Gość: Zdzich Kowalik
IP: *.chello.pl
03.05.03, 17:00
Potwierdził Pan w sądzie pod przysięgą, że pieniądze z FOZZ trafiły do
Porozumienia Centrum. To mocne zarzuty. Nie miał Pan oporów?
- Potwierdziłem to, co zawarłem w książce "Po drugiej stronie lustracji" i
co
powiedziałem przed kamerami TVP. Taka była prawda. Jedyna prawda o tamtych
czasach i zdarzeniach. Potwierdziłem to zresztą w innych procesach, m.in.
wytoczonym "TRYBUNIE" przez braci Kaczyńskich. Nic się nie zmieniło.
Jarosławowi Kaczyńskiemu nie udało się w środę podważyć moich zeznań w
żadnym
z pytań.
Jak zareagował na Pana słowa?
- Zrobił się czerwony, stwierdził, że ma alergię. Poprosił sąd o zamknięcie
okna, mimo że wychodziło na podwórko, na którym nie było żadnych pyłków.
Potem
zaczął zadawać pytania w sprawie dat, ale zrezygnował z komentarzy. Był
spokojniejszy niż w innych procesach. Próbował jedynie udowodnić, że byłem
jakimś dzieckiem służb i pieniądze na początek mojej działalności
gospodarczej
wzięły się nie wiadomo skąd. Miał pecha, bo wcześniej Krzysiek Kowalewski
(aktor, ojczym Pineiro - red.) zeznał, iż co prawda on nie dał mi pieniędzy,
bo nie miał, ale dała mi je matka.
O co jeszcze pytał Pana Kaczyński i jego pełnomocnik?
- Skąd znałem Jurka Klembę (wspólnika w interesach - przyp. red.). To
prozaiczne - znałem wcześniej jego brata. Pytał mnie też pełnomocnik
Kaczyńskich, co miałem na myśli pisząc, że teraz Kaczyńscy będą mówić, że
należałem do grupy Lesiaka (zespoł w UOP mający się zajmować inwigilacją
prawicy w l. 90. - red.). Miałem na myśli to, że Adam Glapiński wypowiedział
się wiele razy w mediach, że należałem do grupy Lesiaka. O tym, że w ogóle
taki człowiek istniał, dowiedziałem się po powrocie do kraju. Nie byłem
żadnym
agentem, nie byłem zwerbowany, nikt nigdy nie przyniesie żadnego
potwierdzającego to dokumentu.
Mówił Pan, że Kaczyński reaguje spokojniej na Pana zeznania. Dlaczego?
- Może dlatego, że nie jestem pierwszym świadkiem, który zeznaje w tym
procesie. Wszystkie te zeznania Kaczyńscy przegrywają do zera. Kogo oni mogą
przedstawić jako świadków. Glapińskiego? Żeby zeznał, że nie wziął? Zresztą
Kaczyński, który najpierw twierdził, że mnie nie znał i nigdy nie widział, w
końcu przyznał: "no dobra, raz pana widziałem".
Potwierdził Pan też, że w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego za czasów Lecha
Kaczyńskiego powstał zespół ds. inwigilacji przeciwników politycznych...
- Tak, sąd prosił, bym dokładnie powiedział, czy zawiązała się taka komórka.
Byłem na spotkaniach z Jarkiem Kaczyńskim i Adamem Glapińskim, gdzie
poproszono, bym zaaranżował kontakt Jurka Klemby z Maciejem Zalewskim, aby
mógł powstać ten zespół. Potem wyłączyłem się z tego, bo nie byłem fachowcem
w
tej materii.