eurofile puszczaja farbe!

IP: *.pcz.czest.pl 09.06.03, 14:38
Przeczytajcie to. Argumenty jak z publikacji UPR/LPR. szkoda, ze tak
pozno.

ww2.newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6550
    • xiazeluka Re: eurofile puszczaja farbe! 09.06.03, 14:50
      Gość portalu: brzytwa napisał(a):

      > Przeczytajcie to. Argumenty jak z publikacji UPR/LPR. szkoda, ze tak
      > pozno.

      Znowu euromanni nabrali wódy w usta i bekają gdzieś na stronie.
      • gunther Re: eurofile puszczaja farbe! 09.06.03, 14:55
        kto się z tym nie liczył to się zawiedzie

        _______________________________
        A na drzewach zamiast liści...
    • Gość: leo3 Re: eurofile puszczaja farbe! IP: *.pro.gdansk.sint.pl 09.06.03, 15:00
      nic nowego- wiadomo było, że tak będzie, dlatego "klasie politycznej" tak
      zależżało na frekwencji w ref. aby broń Boże samemu w sejmie nie decydowac- bo
      wtedy wstyd poruta hanba i pamiec elektoratu
      dot. szczegolnie PSL i PiS - wczoraj w TVN24 Kaczor warszawski sam komentowal
      tak, jak przed refrendum Giertych!
      • Gość: brzytwa Re: eurofile puszczaja farbe! IP: *.pcz.czest.pl 09.06.03, 15:11
        Gość portalu: leo3 napisał(a):

        > wczoraj w TVN24 Kaczor warszawski sam komentowal
        > tak, jak przed refrendum Giertych!

        Moze pacan liczy na nasza krotka pamiec?
    • gandalph eurofobi puszczają bąki!!!! 09.06.03, 17:24
      • Gość: brzytwa Re: eurofobi puszczają bąki!!!! IP: *.pcz.czest.pl 09.06.03, 17:28
        Za to eurozamuły popisuja sie subtelnym
        (w swoim mniemaniu) humorem.
      • xiazeluka Sugerujesz, że Njusłik to organ eurosceptyków? 10.06.03, 09:08
        Niezwykłe. Podobnie jak wyczerpujący komentarz do wzmiankowanego artykułu.
    • Gość: brzytwa Wiecej farby! IP: *.pcz.czest.pl 10.06.03, 15:29
      Potrzeba twardej postawy
      RYSZARD BUGAJ

      Referendum nie było poprzedzone szeroką merytoryczną dyskusją. Ogromna
      większość klasy politycznej i znaczna część środowisk opiniotwórczych
      przedłożyli agitację nad argumentację. Kampania toczyła się w istocie wg
      zaleceń, które sformułował w "GW" E. Skalski: "Nie ma powodu, by zwolennicy
      przystąpienia do Unii odwoływali się jedynie do kalkulacjiÉ Mogą sięgać do
      pozytywnych emocjiÉ To sowiecki komunizm przemocą odizolował nas od
      ZachoduÉ /É / warto więc sięgać również po "język wojny" (Mieszko był...
      Pierwszy, GW z 29.07.2002), czyli nie ma wolności dla wrogów wolności.
      Agitację - z racji formalnych uprawnień wynikających z politycznej pozycji (a
      także ze względu na używanie argumentów absurdalnych) - mogli prowadzić tylko
      pryncypialni przeciwnicy Unii z LPR i Samoobrony. Nie doszło do szerszej debaty
      między umiarkowanymi entuzjastami i umiarkowanymi sceptykami.

      Wydaje się, że motywacje tych, którzy powiedzieli TAK, były bardzo
      niejednolite - niektórzy są przekonani, że Unia otwiera Polsce drogę do
      modernizacji, rozwoju i stabilizacji demokracji, ale wielu było przekonanych,
      że sprzeciw przynieść może Polsce po prostu negatywne konsekwencje. Wobec
      bardzo surowych warunków integracji, wobec braku dostatecznych przesłanek do
      oceny, czy "Unia po Maastricht" będzie sprzyjać wyrównywaniu poziomów rozwoju,
      nie można kategorycznie stwierdzić, jakie będą długookresowe następstwa
      akcesji. Natomiast odmowa integracji - w warunkach braku zapasowego
      scenariusza - na pewno przyniosłaby (przynajmniej doraźnie) negatywne
      następstwa. Ci, którzy kierowali się obawami, zachowywali się racjonalnie.


      Cokolwiek by powiedzieć o okolicznościach referendum i motywach zwolenników
      akcesji, decyzja została podjęta i wymaga respektowania. Najgorszy scenariusz,
      jaki może się nam przydarzyć, to integracja bez dostosowań i możliwości
      korzystania z tych - skromnych - profitów, jakie niesie akcesja. Nie wolno
      zapominać o klauzuli, która pozwala Komisji Europejskiej pozbawiać Polskę
      różnych uprawnień na podstawie oceny, że nie przestrzegamy przyjętych
      zobowiązań. Wszystko to oczywiście nie znaczy, że polityka dostosowań jest
      oczywista i nie ma już żadnych problemów do załatwienia z Unią.

      Sprawą absolutnie kluczową są budżetowe pieniądze. Wg oceny Ministerstwa
      Finansów, akcesja do Unii wymaga znalezienia w publicznej kasie w latach 2004 -
      2006 dodatkowo 86 mld zł! To jest wielka góra pieniędzy, którą znaleźć będzie
      bardzo trudno, nawet jeżeli gospodarka zacznie przyspieszać (co jest jednak
      wysoce niepewne). Na pewno między bajki trzeba włożyć, z jednej strony, pomysły
      Leppera, który oczywiście wie, gdzie są łatwe do wzięcia pieniądze, a z
      drugiej, rojenia biznesmenów o obniżce podatków. Ten drugi postulat, choć
      ubrany w uczone argumenty, jest równie populistyczny jak postulaty Leppera.


