hasz0
29.08.07, 10:51
czyżby powrót do normalności?
W kontekście popularyzacji eutanazji dla oszczędności emerytur,
aborcji zdrowego bliźniaka by nie mieć kalekiego dziecka, sukcesu za
cenę samotności i wyalienowania, efektywności i zysku kosztem
solidarności, wizji tragedii greckiej świata pożarów inspirowanych
przez żądnych zysków developerów zysku zaplono w Polsce
ogarek nadziei na człowieczeństwo.
Filozofia futbolu
Autor:Krzysztof Wolański
Historia piłki nożnej ma się do historii ludzkości tak oto: ledwie
sto lat przeciw lat tysiącom. Jednak odbija się w niej, jak w
mrowisku ze sklepu zoologicznego, całość życia społecznego.
Rozumiejąc futbol, zrozumiemy człowieka jako istotę społeczną. Jego
kres pozwoli przewidzieć kres ludzkości. Arche i telos. W futbolu
wypełnia się filozofia.
Przyjmijmy, że piłka nożna to gra, w której dwie drużyny dążą do
osiągnięcia celu (strzelenia gola) poprzez wykorzystanie dostępnej
przestrzeni (boiska). Ponieważ mamy do czynienia z dwiema drużynami
a dostępna przestrzeń jest ograniczona, a także cele są sobie
przeciwstawne, pojawia się konflikt. Jego rozwiązaniem jest
odpowiednie wykorzystanie przestrzeni oraz reakcja na działanie
strony przeciwnej. Analogia jest oczywista – los społeczeństw,
przynajmniej do pewnego momentu, to zmaganie się z daną im
przestrzenią – naturą czy też przyrodą, jej opanowanie. To z
opanowania natury, jak uczy nas Hegel w Fenomenologii ducha, wynika
powstanie społeczeństwa jako takiego. Relacja człowiek (wielość
ludzi) – natura jest relacją pierwotną. Jednak to nie wszystko.
Jeśli bowiem wierzyć Hobbesowi, pierwotną relacją, w jakiej
pozostają wobec siebie ludzie, jest antagonizm wynikający ze
sprzeczności interesów, wojna wszystkich ze wszystkimi. W jej ramach
dochodzi do powstawania taktycznych sojuszy – ludzie łączą się ze
sobą w grupy wspólnego interesu. To, co je spaja, to wspólny, choć
tymczasowy cel. Powstaje państwo. Niestety nie jedno. Niestety, gdyż
państwa wchodzą ze sobą w konflikty, których polem rozstrzygnięć
jest przestrzeń życia.
Pierwsze lata futbolu to odpowiednik czystej sfery tego, co
ekonomiczne w rozumieniu Hegla. W tym okresie piłkarze to nikt inny
jak członkowie społeczeństwa obywatelskiego, ludzie współpracujący
ze sobą jedynie ze względu na wspólnotę interesu, nie łączy ich
żaden czynnik nadrzędny w postaci państwa – trenera. Przestrzeń nie
jest zdobywana a jedynie chaotycznie wykorzystywana. Wraz z
pojawieniem się trenera (państwa), zmienia się również charakter
rozgrywki / procesu dziejowego. Wczesne systemy taktyczne (“M”, “W”
odpowiadają wojnom plemiennym – celem jest szybki najazd i
osiągnięcie celu przy niewielkim, a przede wszystkim przed-
strategicznym wykorzystaniu przestrzeni. Prymat ataku, a zatem
najazdu, którego celem nie jest osiągnięcie przewagi, zdobycie
terytorium, ale pobranie daniny (zysku przy jednoczesnej stracie
antagonisty) – stworzenie sytuacji bramkowej. Akcje przenoszą się z
jednej strony boiska na drugą, z jednego krańca Europy na drugi,
Wizygoci wypierają Gotów. Przestrzeń i jej wykorzystanie pozostają
funkcją ruchu podmiotów działania, pełnią rolę drugorzędną.
Wraz z pojawieniem się Pelego i Garrinchy piłkarze przestają być
sobie równi – nastaje era feudalna. Ci mniej wybitni, często
zapomniani wyrobnicy, to przywiązani do określonego fragmentu boiska
piłkarze – odpowiednik średniowiecznych chłopów. To tylko dzięki ich
niewdzięcznej, żmudnej pracy, może królować Pele, władca futbolu,
którego imię na zawsze żyć będzie w podręcznikach historii, tak jak
wiecznie żywe imiona Filipa Pięknego czy Henryka IV. Przestrzeń to
miejsce honorowych potyczek, jej wykorzystanie jest słabe, zboże nie
rośnie na ledwo zaoranym ugorze. Religijna koncepcja rzeczywistości.
Zarówno Pele, jak i średniowieczny król to wybrańcy Boga. Ich status
ontologiczny jest różny od reszty społeczności, ich przeznaczeniem
jest panować.
