Gość: doku
IP: *.chello.pl
24.05.03, 16:19
Po wielu dyskusjach i wstępnym niedowierzaniu powoli przyzwyczajamy się do
myśli o nowej roli Polski w świecie. Pamiętam, jak zostałem ojcem i jeszcze
prze kilka lat, za każdym razem, gdy sobie uświadomiłem, że jestem już
poważnym człowiekiem – mężem i ojcem rodziny – to aż się sobie dziwiłem, że
ja – doku – taki w ogóle się mogłem stać.
Teraz też się trochę podobnie czuję. Kiedy sobie pomyślę, że my – Polacy –
wspólnie z USA niesiemy światu wolność i cywilizację, to jakoś tak mi troszkę
dziwnie się robi z zażenowania i wrodzonej skromności. Coś podobnego stało
się ze mną ponad 20 lat temu, taka wewnętrzna przemiana z niepoważnego lenia
i imprezowicza w poważnego mężczyznę, chociaż z zewnątrz moje zachowanie się
nie zmieniło (nocne balowanie, wyjazdy w góry) to od czasu do czasu czułem w
środku, że oto już jestem ojcem, więc muszę zarabiać więcej i nie tylko dla
siebie.
Taka sama przemiana wewnętrzna dokonuje się teraz w Polakach. Niby ciągle
narzekamy, pijemy i kombinujemy, jakby tu nic nie robić i jakoś zarabiać, ale
przecież oto znaleźliśmy się w NATO, niesiemy do Iraku światło cywilizacji,
wstępujemy do UE. Staliśmy się poważnym narodem wśród poważnych narodów
świata – z pewnym niedowierzaniem o tym myślę, także z pewną obawą, czy
rzeczywiście już dojrzeliśmy.
Jak sądzicie, czy dojrzeliśmy? Czy sprostamy roli męża i ojca wśród
prymitywniejszych narodów świata? Czy Ameryka się na Polsce nie zawiedzie?