Gość: wikul
IP: *.acn.waw.pl
08.07.03, 01:10
SexAtak
Ogromny fallus na platformie, a w pochodzie ponad pół miliona nagich i
półnagich kobiet oraz mężczyzn. Hasła takie, jak "Wsadź mi w d..."
czy "Jestem lesbą", należały do najłagodniejszych.
"Jesteśmy homo, a jak wam się to nie podoba, to mamy was w d..." -
wykrzykiwali 28 czerwca tego roku uczestnicy parady gejowskiej w Berlinie. W
tych berlińczyków, którym manifestacja się nie podobała, ciskano zużytymi
prezerwatywami, pokazywano im obsceniczne gesty i prowokacyjnie obnażano
przed nimi genitalia. W ostatnich dniach podobne parady odbyły się w
Budapeszcie, Marsylii, Kolonii, Rzymie, Porto, Oslo, Wiedniu, Nowym Jorku,
Zurychu czy Sao Paulo.
Mieszkańcy tzw. trójkąta bermudzkiego w Berlinie między Nollendorfplatz oraz
ulicami Motzstrasse i Fuggerstrasse (w dzielnicy Schoneberg) przed paradą
gejów wyjechali z miasta. Tylko to im pozostało, bo socjaldemokratyczny
nadburmistrz Klaus Wowereit jest gorącym zwolennikiem obscenicznych parad
homoseksualistów. Gdy objął urząd, publicznie przyznał, iż jest
homoseksualistą: "Jestem gejem i to jest OK". To on otwierał w tym roku
gejowską paradę i nie krył, że jest z tego dumny. Wowereitowi nie
przeszkadzają walające się wszędzie zużyte prezerwatywy, popsute sztuczne
penisy i waginy, pornograficzne ulotki i obelżywe hasła. W dodatku 12 lipca
mieszkańców Berlina czeka jeszcze powtórka - mniej obsceniczna, ale za to
dłuższa i głośniejsza Love Parade. W manifestacjach gejów i lesbijek już nie
chodzi o natrętne demonstrowanie odmienności seksualnej, to wręcz
terroryzowanie tzw. normalnej większości - jak w Rzymie za czasów Kaliguli.
Politycy temu ulegają, bo geje i lesbijki to bardzo wpływowe lobby.
Przeciwnicy obscenicznych parad muszą się liczyć z tym, że publicznie
zostaną nazywani "głupimi reakcjonistami". Mało tego, podczas widowiskowego
przemarszu przestaje obowiązywać prawo - uczestnicy uprawiają seks w
publicznych miejscach i masowo używają narkotyków. Policja jednak nie
interweniuje! Przeciwnie - ochrania ten pseudokarnawał.
Uwodzenie establishmentu
Na tegorocznej paryskiej Paradzie Dumy Lesbijek, Gejów, Biseksów i
Transseksów" (28 czerwca) podstarzali panowie na łyżworolkach ścigali się z
wozami, którymi jechali najbardziej prowokujący transwestyci - w rytm samby
trzęśli genitaliami, zachęcali publiczność do kopulowania oraz inscenizowali
seks oralny. Na czele parady (600 tys. osób) kroczył 53-letni mer stolicy
Francji Bertrand Delanoe, sam zdeklarowany homoseksualista. W tym roku
przyłączyli się do niej politycy wszystkich partii, choć do niedawna
gauliści nawet nie odpowiadali na zaproszenia organizatorów. Paradzie gejów
w Rzymie przewodził mer Francesco Rutelli, także zdeklarowany
homoseksualista. W nowojorskich paradach uczestniczy Michael Bloomberg,
obecny burmistrz Nowego Jorku, podobnie jak senator Hillary Clinton. Bill
Clinton był pierwszym prezydentem USA, który spotkał się z delegacją gejów i
lesbijek i publicznie ich poparł.
Podczas ubiegłorocznej parady w Berlinie pozdrowienia uczestnikom przesłał
socjaldemokratyczny kanclerz Gerhard Schršder. W tym roku polityczne
poparcie dla gejów i lesbijek wyraził już niemal cały niemiecki
establishment. Nadburmistrz Klaus Wowereit zamierza doprowadzić do tego, by
w 2010 r. w Berlinie została zorganizowana gejowska olimpiada - Gay Games, w
której weźmie udział 20 tys. sportowców lesbijek i gejów z całego świata.
Pierwsza gejowska olimpiada odbyła się w 1982 r., ostatnia w 2002 r. w
Sydney. Następną przewidziano w 2006 r. w Montrealu.
