ludowa rewolucja boliwariańska!Chavez-Belka?:))

11.12.01, 10:01
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=599429&dzial=010201

Sukces strajku powszechnego w Wenezueli

Maciej Stasiński (10-12-01 18:27)

- Caracas nigdy nie było tak puste nawet w Nowy Rok - ogłosił w poniedziałek
rano Pedro Carmona, przywódca najpotężniejszej organizacji przywatnych
przedsiębiorców Fedecamaras. Przejazd przez zwykle zakorkowane i zadymione
centrum stolicy kraju zajmował kilkanaście minut a nie jak zwykle ok. godziny.
Stanęło ok. 90 proc. niepaństwowej gospodarki. Pracowały tylko ministerstwa i
największe przesiębiorstwo kraju, państwowy monopol naftowy PDVSA. 12 godzinny
strajk powiódł się w całym kraju. Barinas, rodzinny stan prezydenta Chavez, był
wczoraj zupełnie bezczynny.

Jeszcze tydzień temu Chavez, pozujący na drugiego Simona Bolivara, bohatera
wojen o niepodległość w Ameryce Południowej, groził represjami i zapowiadał, że
jego rewolucji ludowej nie powstrzyma nikt a zwłaszcza "naburmuszona i wsteczna
oligarchia". Kilka dni potem jego minister spraw wewnętrznych bąkał już o
zamiarze rokowań na temat pakietu 49 ustaw, który Chavez uchwalił dekretem
prezydenckim. Ale ani związki zawodowe ani przedsiębiorcy się nie wycofali. -
Nie chcemy lewicowych, ideologicznych, niekonstytucyjnych i z nikim nie
konsultowanych ustaw - mówili. Wczorajszy strajk był najpoważniejszym protestem
od czasu druzgocącego zwycięstwa Chavez w wyborach w 1998 roku. Jego
popularność, jeszcze dwa lata temu ponad 80 procentowa, spadła po raz pierwszy
poniżej 50 proc.

Hugo Chavez dał odpór protestom, przyjmując w Caracas defiladę powietrzną
lotnictwa wojskowego. Przelatujące odrzutowce zagłuszały w wielu dzielnicach
donośne trzaskanie garnków i pokrywek, którym Wenezuelczycy tradycyjnie okazują
swój sprzeciw wobec władzy. Rząd autobusami zwiózł do centrum miasta tysiące
zwolenników prezydenta ze wsi, którzy żywiołowo demonstrowali chęć bronienia
prezydenckich dekretów. Prezydent zapowiadał nawet 30 tysięcy protestujących
chłopów, ale przyjechało znacznie mniej. Wszystkich mostów, dużych skrzyżowań i
stacji benzynowych strzegły patrole wojska i policji.

Chavez doszedł do władzy trzy lata temu na fali ogólnonarodowego protestu
przeciw permanentnemu kryzysowi gospodarczemu i korupcji, który zmiótł całą
klasę polityczną Wenezueli. Jej winą było zmarnotrawienie gigantycznego
bogactwa naftowego, które 30 lat temu czyniło z Wenezueli najbogatszy kraj
Ameryki Południowej. Jednak po dekadzie rozkwitu, wskutek zawłaszczenia
przemysłu naftowego przez rozdęte i skorumpowane państwo i braku innych
pomysłów na gospodarkę, kraj przestał się rozwijać.

Wielka "ludowa rewolucja boliwariańska" Hugo Chaveza to były głównie nieustanne
tyrady słowne i burdy ze skompromitowanymi politykami socjaldemokracji i
chadecji, oligarchami kapitalizmu, hierarchami Kościoła, awantury z sąsiadami,
gdzie - jak w Kolumbii - Chavez po cichu popierał lewackich partyzantów wbrew
legalnemu rządowi oraz ostentacyjne uściski ze swoim mentorem Fidelem Castro,
dyktatorem Kuby. Do dziś nie jest jasna rola Chaveza w ukrywaniu po ucieczce z
Peru w ubiegłym roku supergangstera i szefa tajnych służb Vladimiro
Montesinosa. Przez kilka miesięcy Chavez hałaśliwie zaprzeczał, by Montesinos
chował się w Wenezueli, potem amerykańska FBI jednak wyśledziła go w Caracas i
został odstawiony do Peru. Chavez starał się także o uwolnienie z francuskiego
więzienia byłego największego terrorysty świata Carlosa, czyli Wenezuelczyka
Iljicza Ramireza, do którego słał listy z wyrazami poparcia "dla sprawy". W
przemówieniach "zaczepiał" Stany Zjednoczone, krytykował ich operację w
Afganistanie, aż Departament Stanu zażądał od niego opowiedzenia się za albo
przeciw terroryzmowi.



Chavez trwał u władzy głównie jednak dzięki roztaczaniu wokół siebie aury
latynoskiego rewolucjonisty. Zmienił konstytucję Wenezueli, w której jego
roznamiętnieni zwolennicy przyznali mu wielką władzę oraz zapisali mnóstwo
kosztownych gwarancji socjalnych jak płaca minimalna czy prawo do godnego
mieszkania, ale realnego użytku z władzy w służbie lewicowej rewolucji nie
robił. Mianował jedynie swoich ludzi na wszystkie możliwe stanowiska w
administracji i państwowym molochu PDVSA. Gospodarki, której nieszczęściem jest
od dziesięcioleci zależność od dochodów z ropy (40 proc. budżetu i 80 proc.
eksportu) prezydent nie zreformował. Utrzymywała się przy życiu wyłącznie
dzięki rosnącym cenom ropy na świecie (do ponad 33 dol. za baryłkę na początku
roku). Ale wzrost gospodarczy nie nadchodził, bezrobocie było wciąż 16-
procentowe, korupcja rozkwitała jak dawniej wśród nowych ludzi władzy, bieda
trapiąca ok. 80 Wenezuelczyków nie zelżała, przestępczość wybuchła jak nigdy
przedtem, a wiara, że "jakoś to będzie dzięki ropie", zachwiała się, gdy jej
cena zaczęła spadać - ostatnio do 15-17 dol. za baryłkę.

