedno krótkie słowo -
                "bliskie". To bliskie pokrewieństwo jest zakazane przy malżeństwie.


                ________________

                * Pisząc "ewentualnie" nie zaznaczam żadnej swojej rzekomej niepewności czy
                nieprecyzyjności. Przeciwnie - precyzyjnie sygnalizuję ewentualność, że takie
                dodatkowe osoby są albo ich nie ma.
                • oleg3 Re: Rodzina oczywiście przetrwa taki drobiazg 28.02.07, 06:50
                  sen.dzia.li napisał:
                  > > Ja jestem precyzyjny i dokładny

                  Podziwiam Twoje dobre samopoczucie.

                  > Rodzina to bliscy krewni wraz ewentualnie* z osobami, które są partnerami
                  > takimi, z ktorymi zwiazek traktowany jest poważnie i docelowo. Dlatego gdy do
                  > Małgosi Malinowskiej przychodzi jej siostra rodzona ze swoim mężem i
                  > dzieckiem,to RODZINA SIĘ SPOTYKA, jest to spotkanie rodziny, a nie spotkanie
                  > rodziny z pewnym panem.

                  Zamek to jest duży, solidny dom oraz taki mechanizm w drzwiach. Nie potrafisz
                  rozróżnić pokrewieństwa (relacja oparta na zwązku krwi) od rodziny rozumianej
                  jako "komórka społeczna", której osią jest małżeństwo (konkubinat).
    • wikul Re: Związek mężczyzny i kobiety to bzdura ! 10.03.07, 23:32
      Oczywiście, i nie modny. Obecnie oprocz banalnych już związków jednoplciowych
      czy tracących cech nowosci związków ludzko-zwierzęcych coraz bardziej trendy
      są związki, nazwijmy je nieprecyzyjnie, przedmiotowo-podmiotowe.

      Śmiech przejawem braku tolerancji ?
      Jacek Jarecki
      (...)Przylazł kiedyś do mnie i mi opowiedział, że wreszcie odnalazł swoją drugą
      połowę, że na imię ma Ewa, no i takie tam wspaniałości, jak to u zakochanych
      bywa. Wypił piwo, podziękował i sobie poszedł. Ucieszyłem się, że sąsiad się
      wreszcie znudził singlowaniem i nie będzie już po nocy wył do księżyca ani
      skakał na golasa po drzewach udając Tarzana, bo było to nieco męczące.

      Jak go spotykałem, to często tak zagadywał o tej Ewie, aż w końcu zaprosił mnie
      na drinka, że niby poznam narzeczoną i że mają wspólną prośbę. No to wziąłem
      żonę, a żona butelkę wina i poszliśmy. Wtedy przedstawił nam Ewę. Znaczy
      lodówkę metr siedemdziesiąt wysoką, przemyślnie ubraną w jakieś szale, chusty.
      Nie było to udane spotkanie towarzyskie, bo trochę nie wiedzieliśmy jak się
      zachować, tym bardziej, że sąsiad konwersował za Ewę, bardzo dziwnie zmieniając
      głos.

      Oczywiście sądziliśmy, ze zwyczajnie oszalał, ale nie wypadało powiedzieć tego
      głośno, tym bardziej, że coś mi się zaczęło kojarzyć. Gdzieś już o tym
      czytałem. Tyle teraz tych dziwności, że człowiek nie zwraca uwagi tak jak
      kiedyś. Poza tym, my to zawsze „za rdzennymi mieszkańcami Afryki”. Polakom to
      się wydaje, że gdzieś tam i coś tam, a nasza wieś spokojna. A tu bęc! (...)

      www.korespondent.pl/index.php?x=artykul&id=2960
      • sen.dzia.li Lodówka to jeszcze nic 01.04.07, 19:36
        >>Abp Nycz: Poślubiam dziś Kościół warszawski

        mig, PAP2007-04-01, ostatnia aktualizacja 2007-04-01 18:36
        W archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Niedzielę Palmową abp Kazimierz Nycz
        przejął kanonicznie i formalnie urząd metropolity warszawskiego.
        Błogosławieństwa nowemu metropolicie udzielił prymas Polski kardynał Józef
        Glemp. W swojej homilii abp Nycz powiedział, że poślubił dziś Kościół
        warszawski<<
        • nick.kertiz Nycz i NY 01.04.07, 20:13
          gazeta.pl:

          >>Po uroczystości objęcia rządów nad archidiecezją warszawską przez abp. Nycza,
          Giertych powiedział dziennikarzom, że jest pod wrażeniem jego kazania.