Holding Międzynarodowa Duma
Parady gejów i lesbijek to nie spontaniczne akcje amatorów, lecz swego
rodzaju różowa międzynarodówka. Międzynarodowe Stowarzyszenie Koordynatorów
Dni Dumy Lesbijek, Gejów, Biseksualistów i Transseksualistów to prawdziwy
globalny holding. Kiedy ten ruch powstawał w 1981 r., spotkało się siedem
osób reprezentujących nie liczące się organizacje. Już rok później w
Bostonie powstało Narodowe Stowarzyszenie Koordynatorów Dni Dumy Lesbijek i
Gejów założone przez komitety z sześciu wielkich amerykańskich miast. W 1987
r. do organizacji dołączyły grupy kanadyjskie i zyskała ona
przydomek "międzynarodowa" (IAL/GPC). W 1992 r. połączyły się organizacje
południowoamerykańskie i europejskie, a w 1997 r. podczas dorocznej
konferencji w Nowym Jorku dołączyli przedstawiciele Afryki, Australii i
Nowej Zelandii. Holding zrzeszający organizacje gejów, lesbijek i
transseksualistów w obecnej postaci ukształtował się w 1999 r. i przyjął
nazwę InterPride (Międzynarodowa Duma).
Obecnie holding InterPride składa się ze 120 organizacji reprezentujących 24
najwyżej rozwinięte kraje świata (praktycznie lista tych krajów pokrywa się
z listą członków OECD). Jak wynika z dokumentów dorocznych konferencji
InterPride, jest to już potężna międzynarodowa organizacja lobbystyczno-
biznesowa. O jej możliwościach świadczy to, że w ciągu roku organizuje 175
wielkich imprez na wszystkich kontynentach (aż 107 spośród tych imprez
odbywa się w USA i Kanadzie). Niektóre z nich gromadzą prawie milion
uczestników, a ich budżety przekraczają 100 mln dolarów. Największe imprezy
odbywają się w Sao Paulo, Nowym Jorku, Toronto, San Francisco, Los Angeles,
Sydney, Berlinie i Wiedniu. Tylko w Nowym Jorku w czerwcu organizowane są
cztery wielkie widowiska. Co roku w imprezach organizowanych przez
InterPride bierze udział ponad 20 mln osób.
Kto rządzi różową międzynarodówką?
Ruch gejów i lesbijek ma oczywiście swoją kombatancką przeszłość. 27 czerwca
1969 r. w barze Stonewall Inn w nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village
policja przeprowadziła akcję przeciwko gejom. Podczas interwencji doszło do
regularnej bitwy. Lokal kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Starcia
trwały trzy doby. Gdy policjanci natarli dużymi siłami, geje podpalili bar.
Na pamiątkę tamtych wydarzeń co roku 27 czerwca w ponad stu miastach świata
odbywają się demonstracje gejów i lesbijek. W gejowskiej mitologii
funkcjonuje też pierwszy marsz na Waszyngton (14 października 1979 r.), w
którym wzięło udział ponad 100 tys. osób.
Pielęgnacją kombatanckiej tradycji zajmuje się powołana w 1984 r. nowojorska
organizacja Heritage of Pride (Dziedzictwo Dumy), mająca wielkie wpływy w
nowojorskich mediach. Rocznie zbiera ponad 100 mln dolarów na "utrwalanie
Dziedzictwa Dumy". Organizacją kierują Alan Reiff i Amy Kaufman, którzy
wcześniej angażowali się w ruch hippisowski oraz aktywnie wspierali akcje
antyglobalistów, m.in. w Seattle. Za biznesową stronę przedsięwzięcia
odpowiada Anthony Dean, również aktywny w zbieraniu środków na akcje
antyglobalistów. HOP wybiera co roku tzw. wielkich marszałków - znane
osobistości, które odgrywają role głównych lobbystów i rzeczników
organizacji. Wyróżnia ich to, że mają lewicowe poglądy, bardzo bliskie
antyglobalistom. Wielkimi marszałkami HOP są obecnie Cherry Jones i Terrence
McNally. Jones występuje w teatrach na Broadwayu, ma też na koncie role
filmowe i telewizyjne. Pojawiła się w takich filmach, jak "Erin Brockovich"
czy "Zaklinacz koni". Jest też współzałożycielką American Repertory Theatre.
Z kolei Terrence McNally to przede wszystkim dramaturg, zdobywca sześciu
Tony Awards, wielokrotnie wyróżniany przez stowarzyszenie nowojorskich
krytyków, laureat nagrody Emmy. Sztuki o gejach zaczął pisać już w latach
60., czym zasłużył sobie na miano "gejowskiego dramaturga".
Ideologiczna nadbudowa
O ile InterPride jest swego rodzaju koncernem zajmującym się zdobywaniem
pieniędzy i organizowaniem imprez oraz kampanii, o tyle Międzynarodowe
Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek (ILGA - The International Lesbian and Gay
Association) dba głównie o ideologiczną nadbudowę. ILGA powstała w 1978 r. w
Coventry (Wielka Brytania). Założyli ją przedstawiciele organizacji
gejowskich z dziesięciu krajów Europy - początkowo jako