Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
25.05.03, 01:08
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20030524&id=my52.txt
Latem 1940 r. Witold Pilecki podjął dobrowolnie decyzję o przedostaniu się
do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej,
zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi Polakami i przesyłania
wiarygodnych danych o zbrodniach obozowego SS. Miał też przygotować obóz do
walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja.
Podobnego czynu, świadczącego o najwyższym bohaterstwie, nie dokonał nigdy
nikt z osadzonych w KL Auschwitz. Pilecki natomiast uważał, że spełnia
wyłącznie żołnierski obowiązek. Pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński
dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do
Oświęcimia, gdzie przybył w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22
września 1940 r. Otrzymał numer 4859. Przy rejestrowaniu przywiezionych do
obozu podał, że z zawodu jest ogrodnikiem.
Swoje pierwsze zetknięcie z obozową rzeczywistością tak opisał: "Po
przyjeździe (...) do obozu w Oświęcimiu znalazłem się - tak jak zresztą
wszyscy nowo przybywający do Oświęcimia - w warunkach, które uderzyły we
wszystkie moje dotychczasowe pojęcia. Miałem wrażenie, że zamknięto nas w
zakładzie dla obłąkanych".
Nieustanne bicie i przekleństwa szokowały więźniów, którzy dowiedzieli się,
że są polskimi bandytami osadzonymi w obozie za rzekome napady na Niemców i
nie powinni stąd wyjść żywi.
Pilecki już na początku doświadczył brutalności władz obozowych, kiedy przy
wstępnych czynnościach rejestracyjnych otrzymał uderzenie drągiem w twarz i
stracił dwa zęby za to, że tabliczki z wypisanym na niej swoim numerem,
który zastąpić mu miał nazwisko, nie trzymał w zębach, lecz niósł ją w ręku.
W takich warunkach Pilecki rozpoczął tworzenie tajnej siatki pod nazwą
Związek Organizacji Wojskowej (ZOW), któremu wyznaczył następujące zadania:
podtrzymywanie na duchu kolegów, przekazywanie im wiadomości z zewnątrz,
potajemne zdobywanie żywności i odzieży, a także jej rozdzielanie,
przekazywanie wiadomości poza druty KL Auschwitz, przygotowanie własnych
oddziałów do opanowania obozu podczas ewentualnego zaatakowania go z
zewnątrz przez oddziały partyzanckie, z równoczesnym zrzutem broni i siły
żywej (desant).
Pierwszą wiadomość z KL Auschwitz wysłał Pilecki do Warszawy w październiku
1940 r. za pośrednictwem kpt. Romanowicza przez zwolnionego z obozu
Aleksandra Wielopolskiego (numer nieznany). Kilka tygodni później informacje
na temat tragicznych warunków życia więźniów, morderczej pracy, nieludzkich
kar i głodowych racji żywnościowych dotarły do rąk komendanta głównego ZWZ,
gen. Stefana Grota-Roweckiego. Na jego polecenie powyższy meldunek został
przekazany drogą kurierską do bazy "Anna" w Sztokholmie. Stąd przekazano go
do Londynu, gdzie dotarł 18 marca 1941 r.
Meldunki o sytuacji w obozie Pilecki przesyłał nie tylko przez więźniów
zwolnionych z KL Auschwitz, lecz również przez uciekinierów z tego obozu.
Byli nimi między innymi Wincenty Gawron i Stefan Bielecki, którzy na
polecenie i przy pomocy organizacji zbiegli z obozu 16 maja 1942 r., a także
Stanisław Jaster, któremu wraz z trzema więźniami udało się uciec samochodem
wykradzionym z obozowego garażu SS 20 czerwca 1942 r.
W tym czasie liczba zgonów więźniów w obozie była niezwykle wysoka. Poddani
przede wszystkim głodzeniu i morderczej pracy nie tylko masowo ginęli, lecz
także nie byli zdolni do żadnego oporu, przekształcając się w bezwolną masę
ludzką, nie potrafiąc ze sobą współdziałać.
Z ogromnym trudem tworzona obozowa siatka ZOW już w drugiej połowie 1941 r.
zaczęła się rwać. Powodem były pierwsze zgony więźniów będących członkami
ZOW, spowodowane tragicznymi warunkami panującymi w KL Auschwitz. W sierpniu
tegoż roku jako pierwsi zginęli z wycieńczenia: dr Jan Hrebenda i por. rez.