Miesiąc temu Hugo Chavez, były lewicowy oficer wojska i puczysta oraz przez dwa
lata więzień, uchwalił dekretem bądź zmienił 49 ustaw gospodarczych dotyczących
m.in. ropy naftowej, rybołówstwa i rolnictwa. Najważniejsze ich postanowienia
do podniesienie podatku koncesyjnego na eksploatację złóż ropy z 16 do 30 proc.
rocznie, tj. do najwyższego poziomu na świecie, wymuszenie 51-proc. udziału
państwa we wszelkich nowych projektach naftowych oraz zapowiedź oddania
wielkich prywatnych majątków ziemskich chłopom bezrolnym.

W kraju powiało jeszcze większą kontrolą państwa nad gospodarką, jeszcze
mniejszym napływem kapitałów z zagranicy i jeszcze gorszą lewicową demagogią
niż za czasów rządów chadecji i socjalistów. Dwa tygodnie temu strajk
zapowiedziało stowarzyszenie prywatnych przedsiębiorców Fedecamaras,
przyłączyła się do niego największa centrala związkowa CTV. Chavez oświadczył,
że nie cofnie dekretów, groził nawet stanem wyjątkowym, wyśmiewał pogłoski, że
jego rządy przestały podobać się armii.

Ale pierwszy powszechny protest przeciw niemu udał się. Chavez nie traci jednak
rezonu: - Nie usiądę do stołu z zacofanymi oligarchami. Niech wsteczne elity
gospodarcze i stary ruch związkowy wybiją sobie z głowy, byśmy się mogli
wycofać. Teraz tym bardziej musimy nowe ustawy wcielić w życie - odgrażał się
wczoraj.

-------------------------------------------------------------------------------

a moze to taki generał Jaruzelski?:]
    • max_bialystock ale te podatki koncesyjne... :)) 11.12.01, 10:07
      to już z pisarzem "wprost-cynikiem" Balcerkiem mi sie kojarzy! :]
      • Gość: V.C. Re: Chavez - wariant chilijski ? IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.01, 21:30
        Sytuacja w Wenezueli przypomina rok 1973 w Chile , kiedy to kraj rządzony
        przez równie popularnego Allende , ogarnęła fala strajków , organizowanych
        przez prawicę wspieraną przez USA .
        "Amerykańska interwencja była bardzo widoczna . Powszechnie znany był fakt ,
        że każdy dzień strajku wśród kierowców ciężarówek opłacany był przez Ambasadę
        Stanów Zjednoczonych " .
        E.M. de Pozuelo , S.Tarin
        "Hiszpania oskarża Pinocheta"
        Wyd. Da Capo Warszawa 2000

        Chavez od początku był niewygodny dla USA . Jednak po tym jak nie poparł
        jednoznacznie amerykańskiego ataku na Afganistan , może okazać się , że jego
        dni są policzone . Wszak już w 1904 ( 6. grudnia ...) Theodor Roosevelt
        oświadczył wszem i wobec , że USA uważają się za "żandarma" Ameryki
        Łacińskiej .
        • Gość: max wariant w wersji rewolucyjny kop dla socfeudała:)) IP: *.net.bialystok.pl 11.12.01, 22:31
          Gość portalu: V.C. napisał(a):

          > Sytuacja w Wenezueli przypomina rok 1973 w Chile , kiedy to kraj rządzony
          > przez równie popularnego Allende , ogarnęła fala strajków , organizowanych
          > przez prawicę wspieraną przez USA .
          > "Amerykańska interwencja była bardzo widoczna . Powszechnie znany był fakt ,
          > że każdy dzień strajku wśród kierowców ciężarówek opłacany był przez Ambasadę
          > Stanów Zjednoczonych " .
          > E.M. de Pozuelo , S.Tarin
          > "Hiszpania oskarża Pinocheta"
          > Wyd. Da Capo Warszawa 2000


          mmm cos takiego w 1981 roku w Polsce? nie?smile)



          > Chavez od początku był niewygodny dla USA . Jednak po tym jak nie poparł
          > jednoznacznie amerykańskiego ataku na Afganistan , może okazać się , że jego
          > dni są policzone . Wszak już w 1904 ( 6. grudnia ...) Theodor Roosevelt
          > oświadczył wszem i wobec , że USA uważają się za "żandarma" Ameryki
          > Łacińskiej .

          krótko mówiąć "jaruzelskie" mniejsze zło?smile)) i czas na Belkastro?
          • Gość: V.C. Re: Chavez - wariant chilijski ? IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.01, 21:09
            Mam nadzieję , że nie będzie nowego Pinocheta ?
            Gdyby laureat pokojowej ( sic ! ) nagrody Nobla Henry Kissinger powrócił na
            amerykańskie salony władzy , nie daj Boże na swe dawne stanowisko sekretarza
            stanu , byłoby duże prawdopodobieństwo powtórki z historii .
            Kissinger mawiał : " To co , że łajdak . Ważne , że nasz "...
Pełna wersja