Gość: XXL
IP: *.echostar.pl
30.05.03, 14:59
Tak na marginesie tej całej dyskusji o ujawnianiu nazwisk
z realu przypomniał mi się przypadek innej pani Reżyser.
Może skala problemu nieco inna, inne czasy i okoliczności,
ale coś w rzeczy jest.
Pamięta może ktoś jeszcze film "Mefisto" ?????
O dpowiedzialności i postawie artysty wobec zewnętrznego
świata polityki i dyktatury ......
Nie wiem czy temat nie za ciężki na to forum.......
--------------------------------------------------------------------
Triumf woli Leni Riefenstahl - dokument i propaganda
Magdalena Jabłkowska
Cały artykuł w :
www.ha.art.pl/film/leni.html
W dniach 4-10 września 1934 r. odbył się w Norymberdze VI Zjazd NSDAP,
gigantyczne widowisko polityczne, zaprojektowane przez Alberta Speera. Leni
Riefenstahl nakręciła na podstawie zjazdu film, którego premiera odbyła się
28 marca 1935 r. w berlińskim UFA-Palast. Na początku projekcji widzowie
zobaczyli na ekranie napisy wprowadzające, z których pierwszy głosił:
Dokument ze zjazdu Partii w 1934 r., zrealizowany na polecenie Führera [1].
Autorka filmu nie przypadkiem podkreśliła ten fakt. W Trzeciej Rzeszy
odpowiedzialnym za produkcję filmową był minister propagandy Joseph Goebbels.
Jednak w przypadku Triumfu woli, ze względu na napięte stosunki Riefenstahl z
Goebbelsem, kontrolę nad całym przedsięwzięciem przejął Führer, zlecając jej
nakręcenie "artystycznego dokumentu wizualnego" [2]. Sama Riefenstahl bywa
postrzegana jako postać kontrowersyjna. Z jednej strony, krytycy umieszczają
ją często w gronie największych reżyserów światowego kina, z drugiej zaś nie
oszczędzają jej ostrych słów. Większość zarzutów dotyczy przede wszystkim
ideologicznej postawy Riefenstahl. Po wojnie artystka odżegnywała się od
wszelkiej odpowiedzialności za koszmar nazizmu, twierdząc, że zwalnia ją od
niej fakt, iż nie należała do Partii. Poza tym uważała, że w okresie, gdy
realizowała Triumf woli i tak 90% społeczeństwa niemieckiego popierało
Hitlera, co - według Riefenstahl - w pełni usprawiedliwiało jej postawę w
czasach Trzeciej Rzeszy [3]. Przy okazji retrospektywnej wystawy poświęconej
działalności artystycznej Riefenstahl, która odbyła się jesienią 1998 r. w
Poczdamie, dyskusje wokół jej osoby znowu rozgorzały. Reżyserka konsekwentnie
twierdziła, że w czasach Trzeciej Rzeszy nic nie wiedziała o zbrodniach
systemu; że kierowała się wyłącznie pobudkami natury artystycznej,
ewentualnie naciskami ze strony Hitlera lub Goebbelsa [4]. Uważała się za
artystkę ideologicznie neutralną. Wreszcie, w wywiadzie dla "Die Welt"
przyznała: "Żyłam w Trzeciej Rzeszy z jej wszystkimi koszmarnymi zbrodniami.