Remigiusz Niewiarowski, obydwaj zaprzyjaźnieni z Pileckim i bardzo przez
niego cenieni. Na początku listopada 1941 r. umarł rtm. rez. Jerzy de
Virion. Przyczyną jego śmierci było również wyczerpanie organizmu. Kilka dni
później, 11 listopada, w polskie Święto Niepodległości, odbyła się w obozie
pierwsza egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11. Rozstrzeliwał
Rapportführer Gerhard Palitzsch, zabijając łącznie w tym dniu 151 więźniów,
prawie samych Polaków. Wśród zamordowanych był członek czwartej
górnej "piątki" ZOW, student polonistyki i historii Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Krakowie, por. rez. Tadeusz Lech (ps. "Sowa"), który na
kilka godzin przed śmiercią powiedział do Pileckiego: "...cieszy mnie
chociaż to, że zginę 11 listopada".
Jesienią 1941 r. Pilecki dowiedział się o podziemnej pracy prowadzonej w KL
Auschwitz przez ppłk. Kazimierza Rawicza, który w obozie przebywał pod
przybranym nazwiskiem Jan Hilkner i utworzył wśród więźniów konspiracyjne
struktury ZWZ.
Podpułkownik Rawicz był przed wojną dowódcą 62. pułku piechoty w Bydgoszczy.
W obozie więziono oficerów zawodowych i rezerwy, a także działaczy
politycznych, którzy byli jego znajomymi z czasów wolności. W oparciu o nich
utworzył w lutym 1941 r. zręby ZWZ w KL Auschwitz.
W wyniku porozumienia Pilecki przekazał ppłk. Rawiczowi jesienią 1941 r.,
jako oficerowi wyższemu stopniem, formalne dowództwo, pozostając jednym z
najbardziej aktywnych działaczy i organizacyjnym kierownikiem całości
konspiracji wojskowej w KL Auschwitz.
Podpułkownik Rawicz opracował plan zbrojnego zrywu w obozie: "Przez
powszechny zryw rozumiałem powstanie zbrojne przeciwko okupantowi na terenie
całej Polski. Grupa oświęcimska po wyzwoleniu się i uzbrojeniu miała być
włączona w nurt walki. Koncepcja moja nie została jednak zaaprobowana przez
ówczesnego dowódcę AK, gen. Stefana Roweckiego, któremu poprzez łączników
przedstawiłem swój plan. Samo wyzwolenie obozu miało się rozpocząć w
momencie powrotu komand zewnętrznych na apel wieczorny".
Do końca istnienia obozu, jak się później miało okazać, sprzyjająca okazja
do walki z załogą SS nigdy się nie nadarzyła. Była ona silnie uzbrojona i
liczyła kilka tysięcy esesmanów. Ponadto dalsze siły SS, Wehrmachtu, policji
oraz innych organizacji hitlerowskich były rozmieszczone w pobliskich
Katowicach, Mysłowicach, Bielsku i Krakowie. Partyzanci, walcząc tyko
własnymi siłami, nie mogli odnieść we współdziałaniu z więźniami sukcesu,
natomiast rzucenie przez aliantów w pobliżu KL Auschwitz większej ilości
broni i desantu lotniczego - jak planował Pilecki - nie było możliwe. Stąd
też przygotowujący się w obozie do walki członkowie ZOW, którzy w ostatnich
miesiącach 1942 r. odrzucili "piątkowy" system i zaczęli organizować się na
wzór wojskowy, z podziałem na bataliony, kompanie i plutony, mające
wyznaczone rejony działania, nadaremnie czekali na akceptację swoich planów
przez Komendę Główną AK w Warszawie.
W tym czasie w obozie oświęcimskim nie było już ppłk. Rawicza, który 7 lipca
1942 r. został wywieziony do KL Mauthausen. Przed wyjazdem zaproponował
Pileckiemu, aby na jego miejsce wyznaczyć ppłk. Juliusza Gilewicza. Ten
zgodził się i objął kierownictwo ZOW. Dowództwo bojowe nad całością przejął
mjr Zygmunt Bohdanowski (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Bończa),
który kiedyś był oficerem 5. dywizjonu artylerii konnej w Krakowie i teren w
pobliżu Oświęcimia był mu dobrze znany.
Członkowie ZOW organizowali potajemne nabożeństwa i spowiedzi: "komunikanty
otrzymywaliśmy - napisał jeden z więźniów - od duchowieństwa z wolności
przez kontakt z ludnością spoza obozu". Organizatorem nabożeństw był głównie
zakonnik Piotr Zdzisław Uliasz (numer obozowy 12988), który odprawianie Mszy
św. polecał m.in. ks. Zygmuntowi Kuzakowi, pełniącemu funkcję kapelana ZOW w
KL Auschwitz. Tego przejawu ruchu oporu w obozie oświęcimskim esesmani nigdy
nie wykryli.
W dniach od 29 października 1942 r. do 23 stycznia 1943 r. osadzono w
piwnicach bloku nr 11, pod zarzutem przynal