          - Mocne słowa o ochronie życia poczętego, o obronie życia od poczęcia do
          naturalnej śmierci; wezwanie do polityków, aby utrzymali i umocnili ochronę
          życia i rodziny,

          rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny

          oraz możliwości wpływu rodziców na wychowanie dzieci. To bardzo ważne sprawy -
          powiedział wicepremier.

          - Bardzo mądre słowa, wypowiedziane w sposób stonowany, ale stanowczy - ocenił
          słowa abp. Nycza Giertych<<

          ____________


          >>Ukryta poligamia w Nowym Jorku

          Nina Bernstein, The New York Times2007-04-01, ostatnia aktualizacja 2007-04-01
          15:47

          W dużych miastach USA, m.in. w Nowym Jorku, istnieje zjawisko ukrytej
          poligamii. Praktykują ją czarnoskórzy imigranci, którzy przeszczepiają
          afrykańskie tradycje na grunt amerykański, nawet jeśli oznacza to naruszenie
          prawa. Nie znane są dokładne rozmiary zjawiska, wiadomo jednak, że obejmuje ono
          tysiące osób. [...]

          Poligamia nie tylko wśród mormonów

          Przez długi czas poligamia w Stanach Zjednoczonych, nielegalna, ale rzadko
          ścigana sądowo, kojarzyła się z mormonami zamieszkującymi zachodnią część
          kraju, a nie z imigrantami z Nowego Jorku. Tragiczny marcowy pożar w szeregowym
          domku na Bronxie ujawnił obecność poligamii w miejscu bardzo różniącym się od
          przedmieść Salt Lake City, gdzie rozgrywa się fabuła serialu "Big Love" [polski
          tytuł "Trzy na jednego" - przyp. tłum.] o poligamicznej rodzinie z sąsiedztwa
          [...]
          Przypadek rodziny Magassa nie jest jednak odosobniony. Do Nowego Jorku i innych
          miast USA przyjeżdża coraz więcej osób z krajów, gdzie poligamia jest zgodna z
          prawem i szeroko rozpowszechniona, szczególnie z państw Afryki Zachodniej, jak
          Mali, gdzie według statystyk 43 proc. kobiet żyje w małżeństwach
          poligamicznych.

          Z dziesiątków wywiadów z afrykańskimi imigrantami, urzędnikami i badaczami
          poligamii wyłania się obraz potajemnych praktyk, w które prawdopodobnie
          zaangażowane są tysiące nowojorczyków.

          - To trudne, ale trzeba to akceptować, bo taka jest nasza religia - mówi
          Doussou Traoré, 52-letnia przewodnicząca związku kobiet malijskich w Nowym
          Jorku, która wyszła za starszego od siebie mężczyznę mającego jeszcze dwie żony
          w Mali. - Nasze matki się na to godziły. Nasze babki się na to godziły. Czemu
          my miałybyśmy się sprzeciwiać?
          [...]
          To społeczność ceniąca sobie prywatność - mówi Rose Rivera, dyrektor
          programu "Head Start" w agencji "Women's Housing and Employment Development
          Corporation", która na co dzień styka się z rodzinami, w których ojciec
          tłumaczy słowa matki. - Oni nie są jeszcze gotowi, aby nam zaufać.

          Ostatnio jednak dwie kobiety z Gambii, których dzieci uczestniczyły w
          programie, przyznały się reporterowi, że poligamia jest oczywistym elementem
          ich życia. Obie mówią o sobie "pierwsza żona". Wyszły za mąż w wieku 16 lat,
          dołączyły do mężów w Nowym Jorku w latach 90. i nigdy nie chodziły do szkoły.

          Jedna z nich, dziś 36-letnia matka trojga dzieci, mówi, że mąż poślubił drugą
          żonę w Gambii i wkrótce przywiezie ją na Bronx. Nie było sensu protestować. -
          Oni i tak nie słuchają - mówi. - Czy ci się to podoba czy nie, on i tak się
          ożeni<<
    • benek231 W spolecznosci idiotow geniusz za nienormalnego 01.04.07, 20:16
      uchodzi. Innymi slowy zazwyczaj 'normalnosc' oceniana jest na gruncie powszechnosci.

      Nie wiem jak to sie stalo, ze zapoznalem sie z Twoim niezwykle interesujacym
      watkiem dopiero teraz. Mozliwe, ze w pogoni zq straconym czasem rzucilem okiem
      na tytul i zakwalifikowalem watek do homofobicznej prowokacji. No ale co sie
      odwlecze...