Zostawiliśmy po sobie makabryczny spadek. To nade mną ciąży. Zostaje wina,
tak można to określić" [5]. Powyższa wypowiedź pochodzi jednak dopiero z maja
2000 r. W opinii krytyków Triumf woli miał spełniać dwa podstawowe zadania:
pokazać Niemcom solidarność Partii oraz przedstawić jej przywódców [6]. W
świetle swojej genezy oraz ostatecznej wymowy omawiany film jawnie pochwala
ideologię nazistowską oraz jest apoteozą Führera i Partii. Leni Riefenstahl
dystansuje się jednak od takich opinii, stwierdzając m.in.: "Film ten należy
do wybitnych dokumentów, a przyniósł mi tylko zarzuty, ponieważ odebrano go
jako propagandę" [7]. W podobnym tonie utrzymane są inne jej wypowiedzi. We
wrześniu 1965 roku "Cahiers du Cinéma" opublikowały wywiad z Riefenstahl, w
którym stwierdza: "[Triumf woli] to czysto historyczny film. Precyzuję, to
jest film dokumentalny (film-vérité). Odzwierciedla historię z 1934 r. Jest
więc filmem dokumentalnym, nie propagandowym" [8]. Zaświadcza także: "Ani
jedna scena nie była reżyserowana (...) Wszystko jest prawdą" [9].
W rozumieniu Riefenstahl Triumf woli jest czystym dokumentem, ponieważ opiera
się na konkretnym wydarzeniu historycznym i rejestruje je na taśmie filmowej.
Mówiąc o "czysto historycznym filmie", artystka ma na myśli coś więcej niż
tylko przyporządkowanie genologiczne dzieła. Chodzi jej mianowicie o to, że
film ten wyłącznie rejestruje na taśmie celuloidowej wydarzenia, które
odbywały się we wrześniu 1934 r. w Norymberdze. Według niej, tak
skonstruowany film nie może być propagandą, gdyż brakuje w nim miejsca na
manipulację. Okazuje się jednak, że reżyserka współkształtowała filmowaną
rzeczywistość, powtarzając już po zakończeniu zjazdu niektóre przemówienia
dla potrzeb filmu, o czym pisze między innymi Susan Sontag w artykule
Fascynujący faszyzm.
Sontag dodaje jeszcze jeden argument, obalający koncepcję Riefenstahl,
że "czysto historyczny film" wyklucza jakąkolwiek ingerencję w filmowaną
rzeczywistość: "Ktokolwiek broni filmów Riefenstahl jako filmów
dokumentalnych, jeśli założymy, że istnieje różnica między filmem
dokumentalnym i propagandą, jest po prostu naiwny. W Triumfie woli dokument
(obraz) jest nie tylko przedstawieniem rzeczywistości, ale także jednym z
powodów, dla których ta rzeczywistość została skonstruowana" [10]. Opinię tę
przywołuje Sontag najprawdopodobniej za Siegfriedem Kracauerem, który
twierdził, że Zjazd Norymberski został zorganizowany, aby Riefenstahl mogła
go sfilmować. Martin Loiperdinger w książce Der Parteitagsfilm "Triumph des
Willens" von Leni Riefenstahl: Rituale der Mobilmachung dowodzi jednak, że
Kracauer nie mógł mieć racji [11]. Za tym, że Zjazd Norymberski nie był
zrealizowany dla potrzeb filmu przemawiają według Loiperdingera następujące
argumenty: a) Riefenstahl rozpoczęła pracę nad Triumfem woli dopiero dwa
tygodnie przed rozpoczęciem zjazdu; b) podczas pracy nad filmem, wskutek
wielu niedociągnięć organizacyjnych, wiele scen dokręcanych było później
(argument ten ma świadczyć o tym, że zjazd był niedostosowany do potrzeb
filmu [przyp. moje - M.J.]); c) zjazdy Partii odbywały się corocznie, a więc
także po powstaniu Triumfu woli.
W opiniach Kracauera i Sontag uderza jednak przede wszystkim konsekwentna
odmowa filmowi Riefenstahl statusu filmu dokumentalnego i jednoznaczne
przypisywanie go do propagandy. Kilka lat przed opublikowaniem wywiadu z
Riefenstahl w "Cahiers du Cinéma", Kracauer stwierdził, że jej dzieło
zupełnie przekształca rzeczywistość [12]. Tym samym chciał udowodnić tezę, że
Triumf woli jest filmem propagandowym, a nie dokumentalnym, podkreślając przy
tym dysonans między rzeczywistością pokazaną w filmie a rzeczywistością
Niemiec faszystowskich w ogóle.