Gość: wikul
IP: *.acn.waw.pl
03.05.03, 00:07
Krzywda męska
We współczesnej kulturze kwitnie mizoandria, czyli pogarda dla mężczyzn! Żyje
się im ciężej, choć wolno im się skarżyć, jak to czynią kobiety.
Czym bowiem jest feminizm, jak nie jednym wielkim lamentem nad rzekomo
strasznym losem kobiet? - pyta Martin van Creveld, izraelski historyk. Van
Creveld opublikował niedawno książkę "Płeć uprzywilejowana", w której
twierdzi, że również w poprzednich stuleciach kobietom żyło się łatwiej niż
mężczyznom Cieszyły się względnym bezpieczeństwem w czasach, gdy było ono
deficytowe, nie ryzykowały życia na wojnach i rzadziej głodowały. "W dawnych
czasach same kobiety nie chciały równouprawnienia w pracy, bo zarobkowanie
nie było uważane za żaden przywilej - stwierdził van Creveld w wywiadzie dla
niemieckiego tygodnika "Focus".
Paradoksalnie, dyskryminacja mężczyzn wychodzi na jaw, jeśli się wsłuchać w
argumenty feministek. To, co przez wieki było uznawane za naturalny podział
ról między kobietami i mężczyznami, feministki traktują jak przedmiot
przetargu. Albo nie godzą się na wypełnianie tych obowiązków wcale, albo
wykonują je w zamian za wymierne korzyści. De facto feministki kupczą więc
kobiecością. Efekt jest taki, że mężczyźni, szczególnie młodzi, coraz
częściej zastanawiają się, jaki sens ma zakładanie rodziny i ciężka praca pod
dyktando żon i partnerek, a często na ich potrzeby. Arnold Toynbee, znany
brytyjski historyk, już pod koniec lat 60. zauważył, że od czasów Heleny
Trojańskiej kobiety tak potrafią manipulować mężczyznami, aby byli orężem w
rozwiązywaniu ich własnych problemów i inicjowanych przez nie konfliktów. "To
kobiety najbardziej korzystały z łupów wojennych zdobywanych przez mężczyzn,
dlatego na rękę było im wysyłanie mężów, ojców i braci na wojny. Im więcej
tych łupów zgromadziły, tym bardziej mężczyźni musieli ich potem bronić" -
pisał Toynbee.
Mężczyźni ciężej pracują i mają mniej czasu na dbanie o własne zdrowie
(kobiety chodzą do lekarza dwa razy częściej niż mężczyźni), trzykrotnie
częściej zapadają na choroby serca i układu krążenia, prawie dwukrotnie
częściej padają ofiarami raka płuc. W krajach rozwiniętych panie żyją
przeciętnie o 6-7 lat dłużej niż mężczyźni (w Polsce - o osiem lat dłużej).
Jeszcze w 1920 r. ta różnica wynosiła rok na korzyść kobiet. - Już widzę
krzyk, jaki by się podniósł, gdyby ktoś publicznie ogłosił dofinansowanie z
publicznych pieniędzy programów przedłużenia życia mężczyzn do wieku
osiąganego przez kobiety. A przecież bez żadnych protestów przechodzą
programy terapii hormonalnej dla kobiet po menopauzie czy programy zwalczania
raka piersi - mówi Warren Farrell. Dane amerykańskiego Narodowego Instytutu
Zdrowia wskazują, że na typowo kobiece choroby przeznacza się średnio
dwukrotnie więcej środków publicznych niż na zwalczanie schorzeń będących
męską domeną. W USA sześciokrotnie więcej środków przeznacza się na walkę z
rakiem piersi niż na zwalczanie raka prostaty.
Mężczyźni umierają wcześniej niż kobiety, ale na emeryturę przechodzą pięć
lat później niż one (w Europie jedynie w Niemczech przeforsowano zrównanie
płci w tym względzie). Kobiety skarżą się, że są wynagradzane gorzej niż
mężczyźni (w USA zarabiają o 24 proc. mniej, w Polsce - o ponad 30 proc.),
jednak z danych Departamentu Pracy USA wynika, że powodem jest głównie to, iż
mężczyźni pracują dłużej i ciężej. W USA mężczyźni spędzają w pracy
przeciętnie 22 godziny miesięcznie więcej niż kobiety. To pracownicy płci
męskiej w 90 proc. biorą nadgodziny. To mężczyźni wykonują 87 proc. prac w
szkodliwych warunkach, to oni w 93 proc. padają ofiarami wypadków w pracy.
Przepracowanym mężczyznom coraz trudniej też sprostać erotycznym pragnieniom
kobiet, rozbudzonym przez kolorowe pisma. Na lęki na tle seksualnym cierpi 30
proc. Polaków (o jedną czwartą więcej niż Polek). - Nigdy wcześniej przez
gabinety psychologów nie przewijało się tylu sfrustrowanych mężczyzn -
twierdzi dr Zbigniew Izdebski, seksuolog.