      Mam zatem propozycje by mono- oraz poligamicznosc polaczyc w rozwazaniach z
      hetero- i homo-seksualnoscia.

      Bo zgadzam sie, ze w przeszlosci poligamia byla znacznie powszechniejsza niz
      obecnie, niemniej nie oznaczala ona bynajmniej seksualnosci skupionej wylacznie
      na ukladach damsko-meskich. W starozytnym Rzymie pojecie heteroseksualnosci
      wydac by sie musialo dziwnym, co najmniej, gdyz normalni mezczyzni uprawiali
      seks z zonami, naloznicami oraz innymi chlopakami. Normalny Rzymianin byl
      zazwyczaj... bi-seksualny.

      Jeszcze ciekawiej wygladalo to w starozytnym Egipcie, gdzie norma byla seksualna
      inicjacja 10-cio latki(ka) a kobieta po porodzie niewiele byla warta, przy czym
      penetrowani byli wszyscy i w kazdy otwor. Jak widac nasze wspolczesne
      kwalifikacje nie bardzo przystaja do starozytnosci, czyli, kto wie, mozliwe iz
      normalnosc przyszlosci stoi pod znakiem zapytania. surprised))

      • benek231 PS...Z pobytu Egipcie Herodot przytacza porzekadlo 03.04.07, 05:18
        wedlug ktorego niezawodnym srodkiem na slepote mial byc mocz dziewicy. Historyk
        odnotowal jednak, ze metody nie udalo sie niestety wyprobowac, przy czym
        bynajmniej nie z powodu braku slepcow. surprised))
    • nick.kertiz Czas na poligamię w Białym Domu 10.06.07, 20:43
      wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4211414.html
      • nick.kertiz Zawieście czerwone latarnie (tradycje rodzinne) 05.08.07, 00:48
        _____________


        Wszystkie te filmy, których akcja rozgrywa się w latach 20-tych XX wieku (a
        więc zanim Państwo Środka przeistoczyło się w Chińską Republikę Ludową),
        opowiadają historie młodych kobiet (granych zresztą przez muzę i jednocześnie
        ówczesną partnerkę życiową reżysera – Gong Li), które zostają zmuszone do
        zamążpójścia. Nie bez kozery, mówi się o Zhangu „reżyser kobiet”, gdyż to
        właśnie przedstawicielki płci pięknej odgrywają w niemal wszystkich jego
        filmach pierwsze skrzypce. Są istotami aktywnymi, silnymi i, na tyle, n ile
        pozwala im na to uwikłanie w konwenanse i tradycje, wyzwolonymi. "Zawieście
        Czerwone Latarnie" przenosi nas do pałacu zamożnej głowy rodu Chen, który mając
        już trzy żony, poślubia kolejną, młodziutką Song Lian (Gong Li). Każda z nich
        mieszka w osobnym skrzydle domu, wiodąc raczej nudne życie, którego jedyną
        atrakcją są nocne odwiedziny Pana. Chen co wieczór wybiera żonę, którą
        zaszczyci swą obecnością w łożu, a wtedy przed jej domem zawisną tytułowe
        czerwone latarnie. Znając naturę kobiecą, łatwo jest się domyślić, że żony
        skłonne będą zrobić wszystko, aby stać się obiektem zainteresowania swego Pana.
        Babiniec u Zhanga Yimou to klaustrofobiczne siedlisko intryg. Uwięzione w
        pokojach i ciasnych dziedzińcach kobiety, nie cofną się przed niczym aby dopiąć
        swego. Oglądając Zawieście Czerwone Latarnie, warto zwrócić uwagę na wyjątkowo
        wysmakowaną stronę wizualną filmu (zdjęcia Zhao Fei i Lun Yang;
        monochromatyczne, symetrycznie komponowane kadry), która jest niejako znakiem
        firmowym reżysera (absolwenta operatorstwa na Pekińskiej Akademii Filmowej).
        Zhang Yimou, obok Chena Kaige, jest przedstawicielem tzw. „Piątego Pokolenia”
        reżyserów chińskich, stąd jego filmy są interpretowane jako subtelne krytyka
        systemu komunistycznego (którego alegorią w "Zawieście Czerwone Latarnie" jest
        pan domu oraz bezwzględne tradycje rodzinne). Każdy szanujący się miłośnik kina
        powinien umieścić "Zawieście Czerwone Latarnie" w swej wideotece

        ______________

        [hatsu yume; źródło: www.merlin.com.pl]
Pełna wersja