      Wypada też przyjąć, że nie ma możliwości zwiększenia deficytu budżetowego i nie
      byłoby rozsądne podnoszenie stawek podatkowych. Realny problem sprowadza się
      więc do tego, w jakiej formie i kto (jakie grupy) poniosą ciężary dostosowania.
      Rząd obecny (osobliwie kandydat na nowego ministra finansów i L. Miller)
      wyraźnie skłania się do idei liniowego podatku, co musi uderzyć - w najlepszym
      razie - w średnio zamożnych. Żywe są też pomysły zamrożenia waloryzacji
      emerytur (i ogólnie świadczeń) oraz płac w sferze budżetowej. Ten scenariusz
      oznacza, że rachunek zapłaciłyby duże, ale słabe socjalnie grupy społeczne. To
      scenariusz prawdopodobny, bo w Sejmie pewnie można dla niego uzyskać poparcie.
      To jednak scenariusz nie tylko niesprawiedliwy, ale też niekonieczny i
      politycznie nadzwyczaj niebezpieczny.

      Niekonieczny, ponieważ - choć to bardzo trudne - można wyskrobać konieczne
      pieniądze bez uderzenia w materialne podstawy bytu tych grup społecznych. Jest
      do zrobienia masa rzeczy (których nie sposób tu opisać) zmierzających do
      usunięcia patologii w sektorze finansów publicznych. Dwa przykłady: pozbawić
      prawa do ubezpieczenia w KRUS fikcyjnych rolników, określić łączną normę
      wydatków dla szeroko rozumianej administracji państwa (łącznie z kancelarią
      parlamentu i prezydenta czy Trybunału Konstytucyjnego) w procentach PKB, ale na
      poziomie niższym od wyjściowego.

      Znaczące oszczędności wymagają jednak poważnych i trudnych decyzji. Można i
      należy zlikwidować powiaty, bo nie są konieczne, a można uzyskać poważne
      oszczędności. Trzeba tez skorygować program reformy ubezpieczeń społecznych.
      Wszystko to godzi w interesy coraz bardziej autonomicznej i uwikłanej w
      biznesowe interesy klasy politycznej, ale warto pamiętać, że dostosowania
      finansowe poprzez uderzenie w elementarne interesy podstawowych grup
      społecznych to rosnące prawdopodobieństwo politycznego sukcesu ugrupowań
      skrajnych i społeczna destabilizacja.

      Unia Europejska podejmuje w ostatnim okresie kroki formalnie z naszym traktatem
      akcesyjnym niesprzeczne, ale przecież godzące w nasze podstawowe interesy.
      Limit wydatków budżetowych jest zmniejszany z 1,27 proc. PKB do 0,99 proc. PKB
      w roku 2004, mimo przyjmowania dziesięciu zasadniczo słabiej rozwiniętych
      krajów. To po prostu będzie oznaczać, że dostęp do środków strukturalnych
      będzie dla nas dużo jeszcze trudniejszy niż oczekujemy. Przygotowuje się
      korektę wspólnej polityki rolnej, która - jeżeli zostanie wprowadzona - pozbawi
      w przyszłości naszych rolników znacznej części spodziewanej pomocy finansowej.
      Ogłoszony został projekt nowych reguł polityki kursowej dla kandydatów do
      przystąpienia do strefy euro (zawężenie pasma dopuszczalnych wahań z +/- 15
      proc. do +/- 2,25 proc.). Nie jestem entuzjastą przystąpienia do euro, ale
      przecież przyjęcie tych zmian właściwie eliminuje Polskę na długo z aspiracji
      do wspólnej waluty. W najlepszym razie uznać to trzeba za przejaw unijnych
      represji. Tę listę można wydłużyć, ale wspomnę o jeszcze jednej -
      skandalicznej - sprawie: naciskach Komisji Europejskiej, by nie dochodzić
      odszkodowań (kar) od unijnych producentów leków, którzy w drodze finansowych
      przekrętów wyłudzili od polskiego budżetu 1,5 mld zł (od pacjentów dodatkowo 1
      mld zł).

      Tym i innym działaniom Unii polski rząd i parlament powinny się bardzo
      stanowczo sprzeciwić. Nie czynią tego, bo nie chcą się narazić. To groźna
      sytuacja, ale wydaje się, że jak długo rządzi obecna większość (mniejszość z
      pomocnikami), na twardą postawę liczyć nie można. Jednak rezultat referendum
      wzmacnia L. Millera i jeżeli jego pozycja nie zostanie podważona przez
      prezydenta, to obecna ekipa będzie jeszcze długo rządzić. Pozycja Polski w Unii
      będzie jeszcze słabsza niż to wynika z warunków akcesji.


      Od determinacji opozycji zależy więc wiele, ale nikt nie może być zwolniony od
      odpowiedzi na pytanie: jak odsunąć SLD, nie otwierając drogi do rządów
      koalicjiÉ SLD/Samoobrona. "Dostosowania" do Unii powinny też oznaczać
      dostosowanie sceny politycznej w taki sposób, by Polska w Unii była zdolna do
      odpowiedzialnego, ale też zdeterminowanego bronienia naszych narodowych
      interesów. To wielki problem, który może być tu tylko sygnalizowany.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030610/publicystyka/publicystyka_a_5.html
Pełna wersja