Feministki domagają się coraz większego udziału kobiet we władzy. W Niemczech
nawet prawicowa CDU zdecydowała się na przyjęcie zasady, że połowa miejsc w
parlamencie zdobytych przez tę partię powinna przypadać kobietom. Tymczasem
panie stanowią jedną trzecią członków tego ugrupowania, więc 50 proc. miejsc
w Bundestagu oznacza ich polityczną nadreprezentację. Podobnie od lat jest w
Skandynawii. Wobec kobiet stosuje się system kwotowy przeniesiony ze Stanów
Zjednoczonych. Tam jednak kwoty były pomysłem na przełamanie upośledzenia w
życiu publicznym czarnych Amerykanów, których z powodów rasowych nie
dopuszczano do wielu stanowisk. Mechaniczne przeniesienie systemu kwotowego
do firm, uczelni czy parlamentów jest wyrazem tchórzostwa wobec krzykliwej
feministycznej propagandy. - Kobiety są niedoreprezentowane także wśród
kanalarzy, ale dziwnym trafem w tej profesji nikt się kwot nie domaga - kpi
Arne Hoffmann.
W sądach wszystkich cywilizowanych krajów kobiety są karane łagodniej niż
mężczyźni popełniający te same przestępstwa. W Wielkiej Brytanii
uniewinnionych zostało 23 proc. kobiet oskarżanych o zabójstwo, podczas gdy
wśród mężczyzn ten odsetek nie przekroczył 4 proc. - Kobiety zawsze
przedstawia się jako ofiary systemu represji zbudowanego przez mężczyzn -
mówi Arne Hoffmann. Dzięki takim argumentom morderczynie, o których opowiada
musical "Chicago", wyszły na wolność. Nie bez znaczenia jest także to, że w
wielu krajach w sądach pracuje znacznie więcej kobiet niż mężczyzn.
Badania dowodzą, że dzieci wychowane przez samotnych ojców lepiej sobie radzą
w późniejszym życiu niż dzieci samotnych matek (w Polsce takie badania
przeprowadziła prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN). Jednak to właśnie matki
są uważane za predestynowane do roli opiekuna potomstwa. W sprawach o
przyznanie opieki nad dzieckiem po rozwodzie panowie przegrywają na całym
świecie. W Wielkiej Brytanii w 91 proc. spraw dziecko zostaje przy matce, w
Polsce ten odsetek wynosi 97 proc. - Nawet w policji, gdzie przecież dominują
mężczyźni, pokutuje przekonanie, że wina zawsze leży po stronie mężczyzny -
mówi Krzysztof Łapaj, przewodniczący Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca. Gdy sąd
przyznał opiekę nad dzieckiem Zbigniewowi Kękusiowi z Warszawy, jego była
żona uprowadziła dziecko. Wezwani policjanci nie chcieli interweniować.
Zareagowali dopiero wtedy, gdy Kękuś wykradł syna - trafił za to do aresztu.
Sprawcy przemocy domowej również nie są wyłącznie płci męskiej: z badań
Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że ofiarami
przemocy ze strony partnerów pada 12 proc. kobiet, ale jednocześnie 9 proc.
mężczyzn to ofiary przemocy ze strony pań. W Wielkiej Brytanii mężczyźni są o
30 proc. częściej ofiarami domowej przemocy niż kobiety, zaś w Nowej
Zelandii - o 50 proc. częściej. Prof. Murray A. Strauss, socjolog z
uniwersytetu w New Hampshire, twierdzi, że mężczyźni, nie chcąc uchodzić za
mięczaków, często nie przyznają się do tego, iż są ofiarami przemocy
partnerek. - Billboardy z wizerunkiem kobiety z podbitym okiem i
podpisem "...bo zupa była za słona" czy plakaty Centrum Praw Kobiet z
mężczyzną za kratami i hasłem "Przemoc wobec kobiety jest przestępstwem" być
może uczulają opinię publiczną na problem przemocy w rodzinie, ale
jednocześnie zrównują pojęcia mężczyzna i przestępca, co jest oczywistym
nadużyciem - twierdzi Robert Kucharski, jeden z twórców portalu W Stronę
Ojca. Paul Nathanson i Katherine Young, amerykańscy socjologowie, w
książce "Spreading Misandry: The Teaching of Contempt for Men in Popular
Culture" ("Rozkwit mizoandrii: lekcja pogardy wobec mężczyzn w kulturze
popularnej") wyliczają liczne antymęskie reklamy i filmy, w których mężczyzna
jest gwałcicielem, patologicznym mordercą albo po prostu pożałowania godnym
fajtłapą. Young i Nathanson twierdzą, że w popkulturze lat 90. kilkakro