Futbol totalny i Cruyff. Każdy z zawodników jest równy, każdy może
wykonywać dowolne zadania, każdy może zostać zastąpiony na swej
pozycji przez innego. Początki kapitalizmu, nierozróżnialna rzesza
ludzi bez ziemi i zajęcia zatrudniana w tym, co powoli zacznie się
przeradzać w fabryki. Robotnik jest anonimowy, wymienialny,
zastępowalny. Przestrzeń ulega powolnemu zagospodarowaniu, nikną
knieje, bagna i stawy. Całe boisko służy do gry, nie ma stref mniej
lub bardziej wykorzystywanych. Futbol defensywny, maksymalne
wykorzystanie własnej przestrzeni, eksplozywność sił – rozwój
przemysłu, handlu, kapitalizm. Poszukiwanie wolnej przestrzeni jako
racji przestrzeni zajętej.
Wkraczamy w nowoczesność, historia nabiera tempa: własna przestrzeń
przestaje wystarczać, potrzeba kolejnych rynków zbytu, rodzi się
imperializm – przeniesienie akcji na teren przeciwnika,
wykorzystanie tego, co nienasze dla osiągnięcia własnych celów,
zepchnięcie do defensywy. Pojawia się podział pracy: nie każdy musi
umieć wykonywać wszystko, pojawiają się specjaliści w różnych
dziedzinach, eksperci. Piłkarze otrzymują ściśle i wąsko określone
zadania przy coraz większej roli trenera – państwa. Wariant Aleksa
Fergussona: ofensywna i żywiołowa gra, cała drużyna atakuje tak, by
stłamsić przeciwnika na jego terenie – kolonializm; wariant
Barcelony lub Arsene'a Wengera i Arsenalu: powolne, ale nieubłagane
okupowanie przestrzeni przeciwnika tak, że jego obecność na własnej
przestrzeni wydaje się niemożliwością – kapitalistyczny
neokolonializm.
Kapitalizm zamyka w swoim władaniu całość dostępnej przestrzeni,
zmienia się jego charakter, staje się implozywny, dąży do możliwie
jak najlepszego jej wykorzystania. Chelsea, Jose Mourinho,
maksymalne wykorzystanie dostępnej przestrzeni niezależnie od
sytuacji – ofensywnej czy defensywnej, cała przestrzeń traktowana
jako własna, maksymalizacja zagęszczenia, wykorzystywanie mediów,
modyfikacja pola walki, specjalizacja, odczłowieczenie, pełen
racjonalizm. Elementy społeczeństwa wymienialne pod kątem swej
funkcji.
Drugi wymiar analizy: przechodzenie tego, co indywidualne i
przygodne, w to, co kolektywne i racjonalne. Czas Pelego i Maradony,
czas artystów futbolu, a zatem wielkich jednostek odchodzi w
niepamięć. Zastępuje go czas taktyki, gdzie to, co indywidualne,
podporządkowane zostaje całości. Romantyzm oddaje pola
kapitalizmowi, który w miejsce realizacji jednostkowej dąży do
zmaksymalizowania skuteczności. Grecy zdobywają mistrzostwo Europy,
Porto zwycięża w Lidze Mistrzów. Talent przestaje wystarczać, natura
zaprzęgnięta w pozytywistyczną machinę kształcenia. Dobry piłkarz to
nie ten, który urodził się dobrym, ale taki, który od najmłodszych
lat był na dobrego kształtowany. Rola genetyki – prezydent Olimpique
Lyon Aulas zapowiada podpisanie kontraktu z synem swego najlepszego
zawodnika Juninho, jeśli takowy przyjdzie na świat.
Zwycięstwo pozytywizmu: to, co naukowe, wypiera naturalność i
tradycję. Pojawia się Milanlab: najnowocześniejszy na świecie zespół
laboratoriów i gabinetów lekarskich pozwalający dzięki cudom
przyrodoznawstwa zmusić ludzkie ciało do wysiłków do tej pory dla
niego niedostępnych. To, co związane z tradycją, zostaje odrzucone w
imię nauki: Niemcy rezygnują z historycznych barw (białoczarnych) i
zastępują je barwami, których właściwości według psychologii odnoszą
na boisku najlepszy efekt – czerwonych. Użyteczność zastępuje
emblemat.
Gospodarka przestaje działać w paradygmacie narodowym, zastępuje go
paradygmat międzynarodowych korporacji – spotkania reprezentacji
krajowych stoją na zdecydowanie niższym poziomie niż rozgrywki
klubowe, mają niższy prestiż. Decyzja o zatrudnieniu piłkarza nie
jest rozważana przez pryzmat jego narodowości; podobnie jak wybór
klubu, w jaki zainw